Labirynt wyobraźni. Edukacja w BWA w Lublinie

WARSZTATY, UCZNIOWIE LICEUM, 16.04.2010. FOT. DIANA KOŁCZEWSKA. 
DZIĘKI UPRZEJMOŚCI GALERII BWA W LUBLINIE
WARSZTATY, UCZNIOWIE LICEUM, 16.04.2010. FOT. DIANA KOŁCZEWSKA. DZIĘKI UPRZEJMOŚCI GALERII BWA W LUBLINIE

Opowiem wam historię. Będzie trochę o sztuce, trochę o waszym najbliższym otoczeniu, trochę o życiu, bo przecież wszystko to ze sobą się przenika. Zadam parę pytań retorycznych, z którymi spróbujecie się zmierzyć we własnej głowie. Podzielicie się wątpliwościami w obliczu dzieła sztuki. A potem dostaniecie różne materiały, za pomocą których spróbujecie zwerbalizować zagadnienie, o którym rozmawialiśmy. Będziecie musieli wytężyć wyobraźnię, uważnie zajrzeć w głąb siebie, przyjrzeć się własnym relacjom ze światem. Efekty waszych działań będą efemeryczne, ale nie o ich trwanie tu chodzi, nawet nie o ich istnienie. Chodzi o to, abyście spróbowali przefiltrować usłyszaną opowieść przez swoje wnętrze i ujawnić pokłady kreatywności, które w was drzemią. Tak mogłaby brzmieć zapowiedź interdyscyplinarnych warsztatów twórczych Labirynt wyobraźni prowadzonych w Galerii BWA w Lublinie, które miałam okazję obserwować parokrotnie. Prowadzą je absolwentki edukacji artystycznej Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, artystki: Marta Bosowska i Iga Gosiewska.

Warsztaty to niezwykłe spotkania przeznaczone dla różnych grup wiekowych: dzieci, młodzieży, dorosłych i ludzi starszych (studentów Uniwersytetu Trzeciego Wieku), w ramach których sztuka współczesna - jej historia, zagadnienia i problemy, staje się punktem wyjścia do samodzielnych, twórczych działań. Dzieci wykonują ćwiczenia warsztatowe w oparciu o konkretne zagadnienie sprzyjające rozwijaniu wyobraźni, zachęcające do tworzenia i odkrywania świata w jego różnorodnych przejawach. Młodzież podczas spotkań ze sztuką ma szansę nie tylko poszerzać wiedzę z zakresu teorii i historii sztuki, ale także doskonalić praktyczne umiejętności. Dorośli i starsi uczestnicy warsztatów oswajają się ze sztuką współczesną poprzez merytoryczną dyskusję o nowych środkach wyrazu, zjawiskach i postawach artystów, a także sami wizualizują rozmaite zagadnienia związane ze sztuką podczas indywidualnych działań warsztatowych. Warsztaty zróżnicowane pod kątem wieku i stopnia zaawansowania uczestników, stanowią jeden z trzonów oferty edukacyjnej lubelskiej Galerii BWA.

Nacisk na edukację to ważny element programu tej instytucji, która w ostatnim roku przeszła poważne zmiany. Warto zakreślić kontekst tego niezwykłego miejsca na mapie Lublina. Przez ponad ćwierć wieku dyrektorem lubelskiej galerii miejskiej był Andrzej Mroczek, postać niemalże legendarna, człowiek, który nadał jej kształt i charakter poprzez konsekwentnie budowany przez lata, autorski program artystyczny. Andrzej Mroczek w 1974 roku zaczął prowadzić Galerię Labirynt, 7 lat później został dyrektorem BWA i program galerii Labirynt wypełnił program BWA. Program Mroczka zakładał wierność tradycji postkonceptualnej; najpełniej realizował się w Galerii nurt intelektualny. Pojawiali się cyklicznie artyści stanowiący filary sztuki współczesnej - Józef Robakowski, Natalia LL, Andrzej Lachowicz, Krzysztof Zarębski, Teresa Murak, Janusz Bałdyga, Zygmunt Rytka. Wielu artystów spoza Lublina, jak Jerzy Bereś, Jan Świdziński czy Zbigniew Warpechowski, mieli najwięcej wystaw właśnie w Lublinie. Galeria w latach 70. hołdowała tendencjom progresywnym w sztuce, odbywały się tam wykłady Jerzego Ludwińskiego, wystąpienia Andrzeja Partuma. Pojawiały się nowatorskie formy wyrazu, jak sztuka performance, (warsztaty performance zainicjowane podczas Lubelskiej Wiosny Teatralnej w 1973 roku przez Zbigniewa Warpechowskiego), sztuka wideo, pierwsze prezentacje sztuki kontekstualnej Świdzińskiego. W ostatnich latach Galeria BWA nieco okrzepła, wystawy realizowane według programu Mroczka wydawały się logiczną konsekwencją wcześniejszych wyborów, a co za tym idzie, były dość przewidywalne. Andrzej Mroczek zmarł w czerwcu 2009 roku, co oznaczało dla galerii i dla środowiska artystycznego koniec bardzo istotnej epoki. 1 marca 2010 stanowisko dyrektora BWA objął Waldemar Tatarczuk, artysta performance i kurator, założyciel Ośrodka Sztuki Performance, współzałożyciel Lubelskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Wizja programowa nowego dyrektora od początku nawiązywała do historii Galerii. BWA przez wiele miesięcy prezentowało wystawy według koncepcji Andrzeja Mroczka, ostatnią prezentacją była Sztuka miary i harmonii (29.04-20.05.2010).

Program wystawienniczy Galerii BWA zakłada działanie dwukierunkowe: z jednej strony kontynuację dotychczasowej linii związanej z programem Andrzeja Mroczka, z drugiej otwartość na różne nowe propozycje artystyczne. Pielęgnowanie neoawangardowych tradycji galerii łączy się z podtrzymaniem progresywnych tendencji, które wyraża się w swobodnym poruszaniu się w ramach bieżącego dyskursu sztuki i jej aktualnej problematyki oraz w promocji interesujących zjawisk w sztuce najnowszej. Aby nie pozostać martwym miejscem, które symbolicznie ożywa raz w miesiącu z okazji wernisażu, Galeria BWA dba o budowanie przestrzeni komunikacji z publicznością. Program Galerii jest coraz bardziej zróżnicowany; oprócz wystaw w BWA odbywają się performance'y, koncerty, projekty multimedialne, warsztaty związane z wystawami i od nich niezależne, projekcje filmowe, wkrótce ma powstać czytelnia i mediateka artystyczna. Wszystkie te działanie zmierzają do tego, aby galeria zaistniała jako miejsce przyjazne, oferujące rozmaite możliwości spędzania czasu. Waldemar Tatarczuk zapowiada: Chcę, aby galeria była bardziej widoczna i stała się miejscem chętnie odwiedzanym, miejscem spotkań, dla których pretekstem jest sztuka. Nie chodzi wyłącznie o pokazywanie dzieł sztuki dla koneserów. Nie interesuje mnie tworzenie świątyni dla wybranych, ale popularyzacja sztuki na jak największą skalę. Chciałbym skromnie, na początek, żeby przez miesiąc chociaż 1000 osób przeszło przez galerię, ale żeby tak się stało, propozycja galerii musi być zróżnicowana. Nie każdemu wystarczą obrazy wiszące na ścianie czy rzeźby, niektórzy chcą też posiedzieć i poczytać, obejrzeć filmy, których żaden kanał telewizyjny nie pokaże, wziąć udział w warsztatach, posłuchać takiej muzyki, której nie emitują stacje radiowe.

Sztuka i wystawiennictwo wnikają coraz bardziej w strukturę życia, integrują się z codziennością, co stwarza wspólną płaszczyznę dla artystów, krytyków i odbiorców sztuki. Jednak aby ich sfery doświadczenia mogły się przenikać, ta płaszczyzna powinna zostać skodyfikowana i sproblematyzowana w taki sposób, aby udrożnić pomiędzy nimi kanały komunikacji. Obecnie istnieje duży rozdźwięk pomiędzy tym, co proponują instytucje kulturalne, a tym, co są w stanie przyswoić ich odbiorcy. Nie wynika to wcale ze zbyt wysokiej poprzeczki stawianej przez galerie sztuki, ale z braku edukacji i paradoksalnie braku zainteresowania odbiorcą. Pojawia się potrzeba, aby pomiędzy grupami, o jakich wspomniałam, artystami i krytykami a publicznością zaistniał ktoś w rodzaju mediatora, który byłby w stanie dostosować komunikat galerii do poziomu odbiorcy, zestroić fale i sprawić, że ów komunikat mógłby zostać właściwie zrozumiany. W tej roli znajdują się przede wszystkim osoby prowadzące warsztaty. W lubelskim BWA oprócz cyklicznych warsztatów twórczych odbywa się także szereg wydarzeń towarzyszących, które również wpływają na poszerzenie oferty edukacyjnej. W jaki sposób funkcjonują, jaki jest szczegółowy program działania i metodyka warsztatów, na ile spełniają one swoje cele? Na ten temat rozmawiam z Martą Bosowską.

WARSZTATY, UCZNIOWIE PODSTAWÓWKI, 21.04.2010. FOT. DIANA 
KOŁCZEWSKA. DZIĘKI UPRZEJMOŚCI GALERII BWA W LUBLINIE
WARSZTATY, UCZNIOWIE PODSTAWÓWKI, 21.04.2010. FOT. DIANA KOŁCZEWSKA. DZIĘKI UPRZEJMOŚCI GALERII BWA W LUBLINIE

Marta Ryczkowska: Prowadzicie warsztaty dla różnych grup wiekowych. Opowiedz o schemacie takich warsztatów. W jaki sposób konstruujesz spotkania dla dzieci, dla młodzieży, dla ludzi starszych?

Marta Bosowska: Na początku staramy się wyczuć potrzeby i zainteresowania wspomnianych grup wiekowych. Przeprowadzam wywiad z nauczycielką, z rodzicami. Staram się indywidualnie dobrać język do każdej z grup, inaczej mówię do siedmiolatka, inaczej do licealisty, inaczej do gimnazjalisty, który nie ma pojęcia o sztuce, a inaczej do gimnazjalisty, który przychodzi na warsztaty sam z własnej woli. Spora część grup jest zaplanowana z wyprzedzeniem, ale zdarzają się sytuacje, że grupy przychodzą z dnia na dzień. Wtedy chwila rozmowy z opiekunem pomaga wybadać, w jaki sposób skonstruować warsztat, by był on dla nich zrozumiały, przyjemny i kształcący.

MR: Pod jakim kątem wybierasz problemy: przestrzeń, kolor, nastrój, postęp, przedmiot, reklama?

MB: To są swego rodzaju słowa-klucze, które stanowią punkt wyjścia do dalszych rozważań. Planując scenariusz warsztatów próbujemy zainteresować ludzi tym, co się dzieje we współczesnej sztuce. Sztuka wchodzi w massmedia, w tematykę społeczną, reklama miesza się ze sztuką, sztuka miesza się z reklamą, artyści działają na takich płaszczyznach stwarzając zupełnie inne problemy. Jeśli warsztaty ze sztuki współczesnej dotyczą przedmiotu, rozpoczynam je pogadanką o Duchampie, o ready-made, o przedmiotach znalezionych - próbuję wytłumaczyć znaczenie kontekstu, w jakim znajduje się przedmiot. Jeżeli chodzi o kolor, warsztaty te są skierowane do grup, które mają znikomą styczność ze sztuką i trzeba ich uświadamiać od podstaw. Zazwyczaj te warsztaty są skierowane do małych dzieci, siedmio-, ośmiolatków, które bawią się kolorem, ale zaznaczę, że nigdy nie używamy farb i kredek. To zupełnie inna, namacalna zabawa barwą w oparciu o takie tworzywa, jak tkaniny, pudełka, kartony, plakaty, gazety. Barwa jest zatem punktem wyjścia do stworzenia instalacji; nie jest to czysta apla; okazuje się, że barwa może być przestrzenna. Jeżeli chodzi o warsztaty z zakresu reklamy, prezentujemy przykłady i dokumentacje tego, w jaki sposób sztuka miesza się z reklamą, w jaki sposób może stać się narzędziem krytyki konsumeryzmu. Staramy się podkreślać, że sztuka jest przyćmiona przez nachalne komunikaty, które nas zalewają, wszelkiego rodzaju reklamę zewnętrzną, co trwale wryło się we współczesny krajobraz. Młodzież zazwyczaj wolny czas spędza w marketach, wielkich domach towarowych i trudno znaleźć dla nich alternatywę, dlatego też bazujemy na komunikacie, który jest dla młodego pokolenia bardzo jasny, czytelny. Traktujemy to jako sposób, aby podstępem zaszczepić w nich reklamę sztuki. Zadaniem młodzieży jest zaproponowanie innego rodzaju reklamy - reklamy wartości bądź przedmiotu, które są w ten sposób nobilitowane. Przy tym temacie nakreślamy również kontekst artystyczny, pojawia się wątek sztuki krytycznej i pop artu. Podczas warsztatu Nastroje dzieci mają skojarzyć barwę z nastrojem, opowiedzieć o swoich ulubionych kolorach i znaczeniu nastrojów. Po przeprowadzeniu burzy mózgów, dostają zadanie, aby przebrać za jakiś nastrój - stworzyć go strojem. Powstają fenomenalne pomysły, mali uczestnicy spotkań pokazują takie stany, jak zażenowanie, złość, całą paletę emocji. Taki warsztat może z powodzeniem służyć psychologicznej obserwacji; zabawa przekłada się na dziecięcy świat marzeń, zamiłowań, problemów. Naszym celem jest, aby warsztaty nie były czysto plastyczne, czysto artystyczne ani czysto teoretyczne, jeśli chodzi o sztukę współczesną, ale prowokowały twórcze myślenie także związane z własnym „ja", stały się rodzajem arteterapii, motorem do uświadomienia sobie własnego potencjału. Dlatego też proponujemy uczestnikom tak interdyscyplinarny rodzaj działania. Dla zaawansowanych mamy oczywiście ofertę na zupełnie innym poziomie. Są też warsztaty tematyczne związane z wystawami, które się odbywają w BWA.

MR: Podczas warsztatów stosujecie zarówno teoretyczne, jak i praktyczne metody edukacyjne, wykorzystujecie rozmaite formy aktywizacji, w których zwiera się warstwa teoretyczna, czyli pogadanka, wykład, prezentacja multimedialna oraz część praktyczna, czyli działanie na bazie przygotowanych materiałów, analizowanie problemu związanego ze sztuką. Kto opracowuje metodykę waszych działań? Na jakim systemie bazujecie, co było waszą inspiracją?

MB: Metodyka została zaszczepiona nam na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Jako studentka edukacji artystycznej miałam zajęcia z profesorem Marcinem Berdyszakiem i Magdą Parnasow, które były określane jako Warsztaty Aktywności Twórczej. Wówczas studenci uczestniczyli w warsztatach i mieli okazję sprawdzić na własnej skórze, jak to wygląda. Jest mnóstwo miejsc, w których dzieciaki mogą się wyrażać plastycznie, są domy kultury, kółka plastyczne, ale dotyczą one zupełnie innego sytemu nauczania. Nam chodzi o interdyscyplinarne działanie, które ma na celu powiązanie sztuki z życiem, doszukiwanie się w rzeczywistości tego, co można wtłoczyć w ramy sztuki, badanie tych wzajemnych zależności. Warsztaty miały miejsce nie tylko w pracowni, ale również na plenerach. Brałam udział w Międzynarodowych Warsztatach Twórczego Niepokoju Kieszeń Vincenta, podczas których artyści z całej Europy prowadzą warsztaty z dziećmi i młodzieżą zarówno w przestrzeni otwartej, jak i w pracowniach. Ja obrałam drogę ku bardziej komercyjnym miejscom. Na ogół szukałam potencjalnych odbiorców sztuki w marketach, zachęcałam młodych ludzi, aby zamiast wchodzić do sklepu, wzięli udział w warsztatach. Działaliśmy w obrębie sklepu, na parkingu, te działania same się napędzały. Nie były to spotkania czysto plastyczne i związane ze sztuką, dotykały one także codziennych problemów, prowokowały do refleksji, że sztuka współczesna jest silnie związana z życiem.

MR: Zajęcia, w których uczestniczyłyście na studiach i w oparciu o które budujecie własny, niezależny program warsztatów twórczych, przypominają mi proces stawania się psychoterapeutą - aby psycholog mógł stać się terapeutą musi przejść własną terapię; musiałyście przejść przez takie warsztaty, aby sprawdzić, jak to wygląda, przetestować swoje reakcje na stawiane problemy. Podczas prowadzenia warsztatów nie bez znaczenia jest fakt, że ty i Iga jesteście artystkami. Nie jesteście edukatorami, paniami od plastyki, kimś, kto ma do spełnienia misję edukacyjną, ale przede wszystkim pracujecie w obszarze sztuk wizualnych. Jak wasze doświadczenie w sferze sztuki przekłada się na pracę podczas warsztatów?

WARSZTATY, UCZNIOWIE LICEUM, 16.04.2010. FOT. DIANA KOŁCZEWSKA. 
DZIĘKI UPRZEJMOŚCI GALERII BWA W LUBLINIE
WARSZTATY, UCZNIOWIE LICEUM, 16.04.2010. FOT. DIANA KOŁCZEWSKA. DZIĘKI UPRZEJMOŚCI GALERII BWA W LUBLINIE

MB: Myślę, że nie odważyłabym się prowadzić takich warsztatów nie mając doświadczenia jako praktyk w sferze sztuki. Moje zainteresowania grają w tym ogromną rolę. Przede wszystkim ten rodzaj konfrontacji dużo daje i otwiera myślenie w dwie strony: uczymy się od siebie nawzajem. Powstają niesamowite rzeczy; uczestnicy warsztatów są często nieprzewidywalni, mają świeże umysły, idee przechodzą niezwykłe przemiany i stają się czymś zupełnie nowym, w każdej z nich odbija się czyjś indywidualny sposób postrzegania rzeczywistości. Często przychodzą ludzie, którzy nie znają i boją się sztuki współczesnej, a przekroczenie progu instytucji zaskakuje ich pozytywnie. Panie z Uniwersytetu Trzeciego Wieku, które z reguły są przyzwyczajone do tradycyjnej sztuki, potrafią w sposób absolutnie fenomenalny odbierać dzieło sztuki. Podczas kuratorskiego oprowadzania po wystawie młodych artystów Opowieści dziwnej treści (9.04-23.04.2010) panie zaczęły same interpretować zaprezentowane prace, były to zupełnie inne spostrzeżenia niż nasze. My czasami za bardzo intelektualizujemy, a uczestnicy warsztatów chcą odbierać sztukę tak, jak ją widzą. Najważniejsze to dopuścić ludzi do głosu, wytworzyć dialog; wówczas proste pytania stają się punktem wyjścia do bardzo ciekawych interpretacji. Po pokazaniu wystawy i dyskusji o niej przeprowadziłyśmy warsztat o przestrzeni - przestrzeni osobistej, zbiorowej. Studentki Uniwersytetu Trzeciego Wieku same musiały w działaniach warsztatowych stworzyć, wygenerować i przedstawić własną, osobistą przestrzeń. Realizacje, które powstały, były bardzo interesujące. Te osoby bardzo się otworzyły, powstały prace na miarę początkującego studenta Akademii Sztuk Pięknych, który zmaga się z podstawowym problemem, jakim są struktury wizualne.

MR: W momencie rozkwitu działów edukacji otwartych głównie dla dzieci lub rodziców z dziećmi pojawia się inny problem - edukacji dorosłych. Wiemy jak rozmawiać z dziećmi o sztuce, ale jak to robić z dorosłymi? Co zrobić z dorosłymi, którzy mają napięty dzienny grafik i przeznaczają powiedzmy godzinę w miesiącu na wizytę w galerii?

MB: Do dzieci łatwiej dotrzeć, gdyż percypują zmysłami, wyobraźnią, nie są jeszcze tak skażone stereotypami. Z drugiej strony dorośli, którzy mają swoje poglądy i w jakiś sposób ukształtowane pojęcie o sztuce najnowszej, potrafią nagle odkryć wartość w tym, co pokazujemy. Próbujemy im objaśnić trudne zagadnienia, posługując się ich językiem, nie idealizując, ale też nie banalizując, zadając pytania. Ludzie przychodzą ze swoimi pociechami na śniadania ze sztuką i nagle okazuje się, że ci ludzie: biznesmeni, księgowe, nauczycielki... Jak przekonać dorosłego widza do obcowania ze sztuką? Przez zainicjowanie kontaktu, wyjście do niego, rozumiane również dosłownie jako wejście w przestrzeń publiczną - poprzez warsztaty, ale i różnego rodzaju wydarzenia artystyczne na mniejszą i większą skalę. Jestem przekonana, że dużą rolę spełnia marketing i promocja sztuki, nie tylko dla artystów, historyków sztuki i pasjonatów, ale też dla innych ludzi.

MR: Od paru miesięcy Galeria BWA przechodzi fazę rewitalizacji i odświeżenia własnego wizerunku - szereg działań mających na celu zróżnicowanie jej oferty, otwarcia jej w szerokim znaczeniu (pod względem programowym, edukacyjnym, wystawienniczym). W jaki sposób warsztaty, filmowiska, Audio piątki - wieczory z muzyką eksperymentalną, wpisują się w zreformowaną galerię BWA?

MB: Galeria BWA do tej pory była elitarnym miejscem skupiającym określone grono odbiorców. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że rzeczywisty zasób posiadanych przez publiczność informacji, przygotowanie teoretyczne i estetyczne potencjalnych odbiorców sztuki pozostaje daleko w tyle za tym, co zakładają w swej działalności instytucje wystawiennicze. W galerii pojawia się sztuka, której ludzie się boją, gdyż nie są w stanie jej zrozumieć, a też nikt im tego nie wyjaśni. Trudno liczyć, że tekst kuratorski operujący właściwym dla sztuki współczesnej językiem będzie komunikatywny dla człowieka, który przyszedł z ulicy. Sens warsztatów i wszystkich pobocznych działań, o których wspomniałaś, zasadza się właśnie na tym, aby przybliżyć galerię szerszemu gronu odbiorów. Poprzez nasze działania zachęcamy ludzi, aby weszli do galerii i się nie przestraszyli, a wręcz przeciwnie, wrócili. Bardzo często grupy, z którymi prowadziłyśmy warsztaty, przychodziły ponownie i to jest jak sądzę oznaka głodu podobnych spotkań. To jest dobry trop i tendencja silnie obecna w podobnych instytucjach na całym świecie, odchodzi się od zamkniętych, elitarnych white cubów, aby oswoić ludzi ze sztuką i uczynić galerię sztuki miejscem bardziej przyjaznym przeciętnemu zjadaczowi chleba.

WARSZTATY, UNIWERSYTET III WIEKU, 23.04.2010. FOT. DIANA 
KOŁCZEWSKA. DZIĘKI UPRZEJMOŚCI GALERII BWA W LUBLINIE
WARSZTATY, UNIWERSYTET III WIEKU, 23.04.2010. FOT. DIANA KOŁCZEWSKA. DZIĘKI UPRZEJMOŚCI GALERII BWA W LUBLINIE

MR: Od niedawna BWA prezentuje rozmaite odmiany współczesnej sztuki dźwięku. Igo, czy mogłabyś coś opowiedzieć o tych działaniach?

Iga Gosiewska: Sfera audio wpisuje się we współczesny trend w świecie sztuki, w wielu galeriach powstaje scena działań audialnych. W BWA tego typu wydarzenia określane są jako Audio piątek. Wielu artystów sięga po medium dźwięku, sztuka staje się coraz bardziej słyszalna. Powody tego stanu rzeczy można mnożyć i właściwie pozostają w sferze domniemania - czy to oznacza, że wyeksploatowała się wizualność, czy sprzyja temu fakt, że artyści sięgają po nowinki techniczne, łatwo osiągalne poprzez proces multimedializacji, a galeria odpowiada na aktualne potrzeby? Naszą intencją było zaprezentowanie różnych zjawisk, które miałby przekrojowo reprezentować to, co dzieje się w obszarze sztuki dźwięku. Byłabym ostrożna z użyciem określenia „na scenie sztuki dźwięku", bo trudno stwierdzić, czy coś takiego istnieje. Dotychczas odbyły się cztery spotkania z dźwiękiem. Na pierwszym grał Marcin Szczęsny, który stworzył syntezę analogowo-elektroniczną, mieszając instrumenty klawiszowe z syntetycznym dźwiękiem generowanym komputerowo. Następnie wystąpił, Daniel Koniusz tworzący elektroniczny noise zainspirowany sceną japońskiego noise'u oraz Ola Grunhotlz. Oboje pochodzą z Poznania. Daniel Koniusz jest artystą wizualnym i dźwiękowym, pełni funkcję asystenta profesora Leszka Knaflewskiego na poznańskiej ASP. W swojej sztuce stara się budować pomost pomiędzy przestrzenią dźwięku i obszarem obrazu. Kolejne spotkanie dźwiękowe w BWA miało miejsce podczas lubelskiej nocy kultury (6.06.2010). Konrad Chyl, zainspirowany elektroakustyką, zaprezentował improwizację na perkusji i sprzęcie elektronicznym. Na ostatnim Audio piątku przed wakacjami wystąpił Piotr Tkacz. Podczas koncertu wykorzystał partytury graficzne i tekstowe o charakterze otwartym. W prezentowanych utworach jako środka wyrazu używał ciszy, uwzględniając otoczenie i traktując je na równych prawach jak instrumenty. Wyraźne są także inspiracje Fluxusem.

Czy prezentacje sztuki dźwięku przyczyniają się do odświeżenia wizerunku galerii? Mam nadzieję, że tak, ale też zaobserwowałam, że publiczność lubelska nie jest przyzwyczajona do odwiedzania galerii częściej niż raz na jakiś czas z okazji wernisażu, do spędzania w niej czasu. Próbujemy ją „odczarować" z tego stereotypowego wizerunku i oswoić poprzez takie działania jak Audio piątek czy Filmowisko. To ostatnie to cykl spotkań z szeroko pojętym obrazem ruchomym. Pokazujemy animacje, etiudy filmowe, dokumentacje sztuki akcji oraz filmy o sztuce.

MR: Oprowadzacie również ludzi w ramach spacerów po wystawach zatytułowanych Z przewodnikiem - sztuka nie gryzie. Czym jest oprowadzanie w waszym wydaniu - czy jest snuciem narracji, czy też zakłada element przemiany postaw, idei, innego patrzenia na sztukę? Jak postrzegacie przewodnictwo po współczesnej sztuce?

MB: Znamy konteksty, szukamy ich, ale też nie dajemy ludziom gotowych recept na to, jak mają rozumieć sztukę. Sztuka współczesna nie musi być niezrozumiała, w co głęboko wierzymy, a niedowiarkom pragniemy to udowodnić. Chcemy zachęcić młodzież szkolną a także dorosłych niezwiązanych ze sztuką do przekroczenia progów galerii i zapoznania się z jej programem. Nasze oprowadzanie po wystawie nie ma wiele wspólnego z tradycyjnym muzealnym przewodnictwem, jest interaktywne, warsztatowe, pokazujemy realizacje, analizujemy zagadnienia, jakich dotykają, stawiamy pytania, oczekujemy od widzów zaangażowania i własnego wkładu w interpretację.

IG: Ja mogłabym to w skrócie określić jako warsztaty myślenia.

MR: Jak mogłybyście określić cel waszych warsztatów? Mówiłyśmy o oswajaniu ze sztuką, która uchodzi za hermetyczną i niezrozumiałą, o rozmaitych metodach aktywizacji mających przybliżyć galerię odbiorcom. W dalszym ciągu pozostaje jednak pytanie, czy celem edukacji w muzeum/galerii powinno być nauczanie o sztuce, czy też włączanie zarówno galeryjnej publiczności, jak i każdego z widzów z osobna do debaty o problemach współczesności przy użyciu wrażliwości i narzędzi krytycznych, których nabywa się w toku warsztatów?

MB: Chodzi o to, aby obudzić odbiorcę sztuki w człowieku, który może mieć zupełnie inne zainteresowania i wykonywać zawód niezwiązany ze sztuką czy humanistyką. Żeby rozumiał, dlaczego Artur Żmijewski gania ludzi na golasa po piwnicach, Christian Boltański wykłada w kościele sterty zużytych ubrań, a Mirosław Bałka decyduje się na postawianie siatki ogrodzeniowej ze słupkiem w galerii. Absolutnie nie jest tak, że my próbujemy sztukę banalizować, uprościć ją i zręcznie opakowaną włożyć do głowy przeciętnego odbiorcy. Nie chcemy prowadzić wykładów na temat sztuki, ale chcemy ludzi z tą sztuką oswoić. Ludzie nie muszą odbierać sztuki w jej historycznym i filozoficznym kontekście, ale można w nich zaszczepić zainteresowanie nią, które nie wymaga otoczenia teorią. Próbujemy mówienie o sztuce dopasować do odbiorcy. Oczywiście jest też kwestia dostosowania języka do odbiorcy - inaczej rozmawiamy z osobą przygotowaną w kwestii odbioru sztuki, a inaczej z laikiem.

MR: Próbujecie odwrócić proces wyalienowania dzieła sztuki z debaty społecznej i wyalienowania widza z debaty o sztuce, co ciekawie sytuuje się w kontekście miejsca waszych działań. Galeria BWA wyrasta z gruntu postkonceptualnego, który próbował wynieść sztukę na pewien metapoziom. I na tym galeria bazowała przez wiele lat. Schedą konceptualizmu jest trudność w myśleniu o sztuce w kategoriach nierozumowych, próba stworzenia sieci języków. W tym momencie wy robicie coś zupełnie odwrotnego, wracacie do intuicji, do postrzegania zmysłowego, do zabaw formalnych, co może być ciekawym doświadczeniem dla samej galerii i może nawet trochę kontrowersyjnym.

MB: Sztuka konceptualna się skończyła, zmieniły się wymagania wobec sztuki. Światowe galerie wychodzą do ludzi. To, co się działo w BWA w latach 70., sprawiło, że była to jedna z najlepszych galerii miejskich w Polsce, nie skażona propagandą do tego stopnia, co galerie miejskie w tamtym czasie, najbardziej z nich niezależna, enklawa wolności na totalitarnym gruncie. W tamtym czasie sztuka konceptualna świeciła triumfy i była rodzajem buntu wobec zastanej rzeczywistości, przejawem krytycznej postawy. Dziś mamy do czynienia pewnym ponownym „rozpuszczeniem się" sztuki w życiu, parafrazując Jerzego Ludwińskiego. Dostosowujemy ofertę do wymagań współczesności.

WARSZTATY, UCZNIOWIE PODSTAWÓWKI, 21.04.2010. FOT. DIANA 
KOŁCZEWSKA. DZIĘKI UPRZEJMOŚCI GALERII BWA W LUBLINIE
WARSZTATY, UCZNIOWIE PODSTAWÓWKI, 21.04.2010. FOT. DIANA KOŁCZEWSKA. DZIĘKI UPRZEJMOŚCI GALERII BWA W LUBLINIE

***

Otwarta, interdyscyplinarna formuła warsztatów włącza uczestników w partycypację, umożliwia aktywne zdobywanie wiedzy i weryfikowanie jej w toku własnego działania w procesie artystycznej sublimacji. Przede wszystkim spotkania te stanowią formę aktywizacji twórczego postrzegania rzeczywistości. Podczas warsztatów, których tematem był przedmiot zmieniający swoją funkcję, rolka papieru toaletowego zamieniała się w kalendarz, który skracając się odnosił się bezpośrednio do upływającego czasu, a latarka włożona w papierowy wykrój człowieka obrazowała serce. Dobrze znane przedmioty przechodziły zaskakujące transformacje znaczeniowe, stając się niezależnym obiektem bądź częścią skomplikowanej instalacji. Zaproponowane przez Martę Bosowska i Igę Gosiewską działania są nastawione na uwrażliwianie uczestników i prowokowanie ich do samodzielnego, twórczego i krytycznego myślenia.

Warsztaty dla dzieci zmierzają do rozwijania wyobraźni, uczenia ich myślenia, wiary w swoje możliwości twórcze oraz kształtowania wrodzonej potrzeby obcowania ze sztuką. Są również zachętą do uczestnictwa we wszelkiego rodzaju wydarzeniach artystycznych, festiwalach, wystawach, spotkaniach. Pokazują, że sztuka może być ciekawą przygodą i wcale nie jest niezrozumiała, za trudna, zbyt dziwna. Trudne zagadnienia są zestawiane z tym, co dla dzieci zrozumiałe. Dzieci pracują z materią, którą znają - z kartonami, szarym papierem, gazetami, folią, farbą - ale używają jej w inny sposób, niż dotychczas. Młodzież gimnazjalna i licealna potrafi już poprzez sytuację wizualną nie tylko snuć opowieść dotyczącą zadanego zagadnienia, ale także wyrażać własne sądy, formułować krytykę, bawić się kształtem, znaczeniem i funkcją przedmiotu. Osoby starsze, studentki Uniwersytetu Trzeciego Wieku, potrafią wnikliwie analizować zaproponowane zagadnienie, wykorzystując własne bogate doświadczenie, wiedzę, empatię. Podczas wizualizowania przestrzeni osobistej, która była tematem warsztatów, uczestniczki sięgały zarówno po tradycyjne środki wyrazu - malowały farbami na papierze, jak i tworzyły układy z krzeseł, konstrukcje z kartonów, swobodnie mieszały dostępne media. Każda z grup ma swoją specyfikę.

Warsztaty niosą ze sobą niewątpliwie cel edukacyjny, uświadamiają problemy i zagadnienia związane ze sztuką współczesną, ale aktywizują także inne sfery ludzkiego życia, niekoniecznie związane z percypowaniem sztuki. Kontekstem warsztatów twórczych nie jest tylko sztuka, ważnym elementem jest fakt, iż bardziej niż do wewnątrz kierują się one na zewnątrz - na sprawy związane z życiem, z otaczającą rzeczywistością, z postrzeganiem siebie i innych. Stanowią rodzaj twórczej terapii, która nie tylko rozwija kreatywne myślenie i wspomaga rozwój wrażliwości na przejawy sztuki, ale przede wszystkim stymuluje ekspresję, pomaga wyrazić siebie. W ten sposób wartości edukacyjne łączą się z twórczym rozwojem własnej osobowości. Choć prawdziwe skutki edukacji artystycznej w lubelskiej Galerii BWA będzie można zobaczyć dopiero za jakiś czas, z całą pewnością należy podkreślić, że edukowanie publiczności jest jednym z najważniejszych zadań, jakie stoi przed współczesną galerią sztuki.

W tym temacie czytaj także:

Anna Lewińska, BWA w Jeleniej Górze sztuką współczesną stoi. Rozmowa z Janiną Hobgarską

 

Krzysztof Gutfrański, Wiedźma Ple-Ple, czyli telewizja jako projekt edukacyjny. Rozmowa z Moniką Weychert-Waluszko

Ewa Opałka, Od działu oświatowego do działu edukacji, czyli jak to się robi w Zachęcie
Ewa Opałka, Anna Bargiel, Cecylia Malik, Edukacja: Minimalistyczny miś lekarstwem na kryzys. Rozmowa o Małym Klubie Bunkra Sztuki.
Leszek Karczewski, Śmiało, obierz ziemniak. Edukacja w MS w Łodzi
Anna Taszycka, Edukacja: sztuka w kinie
CoCA Kolektyw: Katarzyna Jankowska, Marta Kołacz, Daniel Muzyczuk, Joanka Zielińska, Edukacja: sztuka cię szuka!
Monika Weychert-Waluszko, Edukacja w MSN. Rozmowa z Sebastianem Cichockim i Martą Dziewańską
Wojciech Szymański, Muzeum jedzie na Woodstock. Rozmowa z Jolantą Gumulą
Ewa Małgorzata Tatar, „Co artysta miał na myśli?", czyli o sztuce i edukacji
Dorota Jarecka, Biblioteka i reading room. Nowe muzea: edukacja czy zabawa?
Ewa Małgorzata Tatar, Dominik Kuryłek, Kuba Szreder, Pomiędzy krytyką instytucjonalną a krytycznością instytucji. O projekcie "Przewodnik" w Muzeum Narodowym w Krakowie
Janusz Byszewski, Grzegorz Borkowski, Adam Mazur, Muzeum nie tylko dla kuratorów: Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie z punktu widzenia edukatora
Kongres Kultury Polskiej, różni autorzy
Paulina Olszewska, T jak Tarnów, czyli lekcja ze sztuki współczesnej
Katarzyna Hołda, Edukacyjna aktywność wokół "Białej". Z Anną Nawrot i Janem Gryką rozmawia Katarzyna Hołda

WARSZTATY, UCZNIOWIE LICEUM, 16.04.2010. FOT. DIANA KOŁCZEWSKA. DZIĘKI UPRZEJMOŚCI GALERII BWA W LUBLINIE
WARSZTATY, UCZNIOWIE LICEUM, 16.04.2010. FOT. DIANA KOŁCZEWSKA. DZIĘKI UPRZEJMOŚCI GALERII BWA W LUBLINIE