Palimpsest wpisany w elipsę. O architekturze Stadionu

Koloseum [...] po utracie swego funkcjonalnego znaczenia przybrało charakter budowli kryjącej dziwną i tajemniczą historię; jest też kwintesencją pogańskiego niegdyś miasta, miejscem męczeństwa pierwszych chrześcijan, "demonum templum" i w jakimś stopniu wiąże się, dzięki swej niezniszczalności, z przetrwaniem Rzymu w tamtych czasach i w czasach przyszłych1.
Leonardo Benevolo, Miasto w dziejach Europy

Przypadkowy bohater

Dziś wydaje się oczywiste, że Stadion to ikona powojennej Warszawy. Ale stał się nią trochę przypadkowo, wbrew zamysłom decydentów i na przekór obowiązującej doktrynie. Przed wojną planowano na jego miejscu pawilony Powszechnej Wystawy Krajowej (a potencjalnie i światowej) 1944 roku2, która z oczywistych powodów nie doszła do skutku. Lata powojenne dopisały do tych niezrealizowanych marzeń przewrotny epilog. Obszar ten, położony o krok od centrum, ale wyizolowany od zachodu dzikim nabrzeżem Wisły, od południa zjazdem z mostu Poniatowskiego, od wschodu nasypem alei Zielenieckiej, a od północy linią kolejową, stał się wysypiskiem gruzu zwożonego z całej zrujnowanej Warszawy; cmentarzyskiem realnego miasta i wymarzonego przez przeszłość miasta przyszłości.

Jeszcze w trakcie okupacji urbaniści i architekci śnili nowe, lepsze miasto jutra. Budowę głównej jego areny, zgodnie z odwiecznym warszawskim determinizmem geograficznym, przewidywano w różnych miejscach, lecz zawsze na lewym, lepszym brzegu3. Gruzowisko na niedoszłych terenach wystawowych przeznaczono na cele rekreacyjne, ale jeszcze w 1953 roku Główny Komitet Kultury Fizycznej (odpowiednik dzisiejszego Ministerstwa Sportu) planował tam jedynie stadion dzielnicowy dla prawobrzeżnej Warszawy4. Wkrótce warszawski oddział Stowarzyszenia Architektów Polskich rozpisał zamknięty konkurs na Stadion Sportowy na Pradze5 lub "stadion między mostami"6, na 37 500 miejsc, z możliwością powiększenia do 60 000 (15 000 siedzących i 45 000 stojących). Prestiżowe funkcje pełnić miał on tylko do czasu wybudowania lewobrzeżnego7.

Wyniki konkursu mogły dziwić. Choć od czterech lat w polskiej architekturze oficjalnie obowiązywała już doktryna socrealizmu, wszystkie osiem zaproszonych zespołów przedstawiło projekty niemal wolne od neoklasycystycznej pompy i rozbuchanej, propagandowej ikonografii. Fakt, że totalna była sama skala kompleksu, a stopień uproszczenia rysunków na planszach ukazujących całe założenie urbanistyczne - dość duży, uniemożliwiający zaprezentowanie dekoracji w szczegółach. Przyczyn powściągliwości projektantów można też upatrywać w czym innym. Od 1953 roku, po śmierci Stalina, środowisko architektoniczne coraz śmielej krytykowało i kontestowało socrealizm. Co więcej, to właśnie projekty utylitarnych obiektów sportowych, handlowych czy przemysłowych były nawet w najciemniejszych latach niszą dla tych, którzy nie chcieli podporządkować się moskiewskim schematom.

Zwycięzcy konkursu - Jerzy Hryniewiecki (1908-1989), Zbigniew Ihnatowicz (1906-1995) i Jerzy Sołtan (1913-2005)8 - należeli do tego właśnie grona, które zamiast stawiać osiedla czy gmachy rządowe przeczekiwało socrealizm, pracując na uczelni, projektując pawilony wystawowe, fabryki, meble i wnętrza. Leopold Tyrmand, pisarz, który sam nie mieścił się w normach stalinowskiej Polski, z wykształcenia architekt, notował w dzienniku: "Istnieje garstka przeciwstawiających się wyraźnie - do takich należy znakomity architekt, przyjaciel Le Corbusiera i wspaniały człowiek - profesor Jerzy Sołtan. Ci nie budują, są w niełasce, wegetują na profesorskich posadkach. Obok nich istnieje kilku mądrych kunktatorów, przeciwstawiających się ostrożnie i skutecznie, tym bardziej że mocnych swą wiedzą i talentem - należy do nich przede wszystkim profesor Hryniewiecki, pełen dowcipu i błyskotliwości intelektualista, architekci Leykam, Zieliński, Zamecznik i paru innych"9.

W projekcie trójki znalazły się pewne koncesje na rzecz socrealizmu: przede wszystkim portyk oplatający dookoła trybuny - klasycyzujący, ale uproszczony, ażurowy i tylko delikatnie kamuflujący podstawową ideę przestrzenną całości. "Autorzy oparli się na koncepcji widowni wpisanej w planie w koło, jako formie zarówno najłatwiejszej do usytuowania w terenie zamkniętym dwoma wiaduktami, jak i najlepszej pod względem widowiskowym - dającej wszystkim widzom możność oglądania zawodów z jednakowej odległości"10. Wysokość trybun zróżnicowano, by zoptymalizować widoczność z różnych punktów, dzięki czemu korona Stadionu malowniczo wygina się niczym siodło. Kształt Stadionu był więc ściśle podporządkowany funkcji, oparty na racjonalnej geometrii.

Choć pierwszą nagrodę przyznano, żaden z projektów nie wydał się zamawiającym wystarczająco dobry, by skierować go do realizacji. Nic dziwnego - stadionu o tej skali w Warszawie ani w Polsce przedtem nigdy nie zbudowano, należy więc przypuszczać, że nie było architektów, którzy mieliby wystarczające doświadczenie.

W styczniu 1954 roku, nie zwycięzcom, a autorom jednej z wyróżnionych prac, zlecono przestudiowanie alternatywnych rozwiązań urbanistycznych i funkcjonalnych.

Forsowna odbudowa Warszawy dostawała zadyszki, rezygnowano z kolejnych ambitnych zamierzeń, stanęła budowa metra. Wiele wskazywało na to, że "stadion między mostami" również zostanie zapomniany.

Stadion X-lecia, Warszawa
 

Zwrot

Stadion nie podzielił jednak losu metra. W międzyczasie doszło bowiem do nagłego zwrotu akcji. W czerwcu 1954 roku powierzono Warszawie organizację V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów - międzynarodowej imprezy kulturalno-sportowo-propagandowej, która co pięć lat odbywała się w innym socjalistycznym kraju. W ciągu trzynastu miesięcy Warszawa musiała dorobić się reprezentacyjnej areny i "stadion między mostami" stał się "Stadionem Centralnym" o ponaddwukrotnie większej pojemności - 71 000 miejsc siedzących, czyli maksimum tego, na co pozwalała wydolność komunikacyjna, z możliwością powiększenia o miejsca stojące do 100 000.

Praca nad ostatecznym projektem ruszyła w iście stachanowskim tempie. Koncepcja powstała między 1 lipca a 15 sierpnia 1954 roku, "projekt wstępny całości" wykonano do 1 października, projekt techniczny i rysunki robocze powstawały w miarę postępów budowy. Ukończono je 1 czerwca 1955 roku11, czyli na dwa miesiące przed otwarciem festiwalu.

Rozłam

Gdzieś po drodze doszło jednak do rozłamu w zwycięskim zespole. "Jerzy Sołtan i Zbigniew Ihnatowicz nie zgodzili się na zmiany wymagane przed zatwierdzeniem do realizacji i wycofali się z prac"12. O jakie zmiany mogło chodzić? Czy decydenci próbowali zawrócić autorów na drogę socrealizmu? Nie jest tajemnicą, że prezydent Bierut miał słabość do architektów, która - podobnie jak u Hitlera - objawiała się wielogodzinnymi, czasem niezapowiedzianymi, wizytami w pracowniach. "Podczas spotkania zapadały ustne decyzje Bieruta. Były rozstrzygające. Dotyczyły nie tylko ogólnych koncepcji urbanistycznych, ale również detali architektonicznych"13.

Czy Stadionowi groziło, ze racjonalną strukturę pokryje ciężki i niestrawny socrealistyczny lukier? Warszawa widziała już takie hybrydy. Po drugiej stronie Wisły, na gruzach getta, rosło osiedle Muranów. "Znany ze swego wazeliniarstwa profesor Lachert zgodził się na «uszlachetnienie» wybudowanego już Muranowa w duchu socrealistycznym, dzięki czemu powstały elewacje przypominające chorych umysłowo schizofreników, poprzebieranych za Napoleonów, Juliuszów Cezarów i Nabuchodonozorów, z poprzyklejanymi, jak w małomiasteczkowym teatrze, brodami, brwiami i wąsami"14.

Mimo nieobecności Sołtana i Ihnatowicza, projekt nie stoczył się jednak w socrealistyczną farsę. Wręcz przeciwnie. Zniknęły na przykład dwa monumentalne obeliski, które w projekcie konkursowym stały na placu od strony Wisły. Zastąpiły je lekkie "maszty chorągwiane"15 - ostatecznie niezrealizowane. Zniknął też uproszczony portyk oplatający trybuny.

Czemu i komu należy zawdzięczać taki obrót sprawy? Zdaniem dobrze poinformowanego Tyrmanda, Hryniewiecki potrafił "kadzić régime'owi, a jednocześnie wyznawać otwarcie architektoniczne herezje"16. Nie bez znaczenia był też zapewne pośpiech i skąpy budżet, każące rezygnować z niepotrzebnego sztafażu, szukać najprostszych rozwiązań. Dzięki temu na pierwszy plan mogła wyjść szlachetna geometria, którą Stadionowi nadał Marek Leykam (1908-1983), zaproszony przez Hryniewieckiego do pracy nad ostateczną wersją projektu17. Współpracowali oni już wielokrotnie, choćby przy Wystawie Ziem Odzyskanych we Wrocławiu (1948). Leykam wielką wagę przywiązywał do optymalnego kształtowania krzywizny widowni Stadionu. "Leykam reprezentuje pogląd, że sprawdzalna cześć czynników kompozycji powinna być przyjęta jako element w wyniku obliczenia matematycznego. Właśnie formy Stadionu są wynikiem obliczenia matematycznego, którego wzory upamiętnione zostały u wejścia na trybunę honorową"18.

W trakcie realizacji dochodzą nowe elementy - i funkcjonalne, i dekoracyjne, które giną jednak wobec monumentalnej swą geometryczną czystością formy trybun. Koronę wieńczy od strony zachodniej nieistniejący już, drewniany pawilon sprawozdawców prasowych. "Lekki, przeszklony, posiadający nieomal wyraz ruchu w swej formie, dobrze jest skojarzony z przeznaczeniem sportowym założenia"19 - pisał po latach w "Architekturze" Jeremi Strachocki. Do tego kilka wyrafinowanych detali, jak ażurowy zegar, i mnóstwo takich, które w pośpiechu i z braku pieniędzy trzeba było wykonać tanio i prymitywnie, na przykład barierki z rur i giętych prętów. Byle do mety.

Socrealistyczny dekor był skromny. U wejścia na koronę od strony alei Poniatowskiego stanęła rzeźba Adama Romana Sztafeta. Sport lub szerzej - kult młodości i siły fizycznej - to stały element ideologii i ikonografii totalitaryzmów faszystowskiego czy nazistowskiego (ruch Kraft durch Freude - "siła z radości"). Sport to motyw łatwy do zawłaszczenia przez ideologię, ale i do oczyszczenia. Duch faszyzmu - statua zdobiąca mussoliniowską dzielnicę Rzymu EUR został w 1946 roku odideologizowany w prosty sposób - na dłonie mężczyzny nałożono opaski zapaśnika, a tytuł zmieniono na Duch sportu20. Podobnie Sztafeta - mogła w epoce stalinowskiej być odczytywana jako apoteoza witalności i siły reżimu, a dziś jako niewinna rzeźba o tematyce sportowej.

Kurhan

Stadion Centralny otrzymuje ostatecznie nazwę Stadionu Dziesięciolecia. Nie chodzi o dziesięciolecie zakończenia wojny, które mijało w roku 1955, lecz przypadającą 22 lipca 1954 roku rocznicę proklamacji Manifestu PKWN - dokumentu określającego podstawy ideowe i cele nowego, komunistycznego państwa. Manifest stał się jednym z podstawowych mitów założycielskich powojennej Polski. Pomnik tego dokumentu powstał jednak na grobowcu (czy raczej na fundamentach?) starego porządku. Trybuny usypano z zalegających tam gruzów przedwojennej Warszawy. Pod trybunami Stadionu pochowano Stare Miasto - jego cegły, pręty, kości - o ileż prawdziwsze od tego odbudowanego, które lśniło świeżymi tynkami na drugim brzegu.

Koń Trojański

W niedzielę 31 lipca 1955 roku na grobowcu odbyły się pierwsze igrzyska - rozpoczął się Festiwal Młodzieży. "Stadion jest imponujący, na sto tysięcy widzów - notowała w dzienniku pisarka Maria Dąbrowska. - Trybuny szczelnie zapchane, zdawały się wyłożone kolorową mozaiką. A że [...] wszystkim jako bilety rozdawano kolorowe numerowane chustki i tymi chustkami wciąż powiewano - dawało to wrażenie, że ludzka mozaika mieni się i migocze w słońcu. Sam Stadion z delegacjami równie kolorowymi tak co do skóry, jak w strojach, też wyglądał nieludzko, jak zaczarowane jezioro kołyszących się barwnych fal. Słowem, ludzkość w charakterze ornamentu, lecz ornamentu czego? I skąd w człowieku bierze się potrzeba stawania się ornamentem?"21.

Na Międzynarodowy Festiwal Młodzieży i Studentów przybywają goście nie tylko z krajów socjalistycznych, ale i lewicowa młodzież z Zachodu, fantazyjnie ubrana, słuchająca zakazanej muzyki, dyskutująca o zepsutej sztuce. Socjalistyczne igrzyska - wbrew intencjom organizatorów - stają się forpocztą zachodniej popkultury i humanistyki.

Podobnie Stadion, choć modernistyczny, a więc niepoprawny politycznie w formie, jest zbyt poprawny w treści, by zostać przemilczanym lub skrytykowanym. Ledwie 22 lipca otwarto najbardziej okazały pomnik socrealizmu w Polsce - Pałac Kultury i Nauki, a już tydzień później okazuje się, że reżim może też mieć w architekturze inną twarz, twarz bezpartyjnego, kosmopolitycznego intelektualisty. "Socrealistyczne dekorum rzeźbiarskie przesłoniło w oczach ówczesnych politycznych zleceniodawców całą tę skomplikowaną grę formalną elips wpisanych w okręgi, wystudiowanych linii korony Stadionu, dobrze widocznych z lotu ptaka, a z perspektywy historycznej w oczywisty sposób należących do światowego dziedzictwa modernizmu, charakterystycznych dla ówczesnej fascynacji topologią, krzywoliniowym modelunkiem budowli i przedmiotów codziennego użytku"22.

Zdjęcie wypełnionych po brzegi trybun pojawia się na okładce "Architektury"23 - jedynego, oficjalnego czasopisma branżowego. Na fotografii ważniejszy jest tłum, "ludzki ornament", ale nie zmienia to faktu, że "nowoczesny" budynek trafił na okładkę magazynu opanowanego przez ideologów socrealizmu, publikujących wyłącznie artykuły o słusznych ideowo dziełach, historii architektury i budownictwie wernakularnym. Inne wspomina na marginesie i zawsze krytycznie. W numerze - obszerna prezentacja Stadionu, w której jedyne krytyczne elementy dotyczą niedociągnięć funkcjonalnych, a nie niezgodności z obowiązującą doktryną.

Jerzy Hryniewiecki otrzymuje nagrodę państwową.

Odkupienie

Wkrótce architektura i "Architektura" porzucają socrealistyczny akademizm, na okładki wdzierają kolorowe kolaże, a strony zapełniają rozrachunkowe artykuły, w których od nowa pisana jest historia ostatnich lat. Budynki do tej pory przemilczane, a w najlepszym wypadku krytykowane jako przejawy kosmopolitycznego odchylenia, doczekują się rehabilitacji jak oswobodzeni na fali odwilży więźniowie polityczni.

"Opinia o Stadionie Dziesięciolecia jest na ogół ustalona - czytamy w artykule pod znamiennym tytułem O architekturze dziesięciolecia - na nowo. - Jest on uznawany za jedną z najzdatniejszych realizacji powojennych. W istocie, od ogólnych zarysów, widocznych na zdjęciu z lotu ptaka, poprzez trybuny, pawilony i tunele, aż po balustrady i cyferki sektorów stanowi świadectwo wysokich kwalifikacji twórców"24. Autor tekstu broni jego abstrakcyjnej, matematycznie uzasadnionej formy: "Nie jest chyba słuszne twierdzenie, że klasyczne tradycje sportu zobowiązują do szukania wzorów w klasycznej architekturze. Są współcześniejsze tradycje i w sporcie, i w architekturze"25.

Niespełna dziesięć lat później Stadion to już oficjalnie część kanonu. Zajmuje miejsce pośród ponad 300 innych arcydzieł na kartach Architektury polskiej Jana Zachwatowicza - monumentalnego albumu wydanego w 1966 roku z okazji tysiąclecia państwa polskiego - jako dzieło, "które w sposób radykalny przełamało tendencje tego [socrealistycznego - G.P.] etapu i stało się wyrazem nowego kierunku w architekturze"26.

Rozpad

Zbudowany pospiesznie Stadion źle znosił upływ czasu. Owszem, organizowano tu monumentalne igrzyska - zawody lekkoatletyczne, międzynarodowe mecze, finisze kolarskiego Wyścigu Pokoju, dożynki. Nie zmieniało to jednak faktu, że obciążony był od początku błędami, takimi jak niewydolność ramp i schodów prowadzących na trybuny czy niedostateczna liczba toalet. Szybko też zmieniały się standardy. Już w 1956 roku ruszyła w Polsce telewizja, a Stadion zupełnie nie był do jej wymogów przystosowany.

Czas demaskował też prymitywne technologie, oszczędności na materiałach, tandetny detal - typowe cechy pospiesznie stawianych wiosek potiomkinowskich. Reszty dopełniało zwykłe niedbalstwo. Pawilon prasowy na koronie spłonął i nigdy nie został odtworzony.

Jedyne, co opierało się rozpadowi, to szlachetna geometria całości - elipsa wpisana w koło z trybunami nachylonymi według świętego wzoru. To, co architekt daje od siebie zupełnie za darmo, niezależnie od budżetu i okoliczności, ta wartość dodana jaką jest myśl, jest trwalsza niż materia.

W stronę mitu

"Na obszarach już zurbanizowanych narasta problem wynikający z trudności adaptacyjnych zastanego dziedzictwa antycznego i struktur życia publicznego - wielkich budowli, takich jak termy, teatry, amfiteatry, cyrki, magazyny"27 - czytamy w opisie upadku miast antycznych. Stadion Dziesięciolecia również szedł na dno razem z imperium, które powołało go do życia. W 1987 roku nawet autorzy oficjalnego przewodnika po Warszawie ubolewali: "Piękny architektonicznie, tonący w zieleni obiekt sportowy, znajdujący się w centrum miasta jest, niestety, niemal zupełnie niewykorzystany i wciąż czeka na dobrego gospodarza"28.

Im gorzej sprawował swoje podstawowe funkcje, tym dalej przenosił się w sferę mitu. Miejsce pogańskich igrzysk ludowej władzy dorobiło się nawet swojego męczennika - Ryszarda Siwica, który podczas dożynek w 1968 roku dokonał samospalenia na znak protestu przeciw inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. 17 czerwca 1983 roku w półruinie propagandowego cyrku święcił się tryumf wiernych nad poganami: 100 000 ludzi wzięło udział we mszy odprawianej przez Jana Pawła II. Do dziś pozostał po niej krzyż na koronie Stadionu. Sakralna przestrzeń reżimu okazała się odpowiednia także dla całkiem innych obrzędów, jak naczynie, które można napełnić czymkolwiek, pod warunkiem że jest to ciecz.

Inwazja barbarzyńców

Wkrótce otwiera się nowy rozdział w dziejach warszawskiego Koloseum. Obrzędowość zostaje wyparta przez przedsiębiorczość. W 1989 roku Stadion zostaje wydzierżawiony firmie, która przerabia go - razem z rozległymi błoniami - na targowisko. Otrzymuje nazwę Jarmark Europa, choć skład etniczny kupców narzucałby raczej nazwę Jarmark Eurazja. Znów narzuca się skojarzenie ze schyłkiem antyku, gdy okazywało się, że rezydencja służąca przedtem jednemu władcy - jak pałac Dioklecjana w Splicie - może pomieścić w swoich murach całe miasto; gdy rzymskie cyrki stawały się placami oblepionymi gęsto domami mieszkalnymi (rzymska Piazza Navona, Piazza dell'Anfiteatro w Lukce). Warszawski Stadion również obrósł nową, spontaniczną, rozdrobnioną strukturą miejską, rządzącą się swoimi prawami, swoją skalą, niemal ignorującą wielkie, majestatyczne cielsko drzemiące pod spodem. "Życie ma zawsze rację, a architekt się myli" - zachichotał zza grobu Le Corbusier. Być może gdyby dano tej spontanicznej strukturze żyć dłużej niż dwadzieścia lat, okrzepłaby i przeobraziła w nową, różnorodną, malowniczą dzielnicę Warszawy.

Ruina

Dziś Stadion porasta dzika roślinność - herold entropii. Prawie nie ma już ławek, schody są pozapadane, a barierki wygięte. Ale podczas gdy maszyny budowlane bezceremonialnie ryją trybuny, gruz z powrotem obracając w gruz, majestat architektury oczywisty jest bardziej niż kiedykolwiek. Trudno opędzić się od skojarzeń z "teorią wartości ruin" wysnutą przez nadwornego architekta Hitlera - Alberta Speera. "Kiedyś po wyburzeniu zajezdni tramwajowej uderzyło go, jak nędzne wrażenie wywołują gruzy współczesnych budowli. Uświadomił sobie, że pozbawione formy betonowe rumowisko i zardzewiałe żelazne konstrukcje nie są w stanie wywołać owego historycznego dreszczu, który nadawał szczególną godność ruinom z przeszłości. Zastanawiając się nad tym, doszedł do przekonania, że dzięki zastosowaniu dawnych materiałów oraz wzorowaniu się na konstrukcjach antycznych można wznosić gmachy, które nawet w stanie rozpadu będą przywoływać na myśl potęgę ruin na Palatynie lub term Karakalli"29.

Stadion - ze swą wycyzelowaną geometrią i prymitywnym, ciężkim budulcem, jako ruina osiąga splendor ruin starożytnych, ten sam efekt, którego tak szukali Speer i Hitler: "Gdyby jednak nasz ruch miał kiedykolwiek zamilknąć, wówczas jeszcze w kilka tysięcy lat później będzie przemawiał ten oto świadek. Pośród świętego gaju prastarych dębów ludzie w nabożnym zdumieniu podziwiać będą tego pierwszego olbrzyma wśród budowli Trzeciej Rzeszy"30.

Śmierć herosa

Stadionu Dziesięciolecia nikt już nie będzie podziwiał, nawet w ruinie. Jeszcze niedawno na skrawku murawy trenowali piłkarze, przypuszczalnie półamatorzy, otoczeni kanionem trybun. Mały trening małych ludzików w przestrzeni stworzonej dla herosów, do bicia rekordów, do wielkich igrzysk. Ale przyszłe pokolenia będą znały Stadion tylko ze zdjęć. Dołącza on do szeregu innych ginących dzieł modernizmu w Polsce. Powstawały w heroicznych okolicznościach, na przekór doktrynie, mimo odcięcia od światowego obiegu intelektualnego i nowoczesnych technologii, wbrew trudnościom ekonomicznym. Teraz giną równie heroiczną śmiercią.

Warszawa - miejsce dynamicznych zmian w przestrzeni miejskiej - poświęciła ostatnio kilka takich ofiar. Jesienią 2006 roku, po wielomiesięcznych bojach oraz próbach objęcia ochroną konserwatorską, wyburzono pawilon Supersamu (współprojektowany przez Hryniewieckiego), który musiał ustąpić miejsca wieżowcowi. Znacznie ciszej zginęły w 2008 kino Skarpa oraz pawilon Chemii. Stadion Dziesięciolecia został spisany na straty w 2007 roku, gdy zdecydowano, że praktyczniej będzie zlokalizować nową arenę nie obok, a na miejscu starej. Obrona wysublimowanej, ale nieprzydatnej architektury nie miała już sensu, za to wyprawiono jej okazały pogrzeb w kilku odsłonach. Boniek! - jednosobowe odtworzenie meczu Polska-Belgia przez Massimo Furlana do komentarza Tomasza Zimocha przewrotnie wywołał ducha sportowej chwały Stadionu. Radio Stadion nagłośniło wielokulturowość targowiska - wieży Babel w środku dość homogenicznego miasta. Palowanie, obiecując widowisko dla rozkochanego w spektakularnych katastrofach społeczeństwa spektaklu, zadało pytania o trwałość totalnej architektury i jej relacje z jednostką. Schengen było opowieścią o granicach, które istnieją przecież także wewnątrz miasta.

Paradoksalnie, gdyby nie heroiczna śmierć i spektakularny pogrzeb, Stadion nadal trwałby w zapomnieniu. W przyszłości o jego wieloznacznej historii będą przypominać fragmenty nasypu, przykryte lśniącą fasadą i trybunami nowego Stadionu Narodowego, oraz niektóre elementy dekoracji, jak Sztafeta, które mają być wkomponowane w kompleks sportowo-kongresowo-komercyjny. Relikty Stadionu Dziesięciolecia będą kamieniem węgielnym - niewidocznym, drzemiącym pod spodem, a jego szybki wzlot i upadek - memento dla nowego stadionu, który jeszcze nie powstał, a już kreowany jest na ikonę.

Tekst pochodzi z książki "Stadion X. Miejsce, którego nie było" pod redakcją Joanny Warszy, wyd. Ha!art i Bęc Zmiana, Kraków-Warszawa 2008 

Stadion X-lecia, Warszawa
 
  1. 1. L. Benevolo, Miasto w dziejach Europy, tłum. H. Cieśla, Warszawa 1995, s. 28.
  2. 2. S. Starzyński, Rozwój stolicy. Odczyt wygłoszony w dniu 10 czerwca 1938 r. na zebraniu urządzonym przez okręg stołeczny Związku Rezerwistów, Warszawa 1938, s. 86 i nn.
  3. 3. R. Wirszyłło, Stadion Dziesięciolecia w Warszawie, "Architektura" 1955, nr 8, s. 225-226.
  4. 4. Tamże, s. 226.
  5. 5. Fragmenty stuletniej historii 1899-1999. Ludzie fakty wydarzenia. W stulecie organizacji warszawskich architektów, red. T. Barucki, Warszawa 2001, s. 145.
  6. 6. R. Wirszyłło, dz. cyt., s. 225.
  7. 7. Tamże, s. 226.
  8. 8. Tamże, s. 226. Nazwiska współpracowników – D. Krajewska, J. Krajewski, A. Szwejkowski, H. Wiśniewski.
  9. 9. L. Tyrmand, Dziennik 1954. Wersja oryginalna, Warszawa 1995, s. 201.
  10. 10. R. Wirszyłło, dz. cyt., s. 227.
  11. 11. Stadion Dziesięciolecia, "Architektura" 1958, nr 8, s. 52
  12. 12. Jerzy Sołtan. Monografia, red. Jola Gola, Warszawa 1995, s. 141.
  13. 13. Wojciech Włodarczyk, Socrealizm. Sztuka polska w latach 1950-1954, Kraków 1991, s. 96.
  14. 14. L. Tyrmand, dz. cyt., s. 203
  15. 15. R. Wirszyłło, dz. cyt., s. 227.
  16. 16. L. Tyrmand, dz. cyt., s. 232.
  17. 17. Pełny skład zespołu autorów ostatecznego projektu stadionu wg Stadion Dziesięciolecia, dz. cyt., s. 47. Generalni projektanci - Jerzy Hryniewiecki, Marek Leykam-Lewicki, Czesław Rajewski; konstrukcja - Konstanty Jankowski.
  18. 18. J. Strachocki, O architekturze dziesięciolecia - na nowo, "Architektura" 1957, nr 1, s. 8.
  19. 19. Tamże.
  20. 20. E. Gentile, Fascismo di pietra, Roma-Bari 2007, s. 191.
  21. 21. M. Dąbrowska, Dzienniki 1951-1957, red. T. Drewnowski, Warszawa 1988, s. 219.
  22. 22. A. Czyżewski, Honorowa nagroda SARP 1966-2006, Warszawa 2007, s. 58.
  23. 23. "Architektura" 1955, nr 8.
  24. 24. J. Strachocki, dz. cyt., s. 8.
  25. 25. Tamże, s. 8.
  26. 26. J. Zachwatowicz, Architektura polska, Warszawa 1966, s. 466.
  27. 27. L. Benevolo, dz. cyt., s. 27.
  28. 28. K. Mórawski, W. Głębocki, Warszawa. Mały przewodnik, Warszawa 1987, s. 175.
  29. 29. J. Fest, Speer. Biografia, tłum. K. Jachimczak, Kraków 2001, s. 130.
  30. 30. M. Domarus, Hitler. Reden und Proklam ationen 1932-1945, Würzburg 1962, t. I, s. 527, cyt. za: J. Fest, dz. cyt,, s. 130.