Dyskusja o wystawie "Czysta formalność"

Waldemar Tatarczuk: W ubiegłym roku Galeria Labirynt ogłosiła konkurs na projekt kuratorski, którego celem miała być prezentacja aktualnych tendencji w polskiej sztuce, ze szczególnym uwzględnieniem twórczości młodych artystów. Wpłynęło kilkanaście projektów. Po burzliwych dyskusjach wybraliśmy propozycję Marcina Krasnego "Czysta formalność". Zacznijmy tę rozmowę od pytania skierowanego do kuratora o założenia wystawy.

Marcin Krasny: Za każdym razem, opowiadając o tej wystawie, staram się podkreślać, że nie nadałem jej tytułu "Czysty formalizm", bo uważam, że nie istnieje coś takiego jak sztuka całkowicie pozbawiona znaczenia, sprowadzona do czystej wizualności. Nie istnieje, ponieważ każda forma niesie ze sobą jakąś treść. Jaka jest to treść oraz jak ją oceniamy, to już osobna sprawa. Na potrzeby wystawy należało sformułować jednak definicję formalizmu i spróbować wyodrębnić model sztuki, który się za tym pojęciem kryje. Definicje negatywne formalizmu podają zwykle sami artyści. Mówią o tym, że ich sztuka, oparta na wartościach wizualnych i estetycznych, nie jest zaangażowana społecznie, nie jest publicystyczna ani nastawiona na zmianę rzeczywistości. Ja wolę stwierdzenie, że dzisiejszy formalizm to sztuka, w której forma przeważa nad innymi cechami czy wartościami dzieła. Na użytek samej wystawy przyjąłem jeszcze węższą definicję, pokazując przede wszystkim sztukę abstrakcyjną.

Panel na wystawie "Czysta formalność", Galeria Labirynt, od lewej: Paulina Kempisty, Magdalena Ujma, Jakub Banasiak, Marcin Kras
Panel na wystawie "Czysta formalność", Galeria Labirynt,
od lewej: Paulina Kempisty, Magdalena Ujma, Jakub Banasiak, Jarosław Lubiak, Marcin Krasny,
fot. archiwum Galerii Labirynt

Paulina Kempisty: Czy waszym zdaniem ta wystawa realizuje zadanie, które postawiliśmy w konkursie - czy pokazuje jakieś zjawisko w najnowszej sztuce polskiej?

Jakub Banasiak: Mam dużo wątpliwości co do wystawy Marcina - również odnośnie do głównej tezy, o którą pytasz, zastanawiam się, czy mamy tu do czynienia z nowym, autonomicznym zjawiskiem. Zacznę jednak od kwestii doboru artystów, którego nie rozumiem; to znaczy rozumiem kryterium, ale wydaje mi się, że zostało tu doprowadzone do absurdu. Jeżeli wyłuskiwać z całego uniwersum polskiej sztuki prace, które mają w sobie element abstrakcji geometrycznej (tak chyba trzeba powiedzieć o wspólnym mianowniku tej wystawy, wyraz "forma" jest tu mylący), to dochodzimy do takich wyborów jak: Robert Kuśmirowski, Rafał Bujnowski, Rafał Jakubowicz i tak dalej. Znamy dobrze twórczość tych artystów i wiemy, że oni kompletnie nie mają nic wspólnego z formalizmem. A jeżeli niektórzy z tych artystów operowali incydentalnie (czy operują nadal, jak Rafał Bujnowski) formami geometrycznymi, to i tak odbywało się to w zupełnie innym artystycznym idiomie (na przykład malarstwo Bujnowskiego flirtuje raczej z myśleniem konceptualnym i z konwencją realistyczną, a nie z abstrakcjonizmem). Tak więc wybór tych prac i oczywiście sama definicja, którą przed chwilą Marcin wypowiedział wprost, czyli że forma przeważa nad innymi cechami dzieła, budzą moje ogromne wątpliwości. Czy na przykład w rzeźbach Pawła Althamera forma przeważa nad innymi cechami, czy nie? Z pewnością forma nie jest pierwszoplanowa w działaniach Artura Żmijewskiego (choć nie zawsze), jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę cały korpus prac, niekoniecznie literalnie abstrakcyjnych, to przecież tam też forma odgrywa olbrzymią rolę. Wydaje mi się, że kierowanie się opozycją forma-treść jest archaiczne, ale przede wszystkim niezasadne. Ona absolutnie niczego nie tłumaczy, i tutaj docieram do najpoważniejszego zarzutu: to zagadnienie nie zostało na wystawie sproblematyzowane, a jest o czym myśleć.

M.K.: Wymieniłeś właśnie nazwiska artystów, których pokazałem na wystawie towarzyszącej w Galerii Labirynt 2. Ekspozycja miała w założeniu komentować nurt formalizmu, stanowić dla niego tło. Bo rzeczywiście, absolutnie nie da się powiedzieć o Rafale Bujnowskim czy Robercie Kuśmirowskim, że są formalistami.

Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt

J.B.: Dlaczego zatem znalazł się w tym gronie Przemek Matecki?

M.K.: Matecki jest artystą, który próbuje rozszerzać ramy tego nurtu, podobnie, jak Łazarczyk i Fliciński, o czym jasno napisałem w katalogu. Łazarczyk i Fliciński, moim zdaniem, zapowiadali rehabilitację tego modelu sztuki. Natomiast Matecki dosyć interesująco tę formułę rozszerza, dlatego został ujęty w nawiasie wystawy towarzyszącej. Co do podziału na formę i treść - rzeczywiście można powiedzieć, że to archaiczne. Gdybyśmy szukali sztuki czysto formalnej i gdybym rozszerzył definicję tej wystawy, to wyobrażam sobie, skoro już wymieniłeś Artura Żmijewskiego, że mógłbym na niej pokazać na przykład jego "Mszę".

J.B.: I właśnie to pokazuje absurdalność tego wyboru - w istocie pod takim szyldem byłbyś w stanie pokazać wszystko.

M.K.: Tak, i do tego absurdu, moim zdaniem, posunęła się Karolina Plinta, pisząc o formalizmie artykuł w zeszłorocznym numerze "Szumu", w którym rozszerzyła definicję tego zjawiska na prace takich artystów jak na przykład Olaf Brzeski. Wydaje mi się, że to jest właśnie posuwanie się za daleko. Sztuka, którą pokazałem na tej wystawie, bardzo czytelnie nawiązuje do pewnego nurtu, modelu artystycznego, który w Polsce miał swoją erupcję, a później wygasł.

Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt

Magdalena Ujma: Podsumuję to, co do tej pory zostało powiedziane: na tej wystawie Marcin świadomie sprowadził formalizm do sztuki abstrakcyjnej, do tego, co się wywodzi z tradycji sztuki abstrakcyjnej, najczęściej geometrycznej. To jest jedna rzecz. Po drugie: dyskusja, która do tej pory skupiła się na doborze nazwisk, sprawiła, że jeszcze raz chciałoby się zapytać o rzecz bardziej ogólną, która ten dobór mogłaby uzasadniać. Dlatego chcę cię zapytać o to, jakie jest właściwie twoje założenie dotyczące formy tej wystawy. W trakcie dyskusji przyszło mi do głowy, że niekoniecznie jest to wystawa, która próbuje analizować pewną tendencję wśród młodej sztuki, ale pewnego rodzaju... esej? Próba uchwycenia zjawiska, która nie idzie w głąb, ale pokazuje pewną intuicję.

M.K.: Ta wystawa jest sprawozdaniem, bardziej nawet reportażem niż esejem. Słowo "formalizm" bardzo mocno kojarzy mi się z pewnym etapem w sztuce polskiej dwudziestego wieku i do tego etapu właśnie chciałem nawiązać. Chciałem też w miarę obiektywnie przedstawić twórczość artystów, których poprzednicy unikali objaśniania swoich prac. Ich prace miały bronić się same. Takim popularnym uzasadnieniem posługują się zwykle najmłodsi artyści: zapytani o to, czym się zajmują i jaki rodzaj sztuki uprawiają, odpowiadają, że po to właśnie tworzą, żeby o nich nie mówić. Chciałem pokazać, że nastąpiła dosyć duża zmiana, dlatego na tej wystawie jest tyle wywiadów z artystami. Chciałem pokazać, że ta twórczość nie jest bezrefleksyjna i pozbawiona treści, że za tą sztuką stoją bardzo konkretne powody. Podsumowując, mogę powiedzieć, że ta wystawa rzeczywiście jest reportażem.

Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt

Jarosław Lubiak: Wystawa prowokuje dwa pytania. Gdy myślimy o tradycji sztuki formalistycznej, czy abstrakcji geometrycznej albo organicznej, to okazuje się, że zawsze towarzyszył jej rozbudowany język interpretacji. Sztuka formalna miała wielkich krytyków, którzy mówili, jak można ją czytać i co tak naprawdę się w niej dzieje. Powstaje pytanie, czy my jesteśmy w ogóle w stanie taki język dzisiaj wytworzyć do tego, co widzimy tutaj. A w konsekwencji, co za jego pomocą moglibyśmy opowiedzieć? W istocie chodzi o to, jakiego rodzaju przeżycia taka sztuka powinna nam zaoferować, abyśmy byli skłonni nawiązać z nią kontakt?

M.U.: Jestem świeżo po lekturze tekstów z katalogu i tam pojawia się właśnie pytanie o to, czy mamy dziś język do opisu tego rodzaju sztuki i czy jesteśmy w stanie go albo stworzyć, albo uczynić aktualnym ten, którym dysponujemy.

J.L.: Tak naprawdę próba języka będzie także próbą dla tej sztuki. Jeśli powstanie język, który nam powie, co się w niej dzieje, to będzie to jakaś przesłanka do stwierdzenia, że rzeczywiście jest to jakieś zjawisko. Drugie pytanie dotyczy trochę innej kwestii. Zastanawiam się nad samą nazwą, której użyłeś w tytule, czy szerzej nad pojęciem "formalizmu". Dla mnie zawsze bardziej wiązało się ono z pytaniem o formalizację, która dokonuje się przez sztukę, to znaczy jaki rodzaj operacji myślowej nam ona oferuje. Paru artystów na wystawie wykorzystuje abstrakcję jako metodę formalizacji czy próbę sformułowania pewnej wizualnej logiki albo ustrukturyzowania pewnego sposobu obserwowania rzeczywistości. Widzę to u Kornela Janczego i u Adama Jastrzębskiego, czyli u artystów, których umieszczasz w dwóch różnych projektach [na wystawie głównej i towarzyszącej - przyp. red.], w miejscach, z jakich obserwujesz formalizm z dwóch różnych perspektyw. W obu tych miejscach pojawiają się przykłady rygorystycznego formalnego języka czy ściślej, próby sformułowania rygorystycznego języka do zapisu pewnego procesu. Do pytania o cele tych formalizacji możemy wrócić; ciebie chciałbym zapytać o możliwości wypracowania języka krytyki i opisu albo doświadczania tego, co widzimy.

Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt

M.K.: Brak języka, moim zdaniem, może się wiązać ze wstydem przed poruszaniem zbyt mało poważnych problemów, kwestii niewystarczająco istotnych, wstydem przed pompatycznością, pretensjonalnością czy obawą przed oddaleniem się od ironii. Dlatego też znalazły się tutaj, obok prac, te opisy, które być może rzeczywiście są jakimś unikiem. Przyznaję się otwarcie, że tego języka nie byłem w stanie sformułować i nie wiem, czy kiedykolwiek będę umieć. Dlatego oddałem głos artystom, którzy - być może - są w stanie sprowokować powstanie takiego języka. Problem wynika być może z tego, że ta sztuka powstaje w dużej mierze pod wpływem intuicji. Bardzo długo nikomu nie zależało, żeby ten język powstał z obawy przed tym, że mógłby się okazać zbyt błahy w obliczu problemów, jakimi sztuka zajmuje się obecnie.

J.B.: To jest niesamowite, że próbujesz wskazać jakieś zjawisko, mówiąc jednocześnie, że nie ma języka... Moim zdaniem coś takiego jak zjawisko w sztuce wiąże się z pewną pokoleniową czy choćby środowiskową emocją. Tymczasem to, co pokazujesz, ten gigantyczny rozrzut pokoleniowy, tożsamościowy, rozrzut tradycji artystycznych, strategii itd., moim zdaniem, przekonuje, że tych artystów nie można zamknąć w granicach wspólnego "zjawiska". Powiedziałeś, że tego języka nie ma, bo ktoś się ma wstydzić, że "my" się wstydzimy pompatyczności, wielkich słów. A chwilę wcześniej powiedziałeś, że ta wystawa ma polemizować z popularnym uzasadnieniem sztuki, które wiąże się z taką retoryką ("bo ja tak czuję") - no to albo jedno, albo drugie. To znaczy, że pokazani przez ciebie artyści są takimi "Cybisami", tak? Mówią, że ich twórczość jest nienazywalna, że obraz jest przedłużeniem emocji, że chodzi o ujęcie transcendentne, że nie jesteśmy w stanie "tego" nazwać itd. Twoja wypowiedź wskazywała, że o to chodzi i z tego powodu nie ma odpowiedniego języka. Nie bardzo to rozumiem. Ten język - jak widać - istnieje.

Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt

M.K.: Źle się chyba wyraziłem. Miałem na myśli to, że jeszcze do niedawna artyści czuli się usprawiedliwieni, wypowiadając takie słowa, że nie trzeba było tego wyjaśniać, ponieważ sam obraz, sama wizualność była uzasadnieniem.

J.B.: I tutaj jest czy nie jest?

M.K.: No właśnie! Nie wiem, czy jest uzasadnieniem w ogóle, ale na pewno artyści wierzą, że sama wizualizacja już nie wystarcza, więc rzadko korzystają dziś z tego usprawiedliwienia.

J.B.: No dobrze, a jak skomentowałbyś tożsamościową różnorodność pokazywanych artystów? Chodzi mi to, że tytułowy "formalizm" jest dla poszczególnych twórców zupełnie czym innym: dla jednych celem, dla innych środkiem, dla jeszcze innych jednorazowym wyskokiem itp.

M.K.: Wydaje mi się, że łączy ich podobne podejście do identyfikacji celów sztuki, jej sensu.

J.B.: A jak identyfikuje się Małgorzata Szymankiewicz? Ona pracuje z estetykami modernistycznymi, ale nie w afektywny czy ilustracyjny sposób, tylko wręcz przeciwnie. To jest bardzo dyskursywna sztuka.

M.K.: Moim zdaniem jest bardzo ambiwalentna. Nie da się tak bardzo zaangażować w ten model sztuki, żeby jednocześnie pozostać wobec niego zdystansowanym. To niemożliwe.

Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt

J.B.: Dobrze, zostawmy to. To ja zaproponuję w takim razie język, którym można by opisać tę wystawę. Wydaje mi się, że kwestia sztuki abstrakcyjnej jest w polskiej historiografii artystycznej bardzo dobrze skonceptualizowana. Zdumiało mnie, że w katalogu towarzyszącym wystawie nie ma żadnej refleksji historycznej. A podstawowe pytanie jest tu, moim zdaniem, takie - do jakiej tradycji nawiązujesz (polemizujesz z nią, nadpisujesz - niepotrzebne skreślić)? Mówisz o abstrakcji międzywojennej, awangardowej, zaangażowanej, a może o poodwilżowej abstrakcji wpisującej się w politykę kulturalną państwa - proces ten został wszechstronnie opisany przez Piotra Juszkiewicza i Piotra Piotrowskiego? Wydaje mi się, że ta wystawa, w sposób też dla mnie zdumiewający, odnosi się właśnie do poodwilżowej abstrakcji, czyli raczej do abstrakcji będącej czystym formalizmem, od czego ty uciekasz w tytule. A przecież na przykład prace Mężyka to jest właśnie czysty formalizm. Gdybym chciał to jakoś konceptualizować, to przerzuciłbym pomost pomiędzy tym, co oglądam w Labiryncie, a poodwilżową abstrakcją późnych lat 60. i lat 70., czyli tym, co Maryla Sitkowska nazywała "awangardą państwową". Oczywiście tutaj są też inne prace, dlatego jest to wystawa bardzo niekonsekwentna. I moim zdaniem ciekawsze by było pokazać właśnie to, o czym mówię - pustkę formalizmu. Być może nasza dzisiejsza epoka, epoka PO, turboliberalizmu, jest lustrem epoki Gierka i jej peryferyjnej, zapatrzonej w Zachód modernizacji? Zarówno tamta, jak i ta sztuka to wydmuszki nad kanapę (dziś) i państwowego salonu wystawowego (wówczas). To dlatego prace pokazywane w galerii Labirynt 2 tak kompletnie tu nie pasują - bo to są zupełnie inne idiomy. Ja bym tego absolutnie nie porównywał z abstrakcją geometryczną, kojarzącą się z tradycją awangardy. Zaproponowałbym ci zatem właśnie taki język mówienia o tej wystawie - poodwilżowa abstrakcja drugiej dekady XXI wieku.

M.K.: Moim zdaniem to jest skrajne uproszczenie. W zasadzie od 1945 roku używano tych samych argumentów, którymi ty posługujesz się teraz. Wydaje mi się, że to już jest strasznie zakurzony pogląd i jeśli tę sztukę traktuje się już jako czysty formalizm...

J.B.: [Formalizm - red.] to jest pojęcie historyczne, a ty to całkowicie ignorujesz, katalog to całkowicie ignoruje. Co innego oznaczało 15% abstrakcji, co innego też znaczyła abstrakcja w roku 1973, a co innego w roku 1923.

M.K.: Starałem się to rozwiązać, prosząc Bożenę Kowalską o tekst, który wyjaśniałby ewolucję pojęcia "formalizm" na przestrzeni XX wieku. To słowo nie znaczyło cały czas tego samego, tylko zmieniało swój sens, zależnie od tego, kto je wypowiadał i kiedy. Dzisiejsze zarzuty, że to jest sztuka nad kanapę, strasznie to trywializują.

Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt

M.U.: Wydaje mi się, że poprzez teksty, które zostały zamieszczone w katalogu, starasz się jednak bronić tej sztuki przed zarzutami, że nadaje się nad kanapę, że jest to właśnie idealny wytwór komercyjnej rzeczywistości, ewentualnie nie komercyjnej, ale rzeczywistości rządzonej przez jakiś reżim, sytuacji braku wolności. Bronić przed zarzutami, że ta sztuka - jako rzekomo apolityczna - jest po prostu wygodna. A twierdzenie, że nie mamy języka, też nie jest do końca prawdziwa, ponieważ ten język mamy, tyle że jest on nieaktualny, jest pozostałością po okresie socu i PRL. W katalogu wystawy pojawia się wiele cytatów pochodzących z tego języka. Są tam terminy quasi-militarne, jak "walka"... Ten język został skompromitowany.

J.B.: Chodzi o metajęzyk?

M.U.: Tak, metajęzyk. Zgadzam się też z Kubą. Na wystawie brakuje mi drążenia w przeszłości, pogłębienia tematu. Marcin, czy pamiętasz, zadałam takie pytanie podczas oprowadzania: czy wystawa nawiązuje w jakiś sposób do historii Galerii Labirynt i do lubelskiego BWA, które ją teraz gości. Tutaj przecież pojawiała się abstrakcja geometryczna i sztuka, którą można opisywać jako formalizm. Tymczasem na twojej wystawie brakuje odniesienia do tej tradycji, a szkoda, bo to byłoby niezwykle interesujące. Brakuje mi tutaj próby zakotwiczenia w historycznym konkrecie, w lokalnym kontekście. Dlatego ta wystawa zyskuje charakter dość swobodnego reportażu, nieprzypominającego historii sztuki, która działa się w tym konkretnym miejscu.

M.K.: Nie chciałem piętrzyć odniesień do konkretnego miejsca, w którym się znajdujemy, bo wydaje mi się, że jest to historia związana z wieloma ośrodkami. To zjawisko jest bardzo szerokie, nie da się zredukować do jednej galerii. Przygotowując tę wystawę, myślałem przede wszystkim o tym - i od tego nawet zaczynam ten swój tekst w katalogu - że przedstawiciele eksponowanego modelu sztuki ostatnio podnieśli głowę, poczuli, że nie jest on już marginesem.

Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt

J.B.: Zacytuję jeden fragment katalogu: "Nie dewaluuję kolorystów. Być może najciekawszym kolorystą był Józef Czapski" [fragment wypowiedzi Krzysztofa Mężyka w rozmowie z Marcinem Krasnym, zamieszczonej w katalogu towarzyszącym wystawie - przyp. red.]. Prace Mężyka wydają mi się tu o tyle ciekawe, że schyłkowy kapizm, przede wszystkim Cybisa, był dość powszechnie interpretowany jako nurt, który zbliża się do abstrakcji (na przykład przez Janusza Boguckiego). Te obrazy były tak kompletnie nieprzedstawiające! Więc to, co mówisz, to jest czysto kapistowski język - decyduje tu oko, smak. Obrazy Mężyka dokładnie pokazują to stadium - między kapizmem a poodwilżową abstrakcją.

M.K.: No właśnie nie. Z koloryzmem był ten kłopot, że popadł w skrajny manieryzm, w pewnym momencie stał się własną karykaturą. Wydaje mi się, że Mężyk bardzo fajnie odbił się od tej tradycji. Tę serię obrazów zresztą pokazałem nieprzypadkowo. Wydaje mi się, że w tym cyklu on się stara, być może całkiem intuicyjnie, przetworzyć ciało w sposób inny od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. W sposób znany z naukowych przekrojów albo z akademickich schematów. Ciało wyobrażane, a nie widziane. Mówię o tym, żeby pokazać, że można się od koloryzmu odbić w stronę dla Czapskiego nie do wyobrażenia.

J.B.: To na pewno. Ja tylko nie rozumiem, dlaczego ty uciekasz od postawienia kropki nad i. Bo wydaje mi się, że tu po prostu nie ma tego czegoś "więcej" - ani w kontekście metafizycznym, ani politycznym. To nie jest projekt tych artystów: Anny Bąk, Jakuba Czyszczonia, Sławka Pawszaka...

M.K.: Wydaje mi się to dużym uproszczeniem.

J.B.: Być może, w każdym razie jest to jakiś język.

Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt

Głos z publiczności (Marcin Lachowski): Przysłuchuję się z uwagą tej dyskusji, ona podejmuje różne płaszczyzny i wiele wątków, które pewnie się nie spotkają... Wydaje mi się, że ta wystawa broni się w sensie kompletności, w sensie powiązań między obrazami, wytworzeniem pewnych relacji między poszczególnymi pracami, zwłaszcza ta pierwsza sala wydaje mi się bardzo czysta, spójna i wyrazista. Jeśli byśmy sięgali do biografii artystów, do ich postaw artystycznych, do rozmaitych ról, które stoją za ich pracami, to ta wystawa za każdym razem będzie grzęznąć w rozmaite sprzeczności, natomiast ja bym ją odczytywał jako przede wszystkim projekt kuratorski, związany z wyborem określonych prac z dorobku określonych artystów, które mogą się spotkać w jednej przestrzeni, w jednej sali i ten projekt kuratorski wiąże się też z określonym stanowiskiem, jakie wyznacza perspektywę refleksji nad sztuką współczesną. Nie tak dawno prezentowana w MSN-ie wystawa "Co widać" pokazywała pewien zwrot ku wizualności takim bardziej tradycyjnym mediom, które też były wydobywane z różnych, także peryferyjnych, jeśli chodzi o geografię Polski, obszarów. Wydaje mi się, że ta wystawa wpisuje się w tendencję odczytania sztuki ostatnich lat poprzez potrzebę powrotu do wizualności, do obrazu, do pewnego rodzaju zmysłowego i nie tylko politycznego doświadczenia, z potrzeby pokoleniowej być może i być może rzeczywiście brakuje - ja tego katalogu, przyznam się szczerze, jeszcze nie znam - nawiązania historycznego, które by pozwalało zadać pytanie: co widać podczas przyglądania się dzisiejszemu formalizmowi czy formalności. Bo historia sztuki od Wölfflina zadaje sobie pytanie, co znaczy forma. Greenberg zastanawiał się nad tym, czy postmalarska abstrakcja była pewnego rodzaju wyzwaniem dla formalizmu, rozmaici zaś krytycy, Greenberg, Fried, starali się odpowiedzieć na pytanie, co widać na obrazie. I być może to jest też pytanie, które powinno towarzyszyć nam, kiedy stoimy przed poszczególnymi obrazami, co widać w nich innego, niż to, co widzieli swoimi oczami Greenberg czy Michael Fried.

J.B.: Ale na to odpowiadali kolejni krytycy, znamy te odpowiedzi.

J.L.: Tak, ale znamy odpowiedzi historyczne, nie aktualne.

M.L.: To myślenie o tym, że formalność nie zawsze musi się odnosić do znaczeń politycznych, jest pewnego rodzaju obszarem oporu przed realizmem, załóżmy, przed pewną ideologizacją sztuki. Formalizm, tak jak Serge Guilbaut interpretował w nim szkołę nowojorską, zawsze jest wyrazem pewnej postawy politycznej. Piotr Piotrowski też odczytywał działania polskich artystów nie tyle jako eskapizm od rzeczywistości, ile jako pewnego rodzaju podjęcie dyskusji nad rolą sztuki i polityki. Ale być może to też jest pewna konwencja interpretacyjna. Jeśli Matisse twierdził, że sztuka jest wygodną kanapą dla biznesmena, czy w związku z tym jego malarstwo ze względu na tak apolityczną postawę, którą wyrażał w tym sformułowaniu, traci na znaczeniu? Być może znaczenia tego malarstwa wybiegają gdzie indziej, trzeba by je rozpoznać. Znajdują się nie tylko w polaryzacji: forma, realizm, polityka, sztuka. Tylko być może pokolenie współczesnych artystów inaczej odczytuje sztukę abstrakcyjną niż Hal Foster, Serge Guilbaut czy Piotr Piotrowski.

J.L.: Zgadzam się z wami, że istniały języki, które opisywały sztukę formalną afirmatywnie lub miały na celu jej odrzucenie, natomiast wydaje mi się, że one nie nadają się do powtórzenia, zarówno te afirmatywne, jak i te odrzucające, dlatego że tak naprawdę powtarzają krytykę sytuacji z innego momentu. Możemy kreślić tu paralelę, że to, co widzimy, jest alegorią chylącego się ku upadkowi neoliberalnego świata pod rządami PO...

Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt

J.B.: Tak samo jak abstrakcja lat 70. nie była alegorią, tylko zaniechaniem. Była uchyleniem się od jakiejkolwiek polityczności.

J.L.: Ona mówiła, że bada porządek świata, stan duszy. Była alegorią w takim sensie, że krytyk widzi w niej pewną prawdę, reprezentację instytucjonalnego zniewolenia sztuki.

J.B.: Myślę, że nie przez przypadek ta wystawa dość powszechnie kojarzy się z boksami na targach. Marcin, dlaczego zdecydowałeś się na tak gęstą ekspozycję? Czy to było świadome zamierzenie?

J.L.: Jeszcze tylko chciałem skończyć wątek. Przyjąłem założenie Marcina, że część artystów młodego pokolenia nie chce robić sztuki zaangażowanej, ironicznej, zmęczonej rzeczywistością. Wydaje mi się, że ten ich gest odnosi się do głównego nurtu sztuki. Stach Szabłowski sugeruje nawet w swoim eseju, że formalizm jest takim wolnościowym gestem wywikłania się z zależności. Warto to rozważyć - czy jest to odwrócenie się od czegoś, a jeśli tak, to jaki ma status.

M.U.: Mnie się wydaje, że jest to nie tyle sztuka epoki PO, bo ta epoka trwała jednak za krótko, tylko że jest to sztuka stanowiąca owoc wydarzenia bardziej brzemiennego w skutki. Jest mianowicie owocem naszego przystąpienia do Unii, co dało większe pieniądze na kulturę, wyścig między miastami i boom instytucjonalny, a także rozwój rynku sztuki. Przyszło mi też do głowy, że jest to w pewnym sensie sztuka zmęczonych rzeczywistością, sztuka młodych artystów, którzy mówią: "nie cierpię Żmijewskiego".

Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt

M.K.: Ta sztuka naprawdę w dużej części identyfikuje się w opozycji do sztuki obecnej.

M.U.: Wystawa w Galerii Labirynt 2 także dla mnie jest jednak dość problematyczna. Staram się nie wchodzić w kwestie poszczególnych wyborów, ale wydaje mi się, że jeżeli szukać tutaj jakiejś genealogii do najmłodszej sztuki, którą można kojarzyć z formalizmem, to nie w sztuce nieco tylko starszych artystów, których tam pokazujesz, ale w neoawangardzie, w latach 70. To jest jedno odniesienie, drugim niewątpliwie jest koloryzm.

M.K.: W takim razie opowiem w paru słowach o wystawie w Galerii Labirynt 2. Tam są dwa piętra. Na parterze pokazane są prace, które starają się w pewien sposób opowiedzieć o tym, gdzie przebiega granica między przedstawianiem rzeczywistości a tworzeniem sztucznych światów, granica między realizmem a abstrakcją. To wystawa prac, a nie postaw artystów. Matecki i Przezwańska to wyjątki - artyści, którzy próbują rozszerzać ten model sztuki. Poziom piwnicy jest już bardziej ironiczny, bardziej kpiarski w stosunku do parteru. Tam znajdują się prace Roberta Kuśmirowskiego oraz Macieja Kuraka i Maxa Skorwidera, które bardzo jawnie dystansują się od tej sztuki, żartują z niej. Znajdują się tam jednak również prace Grzegorza Sztwiertni i Łukasza Jastrubczaka, odnoszące się do historii, komentujące ten model sztuki z historycznego punktu widzenia. Adam Jastrzębski z kolei jest dla mnie kimś, kto miesza ogień z wodą, kto stosuje strategię - nie spodobałoby mu się zapewne to porównanie - znaną na przykład z działań Winiarskiego, do tworzenia obiektów, które są skrajnie formalne. Łączy nurt konceptualny z formalnym. To wydaje mi się bardzo ciekawe.

Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa główna projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt, fot. archiwum Galerii Labirynt

J.B.: A dlaczego jest tak gęsto? Jak na targach...

M.K.: Tobie się to kojarzy z targami, dla mnie jest to wymuszone wymiarami galerii. Mógłbym zrobić nawet jeszcze większą wystawę, gdybym miał większą przestrzeń.

J.B.: Myślę, że powinna być mniejsza...

[śmiech]

P.K.: Zjawisko jest szerokie.

Głos z publiczności (M.L.): Mam jeszcze pytanie do jurorów - Magda nawiązała do tradycji Galerii Labirynt. Sprowokowała myślenie o tej wystawie w kontekście historii BWA czy historii Galerii Labirynt, która była ciekawym zjawiskiem w latach 80. Pokazywała rzeczy niepolityczne, ale ze względu na kontekst stawała się zwornikiem działań artystycznych, które gdzie indziej nie były pokazywane, a tutaj ci artyści przyjeżdżali chętnie i tworzyli szczególną, rozległą historię sztuki przełomu lat 70. i 80. Czy właśnie taką intencję miał wasz wybór, dokonany spośród kilkunastu projektów? Próba zrozumienia tej wystawy jako odniesienie do historii Labiryntu jest właściwą drogą?

W.T.: Zdecydowanie nie. Jednym z celów konkursu był wybór takiej wystawy, której sami byśmy nie zrobili. Mówię to, aby podkreślić, że ten projekt znacznie odróżnia się od obecnego programu Labiryntu. Czy można go odnosić do historii? Być może do ostatnich dziesięciu lat działalności Andrzeja Mroczka, kiedy on właśnie eksplorował rejony malarstwa abstrakcyjnego, szczególnie abstrakcję geometryczną. Inny powód był taki, że rzeczywiście byliśmy ciekawi, czy któryś z polskich kuratorów znajdzie we współczesnej sztuce polskiej jakąś tendencję wiodącą. Próby nazwania czy znalezienia takiej tendencji podejmowano już od jakiegoś czasu - w 2002 roku Stach Szabłowski i Ewa Gorządek powiedzieli, że młodzi są realistami [wystawa "Rzeczywiście, młodzi są realistami" w CSW Zamek Ujazdowski, 2002 r. - przyp. red.], kilka lat później Jakub Banasiak - że młodzi są nadrealistami ["Rzeczywiście, młodzi są nadrealistami", Jakub Banasiak, "Zmęczeni rzeczywistością. Rozmowy z artystami", Warszawa 2009 - przyp. red.]. Kolejny krok, Marcina Krasnego, sugerujący, że młodzi są formalistami - wydał nam się dyskusyjny, ale interesujący. Chciałbym więc zadać pytanie, czy rzeczywiście tak jest. Wydawało mi się, że nie, ale ta wystawa pokazuje jednak, że być może.

Wystawa towarzysząca projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt 2, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa towarzysząca projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt 2, fot. archiwum Galerii Labirynt

M.K.: Napisałem w katalogu, że młodzi nie są formalistami.

J.L.: Napisałeś, że nie można tak powiedzieć, a to nie to samo. Myślę, że istnieje na scenie artystycznej bardzo poważny ruch w stronę formalizacji, czy formalizmu nawet...

J.B.: Ale nie abstrakcji.

J.L.: Nie da się go jednak zamknąć w abstrakcji czy to geometrycznej, czy organicznej. Mówiąc o formalizacji, mam na myśli rodzaj praktyki artystycznej, która zamyka się, czy skupia na pewnych operacjach formalnych właśnie, niezależnie od medium, w jakim te operacje są dokonywane. Podzielam tu twoją intuicję, że wiąże się to jednak z wczesnym etapem urynkowienia polskiej sztuki, kiedy ten format galeryjnego dzieła stał się dominujący. Abstrakcjonizm jest tylko jednym z przejawów formalizmu. Sam fakt, że można obecnie zrobić pozytywną wystawę o abstrakcji geometrycznej czy organicznej, oznacza, że formalizm odgrywa coraz większą rolę.

M.K.: Zgadzam się z tym, że jest to ostatnia albo jedna z ostatnich wystaw prezentujących młode tendencje w polskiej sztuce i że jej organizacja była czystą formalnością. Formalizm jest już chyba ostatnim modelem sztuki jeszcze niezaaprobowanym i niezrozumianym.

Wystawa towarzysząca projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt 2, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa towarzysząca projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt 2, fot. archiwum Galerii Labirynt

Głos z publiczności (Sławomir Toman): Co z tą wystawą jest nie tak? Wszyscy mówią, że coś z nią jest nie tak, ale nikt konkretnie nie mówi co. Rozumiem, że już być może języka brakuje. Przenieśliśmy środek ciężkości gdzie indziej, nie mówiąc o wartościach warsztatowych czy realizatorskich, mówi się głównie o znaczeniach, mało się mówi o stronie formalnej. Mamy prace, które są w większości formalistyczne, a tu się okazuje, że w sumie nie wiadomo za bardzo, jak o tym mówić. Co więc z tą wystawą jest nie tak? Ja na przykład też uważam, że ta wystawa jest za gęsta w sensie aranżacyjnym. Prace tracą przez sposób aranżacji, gdyby wystawa była rzadsza, być może byłaby też znośniejsza w sensie odbioru. Ci artyści - nie wszystkich znam, ale większość już znałem wcześniej - pokazują swoje prace w dobrych galeriach, są obecni na rynku sztuki, w oficjalnym obiegu. Nie bardzo rozumiem, co jest nie tak. Odnośnie do formalizmu jako ewentualnego zjawiska - ja też miałem jakiś czas temu wrażenie, że to narasta. Chodzi mi szczególnie o małe prywatne galerie. Jeśli się ogląda Warsaw Gallery Weekend, to w większości galerii jest taki towar, czyli po prostu dobrze zrobiona sztuka, która ma swoje znaczenia, ma swoje powody. Artyści zresztą sami się do tego przyznają, szczególnie ci młodzi, że często coś robią intuicyjnie, nie do końca wiedzą jeszcze, co to będzie znaczyć. Często się zdarza, że artysta zrobi coś, co w danym momencie wydaje mu się sensowne, a wymowa tej pracy bardzo szybko zupełnie się zmienia z powodu dyskutantów albo osób nadających jej jakiś sens, inny niż ten, który przyświecał artyście w momencie, gdy praca powstawała.

J.B.: Ja bym się uchylił od odpowiedzi na pierwszą część tego pytania - co miałem krytycznego do powiedzenia o tej wystawie, to już powiedziałem, i chyba dałem dość sporo argumentów. Natomiast akurat w tym przypadku paradoksalnie broniłbym galerii prywatnych, dlatego że na Warsaw Gallery Weekend znajduje się taki towar, jak pan powiedział - ładne obrazki; najczęściej jest to malarstwo najbardziej sprzedawalne. Ale jeżeli przyjrzymy się temu, co te galerie pokazują na co dzień, chociażby Galeria Stereo, ale nie tylko - to się okaże, że ten program jest dużo bardziej zniuansowany, podobnie będzie w przypadku Fundacji Galerii Foksal, Fundacji Profile czy Galerii Piktogram. Innymi słowy, nie oceniałbym profilu danej galerii po WGW.

J.L.: Uważam, że na wystawie wszystko jest jak najbardziej w porządku. Marcin postawił pewną tezę - zresztą ta teza już od jakiegoś czasu jest badana, pytanie o formalizm pojawia się ostatnio w różnych miejscach - i próbował wyciągnąć z tej tezy najdalej idące konsekwencje, przez co doszedł do ściany. I teraz wszystko zależy od tego, czy i jak nam się uda od tej ściany odbić. Nam - krytykom, widzom i artystom.

 

Opracowanie tekstu: Alicja Burek, Paulina Kempisty

Zdjęcia: Wojciech Pacewicz

Galeria Labirynt, 25.07.2015

Wystawa towarzysząca projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt 2, fot. archiwum Galerii Labirynt
Wystawa towarzysząca projektu "Czysta formalność", Galeria Labirynt 2, fot. archiwum Galerii Labirynt