Ciche życie bezkresnego lasu

Do galerii Pauza przyciągnął mnie tytuł wystawy – „Amor fati”. Znowu jakaś nieszczęśnica, pomyślałem, nadużywa Nietzschego do swoich narcystycznych celów; trzeba to sprawdzić i wychłostać. Jednak kiedy już znalazłem się pośród mrocznych, ale i przedziwnie kojących dzieł Magdaleny Kącikowskiej, mój wewnętrzny krytyk zmienił się w pokornego zwolennika.

Najpierw dezorientacja, wrażenie nieokreśloności. Stanąłem przed obrazem w czarnej ramie przedstawiającym trawę i włosy, i przyłapałem się na tym, że nie wiem, czy to jest namalowane, czy sfotografowane i gdzie się kończą włosy, a zaczyna trawa. Praca Kącikowskiej wprawiła mnie w stan niepewności i fascynacji. Muszę się czegoś chwycić, pomyślałem, i jeszcze uważniej wpatrzyłem się w obraz, aż wreszcie się zagapiłem, wciąż nie wiedząc, gdzie trawa, gdzie włosy, czy namalowane, czy sfotografowane.

Magdalena Kącikowska, „Amor Fati”, galeria Pauza, Kraków

Z pomocą przyszła towarzysząca mi malarka, z którą często chodzę na wystawy, by wspólnie szydzić ze sztuki współczesnej. Moja towarzyszka po chwili wahania zawyrokowała, że mamy do czynienia z fotografią stylizowaną na malarstwo. Ekspertyzę potwierdził koordynator wystawy, Łukasz Kuś, dodając trochę szczegółowych informacji. Cytuję: „Zdjęcia zostały wykonane w technice analogowej, średnioformatowym aparatem 6x7 cm, na negatywach barwnych. Skany zdjęć zostały następnie wydrukowane na archiwalnym papierze i w celu zabezpieczenia pokryte półmatowym lakierem”.

Fotografie z cyklu „Amor fati” można także obejrzeć na stronie internetowej autorki. Niestety, prace Kącikowskiej wyświetlone na ekranie komputera gubią malarską dwuznaczność. Organizator wystawy przytomnie zrezygnował z przesłonięcia fotografii szybami, przez co ocalił ich zmysłową i wciągającą, głuchą matowość i poczucie, że jesteśmy w pobliżu barokowego smutku martwych natur Clary Peeters i fascynujących mroków Rembrandta.1 Symulująca malarstwo stilleben fotografia przywodzi też na myśl leśne kadry z filmów Larsa von Triera „Antychryst” i „Melancholia”.

Magdalena Kącikowska, „Amor Fati”, galeria Pauza, Kraków

Na trzech spośród czternastu prac Kącikowska pokazuje fragmenty kobiecego ciała wszczepione w żywą tkankę lasu. Włosy splatają się z trawą, a statyczna sylwetka naturalnie wtapia się w jezioro. Z zaskoczeniem dostrzec można damskie stopy w prześwicie gęsto ulistnionej korony niedawno powalonego wiatrem drzewa.

Uwagę przyciąga zielone od paproci wnętrze leśnego jaru, sfotografowane z kładki tak, że nie wiadomo, gdzie jest góra, a gdzie dół. Autorka umieszcza w kadrze plątaninę bezlistnych chaszczy wyglądającą jak spazmatyczna instalacja in situ.

Drogi lasu Kącikowskiej nie zachęcają do spacerów. Autorka fotografuje miejsca, w których mordercy porzucają ciała swoich ofiar, przekonani, że nikt ich tam nigdy nie odnajdzie.

Magdalena Kącikowska, „Amor Fati”, galeria Pauza, Kraków

Spojrzenie widza szuka w leśnej matni ścieżek, które wyprowadziłyby je na otwartą przestrzeń – bezskutecznie. Na fotografiach nie ma horyzontu ani nieba. Mnogość roślinnych kształtów ujawnia się w siwym, onirycznym świetle, którego źródło pozostaje niedopowiedziane – może to księżyc, może świetlówka, a może zabłąkane fotony dawno wygasłych gwiazd? Te stalowo chłodne obrazy lasu są przeznaczone do tego, żeby się w nich zagubić.

Wypowiadając tytułowe słowa, autorka zgadza się – albo przynajmniej chciałaby się zgodzić – na własną znikomość wobec bezkresu przyrody. Przyrody odartej z iluzorycznej tkanki sensu wyprodukowanej przez filozofów greckich i teologów chrześcijańskich zapatrzonych w słońce przesuwające się na błękitnym niebie wysoko ponad lasem.

Magdalena Kącikowska, „Amor Fati”, galeria Pauza, Kraków

W matni Kącikowskiej las nigdzie się nie kończy, a najjaśniejszym obiektem na jej fotografiach jest hipnotycznie biały brzuch ryby dryfując w czarnej wodzie, z której na moment wyłowiła go migawka aparatu.

Magdalena Kącikowska, „Amor Fati”, galeria Pauza, Kraków, 21.02. – 28.03.2013

Magdalena Kącikowska, „Amor Fati”, galeria Pauza, Kraków

  1. 1. Dzięki czemu zrealizowany został postulat galerii Pauza, która „powstała, aby zapewnić obszar komunikacji pomiędzy fotografią a innymi dziedzinami sztuki”.