Raport z Tensta

Sztokholm. Na T-Centralen przesiadam się z czerwonej linii metra na niebieską. Widoczne różnice - stare wagony, zepsute ogrzewanie. Im dalej na północ, tym mniej Szwedów. Za mną ktoś rozmawia przez telefon po polsku. Po przeciwnej stronie wagonu jedzie małżeństwo Hindusów z wielką paczką ryżu. Jakaś kobieta dyskretnie poprawia czarny czador na głowie. Mijamy kolejne stacje: Duvbo, Rissne, Rinkeby. Wreszcie głos w głośniku informuje: "Następna stacja Tensta".

Dzielnica Tensta to północne peryferie Sztokholmu. Powstała w ramach Miljonprogrammet - projektu intensywnej rozbudowy miasta w latach 1965-1974. Kiedy powstawał, Milion Project był największym przedsięwzięciem budowlanym na świecie: w ciągu dziesięciu lat miało powstać w Sztokholmie ponad milion mieszkań. Właśnie wtedy powstała Tensta. Tam, gdzie jeszcze niedawno były lasy w których szwedzcy myśliwi polowali na dziki i łosie, zmaterializowała się modernistyczna architektoniczna utopia. Niskie, trzypiętrowe bloki, oddzielony ruch samochodów. Dużo miejsc publicznych: parków, placyków zabaw, starannie przyciętych trawników otoczonych drewnianymi plotkami. Przed każdym blokiem miejsce na rowery. Wszystko w zasięgu ręki: sklepy, edukacja, dom kultury, biblioteka. Wewnątrz bloków funkcjonalnie zaprojektowane mieszkania. Celem projektu była zarówno budowa nowych mieszkań, jak i stworzenie przestrzeni, która aktywnie kształtowałaby obywateli. Jednak czterdzieści lat po powstaniu Tensta jest określana przez Szwedów mianem getta. Nad modernistycznymi budynkami unosi się atmosfera niepokoju oraz ogólnego przygnębienia. W oknach kraty, puste sklepy, brak najemców. Wszystko wydaje się brudne, zaniedbane. Na ścianie urzędu gminy wisi napis: "Dziś jest pierwszy dzień reszty twojego życia". Niezamierzona ironia. W tle infantylny rysunek niebieskiego drzewa z kiczowatymi ptakami ćwierkającymi we wszystkich językach świata.

"Spanga Local Heritage Society", 2014, (photographs from Tensta prior to the Million Dwelling Programme)
"Spanga Local Heritage Society", 2014, (photographs from Tensta prior to the Million Dwelling Programme)

Obecnie w Tensta mieszka ponad 19 tysięcy ludzi, dziewięćdziesiąt procent ma obce korzenie. Głównie z Bliskiego Wschodu: Iranu, Iraku, Libanu. Od trzech lat przybywają kolejni uciekinierzy z ogarniętej wojną Syrii. Szwecja to jedyny kraj Unii Europejskiej, który wydaje Syryjczykom kartę stałego pobytu. "Kiedy wpisujesz w Google po arabsku słowo »azyl« automatycznie wyskakuje Szwecja" - mówi Amin, który pracuje w kebabie w Tensta. W Szwecji przebywa około 30 tysięcy Syryjczyków, najczęściej należących do klasy średniej. Tylko oni mogą pozwolić sobie na opłacenie nielegalnego transportu z Damaszku do Istambułu. Kosztuje to 10 tysięcy dolarów. Potem autobusami albo samolotem podróżują do Sztokholmu. Jeśli znajdą pracę, to najczęściej w restauracjach albo jako kierowcy autobusów. Chociaż z wykształcenia są adwokatami, lekarzami, dziennikarzami. Amin w Damaszku był DJ, dobrze mu się żyło. Teraz kroi kebab. Smaży frytki. Cieszy się jednak, że trafił do Tensta. Mieszka tutaj bardzo duża społeczność z Bliskiego Wschodu. Wychodząc z metra, słyszy język arabski i czuje się jak w domu. Znajomi z Damaszku mieszkają dwie przecznice dalej. Amin cieszy się, że ma pracę. Inni nie mieli tyle szczęścia. Wskazuje na ludzi za oknem. Po drugiej stronie placyku obok nieczynnej, zaśnieżonej fontanny stoją mężczyźni w grupkach. Palą papierosy, głośno dyskutują. Jest południe, środek tygodnia. Amin nie chce być tacy jak oni: o bezrobociu mówi jak o śmiertelnej chorobie.

Jaką rolę w takim kontekście mogą odegrać instytucje kultury, a konkretnie muzea sztuki współczesnej? W sytuacji wysokiego bezrobocia, zaognionych konfliktów społecznych, odmiennych systemów wartości? Przyzwyczajeni do komunałów na temat roli i znaczenia kultury dla społeczeństwa, w Tensta jesteśmy zmuszeni zweryfikować swoje wyobrażenia. W Tensta istnieje jedno muzeum sztuki nowoczesnej - Tensta konsthall - które pełni również funkcję domu kultury. Znajduje się w samym centrum dzielnicy, pod galerią handlową, w miejscu dawnych magazynów. Przechadzając się po głównej sali wystawowej, słyszy się nad głowami wózki z zakupami. Od 2011 roku dyrektorką muzeum jest Maria Lind, szwedzka kuratorka, która wcześniej pracowała m.in. w Centre for Curatorial Studies, Bard Collage oraz Moderna Museet w Sztokholmie. Postanowiła stworzyć w Tensta centrum sztuki nowoczesnej nieodbiegające standardem od instytucji nowojorskich czy londyńskich. Od samego początku jej celem było pokazywanie prac najlepszych artystów, prowadzenie ambitnego programu badawczego, organizowanie wymagających wystaw. Żadnych kompromisów pod względem jakości. Żadnych wypowiedzi na temat potrzeby dostosowywania oferty do miejscowego zapotrzebowania. Mieszkańcy Tensta oglądają sztukę współczesną, która jeszcze przed chwilą gościła w najbardziej znanych galeriach świata. Efektem tej strategii były m.in. wystawy "Abstract Possibile: The Stockholm Synenergies" oraz "Undoing Property" we współpracy z Marysią Lewandowską. Drugim filarem jej działalności jest praca nad tożsamością dzielnicy oraz jej mieszkańców. Stojąc na czele małego, zaledwie siedmiosobowego zespołu, pukała do kolejnych organizacji działających w Tensta. Zapraszała do współpracy, do dzielenia się materiałami, do proponowania tematów na dyskusje oraz seminaria. Wokół muzeum powstała mapa geograficznych oraz artystycznych konstelacji: z centrum kobiet Tensta-Hjulsta, z organizacją kurdyjską Spånga, z lokalnym towarzystwem historycznym. Lind zrezygnowała z awangardowych strategii prowokowania; przyznaje, że pewne tematy są przez nią omijane szerokim łukiem. Na przykład te związane z religią oraz wiarą. Tensta konsthall to sztuka kompromisów w praktyce. Każdy krok jest omawiany z Emily Fahlen, mediatorką odpowiedzialną za relację z różnymi społecznościami. Emily nie wysiaduje za biurkiem. Najczęściej można ją spotkać na głównym placyku gdzie rozmawia z mieszkańcami po szwedzku, arabsku oraz angielsku: "Dzień dobry, w Tensta konsthall organizujemy nową wystawę, chcielibyśmy zaprosić..."

Tensta konsthall
Tensta konsthall

Maria śmieje się, że Tensta była jej przeznaczeniem. Już po rozpoczęciu pracy dowiedziała się, że na pobliskim cmentarzu jest pochowany jej dziadek. Cmentarz leży obok najstarszego, dwunastowiecznego katolickiego kościoła w Sztokholmie. Ten paradoks - starego kamiennego kościoła w otoczeniu modernistycznych bloków zamieszkanych przez imigrantów z Bliskiego Wschodu - stał się podstawą jej myślenia o tym miejscu. On też legł u podstaw wystawy zorganizowanej na przełomie 2013/2014 roku, która stanowiła manifest Tensta konsthall: "Muzeum Tensta: Raport z Nowej Szwecji". Wystawa trwała przeszło siedem miesięcy, brało w niej udział prawie czterdziestu artystów oraz różne organizacje. Była bardzo ambitną próbą określenia tożsamości Szwecji na progu XXI wieku. Maria porównuje ją do patchworkowej tkaniny, zszytej z bardzo różnych, czasami skrajnie do siebie nieprzystających narracji. Na jednej ścianie wisiały koło siebie fotografie z archiwum lokalnego towarzystwa historycznego z satyrycznymi rysunkami Amina Amira - somalijskiego rysownika, emigranta - przedstawiającego współczesne wydarzenia w Somalii. Obok wisiała praca szwedzkiego rzeźbiarza i rysownika Matsa Adelamana, przedstawiająca szkice pięćdziesięciu sześciu gatunków ptaków, które zaobserwował z okna swojego domu na obrzeżach Tensta.

Czym jest "Nowa Szwecja"? Na pewno ostatecznym pożegnaniem z mitem Szwecji lat. 70 oraz 80. "Nowa Szwecja" to Tensta z lotu ptaka: przestrzeń skrajnie heterogeniczna, skonfliktowana, gwałtownie się zmieniająca. To miejsce, gdzie szwedzcy emeryci z lekceważeniem patrzą na bezrobotnych młodych mężczyzn, gdzie płoną samochody, a jedyny sklep jubilerski jest rabowany z regularnością i punktualnością godną Immanuela Kanta. Jest miejscem konfrontacji Wschodu i Zachodu, gdzie pytanie o możliwość współistnienia tych dwóch światów zyskuje niesamowitą ostrość. Sztokholm z perspektywy Tensta nie jest tym miłym, fajnym miastem, które znamy z pocztówek. Malowniczym, pełnym uprzejmych i uczynnych ludzi, wysprzątanych ulic i ciekawych szlaków dla fanów shoppingu. Dla mieszkańców Tensta Sztokholm to miasto pięknych fasad kryjących strach, pogardę oraz nieufność wobec obcych. Miejscem absolutnej segregacji oddzielającej jedną część społeczeństwa od drugiej. Szwedzki pisarz Jens Lapidus tak opisuje to podzielone społeczeństwo: "Jedynym miejscem, w którym oba światy jeszcze się spotykają, jest chyba tylko sklep monopolowy. Jedna strona szuka bardziej wykwintnego bag-in-boksu na jakiś proszony obiad, a druga chce mieć flaszkę na wieczorną popijawę. Ale niedługo pewnie będą już dwa typy monopolowego: jeden wyłącznie dla kulturalnych obywateli, drugi dla reszty".

W ramach wystawy powstała również praca Lawrenca Abu Hamadana "Sprzeczne fonemy" (2013/2014). Ten brytyjski artysta urodzony w Jordanii od lat zajmuje się politycznością dźwięku, związkiem między ludzkim głosem a prawem. Praca prezentowana na wystawie powstała dzięki współpracy z grupką somalijskich imigrantów, którym odmówiono prawa pobytu na podstawie testu językowego, który zakwestionował ich somalijskie pochodzenie. Test ten został stworzony przez lingwistów oraz inżynierów w Szwecji, dziś jest powszechnie używany przez urzędy ds. imigracji w Wielkiej Brytanii, Australii oraz Niderlandach. Często poprawną wymowę jakiejś głoski od niepoprawnej dzieli minimalna różnica dźwięku, jednak to właśnie ona decyduje o przyszłości człowieka.

"Conflicted Phonemes", Lawrence Abu Hamdan, 2013-2014, courtesy of the artist
"Conflicted Phonemes", Lawrence Abu Hamdan, 2013-2014, courtesy of the artist

Spotkałam Hamadana parę lat temu na warsztatach dotyczących polityczności dźwięku w Warszawie. Mówił wtedy o pewnym epizodzie ze Starego Testamentu, z Księgi Sędziów. W dwunastym rozdziale opisywane są losy wojny między Gileadczykami i Efraimitami. Po przegranej Efraimitów zwycięskie wojska wyłapywały uciekinierów na podstawie prostej próby. Aby przeżyć, należało poprawnie wymówić słowo shibboleth. Efraimici nie umieli wymówić początkowej głoski sh - nieumiejętność ta znaczyła dla nich śmierć. Dzisiaj dla imigrantów owa nieumiejętność oznacza nakaz powrotu do kraju ich pochodzenia - nakaz ten może również oznaczać śmierć. W Warszawie słowa Hamadana brzmiały abstrakcyjnie. W Tensta historia Efraimitów opisuje sedno rzeczywistości. Jest ukrytą regułą organizującą życie społeczne. Jako efekt swojej pracy "Sprzeczne fonemy" Hamdan przedstawił planszę, na której białymi geometrycznymi kwiatami zaznaczył dialekty występujące w somalijskiej grupie, z którą pracował. Pojawiają się na niej też wszystkie infleksje i możliwe wady wymowy. Z tej nieprzebranej mnogości powstało całe pole białych kwiatów. Czasami myślę o pracy Hamadana, kiedy popołudniami przechodzę obok lokalnej biblioteki. Wielkie przeszklone okna. Między regałami młody mężczyzna pochylony nad słownikiem arabsko-szwedzkim. Jest skupiony jak nad świętym tekstem. Słownik jest stary, pozakreślane strony. Widzę, jak mężczyzna powoli porusza wargami wymawiając obco dla niego brzmiące słowa.

Do uczestnictwa w wystawie "Raport z Nowej Szwecji" został zaproszony również Ahmet Ogüt, który z tej okazji powołał w Sztokholmie filę swojej alternatywnej uczelni, Uniwersytetu Milczenia (The Silent University). Założony w 2012 roku w Londynie, ma na celu organizację alternatywnych form wymiany wiedzy oraz zdobywania doświadczenia. Do współpracy zostali zaproszeni profesjonaliści oraz akademicy, którzy po emigracji przestali pracować w swoim zawodzie. Lekarze, prawnicy, socjolodzy pracujący teraz w Europie jako taksówkarze, sklepikarze lub pomoce domowe. W ramach Uniwersytetu Milczenia prowadzą bezpłatne kursy dla szerokiej publiczności na tematy związane z posiadanym wykształceniem. W Tensta idę na wykład Fahimy Alnablsi o różnicach między systemem prawnym szarijatu a prawem szwedzkim. Spotkanie odbywa się w centrum kobiet Tensta - Hjulsta. Wschodzę, zdejmuję buty. Wąski korytarz, dużo ludzi. Kuchnia, salonik z telewizorem, łazienki, świetlica. Słychać brzęk naczyń, ciche odgłosy telewizora. Zielone ściany, zapach kawy, na stołach wystawione na sprzedaż ręczne robótki i kiczowata biżuteria. W oknach różowe zasłony, przez szparę widać sosnowy las. Mijają mnie starsze kobiety w hidżabach. Zatłoczona salka. Wykład jest po arabsku, Fahima od dwudziestu lat mieszka w Szwecji, wcześniej zrobiła magisterkę z polityki ekonomicznej na uniwersytecie w Damaszku, w Syrii. Siadam z tyłu, piję kawę. Nie rozumiem ani słowa, ale wcale mi to nie przeszkadza.

W ramach wystawy organizowano również zwiedzanie "modelowego apartamentu" w Tensta, zbudowanego podczas realizacji Projektu Milion. Emily zabiera mnie tam któregoś popołudnia. Idziemy, śnieg sięga nam prawie do kolan. Lodowate, ciemne szwedzkie popołudnie. Na Emily nie robi to żadnego wrażenia. Kwestia przyzwyczajenia. Opowiada mi, jak przez całe lata 60. w Szwecji trwały próby podnoszenia komfortu mieszkań. W tym celu powstał m.in. Instytut Badania Mieszkań, którego działalność wywarła duży wpływ na kształt ówczesnej polityki mieszkaniowej. Na potrzeby studiowania komfortu stworzono laboratoryjne przestrzenie mieszkalne, w których eksperymentowano z różnym rozkładem mebli, pomieszczeń i sprzętów. Architekci Tensta korzystali z tych doświadczeń. Wchodzimy do klatki schodowej domu z numerem 24. Mieszkanie trzypokojowe. Model rodziny: małżeństwo plus dwójka dzieci. Emily opowiada, jak wszystko jest w tym mieszkaniu obliczone, wykalkulowane. Każdy szczegół zaplanowany. Umieszczenie lodówki, klamek, parapetów, kaloryferów. Nie ma miejsca na żaden przypadek. Jest w tym mieszkaniu jakaś ledwo skrywana przemoc: systemu, społeczeństwa, architektury, designu. Po dziesięciu minutach proszę Emily, żebyśmy wracały do konsthall.

Viktor Rosdahl, "Elineberg 2020" (2009), oil on plaster. (As part of Tensta Museum: Reports from New Sweden)
Viktor Rosdahl, "Elineberg 2020" (2009), oil on plaster. (As part of Tensta Museum: Reports from New Sweden)

Wielu uważa, że więcej nie da się zrobić. Że Maria Lind stworzyła w Tensta konsthall wzorową instytucję sztuki współczesnej pracującej z lokalną społecznością. Ambitny program wystawowy, światowi artyści. W kawiarni przesiadują starsi mężczyźni w afrykańskich tunikach, w głównej sali popołudniami odbywają się zajęcia z języka szwedzkiego. Wszystko obok prac Walida Raada, Cèline Condorelli czy Petry Brauer. Jednak różnice pozostają: ekonomiczne, społeczne, ideologiczne. I żadne warsztaty, spotkania, seminaria czy wystawy ich nie zlikwidują. To jest rola państwa. Tylko że szwedzkie państwo przechodzi największy kryzys od lat. 70. W wyborach z 2014 roku skrajnie prawicowa partia Szwedzkich Demokratów zdobyła 14% głosów. W grudniu w Szwecji zostały podpalone trzy meczety: media się oburzały, intelektualiści się oburzali, politycy się oburzali. Ale sprawa ta tylko wydobyła na wierzch to, co było wiadome od dawna. Szwecja nie jest już "domem ludu", ale "domem ludów": poróżnionych, skonfliktowanych. Tensta, podobnie jak peryferia innych zachodnich miast, jest wściekła: na brak pracy, na absurdalne zapisy imigracyjne, na "opieszałość prawa, bezczelność władzy i kopniaki, jakimi byle zero upokarza cierpliwą wartość". Takie miejsca jak Tensta konsthall starają się być przestrzeniami mediacji i reprezentacji jak najszerszego wachlarza podmiotów społecznych. Jednak czeka je syzyfowa praca wobec zmniejszających się dotacji i narastających tendencji konserwatywnych w szwedzkim społeczeństwie. Pod koniec 2015 roku kończy się kadencja Marii Lind jako dyrektorki Tensta konsthall. Ona, dzięki swoim kontaktom i doświadczeniom, była w stanie stworzyć to miejsce, nadać mu znaczenie, sprowadzić znanych artystów. Co będzie dalej, nie wiadomo.

10 stycznia, dwa dni po zamachu w Paryżu na redakcję pisma "Charlie Hebdo". Wracam metrem z Tensta do Kungsholmem. Na szybie w wagonie widzę przyklejona ulotkę. Ktoś napisał: "Islam równa się swastyka". Pracowicie ją zdrapuję.

"A new world. Yes, but when?", Ylva Westerlund, 2013, courtesy of the artist
"A new world. Yes, but when?", Ylva Westerlund, 2013, courtesy of the artist