como espiar sin descargar nada press localizar numero movil here exposed cell pics programas para espiar por satelite el mejor espia gratis de whatsapp mua giong ong noi necesito espiar espia mensajes de texto de celulares telcel gratis como funciona spyphone pro como espiar blackberry messenger descargar programa prism espia

Straszne bajki Basi Bańdy

W obrazach Basi Bańdy od jakiegoś czasu coraz liczniej pojawiają się zwierzęta. Na prezentowanej w styczniu i lutym w olsztyńskim BWA wystawie "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać" zwierzęta obecne są chyba w każdym obrazie. Podobnie jak w bajkach i baśniach, w obrazach Bańdy są nośnikami różnych znaczeń. Stają się symbolami sił natury, seksualności, reprezentantami cech ludzkich i innego rodzaju istot, obarczone niepokojącymi, nie do końca jasnymi znaczeniami. Syntetycznie, a zarazem doskonale uchwycone sylwetki zwierząt sąsiadują z dziwnymi, często odstręczającymi postaciami ludzkimi, półludzkimi, hybrydalnymi, embrionalnymi, pokawałkowanymi, niepełnymi, obgryzionymi... Niekiedy ciała zwierząt i ludzi łączą się lub wyłaniają jedno z drugiego, ich mięsne substancje przenikają się w plamach kolorów. Artystka obrazuje niebezpieczne sytuacje zachodzące pomiędzy światem przyrody i wkraczającym w niego człowiekiem, stosując delikatną, ładną formę, przypominającą ilustracje z dziecięcej książki. Obłe, świetliste plamy słodkich, pastelowych kolorów zderza z brunatnym, czernią lub brązem przybierającymi dziwne, przypominające różne rzeczy, kształty. Sposób kładzenia transparentnej farby delikatnymi dotknięciami pędzla integruje wszystkie rodzaje przedstawień zawarte w różnych częściach tego samego obrazu, ale także we wszystkich prezentowanych obrazach. Dzięki temu powstaje wrażenie, że to, co urocze i bezpieczne, współistnieje z tym, co wstrętne i groźne - zarówno estetycznie, jak i metaforycznie.

Basia Bańda, Róża, 2010, akryl, ekolina na plotnie, 100 x 100 cm
Basia Bańda, Róża, 2010, akryl, ekolina na plotnie, 100 x 100 cm

Olsztyńska wystawa Bańdy mieściła się w jednej niemal kwadratowej sali, a zwiedzający ją widz krążąc wkoło, wzdłuż ścian, na których wisiały obrazy, stawał się czytelnikiem wizualnej opowieści bez fabuły, bajki bez morału, swoistej niekończącej się opowieści, której narrację tworzyły obrazy. Kolejne obrazy oglądało się niczym kolejne sceny dramatu, a równomierne rozmieszczenie ich dookoła sprawiało, że wędrówka przez ów psychodeliczny las nie kończyła się i nie nudziła, gdyż za każdym spojrzeniem w pracach tych można dostrzec jakiś kolejny fascynujący, hipnotyzujący wzrok szczegół. Bańda łączy bowiem w doskonały sposób syntezę rzeczywistości i szczegół: syntetyczny zarys postaci w plamie barwnej i malowane pieczołowicie drobniutkie kolce malin czy odnóża owadów.

Basia Bańda, Zabawa w chowanego, 2010, akryl, ekolina na płótnie, 100 x 100 cm
Basia Bańda, Zabawa w chowanego, 2010, akryl, ekolina na płótnie, 100 x 100 cm

Poprzez tytuł wystawy artystka odnosi się bezpośrednio do baśni braci Grimm "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać", a Wojciech Kozłowski wskazuje, że interpretacja tego utworu dokonana przez Bruno Bettelheima doskonale służy odczytaniu prac artystki, pokazując jak bardzo jej twórczość traktuje o poszukiwaniu dojrzałości. Ale fascynacja zwierzętami u Bańdy, a także "przedstawiona na obrazach Natura z jej mnogością owadów, falliczną halucynacyjnością grzybów, okrucieństwem"1 jest jednak czymś więcej niż tylko, jak pisze Kozłowski, "figurą tego, co jest w nas nieuświadomione, egoistyczne, brutalne"2. Zwierzęta zdają się interesować artystkę samą swoją formą, odmienną niż ludzka cielesnością, ale także nieoczywistością swojego statusu w świecie, wciąż ewoluującego. W przeciwieństwie bowiem do postaci ludzkich - anonimowych, bez twarzy, często niepełnych, które są raczej figurami kondycji ludzkiej - zwierzęta jawią się jako konkretni, a często główni bohaterowie opowieści.

Basia Bańda Szczury, 2010, akryl, ekolina na płótnie, 100 x 120 cm
Basia Bańda Szczury, 2010, akryl, ekolina na płótnie, 100 x 120 cm

Motywy zwierzęce i roślinne pojawiają się w pracach Bańdy od dawna, lecz w pewnym momencie zaczęły w nich dominować. Wcześniej były epizodami, teraz stają się sednem. W najnowszych obrazach nie są już tylko symbolami, ale same w sobie stają się obiektem zainteresowania, zyskują nowe znaczenia, zachowując jednocześnie metaforyczny potencjał obecny we wcześniejszych pracach. Przedstawienia przyrody zdają się łączyć z ewolucją języka sztuki Bańdy, który nieustannie się przekształca, zachowując jednak wciąż pewien charakterystyczny rys. Z jednej strony, język ten się wysubtelnia, a artystka eksponuje swój doskonały malarski warsztat. Z drugiej zaś zachowuje charakterystyczną dla siebie kreskę i plamę, które są nośnikiem swoistego infantylizmu jej sztuki.

Basia Bańda, Lisica, 2010, akryl, ekolina na płótnie, 70 x 70 cm
Basia Bańda, Lisica, 2010, akryl, ekolina na płótnie, 70 x 70 cm

Wysubtelnianie języka sztuki Bańdy przejawia się również w tym, że obrazy te przypominają ilustracje z książek dla dzieci, w szczególności Józefa Wilkonia, który podobnie jak Bańda potrafi za pomocą jednej plamy uchwycić istotę danego zwierzęcia. U niego jednak świat jest względnie prostolinijny, bezpieczny i realistyczny. Bańda zaś bardziej abstrahuje od rzeczywistości widzialnej, sięgając głębiej w pełną brudów podświadomość ludzką. Jej obrazy to ilustracje do nieistniejących baśni dla dorosłych. Jak zauważyła Beata Jurkiewicz w odniesieniu do wcześniejszych prac artystki: "niełatwo pogodzić się z nakreślonymi jakby ręką dziecka obrazami, którym blisko do pornografii. Na pierwszym poziomie odbioru występuje więc konflikt pomiędzy kojarzoną z dzieciństwem niewinnością a światem dorosłych, pełnym żądz i nierzadko przemocy"3. Infantylna stylistyka obecna jest bowiem w twórczości Bańdy od samego początku - wcześniej przypominała raczej dziecięce rysunki, teraz zaś ilustracje z książek dla dzieci. Nieodłącznym jednak motywem jej ikonografii jest różowa, naga cielesność, nierzadko odrażająca czy przerażająca, zawsze jednak estetyczna, niejako uwięziona w uroczej formie. Przedstawione ciała, choć w pewien sposób naturalistyczne, bowiem eksponujące plamy na skórze, pieprzyki, siniaki, pajączki i żylaki, są jednak oswojone abstrakcyjnością symbolicznej formy, dalekiej od realizmu. Właściwości czysto malarskie estetyzują abiekt: krwawe, mięsne rany są plamami soczystych pastelowych kolorów o rozpływających się konturach, a żylaki i pajączki tworzą subtelny ornament rozlewających się linii.

Basia Bańda, Zadowolona, 2008, technika własna, 40 x 60 cm
Basia Bańda, Zadowolona, 2008, technika własna, 40 x 60 cm

Oglądając te różowe, obłe kształty, trudno nie dostrzec, że estetyka Bańdy odsyła do twórczości Marii Pinińskiej-Bereś, której prace prezentowane były w warszawskiej Zachęcie na wystawie "Trzy kobiety". Kształty brył Pinińskiej przypominają kształty plam Bańdy, i podobnie jak u tej pierwszej zaciera się granica pomiędzy obiektem, rzeźbą i ready mades, tak u drugiej pomiędzy obrazem, kolażem i obiektem. Charakterystyczne dla obydwu artystek są pastelowy róż, biel, błękit i ciałopodobne, miękkie i obłe twory, waginalne i falliczne, a także użycie tkanin. Znamiona estetyki charakterystycznej dla twórczości Pinińskiej odnaleźć można także w twórczości innych współczesnych polskich twórców, jak choćby Iwony Demko czy Tomasza Rogalińskiego, by wspomnieć tylko najbardziej oczywiste przykłady. Zarówno prace tych dwojga, jak i Basi Bańdy odwołują się do tradycji polskiej sztuki feministycznej, pozwalają się interpretować w stosowanych wobec niej kategoriach krytycznych, lecz jednocześnie poddają tę tradycję własnej interpretacji, co swego czasu zauważył Piotr Bernatowicz w odniesieniu do Bańdy4.

Basia Bańda, bez tytułu, 2007, technika własna, 50 x 50 cm
Basia Bańda, bez tytułu, 2007, technika własna, 50 x 50 cm

Maria Pinińska-Bereś w Zachęcie występuje w towarzystwie dwóch innych prekursorek feminizmu w sztuce: Natalii Lach-Lachowicz i Ewy Partum; Basia Bańda w Olsztynie - w sąsiedztwie Elżbiety Jabłońskiej, której twórczość również koresponduje z feminizmem. Rzeźbiarska twórczość Pinińskiej wydaje się jakimś "różowym wyskokiem" na tle całości wystawy, sprawiającym widzowi niespodziankę w trakcie oglądania prac Ewy Partum i Natalii LL, które wypełniają większą cześć ekspozycji. Sala z rzeźbiarskimi obiektami tej artystki wydaje się osobną małą wystawą w ramach wystawy "Trzy kobiety". Dwie osobne ekspozycje - Bańdy i Jabłońskiej, zostały poniekąd zintegrowane w jedną całość dzięki równoległemu trwaniu, wspólnemu wernisażowi i usytuowaniu w przestrzeni, mimo iż język sztuki obydwu artystek jest zupełnie inny.

Basia Bańda, Calineczka, 2010, akryl, ekolina na płótnie, 100 x 120 cm
Basia Bańda, Calineczka, 2010, akryl, ekolina na płótnie, 100 x 120 cm

W zaprezentowanej w Olsztynie serii prac Bańda w jakimś stopniu odchodzi zarówno od warsztatu, jak i tematów, które pozwalały dostrzec w jej obrazach echo twórczości Pinińskiej-Bereś. Coraz mniej różu, coraz mniej tkanin, coraz mniej wątków dotyczących kobiecej tożsamości i seksualności... W przeciwieństwie do wcześniejszych prac Bańdy, "Bajkę o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać" trudno też odnieść do feminizmu. Tym samym rodzi się pytanie, w którą stronę pójdzie teraz sztuka zielonogórskiej artystki? Czym jeszcze zaskoczy widzów?

  1. 1. W. Kozłowski, "O strachu, albo dlaczego trzeba się bać. Nowe prace Basi Bańdy", katalog wystawy "Bajka o takim co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać", BWA Olsztyn 2011, brak numeracji stron.
  2. 2. Tamże.
  3. 3. B. Jurkiewicz, "Różowe potwory Basi Bańdy", "Artmix" nr 16 2007: http://www.obieg.pl/artmix/1784 (dostęp dn. 16.04.2011).
  4. 4. P. Bernatowicz, "Znaczący jubileuszowy werdykt", "Arteon" nr 4(108) 2009, s. 25.