como espiar sin descargar nada press localizar numero movil here exposed cell pics programas para espiar por satelite el mejor espia gratis de whatsapp mua giong ong noi necesito espiar espia mensajes de texto de celulares telcel gratis como funciona spyphone pro como espiar blackberry messenger descargar programa prism espia

Z różową podszewką

Niedawno miałam okazję przeprowadzić ciekawą rozmowę na temat problemów studentów i studentek na uczelniach publicznych. Razem z moim rozmówcą poruszaliśmy kwestie takie jak niewywiązywanie się z obowiązków samorządów studenckich, przerażająco niski standard akademików, postrzeganie osób studiujących jako tanią (w przypadku praktyk bezpłatną) siłę roboczą. Najbardziej zirytował mnie fakt małego zaangażowania studentów w akcje przeciwdziałające takiemu stanowi rzeczy. Sensem odpowiedzi mojego rozmówcy na temat uzmysławiania tych trudności innym było: "Musisz mówić o tym głośno, bezpośrednio krzyczeć im to w twarz, bo oni nie zdają sobie z tego sprawy. Czasami trzeba ich po prostu uświadomić w tym, co jest nie tak". Słowa te były dla mnie bardzo znaczące i (o ironio!) uświadamiające. Zdałam sobie sprawę z tego, że pewnych rzeczy nie da się dostrzec gołym okiem. Aby zdjąć tę pierwszą warstwę, nałożoną przez różne rodzaje władzy, należy posiąść odpowiednią wiedzę i nauczyć się dostrzegać niejasności, zakłamania czy przerysowania. To, że ja coś zauważyłam nie znaczy, że widzą to inni.

W przedzieraniu się przez wpojone nam struktury pomaga między innymi sztuka najnowsza, a raczej ulokowanie jej w kontekście danego problemu. Takie oczekiwania mam wobec każdego wydarzenia artystycznego, które już w tekście promującym wydarzenie odnosi się między innymi do problemu nierówności społecznej. Nic dziwnego więc, że w momencie zetknięcia się z wystawą "Bez różu" prezentowaną od 6.02 - 1.03.2015 w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu, miałam mętlik w głowie.

Ekspozycja promowana była jako nie sprowadzająca się do feministycznych haseł, prezentowała prace kobiet-artystek podejmujących rozmaite tematy i rozwiązania formalne. Zamknięte w przysłowiowych czterech ścianach na pierwszym piętrze galerii, podpisane słowami kuratorki Karoliny Staszak, miały stać się indywidualnymi wypowiedziami na temat bardzo ogólnie pojętej kobiecości, kobiecości jednak zgettoizowanej. Kuratorka zaprezentowała bowiem sztukę kobiet, bo przecież najważniejszym w tym przypadku aspektem jest bycie kobietą (Staszak podkreśliła to wielokrotnie w tekście kuratorskim). Na marginesie warto zwrócić uwagę na niespójność w tytule debaty z dnia 27 lutego, która towarzyszyła wystawie. W Internecie rozpowszechniana była pod nazwą "Przed Dniem Kobiet", co jeszcze bardziej podkreślało wspomnianą aurę kobiecości. Przeprowadzona została jednak pod hasłem "Czego pragną kobiety? Jeśli nie różu...?". Jak podejrzewam samo hasło bez różu stanowić ma przeciwwagę dla takich projektów jak "Waginatyzm" Iwony Demko czy akwarele Basi Bańdy. Tytuł wystawy może jednak zostać odebrany niejednoznacznie. "Bez różu" odczytywać możemy również jako przeciwstawienie się w pojmowaniu go jako koloru utożsamianego z stereotypowymi cechami małej dziewczynki, takimi jak niewinność czy bezbronność. W ten sposób Staszak wpada niejako w swoje sidła, zapętla się we własnym myśleniu, gubi się w nim jak ja na kuratorowanej przez siebie wystawie.

Fot. Magdalena Kopytiuk, obrazy
Fot. Magdalena Kopytiuk, obrazy

Staszak zaznaczyła, że artystki spotykają się jedynie na gruncie artystycznym, nie odcinając się przy tym od feminizmu. Nic dziwnego - w wielu prezentowanych obrazach jest on bardzo wyczuwalny. Przykładem takich przedstawień mogą być płótna Beaty Ewy Białeckiej czy obraz "Piąte dziecko" Magdaleny Kopytiuk. W pracach tych już na wstępie zauważalny jest temat macierzyństwa, niekoniecznie przedstawionego w sposób idealny. W tych ciemnych barwach, zszarzałych sylwetkach widzimy narastającą nostalgię, a nawet smutek. To wszystko budzi nasz niepokój, nie zachęca do macierzyństwa.

Fot. Beata Ewa Białecka, obrazy
Fot. Beata Ewa Białecka, obrazy

Jednocześnie nie znajduję powiązania między tą tematyką, a resztą pokazanych prac. W momencie złapania tropu, zaraz mi on ucieka. Mam wrażenie przesytu i niespójności. Wystawa zdaje się nie mieć ustanowionego przebiegu ani też celu. Zaczynając od pogrążonych w ciemnościach prac Magdaleny Kopytiuk, przechodzimy do malarstwa Aldony Mickiewicz, która uwiecznia na płótnie przedmioty symbolizujące przemijanie. Odnosi się do historii sztuki (Nicolasa Poussina "Et in Arcadia Ego I" i "Et in Arcadia Ego II" czy często malowanego motywu trzech okresów z życia kobiety).

Fot. Aldona Mickiewicz, Trzy okresy z życia mężczyzny
Fot. Aldona Mickiewicz, Trzy okresy z życia mężczyzny

Tych prac nie łączy wspólna idea - mam wrażenie, że artystki wybrano do wystawienia wyłącznie dlatego, że są kobietami. Cielesność malarstwa Justyny Respondek zostaje zestawiona z mineralnymi formami Katarzyny Wiesiołek. Planetarne kształty nie wchodzą w dialog z postaciami Respondek. Odczuwamy wręcz pewną nieprawidłowość, brak konkretnego przekazu. Na "kobiecej wystawie" nie mogło oczywiście zabraknąć rękodzieła. NeSpoon umieszcza je w przestrzeni publicznej (w projekcie "Zastawa dla gołębi" dokarmia ptaki z ceramicznych miseczek). Nie jest to jedyny zwierzęcy motyw. Znajdujemy go również u Kopytiuk (psy) oraz w zdjęciach Marceli Paniak (ryby). Całość sprawia wrażenie nieładu estetycznego oraz ideowego. Każda z artystek porusza się w innym obszarze tematycznym, interesuje się całkowicie różnymi zagadnieniami.

Anna Kruszak, Ptasia droga
Anna Kruszak, Ptasia droga

W dzień kończący "Bez różu" zorganizowano wspomniane wcześniej spotkanie "Czego pragną kobiety? Jeśli nie różu...?" z psycholożką Bogną Białecką oraz socjolożką doktorą Anetą Gawkowską. (Żeńskich form używam jednak we własnym imieniu, ponieważ już na wstępie zostają one zdecydowanie odrzucone przez Gawkowską.) Rozmowa toczyła się wokół terminu "nowy feminizm". Uogólniając jest to program katolickiego feminizmu, wywodzący się z pism Jana Pawła II, który zaznacza, że ludzkość ukoronowana została stworzeniem kobiety. Świat jest więc z gruntu feministyczny, bowiem dopiero po stworzeniu Ewy może zaistnieć miłość międzyludzka. Miłość oczywiście ograniczająca się do uczucia między kobietą a mężczyzną. Duży nacisk kładzie się na kwestię macierzyństwa, które jest przeznaczeniem każdej kobiety. Nie tylko macierzyństwo biologiczne, bowiem może być ono wielowymiarowe, duchowe. To, co mnie najbardziej uderzyło to fakt całkowitego oddania się drugiej osobie. Poświęcenie, które eliminuje z życia aspekt indywidualnego spełnienia w inny sposób niż poprzez rolę matki. Ciało kobiety ma wręcz jeden cel, jest nim urodzenie dziecka. Kobieta staje się pasywna, ograniczona do pełnionej przez nią roli. Bogna Białecka uzupełnia rozmowę o zagadnienia związane z płcią biologiczną, która automatycznie staje się wyznacznikiem płci kulturowej. Feminizm "głównego nurtu" utożsamia z marginalizacją dzieci i rodziny, co oczywiście mija się z prawdą. Feministki poruszają przecież kwestie takie jak praca matki w domu, problem publicznego karmienia piersią, sytuacja samotnych rodziców, walczą też o dostęp do żłobków i przedszkoli oraz dostosowanie przestrzeni publicznej dla wózków. Wprowadziły więc do ogólnego obiegu zagadnienie polityki prorodzinnej. Przykładem takiego zaangażowania może być chociażby działalność Fundacji MaMa założonej przez Sylwię Chutnik i Patrycję Dołowy.

W tym wypadku nasunęło mi się zasadnicze pytanie: w jakim kontekście ta rozmowa stawia samą wystawę oraz pokazane na niej artystki? Staszak zaznaczyła, że zapoznały się one z wykreowaną wokół ich prac ramą teoretyczną. Jeśli rzeczywiście tak było, to nie rozumiem chęci umieszczenia swoich dzieł na tego typu wystawie. W tym kontekście stają się one jedynie ilustracjami tekstu kuratorskiego, który odcinając się od feminizmu, porusza paradoksalnie głównie kwestie z nim związane. Spotkanie zorganizowane jako wydarzenie towarzyszące "Bez różu" utwierdziło mnie w przekonaniu, jak wielka przepaść istnieje między ideą kuratorki, a zaprezentowaną sztuką. Debata nie weszła z nią w polemikę. Staszak starała się wręcz nakierować rozmówczynie na przeciwstawny do sztuki tor. Nie można nie wspomnieć także o zamknięciu się na odbiorców i odbiorczynie. Lekceważenie osób siedzących na widowni, było odczuwalne już na samym początku.

Feminizm nie jest czymś, co daje się wymazać za pomocą kilku zdań. Próba usunięcia go z dróg interpretacyjnych odbiorców i odbiorczyń jest nietrafionym założeniem. Staszak mimo wszystko narzuca ten typ myślenia. Akcentuje kobiecość i głównie na niej się skupia, a zarazem nie chce doszukiwać się feministycznych haseł. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że kiedy powiemy innym, że coś nie istnieje, nie oznacza to, że rzeczywiście tego nie ma. Feminizm w sztuce jest i będzie. Sztuka najnowsza powinna posiadać cechy uzmysławiające mechanizmy, które nam wpajano od najmłodszych lat. Powinna nieść ze sobą subiektywne doświadczenia twórców i twórczyń, którzy zauważają, ale też, którzy odkrywają przez swoją działalność wszelkie nierówności. Twórczość powinna w pewien sposób oświecać, wyjaśniać, zmieniać myślenie, w innych przypadkach również utwierdzać w przekonaniach.

Wystawa "Bez różu" nie przekazuje nic konkretnego, nie łączy się z tekstem kuratorskim, nie tłumaczy, ale też nie komentuje. Jest raczej zbiorem wypowiedzi o różnym natężeniu. Głosy te, zamiast połączyć się w jedno i stworzyć krzyk, mieszają się ze sobą niczym w tłumie obcych sobie osób (a dokładniej obcych sobie kobiet). A być może potrzebujemy właśnie krzyku? Oczywiście krzyku składającego się zarówno z altów i sopranów, ale też basów, tenorów i reszty.