como espiar sin descargar nada press localizar numero movil here exposed cell pics programas para espiar por satelite el mejor espia gratis de whatsapp mua giong ong noi necesito espiar espia mensajes de texto de celulares telcel gratis como funciona spyphone pro como espiar blackberry messenger descargar programa prism espia

Mydło - między przedmiotem, a podmiotem. Konstruowanie biografii rzeczy.

Mydlany korytarz (1996) Mirosława Bałki jest już swego rodzaju klasyką, jeśli chodzi o polską sztukę w obliczu Zagłady. Biała, minimalistyczna przestrzeń przesiąknięta zapachem szarego mydła zwykle była interpretowana w kontekście Beckettowskiej pustki, pamięci ciała oraz śladów i cieni życia, jednak dziś namnażające się wokół niej odczytania dość jednoznacznie wpisują ją w narracje o nieludzkich eksperymentach doktora Spannera. Katarzyna Bojarska pisze o codziennej kąpieli, która „została zbrukana jedną z najokrutniejszych zbrodni dwudziestego wieku"1, z kolei Piotr Piotrowski nierozerwalnie wiąże korytarz z „najbardziej przerażającą w swym racjonalizmie i ekonomii machiną nazistowskiego przemysłu"2, a Izabela Kowalczyk z ostatecznym podważeniem pojęcia „czystości" przez Zagładę, po której już nic może pozostać niewinne3.

Pytanie tylko, ile jest prawdy w historii o umasowionej produkcji mydła z ludzkiego tłuszczu, w nazistowskich fabrykach śmierci? Co stoi za tym niepodważanym jak dotąd przeświadczeniem i asocjacjami automatycznie generowanymi przez nas umysł? I jaką historię, jaką biografię, tak naprawdę skrywa w sobie mydło, to paradoksalne związanie rzeczy, a więc przedmiotu i podmiotu, przez które zawsze manifestuje się inne ciało - ciało hipotetycznie myte i ciało, które posłużyło (mogło posłużyć) jako jego surowiec?

Dochodzenie Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze z 1946, rozpoczęte w oparciu o zeznania podwładnego doktora Rudolfa Spannera - patologa, który w latach 1940-1945 prowadził badania w gdańskim Instytucie Anatomii, zostało ostatecznie umorzone, a oskarżony został oczyszczony z zarzutów. Mimo to, jeszcze w tym samym roku Zofia Nałkowska, która uczestniczyła w pracach Komisji Badania Zbrodni Nazistowskich w Polsce, wydała osławione Medaliony4 - zbiór ośmiu opowiadań, wśród których znalazło się fabularyzowane sprawozdanie z przesłuchania Zygmunta Mazura, pracownika laboratorium, ze szczegółami opisującego produkcję mydła.

Mirosław Bałka, Mydlany korytarz, 1995, dzięki uprzejmości Narodowej Galerii Sztuki
Mirosław Bałka, Mydlany korytarz, 1995, dzięki uprzejmości Zachęty Narodowej Galerii Sztuki

W 2000 roku polski Instytut Pamięci Narodowej wznowił w tej sprawie śledztwo by sześć lat później potwierdzić, przypuszczenia iż w laboratorium doktora Spannera rzeczywiście wytworzono substancję o konsystencji mydła. Profesor Andrzej Stołyhwo, który poddał badaniu próbkę przechowywaną w archiwum Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze, wykrył w niej tłuszcz pochodzenia ludzkiego5. Instytut Anatomii kierowany przez Spannera najprawdopodobniej wykorzystał w tym celu zwłoki dostarczane z obozu koncentracyjnego w Stutthof, więzień w Gdańsku i Królewcu oraz okręgowego zakładu opiekuńczo-zdrowotnego w Kocbrowie. Czy była to jednak pochodna maceracji, która w według zeznań Spannera miała mu posłużyć do impregnacji wiązadeł stawowych czy świadoma próba wyprodukowania mydła, które w owym czasie pozostawało produktem deficytowym? Wobec braku dowodów, uprawomocniających którąkolwiek z tych tez, pytanie to musimy pozostawić bez odpowiedzi. Badania przeprowadzone przez IPN nie potwierdziły również szerzących się od ponad sześćdziesięciu lat plotek o masowej, ufabrycznionej produkcji mydła z tłuszczu ludzkiego, które rzekomo miało być rozprowadzane na ogromną skalę i znaczone inskrypcją RIF, a więc - Rein Judisches Fett (czysty żydowski tłuszcz), - takie mydło rzeczywiście dystrybuowano, ale RIF był tu skrótem od Reichstelle Für Industrielle Fettversorgung (Przemysł Zaopatrzenia Rzeszy w Tłuszcze).

Nie zmienia to jednak faktu, że topos mydła, dzięki przeprowadzonemu przez nazistów eksperymentowi oraz związanym z nim dochodzeniom, badaniom i domysłom, w przeciągu tych kilkudziesięciu lat niekończących się spekulacji, wywalczył sobie trwałe miejsce w ikonografii Zagłady i stał się swego rodzaju metonimią najokrutniejszej zbrodni wobec ludzkości, skrajnego uprzedmiotowienia człowieka, który na naszych oczach przeobraził się w konsumpcyjny towar, rzecz podlegającą prawom kapitalistycznego rynku. Ten mit, podsycany przez kulturę masową i jeszcze w czasie wojny rozpowszechniany zarówno przez nazistowską jak i aliancką propagandę6, a później przez samych ocalonych i najważniejsze autorytety badające zbrodnie drugiej wojny światowej, jest dziś nieodłącznym elementem naszej zbiorowej wyobraźni, zarówno przerażającym, jak i fascynującym fantazmatem, mitem, który nie tylko ciągle jest powtarzany, ale dodatkowo ewoluuje. Fabryki mydła funkcjonujące przy obozach zagłady, podobnie jak kościane guziki czy abażury z ludzkiej skóry, tak niebezpiecznie mocno wrosły w obręb zbiorowej świadomości, że dziś trudno o racjonalne przepracowanie tego tematu, zwłaszcza, gdy każdy głos przeciw odczytywany jest jako negacjonizm, a naukowe publikacje przechodzą praktycznie bez echa.

Co zaskakujące, wydaje się, że źródeł tej mistyfikacji należy szukać jeszcze w 1917 roku, w artykule „The Times" z czasów I wojny światowej, który szerzył kłamliwe przekonanie o tym, jakoby Niemcy produkowali mydło z ciał poległych żołnierzy7. Ta propagandowa demonizacja wroga doczekała się sprostowania dopiero osiem lat później, a fabryki mydła, które miały istnieć przy obozach zagłady właściwie nigdy. Bez wątpienia wyjaśnianiu tej sprawy nie pomogły powojenne pogrzeby kostek mydła, które utożsamiano ze zmarłymi krewnymi8, dokumentalna Noc i mgła Alaina Resnaisa, bazująca na niepotwierdzonych wspomnieniach ocalałych, czy ekspozycja niemieckiego mydła w muzealnych gablotach9. Legenda zaczęła żyć swoim życiem i dziś o bestialskich praktykach nazistów możemy przeczytać nie tylko w osławionych Medalionach Nałkowskiej, ale i w Psich latach Güntera Grassa, Rzeźni numer pięć Kurta Vonneguta czy popularnej powieści Greenhorn autorstwa Anny Olswanger. Sprawa mydła zaanektowana przez kulturę masową stała się również kultowym motywem Fight Clubu (Podziemny krąg), filmu z 1999 roku wyreżyserowanego przez Davida Finchera10, w którym bohater grany przez Brada Pitta, skrajny anarchista Tyler Durden trudni się niczym innym jak właśnie produkcją mydła z tłuszczu odessanego ludziom podczas operacji plastycznych. I może właśnie na przykładzie tego filmu, gdzie paradoksalnie wątek mydła wyzuty z jakichkolwiek odniesień do Holokaustu czy ludobójstwa, równocześnie niepozbawiony został pierwotnej siły rażenia, jesteśmy w stanie wysunąć pewne wnioski i znaleźć odpowiedź na pytanie, jaką tak naprawdę rolę pełni ten przerażający mit w opowieściach o czasach drugiej wojny światowej. W tym miejscu nie jest już istotna prawda historyczna, która przestała zajmować opinię publiczną wraz z pojawieniem się pierwszego wydania Medalionów, a nawet to, w jaki sposób jest ona zawłaszczana i transformowana przez mass media czy różnego rodzaju aparaty władzy, ale najważniejsze w całej tej mydlanej aferze, coraz bardziej przypominającej operę, będą dla nas psychologiczne mechanizmy, które wyzwalają w nas wstręt, i które sprawiają, że demoniczny bohater w postaci osławionego doktora Spannera tak samo jak w przypadku Tylera Durdena czy Hannibala Lectera z Milczenia owiec, w tym samym stopniu nas przeraża jak i fascynuje, odpycha i przyciąga.

Obrzydzenie, jakie w nas wyzwala mydło, okazuje się być bowiem wspólnym mianownikiem kata i ofiary - obrzydliwa jest tu sama czynność - wytwarzanie mydła, której podwójna wymowa - materialna i moralna, przekłada się tak samo (ale nie w tym samym stopniu) na kata - zdemoralizowanego potwora, który w swym praktycznym okrucieństwie gotowy jest przekroczyć wszelkie granice, zbrudzić się, tym, co wszystkim jest nam wstrętne, jak i na ofiarę - przerobioną na płynny tłuszcz, odczłowieczoną wydzielinę, której negatywny status, zwłaszcza z perspektywy dzisiejszej kultury, w tym wspomnianego Fight Clubu, gdzie tłuszcz niczym kał albo mocz rzeczywiście zostaje wydalony, wydaje się być niekwestionowany.

Abiekt, wymiot, to według Julii Kristevej, pewne „coś", czego nie sposób nazwać ani podmiotem, ani przedmiotem, to zagrożenie, które każdorazowo zostaje wyparte na zewnątrz, a mimo to nie znika, nie daje się całkowicie wykluczyć z „wewnątrz" i rzucając cień na swego pana, zawsze jest przeciwstawione jego nad-ja, by nieustannie nim wstrząsać i nieprzerwanie go prześladować11. Wstręt, jak dowodzi Kristeva, nie jest niczym więcej, jak reakcją utrzymującą pana, a więc nas, przy życiu, dreszczem potrząsającym jego i naszym jestestwem, impulsem który nas unicestwia i w tym samym momencie stwarza na nowo. Ten „nieokiełznany bumerang"12 na przemian wzywany i odpychany, ratuje nas przed upadkiem, funkcjonując poza nieświadomością, a więc również poza freudowską nomenklaturą, nie daje się wyprzeć, bo nie można go zdefiniować jako przedmiot, i nie daje się wykluczyć, bo nie sposób nazwać go pragnieniem 13 .

Czego zatem symbolem i czego synonimem w całej tej Holokaustowej historii jest mydło? I jaką pełni ono tutaj rolę? Niewątpliwie jest ono jednym z wymiotów, jest tym, co narusza i gwałci tożsamość, śmiercią w całej swej odrażającej prawdzie - wydzieliną, która jest „nasza" i której z całą mocą staramy się przypisać epitet „inna", odpadem z którym nie sposób się pogodzić, bo nie tylko przekracza granicę, ale sam się nią staje zawłaszczając i niszcząc zastany obraz świata. Mydło jest tu wyobrażeniem „trupa - oglądanego bez Boga i nie z perspektywy nauki"14, szczytem wstrętu, krańcowym etapem, granicą do której dochodzimy i która będąc brakiem zdaje się wszystko sobą wypełniać. Wywołany przez nie szok, niemy krzyk zamierający na ustach i znamionujący targające nami obrzydzenie nie tylko jest przyczyną naszej śmierci, ale pełniąc zarazem rolę terapeutyczną, jest koniecznym warunkiem zmartwychwstania, myślą, w której krystalizują się wszystkie lęki i fobie społeczeństwa zmuszonego żyć z piętnem Auschwitz.

Uznanie mydła, za fałszywe, a jednak psychologicznie uzasadnione ucieleśnienie Holokaustu i swego rodzaju przeniesienie idących za nim następstw i reperkusji - zdają się tu jednak jedynie dalekim echem słów i opinii, które świetnie znamy, o tym, że Auschwitz jest granicznym doświadczeniem, wydarzeniem bez precedensu, kresem naszej cywilizacji, upadkiem i cezurą, która już zawsze będzie rzucała cień na teraźniejszość. A więc czymś ostatecznym, wyjątkowym, czemu należą się tego typu specjalne względy, czymś co zasługuje na własną legendę i wobec czego zrozumiałe i nieomal wybaczalne wydaje się budowanie halucynacji opartej na historycznym przekłamaniu, która w ostatecznym rozrachunku staje się tożsama z rzeczywistością. Czy jednak kłamstwo, jakiekolwiek by nie było i czegokolwiek by nie dotyczyło naprawdę można usprawiedliwiać? Czy wobec historycznego wydarzenia, jakim jest Holokaust, naprawdę możemy stosować podwójne standardy?

Łatwo w tym miejscu przeoczyć jeszcze jedną prawdę, którą ujawnia mit mydła, a do której wolelibyśmy się nigdy nie przyznawać. Specyfika wstrętu, polega również na tym, że ze swej natury jest on niemoralny i o ile w całej tej historii wstrętna jest czynność wytapiania, jak i sama substancja, bez względu na to, czy myślimy o płynnym tłuszczu, czy o gotowym produkcie - kostce mydła, która nawet nie symbolizuje, ale po prostu jest figurą człowieka, to oprawca pozostaje nietknięty. Obrzydzenie wbrew logice, a może raczej wbrew naszym oczekiwaniom omija tych, którzy odrzucają moralność i którzy jak pisze Kristeva mogą cechować się „wielkością w amoralności, a nawet zbrodni, w manifestacji buntu, w wyzwalającym i samobójczym braku poszanowania prawa"15. Nie ulega wątpliwości, że poprzez swoje czyny naznaczeni i splamieni są oni abiektem, a ich życia już zawsze wiązać się będą ze wstrętem wobec zbrodni i jej efektów, ale oni sami unikną naszego obrzydzenia, a nasza niemoralność, czytaj niemoralność naszego wstrętu, ta ciemna i mroczna część natury ludzkiej uczyni nas ich wspólnikami. Koło jakie zatacza w tym miejscu wstręt jest aż nazbyt oczywiste. Abstrahując od oczywistego fałszu, który stoi u podstaw całej tej historii, nie możemy zapominać, że tym, co w naszym mniemaniu doprowadziło do wyprodukowania mydła z tłuszczu ludzkiego, czy też raczej do przerobienia człowieka na przedmiot o praktycznym zastosowaniu, jest właśnie wstręt. Dla antysemity w figurze Żyda, żywego, czy martwego, ogniskuje się bowiem całe obrzydzenie i ohyda, skupia on w nim wszystko to, co jest dla niego „inne", co napawa go lękiem i co chciałby on sam z siebie wyrzucić. Antysemityzm przybiera tu parareligijną formę, a Żyd staję się chorobliwym urojeniem, pełnym sprzeczności przedmiotem zarówno lęku jak i fascynacji, halucynacyjnym uosobieniem wstrętu16, który nasza kultura rękami nazistów przetransportowała na kostkę mydła. Z perspektywy naszego obrzydzenia mydło nie jest tu bowiem ofiarą, nie jest człowiekiem czy pozostałością po nim, choć oczywiście podświadomie doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, ale jest jedynym w swoim rodzaju produktem, szczegółowo zaplanowanej i dokonanej z premedytacją zbrodni, która jawi się tutaj jako docelowy abiekt. I chociaż oba te fantazmaty wydają się między sobą zasadniczo różnić i stworzone zostały z dwóch skrajnie odmiennych pobudek, to mimo wszystko rządzą się one podobnymi prawami i tą samą logiką, a raczej jej zdumiewającym brakiem. Oba są pełnymi sprzeczności urojeniami, które funkcjonując na zasadzie lustra odbijają niczym w krzywym zwierciadle emocjonalne napięcia i irracjonalny strach tkwiący w społecznej tkance.

Absurdalność i przewrotność tego paradygmatu dodatkowo wzmaga jeszcze jeden aspekt wzmiankowany przez Dominica Le Caprę w książce History and Memory after Auschwitz17. Specyfika mydła, a więc środka czyszczącego wyprodukowanego na bazie tłuszczów nasyconych zasadza się na tym, że jest to ciało, a ściśle rzecz biorąc jego pochodna, która myje inne ciało18. Następuje tu zatem swego rodzaju wypaczenie głównej idei antysemityzmu, która hipotetycznie mogła doprowadzić do uprzemysłowionej produkcji mydła z ciał pomordowanych, ale która w tym samym momencie nie byłaby w stanie zdzierżyć myśli, że Żyd, podczłowiek, synonim chorób nękających społeczeństwo, wcielenie brudu i nieczystości oraz szerzyciel wszelakich epidemii, miałby stać się surowcem substancji myjącej, a więc niejako źródłem oczyszczenia dla jakiejkolwiek maści Aryjczyka. Higiena, czy też czystość rasowa, która dopiero w jej nowoczesnym i rasistowskim kształcie nabrała wymiaru sanitarnego, i która wymagała absolutnej segregacji, oddzielenia „zarazków, bakterii gnilnych i szkodników" od ludzi, sprawiła, że Żydom przypisano wrodzony defekt, którego nie sposób było od nich oddzielić, wyizolować, zmyć kalającą ich ciała lepkość19.

Oczywisty oksymoron - brud, który oczyszcza i trucizna, która leczy20, leżący u podwalin tej iluzji nie jest tu jedynie przeoczonym paradoksem czy zabawnym wtrętem, ale ma on dla nas nieocenioną wartość figuratywną. Jest potwierdzeniem tezy Julii Kristevy o zupełnej nielogiczności wstrętu i obaleniem całego symbolicznego porządku wypracowanego zarówno przez ideologię nazistowską, jak i powojenną dyskusję o Shoah, ale co najważniejsze, uświadomieniem nam, że odczuwane przez nas obrzydzenie w rzeczywistości wymierzone jest w nas samych, bo to na naszym ciele dematerializuje się inny.

Bez względu na to, czego nie tyczyłby się wstręt, wymiot zawsze odnosi się do swego pana, jest wyabstrahowanym i wypartym z „ja" niemożliwym, którego wyobcowanie niezmiennie stanowi źródło naszej perwersyjnej przyjemności i dla którego zasadniczym pytaniem nigdy nie jest: kim jestem, ale gdzie jestem?21. Podmiot kształtując obraz siebie musi właśnie siebie odrzucić, zniszczyć i siebie zwymiotować - symboliczna śmierć stanowi warunek jego istnienia, hipotetyczne zmydlenie się ciała ofiary na ciele jej oprawcy jest zatem niczym więcej niż powrotem do tej jedności i tego oddzielania, wymiotowaniem, poprzedzonym przez jedzenie, jest owym gromem rozjaśniającym ekran zapomnienia, gdy czyste zamienia się w brudne, upragnione w zakazane, a fascynacja w hańbę22. I zupełnie jak w książce Chucka Palahniuka, nic tutaj nie umiera, ale jak jedna z bohaterek, Marla, nadal żyje, skoro: „jej filozofia życiowa polega na tym, że, jak twierdzi, może umrzeć w każdej chwili. A tragedia polega na tym, że nie umiera"23.

Joanna Rajkowska, "Satysfakcja gwarantowana", 2000, dzięki uprzejmości artystki
Joanna Rajkowska, "Satysfakcja gwarantowana", 2000, dzięki uprzejmości artystki

Joanna Rajkowska, "Satysfakcja gwarantowana", 2000, dzięki uprzejmości artystki
Joanna Rajkowska, "Satysfakcja gwarantowana", 2000, dzięki uprzejmości artystki

Krążenie wstrętu, jego nieuchwytność i niejednorodność jego terytoriów łatwo możemy zaobserwować we współczesnej kulturze popularnej, właśnie na przykładzie Fight Clubu, gdzie budzący odrazę tłuszcz z liposukcji przetworzony i sprzedany jako eleganckie mydło, stanie się tym, co będzie to samo ciało upiększać, choć wcześniej oszpecało. Mechanizm tego ludzkiego recyklingu i wędrującego obrzydzenia świetnie ilustrują projekty artystyczne m.in. aLine Aliny Żemojdzin24, która w ramach swojego dyplomu na Gdańskiej ASP stworzyła bazującą na ludzkim tłuszczu serię wyszczuplających kosmetyków i towarzyszącą im kampanię reklamową, czy Satysfakcja gwarantowana Joanny Rajkowskiej25, gdzie sama artystka - jej ciało - wyciąg z organów, hormony, tłuszcz, pot itp., a nawet intymność, posłużyły jako surowiec i materiał promocyjny dla wykreowania marki produkującej opakowane w puszki kosmetyki, napoje i mrożonki, których etykiety prześcigały się w gwarantowaniu konsumentom nowych, niecodziennych doznań. W podobnym kontekście można czytać też słynne dzieło Piera Manzoniego z 1961 roku - Artist Shit, odchody w dziewięćdziesięciu ponumerowanych puszkach sprzedawane za cenę ich wagi w złocie, czy głośną pracę amerykańskiego artysty Orestesa De La Paz, który jest homoseksualistą, co nie jest tu pozbawione znaczenia, i który wystawiając na sprzedaż mydło po 1000 dolarów za kostkę, wytopione z odessanego mu tłuszczu, użył tego samego oksymoronu (brudu, który oczyszcza) w kontekście swojej orientacji seksualnej. Podobny zresztą wydźwięk miała praca „Czyste ręce" Gianni'ego Motti'ego, włoskiego artysty, który wytopił kostkę mydła z tłuszczu odessanego z brzucha Silvia Berlusconiego. Takie działania w dużej mierze są artystyczną prowokacją obliczoną na zaszokowanie widza, ale z drugiej strony, trudno nie zauważyć, że wszyscy dziś w mniejszym lub większym stopniu jesteśmy uwikłani w niemal identyczną machinę i bynajmniej nie chodzi tu tylko i wyłącznie o operacje plastyczne, nielegalne eksperymenty związane z klonowaniem, handel narządami i pośrednio związane z tym przeszczepy, operacje plastyczne, czy jakby się mogło wydawać niepozorne kremy z ludzkich łożysk i kosmetyki z dodatkiem hormonów26. Uczestnictwo w konsumpcji dotyczy wszystkich, a sztuka obnażając zasady i prawa, jakimi kieruje się dziś konsumpcyjne społeczeństwo, ukazuje funkcjonowanie globalnego rynku, gdzie wszystko daje się utowarowić i sprzedać, o ile tylko ładnie się to opakuje i okrasi jakimś chwytliwym hasłem, co w pewnym sensie wypacza, ale i czyni ją spełnieniem marksistowskiego snu o sztuce jako jedynym sposobie na powstrzymywanie procesu utowarowienia. Rzeczywistość sztucznie wykreowanych potrzeb napędzanych przez różnego rodzaju strategie marketingowe i stymulowanych przez nasze własne fantazje, sprawia, że kupujemy coraz więcej - konsumpcja zamiast być środkiem staje się naszym jedynym celem, a związane z tym wyalienowanie pcha nas do doświadczania zarówno innych jak i siebie samych jako rzeczy27. Ten swoisty kanibalizm28, będący symptomatycznym elementem naszej kultury daje się streścić w zdaniu: „Jestem = tym, co posiadam, i tym, co konsumuję"29. Kiedy Hitler w Mein Kampf porównywał swoją agitacyjną kampanię do reklamy mydła, nie mógł wtedy przypuszczać, jak dużą rolę ono odegra i w jak ogromne pole semantyczne zostanie ono wpisane, właśnie za sprawą jego „reklamy"30. A przecież mydło jest tu zaledwie jednym z produktów mydlanej opery, jaką stała się dziś narracja o Zagładzie.

Piero Manzoni, "Artist's Shit", 1961
Piero Manzoni, "Artist's Shit", 1961

Pozostając na grząskim gruncie czystości i nieczystości, można powiedzieć, że wyobrażenie mydła jest powtórzeniem znanego, nota bene żydowskiego obyczaju, umywania rąk, który równoznaczny jest ze zmyciem grzechów i prześladujących nas wyrzutów sumienia. Pozostaje jednak pytanie, czy ów piłatowski gest nie jest li i jedynie retorycznym gestem i miałką próbą uniknięcia odpowiedzialności za coś, co tylko pozornie nie zależy od nas, a w rzeczywistości było i przecież jest naszą sprawą, naszego świata i naszej cywilizacji? Mydło niczym soczewka skupiająca w sobie wszystko to, co społecznie nieakceptowane, ale przecież nadal, a raczej paradoksalnie właśnie w tym społeczeństwie i w tym czasie funkcjonujące, obnaża przed nami przerażającą prawdę. O ile bowiem nazistom nie udało się posunąć w swym racjonalnym przemyśle śmierci tak daleko, by uprzedmiotowić i utowarowić człowieka, o tyle współczesna nauka i podążająca za nią machina konsumpcji dawno właśnie tę granicę przekroczyły.

„Tory kolejowe, już nigdy nie będę znaczyły, tylko tory kolejowe"31, pisała w 2001 roku w odniesieniu do pracy Dana Karavana, Eleonora Jedlińska w Sztuce po Holokauście. W to samo zdanie moglibyśmy dziś włożyć nie tylko kostkę mydła, ale też cały szereg rzeczy składających się na dziwaczne repozytorium Holokaustu, którego tworzenie, zdaje się nie mieć końca. A jednak tego typu autorytarne stwierdzenia słusznie budzą wątpliwości: przypisywanie rzeczom biografii, podobnie, jak reprezentacjom tekstów kultury, jest konstrukcją każdorazowo uzależnioną nie tylko od odbiorcy i jego poinformowanej pozycji, ale i komentarza, który kontekstualizując dany przedmiot, tym samym go ogranicza. I o ile w przypadku czołowego twórcy Holocaustomani (Mirosław Bałka), jak chcą The Krasnals, wydaje się być to uzasadnionym zawłaszczeniem, o tyle w przypadku Mydła wilkołaka Maćka Chorążego, pracy o żartobliwym, na poły dadaistycznym wydźwięku, która przez jednego z kuratorów została nazwana „bardzo mocną pracą o Holokauście", zakrawa to już na groteskę32.

Maciek Chorąży, "Mydło wilkołaka", 2011, dzięki uprzejmości artysty
Maciek Chorąży, "Mydło wilkołaka", 2011, dzięki uprzejmości artysty

Konstruując biografię rzeczy, wypada pamiętać nie tylko o prostej różnicy między ikonografią - zidentyfikowaniem tematu, a ikonologią - otwarciem się na konteksty, nie tylko o metaforze, która jest każdorazowo jest formą manipulacji i metonimii, która pozostaje z danym przedmiotem w ścisłym związku, ale i o derridiańskiej dekonstrukcji i o butach van Gogha. Zanim zdecydujemy się odpowiedzieć na pytanie do kogo one należą i śladami Heideggera i Schapiro, zawłaszczyć sobie „prawo do prawdy w bucie i obrazie"33, czy raczej w mydle i rzeczy, musimy nie tyle odróżnić lewy but od prawego, czy buty, od pary, ale wbrew temu, co pisze Derrida, że „nie ma nic poza tekstem", ów właśnie tekst od przynależnego mu kontekstu, a rzecz od jej biografii. Sztuka po Holokauście, pojęcie ukute przez Eleonorę Jedlińską i odniesione przez nią do całej sztuki powojennej, nie jest bowiem dominującą narracją, a tylko jednym ze sposobów czytania - nie tyle sztuki, co całej kultury. A interpretacja nawet, jeśli jest zawłaszczeniem, a w gruncie rzeczy musi nim być i nawet, jeśli ociera się ona o pewien nadmiar, czy niepotrzebny naddatek, to jest ona czymś absolutnie niezbędnym na drodze stawania się rzeczy, jest nie tyle tym, co pisze biografię rzeczy na nowo, ile tym co pisze ją w ogóle.

  1. 1. K. Bojarska, Obecność Zagłady w twórczości polskich artystów, [na:] culture.pl, Instytut Adama Mickiewicza
  2. 2. P. Piotrowski, Znaczenia modernizmu. W stronę historii sztuki polskiej po 1946 roku, Poznań 1999, s. 251.
  3. 3. I. Kowalczyk, Podróż do przeszłości. Interpretacje najnowszej historii w polskiej sztuce krytycznej, Warszawa 2010, s. 177.
  4. 4. Z. Nałkowska, Medaliony, Warszawa 1989.
  5. 5. R. Daszczyński, IPN: W Gdańsku wytwarzano mydło z ludzi, [na:] wyborcza.pl, http://wyborcza.pl. Por.: M. Schulz, Działalność prof. Rudolfa Marii Spannera w świetle wyników śledztwa Odziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku, [na:] ipn.gov.pl, oraz M. Tomkiewicz, P. Semków, Profesor Rudolf Spanner 1895-1960. Naukowiec w III Rzeszy, Gdynia 2010.
  6. 6. Zarówno dla aliantów, jak i nazistów pełnił on rolę „straszaka". Alianci rozpowszechniali ten mit, chcąc zachęcić do społeczeństwo reakcji, a naziści szerząc terror strachu w okupowanych państwach, a zwłaszcza koncentracyjnych obozach.
  7. 7. P. Knightley, The First Casualty: The War Correspondent as Hero and Myth Maker from the Crimea to Kosovo, 2000, s. 105-106.
  8. 8. Fotografia przedstawiająca powojenny pogrzeb mydła w Rumuni, znajduje się w zbiorach Yad Vashem Photo Archive i znaczona jest tam sygnaturą: 1812/64.
  9. 9. Kostki mydła eksponowano m.in. Holocaust Museum Bat Yam. O istnieniu tego typu praktyk, informuje m.in. film wyreżyserowany przez Eyal'a Ballas'a, film „Soaps" (2013) demaskujący istnienie mitu o używaniu ciał zagazowanych Żydów jako surowca wtórnego i działalności fabryk mydła przy koncentracyjnych obozach.
  10. 10. „Fight Club", pol. Podziemny krąg (1999), reż. D. Fincher. Film jest adaptacją książki Chucka Palahniuka pod tym samym tytułem z 1996 roku. Fabuła tej opowieści sprowadza się do historii o mężczyźnie, który nie jest w stanie sprostać narosłym wokół niego oczekiwaniom i presji, jaką wywiera na nim kultura konsumpcyjna, dlatego decyduje się stworzyć działający w podziemiu klub walki.
  11. 11. J. Kristeva, Potega obrzydzenia. Esej o wstręcie, przeł. M. Falski, Kraków 2007, s. 8.
  12. 12. Ibidem, s. 7.
  13. 13. Ibidem, s. 12.
  14. 14. Ibidem, s. 10.
  15. 15. Ibidem, s. 15.
  16. 16. Ibidem, s. 166.
  17. 17. D. LeCapra, Historia i pamięć. W cieniu Holokaustu, [w:] „Historia w sztuce", kat. wystawy, red. A. M. Potocka, Kraków 2011, op. cit., s. 165.
  18. 18. B. Schallcross-Mądra, Rzeczy i Zagłada, Kraków 2010, s. 78.
  19. 19. Z. Bauman, Nowoczesność i Zagłada, przeł. F. Kunz, Kraków 2009, op. cit., s. 163.
  20. 20. D. LeCapra, Historia i pamięć. W cieniu...., op. cit., s. 137.
  21. 21. J. Kristeva, op. cit., s. 13.
  22. 22. Ibidem, s. 14
  23. 23. Ch. Palahniuk, Podziemny krąg, przeł. J. Manicki, Warszawa 2001, s. 158.
  24. 24. Ciało, sztuka i Holokaust. Rozmowa z Grzegorzem Klamanem, rozmawia: P. Kozak, [na:] obieg.pl, http://www.obieg.pl/rozmowy/9370
  25. 25. Por. http:/www.rajkowska.com/pl/inne/154
  26. 26. Ciało, sztuka...., op. cit.
  27. 27. E. Fromm, Mieć, czy być?, Poznań 1995, s. 134-135.
  28. 28. O konsumpcjonizmie i kanibalizmie w kontekście kultury masowej pisały: I. Kowalczyk, E. Ziarkiewicz, Konsumentka, czy konsumowana? Kobieta do zjedzenia w prasie kobiecej, [w:] red. I. Kowalczyk, E. Ziarkiewicz, „Kobiety, feminizm i media", Poznań, Wrocław 2005.
  29. 29. E. Fromm, op. cit., s. 70.
  30. 30. P. Krakowski, Sztuka Trzeciej Rzeszy, Kraków 1994, s. 221.
  31. 31. E. Jedlińska, Sztuka po Holokauście, Łódź 2001, s. 132.
  32. 32. Wysłannicy gaciowatości, z Maciejem Chorążym rozmawia Andrzej Szpindler, [w:] „Notes na 6. tygodni", nr 81, Bęc Zmiana, Warszawa 2012.
  33. 33. J. Derrida, Prawda w malarstwie, s. 412.