Podsumowanie

[EN] Kiedy cztery lata temu przyjechałem do Polski, by kierować Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, mówiłem, że jestem tu, by się uczyć, a nie by uczyć innych. Wysoka jakość polskiej sztuki - której najważniejszych przedstawicieli co najmniej od pokolenia lat 70. dobrze znałem - a także wspieranie kultury przez administrację państwową oraz wysokie uczestnictwo publiczności w wydarzeniach kulturalnych, które to czynniki miały wkrótce doprowadzić do podpisania przez premiera Donalda Tuska Paktu dla Kultury, sprawiały, że poziom życia kulturalnego Polski jawił mi się jako znacznie wyższy niż w wielu innych europejskich państwach. Dziś, gdy odchodzę ze stanowiska, chciałbym podsumować to, czego - jak sądzę - nauczyłem się w tym czasie.

Przede wszystkim to prawda, że trafiłem tu na niezwykle wysoki poziom kultury. Poza tym odnalazłem głębię treści, powagę dyskusji, dbałość o cele aktywności kulturalnej i artystycznej, o wartości zapomniane już przez wiele starych i upadających narodów Europy. Spotkałem ludzi, zwłaszcza młodych, którzy chodzą na wystawy powodowani prawdziwą ciekawością, a nie po to, by się pokazać albo pogadać ze znajomymi na wernisażu. Odnalazłem burzliwe, ale prawdziwe i głęboko poruszające dyskusje. Odnalazłem inteligencję, która wciąż stawia pytania będące punktem wyjścia do rozważań oraz skłaniające klasę polityczną do refleksji. 

Rzecz jasna, nauczyłem się również rzeczy negatywnych. I zapewne, jak się później przekonałem, powinienem był zwrócić większą uwagę na narzekania tych, którzy krytykowali sytuację kulturalną: nie dziw się, mówili, to jest Polska. Zupełnie jakby mówili: jest źle i tak zostanie. To, rzecz jasna, spora przesada, niemniej pewne sygnały należy uznać za niepokojące. Pierwszym z nich, historycznym, a myślę, że niemal atawistycznym, jest powszechny krytycyzm. Oraz pesymistyczne, nieco masochistyczne przeświadczenie, że nic się nie zmieni na lepsze, które powoduje zamknięcie się na wszelkie nowatorskie propozycje. Miałem z tym do czynienia przede wszystkim w CSW, przy współpracy z częścią personelu nawykłego do określonego stylu pracy według reguł przyjętych podczas ponaddwudziestoletniej dyrekcji Wojciecha Krukowskiego, części niechętnej jakimkolwiek zmianom, jednak problem ten ma chyba charakter ogólniejszy. Być może powodem w tym wypadku było to, że jestem Włochem, a więc kimś obcym - jednak każda propozycja zmiany spotykała się ze zbiorowym protestem. Czy naprawdę myliłem się w stu procentach ?

Muszę powiedzieć, że tylko dzięki wielkiej determinacji, która pewnie również przyczyniła się do negatywnego nastawienia do mnie, udało mi się doprowadzić do końca niektóre projekty, na przykład - by wymienić tylko dwa: Bank Pekao Project Room - wspierający młodych artystów i Zielony Jazdów - letni festiwal podejmujący tematy ekologiczne.

Taka postawa łatwo zamienia się w pewne ograniczenie, które jest zjawiskiem negatywnym samym w sobie, ale też nie pozwala na zrozumienie tego, co odmienne od rzeczy znanych. I dotyczy to, niestety, nie tylko personelu CSW, być może zniechęconego moim szorstkim zachowaniem, ale stanu polskiej kultury jako całości.

Bez echa przeszły wybitne dzieła i artyści tacy jak młodzi rzeźbiarze z wystawy „Figury" - Thomas Houseago, Huma Bhaba, David Altmejd - tylko dlatego, że nie spełniali pewnych kryteriów przyjętych w tych stronach. Nie dostrzeżono również artystów należących do najwybitniejszych we współczesnej sztuce: Douga Ashforda, Suzanne Lacy, Jeremy'ego Dellera, Santiago Sierry, których prace prezentowano na wystawie „Razem - Osobno" w 2013 roku. Istnieje ryzyko, że niezauważona pozostanie kolejna ciekawa wystawa, nad którą z pewnością warto byłoby się pochylić: „Slow Future", której kuratorem jest Jota Castro. Gdzie są te Doroty Jareckie i ci Piotrowie Sarzyńscy? O czym myślą młodzi Adamowie Mazurowie? Przekonania mogą stanowić przeszkodę, kiedy człowiek jest zbyt pewien swoich racji i to przysłania mu resztę. Wydaje mu się, że działa na rzecz innowacji, a w rzeczywistości pozostaje reakcjonistą.

Tak też bunt niewielkiej grupy artystów na czele z Arturem Żmijewskim, który w pewnym momencie poparł protest pracowników CSW, a nawet uczynił z niego walkę o wolność przeciwko włoskiemu dyrektorowi dyktatorowi, był w istocie walką reakcyjną, trochę nacjonalistyczną i, powiedziałbym, nieco małostkową, bez prawdziwej wizji nowej instytucji artystycznej. Wielokrotnie zapraszałem Artura Żmijewskiego do debaty publicznej, ale on zawsze odmawiał. Jak zresztą większość polskich mediów - nie chciał prawdziwej dyskusji. Muszę powiedzieć, że niezbyt dobrze o rzekomej demokracji ultrademokratycznej „Krytyki Politycznej" świadczy publikowanie artykułów o CSW bez pytania dyrektora o jego punkt widzenia, podobnie wystąpienie Forum Sztuki Współczesnej, którego jestem członkiem, przeciwko mnie - bez uprzedniego zapoznania się z moim stanowiskiem. Gratuluję również dziennikarzom, którzy zazwyczaj polegali na głosie ludu, bez przeprowadzenia jakiegokolwiek dochodzenia. Wszystko to jednak można uznać w zasadzie za moje osobiste żale i oskarżenia. Jest wszakże coś gorszego, coś, co, obawiam się, rozwija się i to w zastraszającym tempie. Myślę, że w latach 90. kultura polska należała do kultur cieszących się największą wolnością w Europie. Być może ze względu na brak regulacji (komunizm już upadł, a jeszcze nie wiadomo było, co przyniesie kapitalizm), być może ze względu na fakt, że kultura postawiła sobie za zadanie stworzenie nowej tożsamości, może wreszcie z powodu zwykłego braku zainteresowania ze strony klasy politycznej artyści i intelektualiści mieli tutaj bez porównania więcej swobody niż w innych krajach Europy. Wiele było skandali i polemik, jednak co do jednego wszyscy byli zgodni: lepsza sztuka nawet „zła" niż cenzura.

Jednak pewne wydarzenia, które miały miejsce ostatnio, zdają się świadczyć o narastaniu tendencji przeciwnej. Przypadek dzieła Jacka Markiewicza, wystawionego w CSW na „British British Polish Polish" i zaatakowanego przez katolickie media, a także niedawne odwołanie na poznańskim Festiwalu Malta spektaklu Rodriga Garcii „Golgota Picnic" tuż przed planowanym przedstawieniem świadczą o zasadniczych zmianach, którym trzeba stawić czoła. I nie chodzi o polemikę dotyczącą dzieła, dla niektórych kontrowersyjnego. Mamy tu do czynienia z ingerencją polityki w kulturę. Sytuacja pogarsza się z dnia na dzień, niosąc ryzyko, że wspaniała epoka polskiej kultury i sztuki, opartej dotychczas na głębi treści oraz wolności wyrażania poglądów, może dobiec kresu.

 

Zobacz także O "Podumowaniu"

Fabio Cavallucci na konferncji prasowej wystawy SLOW FUTURE
Fabio Cavallucci na konferncji prasowej wystawy SLOW FUTURE. Fot.: Bartosz Górka