Nieudana rekonstrukcja

PAWEŁ ALTHAMER, WYSTAWA, CSW ZAMEK UJAZDOWSKI, 1998 [rekonstrukcja 2009]
PAWEŁ ALTHAMER, WYSTAWA, CSW ZAMEK UJAZDOWSKI, 1998 [rekonstrukcja 2009]

Na Wystawę wchodziło się przez zwyczajne, białe drzwi z klamką. Nietypowe dla oficjalnych przestrzeni galerii wejście zwracało uwagę publiczności. Za drzwiami, charakterystyczną dla poczekalni atmosferę obszernego korytarza, którego ściany pokryte były zieloną lamperią umilały rośliny doniczkowe porozstawiane równomiernie w sali. Nie bez znaczenia były także funkcjonalne dodatki przeznaczone dla osób pilnujących Wystawy jak wygodne fotele czy dystrybutor na wodę. Dodatkową atrakcją podczas wernisażu była najprawdopodobniej ukraińska instrumentalistka przygrywająca przybyłej publiczności na czymś w rodzaju mandoliny, a może bałałajki. Dokumentacja wideo z otwarcia świadczy o tym, że ta aranżacja widzom się podobała 1 . Czuli się swobodnie, uśmiechali się, rozmawiali. Najbardziej spięty wydawał się artysta, który chwilę wcześniej, trzymając w dłoniach różę sprawiał wrażenie jakby skrywał się za plecami kuratora uroczyście otwierającego ekspozycję. Ale nawet on wchodząc na Wystawę zostawił za drzwiami związany z przygotowaniami stres i zmartwienia.

Wystawa Pawła Althamera w Zamku Ujazdowskim (16.01-01.03.1998) - choć niby niepozorna - była manifestem sztuki relacjonalnej 2 . Najbardziej oficjalna przestrzeń dolnej galerii Centrum Sztuki Współczesnej - Sala Marmurowa - zamieniona została w coś pomiędzy poczekalnią, oranżerią i szkolnym korytarzem 3 . Nie było tu żadnych dzieł sztuki, obrazów, czy rzeźb. Nie było nawet typowych dla lat dziewięćdziesiątych projekcji wideo. Skonstruowana przez Althamera przestrzeń wystawiała samą siebie, ale nie w sensie ekspozycji instytucji (trudno bowiem Wystawę zakwalifikować jako rodzaj subwersywnej krytyki instytucjonalnej), tylko MIEJSCA, które dostępne jest dla ludzi - nieważne - pracowników galerii, kuratorów, zwiedzającej galerię sztuki publiczności, pilnujących ekspozycji Pań (ale czego tu właściwie pilnować? Kwiatków?). Tym, co liczy się na Wystawie są ulotne emocje, nieuchwytne relacje między ludźmi a nie rzeczami (dziełami sztuki). Relacje między ludźmi, którzy dość przypadkowo spotykają się w jednym miejscu i czasie. Spotykają się właśnie na wystawie bez sztuki.

Recenzując Schizmę Natalia Kaliś pisze, że "Althamer to trochę „nietypowy początek. Można się było raczej spodziewać mocnego uderzenia. Bo lata 90. to sztuka krytyczna. Czyli: ostra, konfliktowa, wzbudzająca skandale i wywołująca zaciekłe dyskusje. Tak przynajmniej funkcjonuje w głowach większości z nas. Piramida zwierząt Katarzyny Kozyry, Lego. Obóz koncentracyjny Zbigniewa Libery - oto ikony tej dekady. Na Schizmie wysoka temperatura tamtych lat gdzieś się ulotniła. Ekspozycja ma raczej urok zbioru dobrze przykurzonych eksponatów." Dokładnie tak. Wysoka temperatura się ulotniła, umysły wychłodziły, po co powtarzać po raz kolejny kuratorów poprzednich wystaw poświęconych epoce i na dzień dobry „mocno uderzać"? Czy można inaczej? Zatem jak? A do tego jednocześnie zachowując na ekspozycji przywołane przez krytyczkę „ikony dekady"?

Analiza nieudanej rekonstrukcji wystawy Pawła Althamera pojawia się w tekstach krytycznych marginalnie, pośrednio tak jak w tekście Doroty Jareckiej poświęconym edukacji w instytucjach sztuki 4 . Krytyczce „Gazety Wyborczej" początek Schizmy przypomina o wymarzonej czytelni z wolnym dostępem, do której - nie płacąc za bilet - mogłaby wejść w czasie otwarcia galerii czy muzeum i nie zdejmując nawet płaszcza spokojnie oddać się lekturze 5 . „Ten obraz - czytelni - narzucił mi się," pisze Dorota Jarecka, „ostatnio z całą siłą, kiedy jesienią chodziłam po wystawie Schizma w salach Zamku Ujazdowskiego w Warszawie. Otóż tam, na parterze, przeprowadzono rekonstrukcję części pracy Pawła Althamera pokazanej w CSW w 1998 roku. Althamer zamienił pustawe pomieszczenia Zamku Ujazdowskiego w coś innego - poczekalnię, kafejkę, biuro, jedno z pomieszczeń było kompletnie puste i pozbawione światła. W 2009 roku jedna z sal przywoływała tamtą wystawę - była kompletnie pusta, jak w 1998 roku na parapetach postawiono kwiatki, a na ścianach namalowano lamperie. Jeśli jednak tamten pokaz mówił o tym, że nie ma czego szukać - tak artysta, jak i widz - w galerii; ten nie miał już takiej nośności. Zrekonstruowana pustka nie mówiła nic." Jarecka mimochodem dotknęła sedna rekonstrukcji kluczowej dla wystawy historycznej poświęconej latom dziewięćdziesiątym. Jak można „nośnie" zrekonstruować pustkę? Czy pustka „oryginalna" przemawia (i co, do kogo mówi?), a zrekonstruowana już nie? Czy w ogóle można zrekonstruować pustkę? Czy to tylko puste gesty, puste słowa w pustej sali, gdzie można mówić o wszystkim i o niczym zarazem. Także o bibliotece i idei edukacji, pracy u podstaw, naturze biurokratycznych instytucji, kwiatach i pogodzie. Z drugiej strony, to wszystko jest uprawnione - ba! - nawet zgodne z ideami sztuki relacjonalnej.

Paweł Althamer jest punktem wyjścia do przemyślenia idei wystawy, ale nie wystawy sztuki współczesnej, tylko wystawy „historycznej", czy też „uhistoryczniającej" sztukę, konkretnie sztukę lat dziewięćdziesiątych. O tym, że można tę sztukę z większym lub mniejszym powodzeniem pokazać zaświadczały poprzednie wystawy ogniskujące się na tej specyficznej dekadzie. Przede wszystkim duże i ważne z punktu widzenia historii sztuki ekspozycje Doroty Monkiewicz Na wolności, w końcu 6 i Jana Stanisława Wojciechowskiego Sztuka III RP 7 . Ale także wystawy eksponujące sztukę dekady z indywidualnych perspektyw jak przygotowana przez Krzysztofa Cichosza, Krzysztofa Jureckiego i Adama Sobotę wystawa Wokół dekady. Fotografia polska lat dziewięćdziesiątych 8 , czy Ciało i władza Izabeli Kowalczyk 9 . Uwagi warte są także wystawy tworzone pod koniec lat dziewięćdziesiątych, jeszcze na gorąco próbujące chwytać ducha epoki transformacji jak Negocjatorzy sztuki Bożeny Czubak 10 , czy W tym szczególnym momencie Nigela Warwicka 11 . Już samo wyliczenie wystaw, których znajomość przez każdego historyka i krytyka sztuki zajmującego się sztuką współczesną w Polsce jest czymś elementarnym, sprawia, że mówienie o „Schizmie" jako o „pierwszym pokazie sztuki lat 90." jest nieporozumieniem 12 . Schizma jest zaledwie kolejną wystawą o sztuce polskiej po 1989 roku; wystawą, która wyrasta z doświadczenia wystaw poprzednich; wystawą, która prezentuje wiedzę o sztuce lat dziewięćdziesiątych w sposób nieuchronnie zapośredniczony, a do tego partykularny.

Gdy mniej więcej w połowie wystawy rozmawiałem o rekonstrukcji Althamera z kuratorem Wystawy sprzed lat Markiem Goździewskim, ten zapytał, czy wiem, że wejście do galerii wyglądało inaczej, że kwiaty stały gdzie indziej i było ich więcej... Oczywiście, wiem i zdaję sobie sprawę, że w oparciu o istniejącą dokumentację można szukać „identycznych" z wystawionymi przed dekadą roślin, podobnych doniczek, foteli, znaleźć odpowiednie drzwi i framugę, można pewnie wgryźć się w tynk Sali Marmurowej i odnaleźć warstwę zielonej farby przykrytą kolejnymi, idącymi w dziesiątki i setki podmalówkami pod kolejne wystawy z programu Galerii 1 CSW Zamek Ujazdowski. Tylko po co? Ta rekonstrukcja nigdy nie będzie udana. Czy nie lepiej pokazać „powidok"? Dość smutny, lekko pustawy, czy też raczej opustoszały przedpokój Wystawy, do której nie będziemy mieli już nigdy dostępu; wystawy, której nie było 13 . Dziś, możemy co najwyżej wsłuchać się w nieco rzewną melodię wygrywaną na bałałajce przez anonimową artystkę. Melodię wybrzmiewającą w pustej, przestronnej Sali Marmurowej. Swoją drogą, najlepiej przez tę symboliczną salę jak najszybciej przejść na historyczną wystawę o sztuce lat dziewięćdziesiątych. Jeśli jednak współczesny widz zechciałby się choć na chwilę zatrzymać, obejrzeć dokumentację i liche kwiatki na parapecie, być może lepiej dostrzegłby czym jest Wystawa po latach, czym jest ta sztuka dziś, jak ją interpretuje i jakie ma wobec niej oczekiwania. Powrót do projektu Pawła Althamera uświadamia również dziś czym jest medium „wystawy", która nie tylko ma uwrażliwiać widza na pozaartystyczną rzeczywistość, lecz również wskazywać na kontekst historyczny. Z pewnością Paweł Althamer jest problemem dla historyków sztuki i muzealników. Można wysunąć tezę, że żadna z dotychczasowych wystaw o sztuce polskiej lat dziewięćdziesiątych z jego twórczością sobie nie poradziła. Nie tylko dlatego, że sztuka relacjonalna w Polsce nie doczekała się należytej recepcji, a sztuka Althamera wymykała się dominującym dyskursom krytycznym (i chyba wciąż się wymyka, o czym świadczą głosy utożsamiające sztukę lat dziewięćdziesiątych ze sztuką krytyczną). Nawet najdoskonalsza rekonstrukcja wyglądu sali nie cofnie nas w czasie, nie przywróci tamtego doświadczenia estetycznego, tamtych emocji i refleksji, a przecież to - jak mogłoby się wydawać - powinno być celem ekspozycji zorientowanej historycznie. Widz zmuszony jest już na wstępie porzucić nadzieję na przywrócenie pamięci o przeszłości. Wystawa o sztuce lat dziewięćdziesiątych jest zatem oparta w równym stopniu na powtórzeniu, co na różnicy, a historia sztuki polskiej po 1989 roku już na wstępie wydaje się projektem nie do zrealizowania. Jeśli niemożliwe jest pisanie historii, to pozostaje proces nieustannego przepisywania; proces, w którym wystawa jawi się jako medium przewartościowywania starych i testowania nowych treści, kontekstów, metafor i tropów interpretacyjnych, luźny zbiór palimpsestów raczej niż zamknięte szczelnie archiwum dokumentów 14 . A jeśli archiwum to zorganizowane jest na nieco innym poziomie niż obecna na wystawie „sztuka gabloty". Gablotą, jeśli już jest tu sama instytucja: wiecznie za małe pudło, w którym składowane, wystawiane i interpretowane są dziwne treści 15 . Wystawa Althamera nieźle ilustruje proces „uhistoryczniania" współczesności, jej archiwizowania przy jednoczesnym uwidocznianiu instytucjonalnej ramy.

Rekonstrukcja jest zatem nie tylko nieudana, ale co gorsza przypadkowa, tak jak zgromadzone na Schizmie podobne do oryginalnych rośliny, czy zbliżony do historycznego odcień zieleni jaki ma farba olejna na ścianie. Przypadkowa jest też publiczność, która dziś wspomina tamte emocje i tamtą wystawę, publiczność dojrzała, która przygląda się samym sobie tylko młodszym o dziesięć lat. Przypadkowi są także nowi widzowie, którzy nie mają dostępu do tamtego estetyczno-relacjonalnego doświadczenia. Dla nich właśnie przygotowany został erzac, czyli dokumentacja wideo odtwarzana z telewizora, jakieś druki z recenzjami, omówieniami, tekst kuratorski. To jedynie proteza, która może symulować zbliżenie współczesnego odbiorcy do tej historycznej już sztuki. To okrutne, ale już w tej pierwszej sali wystawa staje się właśnie taką protezą, która nie przywróci nam przeszłości, ale pomoże w niej się w miarę sprawnie poruszać. Ostatecznie, jest w tym wiele z zasad funkcjonowania ludzkiej pamięci. Widzimy lamperię i kwiatki w doniczkach myślimy o szkole, przychodni lekarskiej albo o Wystawie Pawła Althamera w CSW Zamek Ujazdowski. Albo o czymś jeszcze innym, bo pamięć jest inspirująco zawodna 16 .

Gdybym miał złożyć rodzaj publicznej samokrytyki - a wygląda na to, że z wielu względów powinienem wykonać jakiś rodzaj oczyszczającego moje kuratorskie sumienie auto-da-fe - to tylko w tej sali. Sali pierwszej i ostatniej zarazem, sali przechodniej, nieudanej i najważniejszej zarazem, Sali Marmurowej. Bijąc się w piersi przyznałbym, że sztuki lat dziewięćdziesiątych nie zrozumiałem, nie wyczułem odpowiednio, że rekonstrukcja jaką jest każda wystawa historyczna okazała się fiaskiem. Totalny projekt rozpada się na części, a wystawa okazuje się słabą i dość banalną uzurpacją, niezauważalnym przesunięciem, niewielkim tąpnięciem nośnego tematu raczej niż rewolucją, pogrzebaniem żywcem, a nie doniosłym pogrzebem z odpowiednią oprawą i długą żałobą. Taka w moim zamyśle powinna być właśnie Schizma, której nie było.

Wrócę jeszcze na chwilę do Althamera, którego Wystawie dedykowany jest ten tekst. Próbowałem spotkać się z artystą, powiedzieć mu o swych zamiarach, ale to było niemożliwe. Althamer dziś jest gwiazdą, która w złotym stroju przemierza Bródno, Warszawę, Brukselę, Mali, Brazylię, Wielką Brytanię, cały świat niemalże. Otwiera wystawy i zostaje po Marii Janion mianowany opoką polskiej kultury przez tygodnik „Polityka". Nie było nawet cienia szansy, żeby człowiek jeszcze niedawno chowający się z różą za plecami Marka Goździewskiego znalazł czas na spotkanie i rozmowę o Wystawie. Podczas tej rozmowy chciałem zadać szereg pytań dotyczących tamtej przełomowej ekspozycji. Dlaczego nie poprzestał na Sali Marmurowej, tylko oprócz pierwszej sali przekształcił pozostałe pomieszczenia Galerii 1 Zamku Ujazdowskiego w „ciemnię" oraz w „piekło" (wyłożoną czerwoną wykładziną salę, gdzie można było palić papierosy i oglądać filmy podróżnicze) i „niebo" (niebieska wykładzina, miejsce wyciszenia i relaksu, „przytulna kafeteria")? Marek Goździewski mówi, że to było nawiązanie do tryptyku Hansa Memlinga, tylko o co w tym nawiązaniu chodziło? Co Althamer ma wspólnego z Memlingiem? Co ma nowa sztuka wspólnego ze sztuką dawną (nie tą nie aż tak dawną, np. z lat osiemdziesiątych tylko sztuką sprzed stuleci)? Czy to był pastisz? Czy poważne nawiązanie? A może przewartościowanie? Tak czy inaczej do spotkania nie doszło, a rekonstrukcja tym bardziej skazana była na niepowodzenie. Teraz pozostaje tłumaczenie nieporozumień, czyli dalsze wikłanie się w dekadę i sztukę po 1989 roku.

W tym temacie czytaj również:
Jakub Banasiak, Schizma, której nie było

PAWEŁ ALTHAMER, WYSTAWA, CSW ZAMEK UJAZDOWSKI, 1998 [rekonstrukcja 2009]
PAWEŁ ALTHAMER, WYSTAWA, CSW ZAMEK UJAZDOWSKI, 1998 [rekonstrukcja 2009]
  1. 1. W archiwum CSW Zamek Ujazdowski nie zachowały się żadne zdjęcia z wystawy. Z niektórych źródeł wynika, że dokumentacja nie została wykonana ze względu na brak pieniędzy na materiały fotograficzne. Inni twierdzą, że została przez kogoś wypożyczona i nigdy do Zamku nie powróciła. Z pewnością „jakieś" zdjęcia zostały wykonane i pojawiają się w publikacjach poświęconych sztuce Pawła Althamera. Z tych zdjęć oraz zachowanej w CSW dokumentacji wideo można odtworzyć w miarę szczegółowo wygląd sal oraz ogólny klimat Wystawy. Por. Paweł Althamer zachęca, kat. wyst. Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa 2005, s. 120-123.
  2. 2. N. Bourriaud, Relational Aesthetics. Paris 2002.
  3. 3. Później podobny motyw wykorzystała Monika Sosnowska na wystawie Mała Alicja w Galerii Laboratorium CSW Zamek Ujazdowski, kurator: Marek Goździewski; 16.02-11.03.2001.
  4. 4. D. Jarecka, Biblioteka i reading room. Nowe muzea: edukacja czy zabawa?, [w:] „Obieg", http://www.obieg.pl/felieton/16030, data dostępu 10.02.2010.
  5. 5. Ten motyw „wymarzonej" czytelni i instytucji pojawił się także w filmie Pawła Sosnowskiego zrealizowanego w drugiej połowie lat 1980. dla Telewizji Polskiej pt. „Miałem sen". W krótkim filmie narrator opowiada z „offu" o swojej fantazji na temat instytucji jaką mogłoby stać się CSW Zamek Ujazdowski, gdy tymczasem widzimy zdjęcia z paryskiego Centrum Pompidou.
  6. 6. Por. Na wolności/W końcu. Sztuka polska po 1989 roku, Dorota Monkiewicz, Dirk Teuber (red.), kat. wyst., Staatliche Kunsthalle Baden-Baden, Muzeum Narodowe, Warszawa 2002.
  7. 7. Sztuka III RP. Reprezentacja faktów artystycznych Triennale Młodych, Muzeum Rzeźby Współczesnej, Galeria „Kaplica", 19.07-21.12.2003, kurator J. S. Wojciechowski; Sztuka lat 90. Seminaria orońskie tom V, Centrum Rzeźby Polskiej, Orońsko 2003.
  8. 8. Por. Wokół dekady. Fotografia polska lat 90., kat. wyst. Muzeum Sztuki, Łódź 2002; Fotografia lat 90. Czas przemian czy stagnacji? Materiały z sympozjum towarzyszącego wystawie „Wokół dekady", red. K. Jurecki, Łódź 2002.
  9. 9. Por. Niebezpieczne związki sztuki z ciałem, red. Izabela Kowalczyk, Poznań 2002; Izabela Kowalczyk, Ciało i władza. Polska sztuka krytyczna lat 90., Warszawa 2002.
  10. 10. Negocjatorzy sztuki, Bożena Czubak (red.), kat. wyst., Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia, Gdańsk b.d.
  11. 11. CSW Zamek Ujazdowski, 22.06-13.09.1998, por. kat. wyst. pod redakcją N. Warwicka.
  12. 12. J. Banasiak, Schizma której nie było, [w:] „Obieg", http://www.obieg.pl/recenzje/15515, data dostępu 20.01.2010. Por. zdanie otwierające tekst: „Schizma przemknęła jakby z boku, niezauważona. W najważniejszych mediach pojawiły się oczywiście recenzje, jednak nie odebrano tej wystawy - przecież pierwszego pokazu sztuki lat 90. - jako wydarzenia."
  13. 13. Por. tytuł recenzji Jakuba Banasiaka Schizma, której nie było, dz. cyt.
  14. 14. Por. postulat Jakuba Banasiaka, Schizma..., dz. cyt.
  15. 15. Por. tekst Lawrence'a Weiner'a na fasadzie Zamku Ujazdowskiego: Far Too Many Things to Fit Into So Small a Box / O wiele rzeczy za dużo by zmieścić w tak małym pudełku. Tekst namalowano na fasadzie 04.06.1996, kurator projektu Milada Ślizińska.
  16. 16. Świadczą o tym również teksty krytyczne towarzyszące wystawie: Dorota Jarecka zamiast „płaszcza Libery" odczytuje „płacz", Natalia Kaliś w Sali Marmurowej widzi na podłodze linoleum, a nie marmur, Ewelina Kustra „Dziennika Gazety Prawnej" widzi w tej smutnej laurce Bombowce Wilhelma Sasnala, których nie było, a Jakub Banasiak kategorię „krytycznego popu" kojarzy z malarstwem Gruppy i Ładnie, które eksponowane był w zupełnie innej części Schizmy. Por. Natalia Kaliś, Suplement, [w:] „Arteon" 2009, nr 12 (116), s. 34-35; Ewelina Kustra, Afekty po latach „Kultura", dodatek do „Dziennika Gazety Prawnej" z dnia 23.10.2009, s. 38.