Trudna niezależność. O niezależnych przestrzeniach artystycznych

Co to właściwie jest project space?
Niezależne przestrzenie artystyczne, które określa się także jako project space, artist-run-initiative/ bądź gallery/ bądź space, galeria autorska, inicjatywa artystów czy galeria artystów powstają z potrzeby przeciwstawienia się głównym narracjom sztuki, prezentowanym przez instytucje publiczne. Powody owego „buntu" mają różne podłoża - od politycznych czy ideologicznych, poprzez ekonomiczne, aż po społeczne.

Tym, co stanowi fundament niezależnych przestrzeni artystycznych, jest potrzeba: potrzeba działania, zmiany czy po prostu zwykła chęć zaprezentowania swojej sztuki i siebie jako artysty/tki. ajważniejszą cechą łączącą wszystkie niezależne przestrzenie jest ich niekomercyjny charakter. Oznacza to, że skupiają się one na prezentacji sztuki, ale nie zajmują się jej sprzedażą w sposób taki, w jaki robią to galerie komercyjne: nie współpracują regularnie z wybranymi artystami, nie reprezentują ich oraz sztuki przez nich tworzonej, a także nie pośredniczą w jej sprzedaży.
Tymczasowość również wpisana jest w charakter niezależnych przestrzeni artystycznych. Łączy się ona z zaangażowaniem osób oraz miejsca, w którym przestrzeń się znajduje. Wszystko zależy od czasu, energii, zapału i środków finansowych, a także w którą stronę potoczy się rozwój przestrzeni: czy zakończy działalność po pewnym czasie, czy też pójdzie drogą instytucjonalizacji, a może komercyjnego działania.

Tymczasowość wynika także z umiejscowienia niezależnych przestrzeni. Powstają one w miejscach niezagospodarowanych bądź z jakichś względów nieatrakcyjnych dla regularnego wynajmu. Często niezależne przestrzenie wypełniają pustkę przed transformacją: budynku, ulicy czy dzielnicy. Dlatego w miastach i dzielnicach zmieniających drastycznie swój charakter rodzi się największy potencjał do tworzeni niezależnych przestrzeni artystycznych.
Kolejnym możliwym miejscem powstania niezależnych przestrzeni artystycznych są przestrzenie prywatne: mieszkania bądź pracownie, które od czasu do czasu przemieniają się w galerie. Istotnym elementem dla powstania i działania niezależnych przestrzeni są ludzie je tworzący: ich chęć eksperymentu, zmiany, energia, a także nastawienie.
W latach 90. wszystkie te elementy spotkały się w Berlinie i dzięki temu właśnie niezależna scena artystyczna w mieście mogła się rozwinąć się na taką skalę. Spacerując po Auguststrasse, patrząc na Kunst Werke, Judische Mädchenschule, me Collectors Room oraz otaczające je kawiarnie i butiki, trudno uwierzyć, że zaledwie piętnaście lat temu większość budynków stała tu pusta, a co druga działka była nieużytkiem. Samo zaś Kunst Werke powstało na początku lat 90. w przestrzeniach po fabryce margaryny jako inicjatywa grupy artystów i studentów. Dopiero z czasem to niezależne działanie przybrało formalny charakter i przerodziło się w instytucję kulturalną.

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi...
Jeśli podstawowym założeniem niezależnych przestrzeni artystycznych jest ich niekomercyjny charakter, to w jaki sposób finansuje się ich działalność?
Andreas Koch, artysta i wspólnie z Barbarą Buchmaier założyciel i redaktor kultowego magazynu o sztuce „von hundert" zawsze podkreśla, że nie płaci autorom tekstów wynagrodzenia. Sam nie pobiera go również za redakcję i skład graficzny. Symboliczna cena 5 euro idzie w całości na pokrycie kosztów papieru i druku. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby rozwinął formę magazynu. Wtedy pozyskałby sponsorów i reklamodawców, ale straciłby niezależność w tworzeniu magazynu i czas na jego realizację. Autorzy tekstów nie są wynagradzani, ale też sami zgłaszają swoje propozycje i mogą pisać, co chcą i tyle, ile chcą. Bez obawy, że redakcja gdzieś zmieni sens czy skróci tekst o kilka zdań, żeby się zmieścił. Sam Andreas Koch podkreśla także, że tylko w ten sposób - bez udziału jakichkolwiek zewnętrznych pieniędzy - magazyn może być w pełni alternatywny i niezależny.

Historia ta z pewnością znana jest wszystkim, którzy byli bądź są zaangażowani w prowadzenie niezależnej przestrzeni artystycznej. Jest na to parę metod - jedna opiera się na podobnym schemacie działania kilku osób. Wspólnie wynajmują one przestrzeń i między siebie dzielą koszty i obowiązki związane z jej utrzymaniem. W zamian każdy z członków kolektywu ma możliwość zorganizowania wystawy według własnego pomysłu i uznania. W tym wypadku środki na utrzymanie przestrzeni są prywatnymi pieniędzmi, zarobionymi przez członków w inny sposób. Często budżet takiego miejsca zasilają dochody ze sprzedaży napojów i jedzenia na wernisażach bądź podnajmowania przestrzeni innym artystom czy kuratorom. Ale stanowi to raczej skromny dodatek niż stałe źródło finansowania.

Niewątpliwym atutem takiego sposobu prowadzenia przestrzeni jest jej pełna niezależność, brak administracyjnych struktur, wolność wyboru i zminimalizowanie obowiązków do tych najbardziej niezbędnych. Klarowne są także relacje między osobami zaangażowanymi w prowadzenie przestrzeni: nie ma jakiejkolwiek hierarchii i zależności. Brak zewnętrznego finansowania nie wymusza żadnych oczekiwań, które należy spełnić i nie wpływa na kształt działania i sposobu funkcjonowania przestrzeni. Czy jednak tylko taki sposób działania można uznać za właściwy i w pełni niezależny?

Działanie niezależnej przestrzeni i otwarcie na publiczność sprawia, że miejsce to zaczyna mieć znaczenie kulturowe, społeczne czy edukacyjne. Ponieważ jest to inicjatywa oddolna, będąca wynikiem realizacji potrzeb bądź reakcji na ich brak, wychwytuje i odpowiada na bieżące problemy. Na ogół jest w stanie je przeanalizować i się do nich odnieść dużo szybciej niż instytucje państwowe, które ograniczone są wymogami administracyjnymi, budżetowymi czy programowymi.
Za każdym razem, mówiąc o niezależnych przestrzeniach, mówi się o wpływie, jaki wywierają one na ulicę, okolicę czy dzielnicę, w której się znajdują. Ich działania w różnym stopniu aktywizują mieszkańców, wspomagają edukację i współpracują z innymi sąsiedzkimi inicjatywami.

Szczególnie w mniejszych miastach bądź miejscowościach tego typu miejsca są jedną z niewielu możliwości kontaktu z aktualną sztuką i jej różnymi formami. Miejsca te mogą również pełnić funkcje swoistych domów kultury, w których odbywają się dyskusje, warsztaty czy koncerty dostępne dla wszystkich zainteresowanych. Działanie niezależnych inicjatyw sprawia, że okolicę zaczynają odwiedzać ludzie, którzy wcześniej tutaj by nie dotarli: mieszkańcy innych dzielnic, innych miast, turyści. Tym samym aktywnie wpływają na kształt swojej okolicy i jej wizerunku. Czy w tym wypadku należy oczekiwać od niezależnych przestrzeni, że będą aktywnie działać tylko z własnej nieprzymuszonej woli i chęci zmiany, nie licząc na żadne wynagrodzenie oraz wsparcie, w imię pozostania całkowicie niezależnymi? Szczególnie że często niezależne przestrzenie zdejmują władzom dzielnicy i miasta z barków wiele problemów - zagospodarowanie nieatrakcyjnych czy problematycznych przestrzeni, ich remont i utrzymanie.

Z drugiej strony sytuacja pełnej niezależności, także finansowej, może doprowadzić do tego, że osoby prowadzące przestrzeń zmuszone są pozyskiwać pieniądze z innych źródeł. Tym innym źródłem jest najczęściej praca zarobkowa, która zapewnia utrzymanie własne, ale także przestrzeni, którą się prowadzi. Trzeba przecież zaplanować jakiś program i zająć się koordynacją wydarzeń, ktoś musi opłacić czynsz i uregulować opłaty, ktoś musi być obecny w przestrzeni w czasie, gdy jest otwarta. Trzeba także zająć się tak prozaicznymi sprawami, jak posprzątanie czy umycie toalet. Zdarza się, że prowadzenie niezależnej przestrzeni przemienia się w drugi etat, który zabiera jej twórcom każdą wolną chwilę. W tej sytuacji okazuje się, że planowana niezależność łączy się z nadmiarem obowiązków, a satysfakcja z wolności wyboru zamienia się we frustrację.

Ubieganie się o zewnętrzne środki, dzięki którym pokryje się koszty utrzymania przestrzeni, przygotowania projektów, a także opłaci pracę zaangażowanych osób nie wydaje się rozwiązaniem niegodnym, które bezwzględnie wyklucza niezależność.
Z pewnością w momencie pojawienia się zewnętrznych środków, pozyskanych na prowadzenie niezależnych przestrzeni. dochodzi jeszcze jeden aspekt: administrowanie. Aby zdobyć fundusze, trzeba znaleźć odpowiednie źródła, pertraktować z nimi, złożyć wniosek o ich przyznanie. Jeśli owe środki się otrzyma, trzeba zadbać o to, aby zostały wydane w sposób, jaki określił sponsor. Posiadanie odpowiednich środków finansowych usprawnia funkcjonowanie przestrzeni i zdejmuje z prowadzących troskę o utrzymanie jej działalności. Jednak opieranie działalności tylko i wyłącznie na dotacjach może doprowadzić do sytuacji, w której przestrzeń i jej program stają się zależne od regulaminów, wytycznych i obostrzeń nałożonych przez przyznających.
Do języka zarówno akademickiego, jak i artystycznego na stałe weszło określenie „grantoza", trafnie określające stan rzeczy. Wystawy, wykłady, koncerty, wszelkiego rodzaju wydarzenia zamieniły się w projekty. Aby móc je zrealizować, należy dopasować się do ustalonych wytycznych albo wręcz stworzyć taki projekt według określonych kluczy, na który w danym czasie znajdą się środki.
Jeśli chce się zdobyć odpowiednie środki, a także zapewnić ciągłość działania, należy na bieżąco zajmować się pozyskiwaniem pieniędzy i ich rozliczaniem. Intensywność działania prowadzi do sytuacji, w której ludzie prowadzący niezależną przestrzeń zostają przytłoczeni nadmiarem pracy biurokratycznej i administracyjnej. Tym samym na to, co najistotniejsze - pracę merytoryczną i twórczą - zostaje niewiele czasu.

Casus Berlina
Czy istnieje rozwiązanie problemów związanych z prowadzeniem niezależnych przestrzeni artystycznych, które pozwoliłby zapobiec zawodowemu i twórczemu wypaleniu się osób je prowadzących i poczuciu ciągłej walki albo utraty sensu działania?
Z pewnością istotna, wręcz niezbędna w tym wypadku jest pomoc zewnętrzna, która zapewniłaby stabilność funkcjonowania, a także niezależność programu. Innym sposobem jest jednoczenie się i wzajemne wspiearanie niezależnych przestrzeni i inicjatyw, dzięki któremu łatwiej jest ustalić, z jakimi problemami borykają się prowadzący, z czego one wynikają i jakie rozwiązanie byłoby najkorzystniejsze.Taką drogę, konsolidacji i wspólnego działania, obrało środowisko berlińskie. Powodem zjednoczenia była frustracja, wynikająca z braku docenienia, a także poczucie wykorzystania. Wykorzystania szczególnie przez władze miasta, które na energii, zapale i pracy niezależnych inicjatyw stworzyły strategię reklamową miasta. Stolica Niemiec zaczęła przyciągać coraz więcej turystów, włóczących się w okolicach Tachels i Schlesisches Tor, którzy szukali znaków niezależności i kreatywności.

Twórcy i członkowie niezależnych przestrzeni w ramach buntu przeciwko biernej polityce miasta, brakowi długoterminowego działania wspierającego niezależną scenę artystyczną zjednoczyli się w 2009 roku w Netzwerk Freier Berliner Projekträumen und -Initiativen (czyli Sieć niezależnych przestrzeni i inicjatyw). Ich głównym zadaniem, poza wzajemnym wsparciem i analizowaniem problemów, była aktywna agitacja w berlińskim senacie w celu zapewnienia stałego wsparcia w ramach budżetu miasta, a także zapewnienia ochrony miejsc, w których niezależne przestrzenie i inicjatywy działają.
Po latach zabiegów berliński senat zdecydował się w 2013 roku na wygospodarowanie w budżecie stałych środków i powołanie nagrody dla project space'ów, która przyznawana jest corocznie siedmiu przestrzeniom w drodze otwartego konkursu. Format nagrody - jednorazowe przyznanie określonej sumy pieniędzy - został wybrany z powodów czysto pragmatycznych. Suma pieniędzy przyznana jako nagroda nie wymaga żadnych biurokratycznych rozliczeń ani wykazywania, na co środki zostały przeznaczone. Laureaci mogą w ten sposób w dowolny sposób dysponować pieniędzmi i wydać je na to, co uważają za najbardziej stosowne. onkurs o nagrodę jest otwarty dla wszystkich niezależnych przestrzeni i inicjatyw, które są obecne na scenie od minimum trzech lat i ich działanie nie jest w żadne sposób komercyjne.

Pytanie, skąd senat Berlina w sytuacji permanentnego braku środków zdołał wygospodarować regularną sumę? W tym celu władze miasta wprowadziły specjalny podatek akomodacyjny, nałożony na noclegi w hotelach, pensjonatach, hostelach czy mieszkaniach wakacyjnych. Uzyskane w ten sposób środki przeznaczone są w całości na działalność kulturalną, w tym właśnie na nagrody dla project space'ów. Tym samym turyści odwiedzający Berlin składają się na niezależną scenę artystyczną tego miasta. Oczywiście im ich więcej, tym lepiej. Ponieważ 2014 rok był rekordowym pod względem odwiedzających gości (28, 7 mln), w 2015 dwukrotnie zwiększono pulę przyznawanych nagród dla niezależnych przestrzeni z 7 do 14. Jeśli jedna nagroda to 30 000 euro, łatwo policzyć, że na ten rodzaj dofinansowania w 2015 roku wydano 420 000 euro.

Z drugiej strony sieć niezależnych przestrzeni i inicjatyw powstała w wyniku protestu przeciw niekontrolowanej gentryfikacji miasta, a też i turystyce - jednak to głównie one zasilają miejską kasę. Zatem wygrana niezależnych przestrzeni ma także gorzki posmak - są wspierane przez to, czego najbardziej chciały uniknąć i przeciwko czemu najbardziej protestowały. To coś, co ostatecznie również niszczy i kończy ich działalność.
Sam pomysł opodatkowania w celu pozyskania dodatkowych środków jest rozwiązaniem najprostszym, ale też krótkowzrocznym. Uzależnia bowiem kulturę od turystów i pieniędzy, które w tym mieście zostawią.
Na razie dobra passa miasta trwa. Coraz więcej młodych ludzi marzy o tym, by zamieszkać w stolicy Niemiec albo chociaż przyjechać na weekend czy na wakacje. Pytanie, co się stanie w momencie, kiedy Berlin przestanie być cool, a liczba odwiedzających zacznie gwałtownie spadać i tym samym zmniejszą się wpływy do budżetu miasta z podatku akomodacyjnego.

What The Fuck Is Project Space?
W 2014 roku berlińska niezależna przestrzeń in situ prowadzona przez trójkę młodych kuratorów zainicjowała miesięczny projekt „Project Spaces Festival". Jak sama nazwa wskazuje, festiwal ten przeznaczony jest dla niezależnych przestrzeni; odbywa się w sierpniu. Miesiąc nie został wybrany przypadkowo - chodziło o ożywienie sceny artystycznej, która zapada w letni marazm. Pomysł festiwalu polega na organizacji każdego dnia sierpnia, do 1 do 30, otwarcia w innej niezależnej przestrzeni. Formuła otwarcia jest dowolna - może być to klasyczne otwarcie wystawy, ale równie dobrze jednorazowe wydarzenie. Tym samym w ciągu kolejnych 30 dni zaprezentować się może 30 różnych niezależnych przestrzeni.

Latem 2015 w ramach festiwalu odbył się panel dyskusyjny „What the Fuck is Project Space?" (Czym do cholery jest project space?), do udziału w którym zaproszeni zostali zarówno pomysłodawcy całego przedsięwzięcia, członkowie Netzwerk Freien Berliner Projekträumen und -Initiativen, jak i uczestnicy festiwalu. Dyskusja bardzo szybko skoncentrowała się na dwóch tematach: sposobie, w jaki instytucje państwowe i prywatne wspomagają się niezależnymi przestrzeniami w organizacji swoich wydarzeń oraz finansowym aspekcie działalności niezależnej przestrzeni. Sposób, w jaki się potoczyła i na czym się skoncentrowała, wskazuje na dwa problemy, przed którymi stoją niezależne przestrzenie - w Berlinie i poza nim.

W kwestiach finansowych poszło o Grimmuseum, przestrzeń działającą od 2010 roku na Kreuzbergu. Grimmuseum znalazło się w gronie 14 nagrodzonych przez berliński senat jako niezależna inicjatywa. Nie byłoby w tym nic problematycznego, gdyby nie fakt, że prowadzący przestrzeń wystawiają się też jako galeria na targach sztuki. Czy, łamiąc podstawową zasadę o niekomercyjnym działaniu, galeria miała prawo ubiegać się o nagrodę i czy miała prawo ją w ogóle otrzymać? Czy project space może pozwolić sobie na bufor bezpieczeństwa i eksperyment z komercyjnym działaniem? Czy może i czy ma prawo do tego, by balansować pomiędzy byciem niezależną przestrzenią a komercyjną, czerpiąc korzyści z bycia zarówno jedną, jak i drugą? Co zaskakujące, zdania w tej kwestii były mocno podzielone i nie można stwierdzić, że Grimmuseum spotkało ostre potępienie ze strony niezależnego środowiska.
Kolejny przywoływany przykład to Autocenter, niezależna przestrzeń, która od kilku lat mieści się w centrum miasta, przy Leipziger Strasse. Przestrzeń ta, jak wskazuje nazwa, pierwotnie mieściła się w pomieszczeniu nad warsztatem samochodowym w mało atrakcyjnej kulturalnie dzielnicy Lichtenberg. Z czasem stała się miejscem kultowym, do udziału w wystawach tutaj zaczęto zapraszać coraz bardziej znanych artystów i kuratorów. Autocenter wydaje także własne publikacje, organizuje aukcje dzieł sztuki, z których dochód przeznacza na własną działalność. Prowadzi także rezydencję artystyczną oraz letnią akademię. W środowisku zaczęto się zastanawiać, czy Autocenter można określać jeszcze mianem niezależnej przestrzeni artystycznej, czy też jest to już instytucja?
Na tych dwóch przykładach - Grimmuseum i Autocenter - widać, jak trudno jest jednoznacznie zdefiniować, czym jest niezależna przestrzeń artystyczna, ocenić, kiedy przestaje nią być.

Choć niezależne przestrzenie artystyczne powstały w kontrze do instytucji państwowych i prywatnych galerii, coraz częściej ich formuła jest wykorzystywana w działaniach zarówno komercyjnych, jak i instytucjonalnych.
W Berlinie stały się częścią oficjalnego programu kulturalnego miasta i są zapraszane do udziału w najważniejszych wydarzeniach artystycznych. Oficjalnym partnerem wspomnianego Project Spaces Festival jest miasto Berlin, a program wydarzenia został włączony do kalendarium na oficjalnej stronie informacji turystycznej stolicy.
Kuratorka Ellen Blumenstein na początku 2014 roku zainicjowała wydarzenie „One Night Stand" we współpracy z Netzwerk Freier Berliner Projekträumen und -initiativen. Raz w miesiącu w jeden wieczór prezentowała się inna wybrana niezależna inicjatywa. Już sam tytuł wydarzenia wzbudzał wiele zastrzeżeń. Dodatkowo wstęp na wydarzenie był płatny, co nie spodobało się wielu niezależnym przestrzeniom i stało się przyczyną ich odrzucenia zaproszenia do udziału w serii.
W 2014 roku, w ramach trzeciej edycji Berlin Art Week, wybrane niezależne przestrzenie artystyczne, takie jak Kinderhook & Caracas, Import Project, District czy OZEAN zostały zaproszone do wzięcia udziału w oficjalnym programie tygodnia sztuki. W 2015 we współpracy z Project Spaces Festival powstał Xchange Festival, w ramach którego wybrane miejsca weszły ze sobą w dialog. Także ceremonia przyznania nagród dla wyróżnionych 14 niezależnych przestrzeni została ujęta w programie Berlin Art Week.
Zapraszanie niezależnych inicjatyw i uwzględnianie ich w kulturalnym kalendarzu miasta świadczy z pewnością o dostrzeżeniu i docenieniu ich działalności, czy jednak czy nie jest to znów wykorzystywanie cudzego potencjału do budowania własnego wizerunku przy użyciu jak najmniejszych kosztów i nakładu pracy?

Że bycie niezależną przestrzenią jest sexy, pisze Magnus Resch w swojej książce „Management von Kunstgalerien" (książka została niedawno przetłumaczona na język angielski). Twórca portalu dla kolekcjonerów Larry's List w książce tej opisuje m.in. swoje doświadczenia jako doradcy, którego zadaniem jest restrukturyzacja funkcjonowania galerii komercyjnej w taki sposób, aby zaczęła przynosić zyski. Jedną ze zmian, którą radzi wprowadzić, jest otwarcie dodatkowej przestrzeni - project space. Miejsce to z założenia ma być niekomercyjne. Pytanie: jeśli ma to być miejsce niekomercyjne, jaki jest sens jego działania?
Według Rescha galerzyści i galerzystki, przytłoczeni obowiązkami, a także ciągłą kalkulacją tego, co się opłaca wystawiać, a co nie, tracą poczucie spełnienia, a także satysfakcji. Przestrzeń niekomercyjna ma więcprzywrócić właścicielom galerii radość z prezentacji sztuki i robienia wystaw. Oczywiście nie chodzi tylko i wyłącznie o satysfakcję właścicieli. Niezależna przestrzeń ma także pomóc odkrywać nowe talenty i przyciągnąć nową publiczność, dotrzeć do nowych klientów, szczególnie tych młodszej generacji, a także tych, którzy nie są zainteresowani tradycyjnymi wystawami w klasycznych galeriach.
Pomysł ten doprowadził do rewolucji w świecie galeryjnym. Jednak można zauważyć, że niektóre berlińskie galerie poszły za radą Magnusa Rescha. Już ponad rok temu Eigen + Art otworzył przestrzeń Eigen + Art Lab, szacowna galeria Kornfeld w Charlottenburgu posiada 68project, a Isabella Bortolozzi oprócz swojej galerii od niedawna prowadzi także niezależną przestrzeń Eden Eden.

Ponieważ zjawiska te - zapraszanie niezależnych przestrzeni do partycypacji w oficjalnym programie bądź wykorzystywanie tej formuły przez galerie komercyjne - są zupełnie nowe, trudno ocenić, jak wpłyną one na sytuację niezależnych przestrzeni i inicjatyw, instytucji kulturalnych czy prywatnych galerii. Czy zachęcą do powstania nowych miejsc i wzmocni te już działające? Czy wręcz przeciwnie - zniechęcą, ze względu na dużą konkurencję i presję potrzeby intensywnej działalności? A może wszystko zostanie po prostu przejęte przez sektor komercyjny, który może pozwolić sobie na prowadzenie także niedochodowej (w części) działalności?
Czy ruch jednoczenia się niezależnych inicjatyw będzie się rozwijał i uda się wypracować stałą i regularną sieć wymiany oraz wsparcia? Czy w obecnej sytuacji politycznej uda się wypracować model długoterminowego finansowania pozwalający na realizację projektów i wydarzeń w perspektywie kilku lat?
Na odpowiedzi z pewnością musimy jeszcze poczekać.