Chwastem w pomnik

Wrzesień 2014. Polana Jaworzynka, Tatry Zachodnie, teren Tatrzańskiego Parku Narodowego. Członkowie dwudziestu dwóch rodzin będących niegdyś właścicielami tych ziem spotykają się po raz pierwszy od lat. Rozmawiają, jedzą, a na zakończenie wspólnie koszą trawę. Spotkanie inicjuje i uwiecznia na nagraniu wideo Hubert Czerepok. Powstaje "Ekosystem", jedna z prac w ramach organizowanego przez Jarosława Hulbója projektu "Schronienie".

Sierpień 2015. Galeria Władysława Hasiora, ul. Jagiellońska 18, Zakopane. Przed budynkiem dawnej leżakowni gromadzi się tłumek przybyłych na wernisaż wystawy "Po niebie został tylko księżyc". By zadośćuczynić prawu symetrii, koszenie trawy tym razem poprzedza inne atrakcje. Koncert na kosy Pawła Kulczyńskiego wygląda i brzmi mniej więcej tak, jakby Czerepokowi wszedł w kadr Konrad Smoleński. Tak zainaugurowany zostaje kuratorowany przez Ewę Tatar projekt "Otoczenie".

Zakopianka w sezonie turystycznym tradycyjnie dzierży koronę królowej korków. W samym Zakopanem też nie jest lekko - wartka rzeka turystów zalewa Krupówki od świtu do nocy. Wśród rzesz przyjezdnych nikły jest jednak odsetek przyciąganych przez zakopiański artworld. Po prawdzie nic dziwnego, prezentuje się on bowiem nader skromnie. Działają tu przede wszystkim rozrzucone po mieście oddziały Muzeum Tatrzańskiego i Miejska Galeria im. Władysława hrabiego Zamoyskiego, niegdyś część sieci BWA, obie instytucje o raczej lokalnym zasięgu i programie. Czasami jednak - jak dotąd średnio raz do roku - warto się tu pofatygować nie tylko dla wrażeń krajobrazowych. Bardzo ciekawą propozycją było zeszłoroczne "Schronienie" przygotowane przez Jarosława Hulbója we współpracy z Tatrzańskim Parkiem Narodowym. Projektowi przyświecał cel przemyślenia na nowo roli i tożsamości samego Parku. Swoje prace z tej okazji stworzyli m.in. wspomniany Hubert Czerepok i Aleksandra Wasilkowska. To nie pierwsza taka wystawa, wcześniej było jeszcze ekokrytyczne "Drzewo" z udziałem grupy zaproszonych projektantów.

W tym roku nadeszła pora na dwie równoległe ekspozycje przygotowane w Muzeum Tatrzańskim przez Ewę Tatar, kuratorkę podwójnie z zewnątrz - spoza instytucji i samego Zakopanego. Temat - pozornie bardziej konwencjonalny. Osią wystaw składających się na "Otoczenie" jest Władysław Hasior, jednak oglądany z innej niż zazwyczaj perspektywy. Ale po kolei.

"Po niebie został tylko księżyc", fot. Antek Grałek
"Po niebie został tylko księżyc", fot. Antek Grałek

"Po niebie został tylko księżyc", fot. Antek Grałek
"Po niebie został tylko księżyc", fot. Antek Grałek

"Po niebie został tylko księżyc", fot. Antek Grałek
"Po niebie został tylko księżyc", fot. Antek Grałek

Sinusoida popularności Hasiora kilka lat temu znów poszybowała w górę. W 2005 roku warszawskie Muzeum Narodowe przygotowało jego dużą retrospektywę, sześć lat później do bogatej bibliografii dotyczącej artysty dołączyła przekrojowa monografia. Głupawo podbudowana niechęć ciągnąca się od stanu wojennego odeszła w niepamięć. Hasior pośmiertnie wrócił do łask. Znów na wozie, jak mówi przysłowie. Na jednym wózku jadą z kolei liczni interpretatorzy jego twórczości, wpadając w wytarte koleiny. Wielki powrót okazał się nudnawy. Hasior powoli pokrywał się patyną.

W naukowym dyskursie artysta więc wciąż żyje, choć trochę niemrawo. Żywszy pozostaje we wspomnieniach. Ujmująco obrazuje to aneks do jednej z wystaw, mała kolekcja ołowianych żołnierzyków od Marcina Rząsy, któremu podarował je nie kto inny, jak sam wujek Hasior. Pamięć o artyście przetrwała także w mniej oczywistych miejscach. Ponoć miejscowi wspominają głównie spożywanie z Hasiorem mniej lub bardziej (z naciskiem na bardziej) wyskokowych napojów, ale niektórzy przechowują wspomnienia ciekawsze. Miałem swego czasu okazję usłyszeć anegdotę hostelowej recepcjonistki o spotkaniu jej matki z Hasiorem. Artysta ponoć podszedł do niej w kawiarni, przynosząc żyrafę złożoną z serwetki, bez słowa położył ją na stoliku, po czym, jak to Hasior, podpalił. Po cichu liczyłem na płonące atrakcje w ramach wernisażowego weekendu, niestety, nie tym razem. Hasiorową pochodnię przejęli za to górale, hojnie uświetniając lokale gastronomiczne płonącymi dekoracjami.

Artysty nie trzeba więc już przypominać, warto jednak spojrzeć na niego wreszcie świeżym okiem. Punktem wyjścia dla "Otoczenia" stały się jego "Notatniki fotograficzne". Dla badaczy Hasiora ich istnienie nie jest niczym nowym, jednak grały one zawsze rolę drugoplanową. Mówiło się o organizowanym przez artystę "kinie", wystawiało parę kadrów. Ostatnio zaczęło się to zmieniać. W 2009 wystawę niewielkiej części "Notatników" przygotowała Helena Pitoń z Muzeum Tatrzańskiego.

Jak w swojej książce Hanna Kirchner, tak i Ewa Tatar snuje o Hasiorze opowieść na dwa głosy, tyle że obie partie zostają zupełnie inaczej rozpisane. W pierwszej opowieści Hasior sam, poprzez "Notatniki", mówi o tym, co go otacza. Fotografuje malowane wiejskie płoty, nagrobki, pomniki i przede wszystkim zwykłą materię. Ziemię, skały, wodę. Przygląda się detalowi i wzrusza się najmniejszymi drobinami. Zestawia abstrakcyjne rzeźby ze śnieżnymi zaspami, Nauma Gabo z ogrodową siatką. Wybrane z kolosalnej (około 20 000) liczby slajdów odbitki skupiają się właśnie na materii. MOCAK w katalogu do zeszłorocznej wystawy Hasiora przedrukował jego tekst "Moje marzenia", żarliwy pean na cześć wyobraźni i wrażliwości, Ewa Tatar za to wyciągnęła z niego wnioski. Kuleje niestety display - wciśnięte niezbyt fortunnie w małą salkę projekcje z dwóch rzutników przegrywają konkurencję z zerkającym zza winkla wypchanym niedźwiedziem, mało który widz zatrzymuje się przy nich choć na chwilę. Zgrabnie ujmujący założenia "Notatników", gęsto naszpikowany cytatami samego Hasiora folder leży i kurzy się na stosiku pod ścianą. Szkoda.

Grające organy na Snozce, Pomniki - Notatnik Fotograficzny (nr 231) Władysława Hasiora, dzięki uprzejmości Muzeum Tatrzańskiego
Grające organy na Snozce, Pomniki - Notatnik Fotograficzny (nr 231) Władysława Hasiora, dzięki uprzejmości Muzeum Tatrzańskiego

"Notatniki fotograficzne" to jednak tylko wprowadzenie. Gwoździem programu jest ekspozycja w Galerii Hasiora, "Po niebie został tylko księżyc". Tym razem przyglądamy się jego otoczeniu artystycznemu. Nauczycielom, rówieśnikom i sąsiadom. Gest kuratorki jest odważny, dla przywiązanych do wpływologii ortodoksów pewnie nawet dość radykalny. Badacze spuścizny Hasiora biedzili się nieraz nad roztrząsaniem, na ile był artystą osobnym, wyjątkowym fenomenem, a na ile podążał za nowinkami zza żelaznej kurtyny. Czasami urastała ta osobność do rangi wyjątkowego geniuszu, gdzie indziej tliła się iskra resentymentu - ach, może gdybyśmy go w sześćdziesiątym czwartym jednak posłali na weneckie biennale, zauważono by go jako nowatora! Litania twórców pokrewnych i potencjalnych inspiracji zawiera zazwyczaj kilka niezbędnych elementów: Picassa, Zadkine'a, Rauschenberga, Nowych Realistów.

Tatar nie tyle te analogie odrzuca - są one przecież dobrze uzasadnione - ile po prostu się nimi nie interesuje. Odfajkowane, czas zająć się czymś innym. Nie asamblaże i sztandary interesują kuratorkę najbardziej, nie metaforyka, ale - obok "Notatników" - rzeźby wyrywane z ziemi i niektóre pomniki. Jak wielkie, nie do końca zrealizowane marzenie: grający na wietrze pomnik na przełęczy Snozka. Materia, cielesność, odrobina autobiografizmu i siła abstrakcyjnego znaku. Z korowodu międlonych na okrągło w opracowaniach na temat Hasiora -izmów (dada-, sur-) i -artów (pop, land) pozostaje w kręgu zainteresowań kuratorki jedynie land art. Nie zaprząta sobie ona głowy, jak robiła to monografistka Hasiora, wyliczaniem różnic w stosunku do amerykańskich klasyków tego nurtu na wikipedycznym poziomie. Wszak Podhale to nie Nevada, wiadomo. Hasior kadrował ziemię blisko, ciasno, kuratorka bierze głęboki oddech i spogląda z dystansu. I tak jak w swoich kilku najnowszych książkach Lucy Lippard, widzi land art jako część land use. Efekt? Bezkolizyjne sąsiedztwo malarstwa materii, projektu pomnika-drogi w Oświęcimiu, autoironicznego "Naczynia do łowienia rosy" Rosołowicza, nie mniej ironicznej i krytycznej, konceptualnej propozycji przecięcia Giewontu Drugiej Grupy i sakralnej rzeźby Antoniego Rząsy.

Zamiast Nowych Realistów - Alina Szapocznikow związana w pewnym okresie z grupą lansowaną przez Restany'ego. Gładka płaszczyzna odlanego brzucha artystki kontrastuje z agresywnym gestem wyrywania z ziemi chropowatych, z grubsza antropomorficznych form. Padają też zupełnie poważne pytania, nad którymi warto zastanowić się głębiej. Wiemy od dawna, że na Hasiora miał wpływ paryski okres nauki u Zadkine'a. Zapytajmy, co wyniósł z pracowni Hansena. Nazwiska są symptomatyczne. Szapocznikow, Hansen, Stażewski - sporo tu popularnych, nośnych nazwisk. Jak Rosalind Krauss tłumaczyła Francuzom Serrę poprzez Giacomettiego, tak Tatar szuka u Hasiora tego, co w nim ciągle żywotne, bliższe współczesności, a nie do końca zauważane.

Atrakcji więc nie brakuje - jest zabawa formą, odważne zestawienia i lekka zgrywa, a poza galerią dymy, hałas, hipsterska potańcówka i dania z chwastów (zasługa zaproszonego Michała Gniłki). Mogło się to skończyć niestrawnością, wyszło zaskakująco smacznie. Ręka kuratorki widoczna jest od pierwszej chwili - począwszy od literackiego cytatu służącego za tytuł, skończywszy na sposobie budowania architektury wystawy. O ile jednak podobna strategia zastosowana przez Tatar w jej niedawnej ekspozycji w krakowskim Narodowym Starym Teatrze mogła budzić skrajne reakcje (wystarczy porównać recenzje Przemysława Chodania i Arkadiusza Półtoraka), tak tutaj erudycyjną żonglerkę trzyma w ryzach intelektualna dyscyplina. Aż prosi się o obszerny katalog, który by zaznaczone problemy rozwijał. Lub choćby lakoniczny folder z mapką i słowem wstępu - w gmachu głównym prawie nikogo takowy nie interesuje, tutaj zwyczajnie go - jak dotąd - nie ma. Jak widać, problemy komunikacyjne napotyka się w Zakopanem na każdym kroku. To jednak ma się jeszcze tej jesieni zmienić, zapowiadana jest bowiem książka poświęcona Hasiorowi. Sukces "Otoczenia" będzie więc można ogłaszać dopiero jeśli okaże się, że skoszony trawnik za galerią to nie jedyne w dłuższej perspektywie pokłosie wystawy.


"Notatniki fotograficzne" Władysława Hasiora, Muzeum Tatrzańskie, Gmach Główny, 11.07-30.11.2015
"Po niebie został tylko księżyc", Muzeum Tatrzańskie, Galeria Władysława Hasiora, 15.08-30.11.2015
www.facebook.com
kuratorki "Otoczenia": Ewa Tatar i Julita Dembowska

Jan Moszumański, "Dryfujący żar", 2015, fot. Antek Grałek
Jan Moszumański, "Dryfujący żar", 2015, fot. Antek Grałek

Paweł Kulczyński, "Zupełnie bez związku", 2015, fot. Antek Grałek
Paweł Kulczyński, "Zupełnie bez związku", 2015, fot. Antek Grałek

Aga Klepacka, współpraca: Anna Delimat, "Zimne słońce", fot. Antek Grałek
Aga Klepacka, współpraca: Anna Delimat, "Zimne słońce", fot. Antek Grałek

Tomasz Węgorzewski i słuchaczki Podhalańskiego Uniwersytetu Trzeciego wieku, "Eurytmia. Chór. Zaśnięcie", 2015, fot. Antek Grałek
Tomasz Węgorzewski i słuchaczki Podhalańskiego Uniwersytetu Trzeciego wieku, "Eurytmia. Chór. Zaśnięcie", 2015, fot. Antek Grałek