Zażywasz wytchnienia ponad miarę? "Défaitisme" Tomasza Mroza

Wystawa "Défaitisme" Tomasza Mroza w Galerii Sztuki Współczesnej w Opolu, koncepcyjnie dopracowana i spójna jako niezależna propozycja, stanowi jednocześnie ciekawe dopowiedzenie do warszawskiej wystawy artysty, która miała miejsce w Galerii Foksal w ubiegłym roku. Wystawa w GSW "wchłonęła" realizację warszawską. Pod wspólnym tytułem "Défaitisme" funkcjonują dwie instalacje: "Je suis un cheval" i "Śpij spokojnie w kosmosie, żółw cię nie u...".

Wspominam o instytucjonalnej genezie tego projektu nie dlatego, że podzielam fetysz instytucji, ale dlatego, że już w rysie genealogicznym "Défaitisme" widać pewną żmudność. Żmudność, wpisana w tradycyjne medium rzeźbiarskie, okazuje się pojęciem przydatnym w analizie twórczości Tomasza Mroza. Artysta, konsekwentny w swoich realizacjach na przestrzeni ostatnich lat, na najnowszej wystawie po raz kolejny przygląda się procesowi twórczemu: przeciwstawia sztukę światu (tworząc ze swojej sztuki niedoskonałą odpowiedź światu), a w obrębie niej samej - zderza żmudność sztuki warsztatowej z "nagłym geniuszem" sztuki konceptualnej.1 Część tytułowego defetyzmu, czyli niemożliwości tworzenia, odnosi się tym samym do paradoksów wykształconych wewnątrz samej sztuki, zgodnie z zapowiedzią kuratorskiego tekstu Łukasza Kropiowskiego. Choć według mnie głównych źródeł porażki należy szukać w "cynizmie i hipokryzji świata"2, które, jak mówi jeden z rysunków z części "Je suis un cheval", stanowią dla Mroza pierwotny impuls do tworzenia (swoją drogą trudno byłoby o lepszą definicję sztuki zaangażowanej).

Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, 2015, fragment instalacji, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu
Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, 2015, fragment instalacji, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu

"Défaitisme" zbudowana jest z wielu paradoksów - zarówno na gruncie formalnym, jak i tematycznym - i to najlepiej świadczy o imponującym potencjale wystawy. Instalacje, składowe wystawy, dzielą się na górną i dolną - już taka aranżacja buduje między nimi pewną opozycję. "Je suis un cheval" podejmuje temat tradycyjny i oswojony w języku historii/krytyki sztuki: zmagania się rzeźbiarza z nieforemną materią, powrót do klasycznego tematu, czyli aktu. Brzmi anachronicznie? Tak - ale nie jest. Tomasz Mróz za pomocą arsenału (nomenklatura wojenna jest tu bardzo na miejscu) drobnych, a bardzo oryginalnych zabiegów wykazuje całą aktualność swojej artystycznej walki. Wyabstrahowując moment niemocy, bicia głową w mur, wznoszenia i załamywania rąk przy jednoczesnym doprowadzeniu pomysłu wystawy do powstania - a warto pamiętać o trzyletnich perypetiach temu towarzyszących - jest w stanie wpisać sztukę w codzienne doświadczenie świata: sztuka jest częścią otaczającego świata, nie funkcjonuje oddzielnie. Rozterka rzeźbiarza zyskuje ponad-artystyczny charakter:

"Moim głównym punktem wyjścia jest niezadowolenie i agresja wobec otaczającej mnie rzeczywistości. Cynizm i hipokryzja świata powoduje, że [tu następuje fragment przekreślony przez autora - do: moje] muszę wydać poprzez swoje wyrzucić z siebie realizuję niezado moje

jedyne i bezpieczne schronienie znajduję w sztuce.

Ważnym założeniem mojej sztuki jest element wbrew pozorom wykluczający się wzajemnie. Jest nim ciągła próba powrotu do transcendentalnego wymiaru dzieła, swoistego powrotu do piękna, które to myślę byłoby najlepszą odpowiedzią wobec otaczającego mnie świata".3

A postawa artysty staje się (nieuniknionym) wyborem etycznym. Wątki etyczne - choć nieoczywiste i rzadko podejmowane w tekstach poświęconych pracom Tomasza Mroza - wydają się szczególnie wybrzmiewać w "Défaitisme", a nacechowany metaforyką wojenną tytuł, choć początkowo drażniący ucho obcym brzmieniem, je wydobywa: czy warto toczyć walkę? Co jest w niej stawką? Czy ktoś odnosi w tej walce zwycięstwo, czy ponosić jedynie straty?

Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, 2015, fragment instalacji, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu
Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, 2015, fragment instalacji, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu

"Je suis un cheval" nie daje jednoznacznej odpowiedzi - poza instalacją-warsztatem rzeźbiarskim składa się też z części "trupiej". Właściwie część "trupia" poprzedza aranżowany warsztat, jakby antycypując nadchodzącą porażkę. Wchodząc na wystawę, natykamy się najpierw na postać (martwego?) łucznika, silikonową rzeźbę przypominającą ciało w stanie rozkładu, z łukiem złożonym z boku. Zarówno "organiczność" tej rzeźby, jak i jej pozycja - ciało ułożone na wznak - każą przypuszczać, że natknęliśmy się na ofiarę jakiejś zamierzchłej walki. Po chwili zdajemy sobie jednak sprawę, że ofiara znajduje się dalej, przeszyta strzałami łucznika, a ciało, jakie widzieliśmy, najpewniej należało do sprawcy. Jest to dosłowna ilustracja źródeł defetyzmu: pokazanie, że w pewnych walkach nikt nie zwycięża. Przy czym, dzięki sąsiadującym z tą częścią warsztatowi i rysunkom, Mróz unika popadnięcia w banał - strony, jakie stoczyły walkę, nie zostały nazwane ani scharakteryzowane; zależnie od tego, czy bardziej skupimy się na postawie jednostki wobec agresywnego świata, czy na paradoksach tworzonych przez i tworzących sztukę, implikacje etyczne tej sceny będą się różnić.

Druga część opolskiej wystawy, pokazywana niecały rok temu w Galerii Foksal, w relacji z "Je suis un cheval" zyskuje nową interpretację. Krótki tekst kuratorski Justyny Wesołowskiej zapowiadał ją jako fantazję na temat kryjówki - kryjówki ocalającej, bo pozwalającej w warunkach wyciszenia mierzyć się z lękami zarówno artyście, jak i odbiorcy. Zbawienna funkcja wykreowanej w galerii kryjówki - konfrontacja z Tanatosem miała doprowadzić do katharsis - została zakwestionowana przez Iwa Zmyślonego, który dostrzegł dwuznaczność stworzonej przez artystę sytuacji, pytając: "Kryjówka to, czy pułapka?"4

Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, 2015, fragment instalacji, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu
Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, 2015, fragment instalacji, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu

Ciekawy trop dla "Śpij spokojnie w kosmosie, żółw cię nie u..." podrzuciła Natalia Cieślak, która w swojej recenzji dla O.pl przywołała cytat z "Płynnej nowoczesności" Zygmunta Baumana, gdzie mowa jest o dwóch osiach wyznaczających położenie tzw. współczesnego człowieka: "potrzebie społecznego oparcia" i "żądzy autonomii"5. Cytat ten podoba mi się nie tylko ze względu na swoją kartograficzną użyteczność, ale dlatego, że silne dążenie do odrębności jest przez Baumana nazwane "żądzą", czymś niepohamowanym, wykraczającym poza świadomość i kontrolę. W "Śpij spokojnie w kosmosie, żółw cię nie u..." samotność staje się tego rodzaju żądzą: niepohamowanym pragnieniem doznawania siebie. I w tym sensie okazuje się też pułapką.

Ta część wystawy Tomka Mroza skojarzyła mi się z kultową sztuką Jane Bowles "W letnim domku". Jest to sztuka tyleż o intensywnych, wręcz gwałtownych relacjach międzyludzkich, co o ich atrofii, w równej mierze o uzależnieniu od drugiego człowieka i o pragnieniu uwolnienia się od niego na zawsze. Przywołanie postaci Jane Bowles, "ulubionej autorki wielu pisarzy, którym podobał się w jej utworach nieustannie zaskakujący kontrapunkt ekscentrycznego humoru i bezdennego smutku", a która "z czasem wiodła coraz okropniejsze życie", jak pisał o niej Andrzej Sosnowski na okładce polskiego wydania "Dwóch poważnych dam". "W letnim domku"6, wydaje mi się tu uzasadnione. Podobnie jak proza Jane Bowles wyrasta z lęku przed uczestnictwem w świecie zewnętrznym, czyli, posługując się diagnozą Elizabeth Young, "oczywiste jest, że wyszła spod pióra osoby doświadczającej silnego poczucia nierealności życia"7, tak twórczość Tomasza Mroza wyrasta z niemal obsesyjnej odmowy zaangażowania w świat społeczny w jego aktualnym kształcie, a jej główne wektory to wstręt i melancholia.

Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, 2015, fragment instalacji, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu
Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, 2015, fragment instalacji, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu

Ciekawe i oczywiście wspólne zarówno z Jane Bowles, jak i z innymi "autorami saturnicznymi" jest to, że Mróz wpełznięcie w siebie traktuje jako nieuniknioną konieczność. Ruch do wewnątrz jest wymuszony przez okoliczności zewnętrzne: "wrodzoną niezdolność do doświadczania przyjemności (dla porównania: pojmowanie własnej wyobraźni jako grzechu pierworodnego przez Bowles8), zainfekowanie "blurpem", czyli doznawaniem pobudzenia obrzydliwościami, wreszcie przez wyczulenie artysty na pogłębiający się regres, coraz fatalniejszą kondycję społeczeństwa.9 Zapytany o możliwość wpływu na rzeczywistość społeczną przez sztukę, Mróz nie pozostawia złudzeń: "Bardzo dobrze by było, gdyby tak się stało. Ja nie mam takich ambicji, bo taka myśl sparaliżowałaby mnie na pierwszym etapie pracy".10 Odnoszę się tu oczywiście do wywiadu, w którym poza pojedynczymi zdaniami na serio jak na dłoni widać serię uników artysty, jego niechęć do konfrontacji z pytaniami kuratorki, zabawę w niemówienie albo opowiadanie niestworzonych historii. Lektura tego wywiadu budzi konsternację. Taką samą, jaką budziła wystawa w Galerii Foksal i jak dziś budzi wystawa w GSW w Opolu.

Moment konsternacji widza w obliczu uników (unikalności) artysty dobrze oddaje pretensja Gertrude, matki, wobec Molly, córki wciąż ukrywającej się w altanie, wyrażona na początku sztuki Jane Bowles:

"Uwielbiasz włazić do środka i wylegiwać się całymi godzinami. Nawet nie możesz spojrzeć na zewnątrz, bo wiciokrzew zasłania ci widok. Czemu nie znajdziesz sobie jakiejś porządnej, płaskiej skały nad oceanem, żeby na niej posiedzieć i popatrzeć? (Molly pieści palcami liście pnącza) (...) Nie zaprzeczysz, że zażywasz wytchnienia ponad miarę?"11

Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, 2015, fragment instalacji, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu
Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, 2015, fragment instalacji, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu

W tej konsternacji zawiera się jednocześnie cała dwuznaczność pretensji o zaangażowanie: jako czytelnicy i widzowie doskonale wiemy, jak napastliwą matką była Gertrude Eastman Cuevas. I dobrze też wiemy, że jej córka Molly to nie żadna owieczka, raczej targana sprzecznymi pragnieniami morderczyni. Podobnie rzecz ma się z pytaniami o wyjście sztuki do ludzi, czyli o ambicje społecznego oddziaływania sztuki. Stawia się dziś te pytania większości artystów - jednak są one tyle zatroskane, co napastliwe. Tak samo zrozumiałe, jak nieuprawnione.

Opowiadając Grzegorzowi Jankowiczowi o melancholii, Marek Bieńczyk określił człowieka "praktykującego życie kontemplacyjne" jako swego rodzaju oskarżonego, który "musi szukać dla siebie usprawiedliwień przed mieszczańskim trybunałem, kierującym się protestanckimi zasadami życia aktywnego".12 Sytuacja izolującego się od świata artysty w "Śpij spokojnie w kosmosie, żółw cię nie u..." jest podobna do sytuacji, o jakiej mówi Bieńczyk. Stąd właśnie zaklęcie w tytule wystawy (śpij spokojnie), stąd zawieszona w powietrzu groźba - niedopowiedziana, ale przez to realna (żółw cię nie u...), stąd dziwnie szeroka perspektywa, wobec której mamy się orientować czy określać (w kosmosie).

Tomasz Mróz w tej części "Défaitisme" pokazuje przestrzeń artysty uwięzionego w sobie melancholika powodowanego żądzą samotności, "zażywającego wytchnienia ponad miarę". Jego ucieczka przed koszmarem świata kończy się nowym koszmarem: rozpoczyna wędrówkę melancholiczną, czyli pogłębiającą się nieobecność. Melancholia twórcy różni się oczywiście od melancholii odbiorcy, ale Mróz w fenomenalny sposób daje odbiorcy doświadczyć koszmaru wytchnienia. Nie dopuszczając go za blisko, pozwala, by melancholia pokonanego przez swoją wrażliwość artysty stała się udziałem pokonanego przez swoją wyobraźnię widza.

Tomasz Mróz, „Śpij spokojnie w kosmosie, żółw cię nie u…”, 2014, fragment instalacji, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu
Tomasz Mróz, „Śpij spokojnie w kosmosie, żółw cię nie u…”, 2014, fragment instalacji, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu

Wchodząc w instalację-leśniczówkę, widz pozwala - nie ma innego wyboru - by oplatały go pnącza, by dusił go zapach surowego drewna, by uporczywie brzęczały mu nad uchem roje owadów, jednym słowem, by mu się wydawało, że (żywy) z tego lasu nie wyjdzie. I kiedy w ciasnej przestrzeni Mrozowego "letniego domku" zaczynają dziać się rzeczy niesamowite: znajome elementy ożywają, zaczynają się ruszać i przemieszczać - roślina doniczkowa, pościel, poobrywany na rogach plakat, czyjaś ręka za oknem - zaczynamy rozumieć, że nie ma ucieczki przed własną wyobraźnią.

Wobec narastającej paniki widza, którą wywołuje nie tyle sama przestrzeń, ile jego wyobraźnia, odrealniająca obecność i w leśniczówce, i w kosmosie, następuje kulminacja: w mroku widać niedokładnie, że ktoś pali papierosa. Moment, w którym zauważamy tę postać - o tym, że to postać ludzka, nie maszyna, świadczy tylko to, że papieros naprawdę ulega spaleniu - to jednocześnie apogeum przerażenia (pierwsza reakcja: krzyk) i parodystycznego "przesunięcia": postać jest zdeformowana, brzydka, po bachtinowsku groteskowa, ponieważ jej ciało wykracza poza ramy jednego ciała (przesadnie duża głowa). Na ten moment - tę mieszaninę przerażenia i śmiechu - pracowała nasza wyobraźnia, odkąd weszliśmy do letniego domku. Zaprojektowana przez Mroza sytuacja świetnie oddaje wspomniany już "kontrapunkt ekscentrycznego humoru i bezdennego smutku", związki melancholii, alegorii oraz humoru.

W swojej recenzji Iwo Zmyślony sytuuje "przesunięcia" w świecie kryjówki-leśniczówki Mroza po stronie sennej nieświadomości, nie zaś okrutnej, nastającej na człowieka wyobraźni. Natomiast w postaci palącej papierosa - przypominającej z wyglądu tytułowego Franka z filmu Leonarda Abrahamsona - widzi "złego sobowtóra" artysty, Jungowski Cień. Ja wzbraniałabym się jednak przed wpisaniem "Śpij spokojnie w kosmosie, żółw cię nie u..." na listę prac (wystaw) onirycznych, których niedostępność może podważyć tylko klucz psychoanalityczny lub mitologiczny. W wystawie Tomasza Mroza widzę odrealniający wpływ melancholii, jak opisywał go Bieńczyk:

Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, 2015, performance, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu
Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, 2015, performance, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu

"Kiedy raz melancholijnie ruszysz w świat, wszystko staje się alegorią. Ten, kto jest w ciągłej ucieczce czy we włóczędze, czyli melancholik, od razu staje się naturalnym alegorystą. Melancholijna włóczęga to odrywanie miejsc od ich umiejscowienia. Zamazywanie geografii, genezy, rodowodu. (...)"13

"Śpij spokojnie w kosmosie, żółw cię nie u..." jest wielopłaszczyznowym studium melancholii i wyobraźni melancholijnej: alegorycznej, skłonnej do gry obrazami oraz do wydrążania form z ich realnego odniesienia. Ten typ wyobraźni staje między człowiekiem a światem, uniemożliwiając aktywne uczestnictwo w życiu. Jest to wyobraźnia dla części artystów najniebezpieczniejsza: odpowiedzialna za ich żądzę samotności, pchająca w odosobnienie. Jednak odosobnienie przyczynia się do odrealnienia, kolokwialnie: odklejenia, a przez to do stopniowego unicestwienia melancholika.

W tym sensie opolska wystawa Tomasz Mroza w pełni problematyzuje defetyzm: walka ze światem za pomocą sztuki wydaje się skazana na porażkę. Ale jednocześnie jest jedynym wyjściem.

 

Tomasz Mróz, "Défaitisme", Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu, 21.05-21.06.2015

Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, kartka z rękopisem (statement), 2015, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu
Tomasz Mróz, „Je suis un cheval”, kartka z rękopisem (statement), 2015, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu
  1. 1. Por. Martyna Friedla, "Bestiarium Tomasza Mroza w GSW". http://opole.gazeta.pl (dostęp: 15.06.2015)
  2. 2. Cytat zaczerpnięty z jednego z rysunków Mroza składających się na górną część wystawy, pt. "Je suis un cheval". Rysunek ten zawiera credo artystyczne, czy też zgodnie z dzisiejszą nomenklaturą: artystyczny statement. W dalszej części tekstu odniosę się do niego szczegółowiej.
  3. 3. Przytaczam całą, oryginalną treść statementu.
  4. 4. Iwo Zmyślony, "Zły sen, ale mocny", dwutygodnik.com 140/2014. www.dwutygodnik.com(dostęp: 26.08.2014).
  5. 5. Natalia Cieślak, "Twarde dno snu", O.pl Polski Portal kultury, http://magazyn.o.pl (dostęp: 24.08.2014).
  6. 6. Jane Bowles, "Dwie poważne damy. W letnim domku", przeł. Andrzej Sosnowski, Biuro Literackie, Wrocław 2012.
  7. 7. Elizabeth Young, "Wstęp" [w:] Jane Bowles, "Proste przyjemności", przeł. Paweł Lipszyc, PIW, Warszawa 2004.
  8. 8. Millicent Dillon, "A Little Original Sin. The Life and Work of Jane Bowles", Nowy Jork: Holt, Rinehart and Winston, 1981.
  9. 9. Marta Kudelska, "Blurp. z Tomkiem Mrozem rozmawia Marta Kudelska", "Obieg". www.obieg.pl. (dostęp: 24.08.2014).
  10. 10. Tamże.
  11. 11. Jane Bowles, "Dwie poważne damy...", dz.cyt.
  12. 12. Marek Bieńczyk, "Działasz geologicznie, jak dobry czwartorzęd..." [w:] Grzegorz Jankowicz, "Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami", MOCAK, Kraków 2013.
  13. 13. Tamże.