Naiwne poszukiwanie prawdy. Rozmowa z Wojciechem Tubają

: Function ereg() is deprecated in /includes/file.inc on line 649.


Z Wojciechem Tubają - artystą i reżyserem, którego nowy film „Portret" będzie prezentowany podczas tegorocznego festiwalu filmowego w Cannes w ramach programu Short Film Corner, rozmawia Romuald Demidenko, kurator jego wystawy „Wszyscy, którzy mnie kochają, wsiądą do pociągu i przyjadą do Zielonej Góry", prezentowanej obecnie w BWA Zielona Góra.

 

Romuald Demidenko: Ostatni klip zrealizowałeś na wystawę „Wszyscy, którzy mnie kochają, wsiądą do pociągu i przyjadą do Zielonej Góry". Na początku zaznaczyłeś, że zależy ci na tym, żeby efektem naszej współpracy nad tym projektem był dość pretensjonalny film, w którym zaciera się granica między rzeczywistością i fikcją. Zgodziłem się. Przed zdjęciami do filmu miałem opory. Wiedziałem, że mogę mieć problem z tym, żeby zgodnie ze scenariuszem rozpłakać się na planie. Wcześniej starałem się nie wychodzić poza rolę kuratora projektu, w tym wypadku stałem się fizycznie obecny. Do roli drugiego aktora namówiony został Wojciech Kozłowski, z którym wcześniej pracowałem w Zielonej Górze. Dlaczego zdecydowałeś się nas umieścić w tej sytuacji?

Wojciech Tubaja: Rozmawialiśmy o tym projekcie i wasza wspólna praca była jedną z twoich propozycji. Ja włożyłem was tylko w pewną ramę, kryminalną scenę zaczerpniętą z kina noir. Utwierdziłeś mnie w słuszności tego kierunku scenariusza, mówiąc, że jest to rola, z którą się nie utożsamiasz, że to nie są twoje emocje i że to nie będzie wyglądało naturalnie. Że chciałeś zagrać prawdziwie i przekonująco. Bardzo mi się spodobał ten bunt. Aktorzy często się nie zgadzają i przeciwstawiają roli. Chciałem zobaczyć, co wyjdzie z zespolenia ciebie i roli, jaką dla ciebie przygotowałem. Jestem bardzo zadowolony z efektu, wyglądasz naprawdę przejmująco. Chciałem, żeby „Thriller" nawiązywał do „Portretu", dlatego akcja dzieje się w identycznym pokoju hotelowym i koncentruje na zmiennych emocjach. Jest trójka bohaterów, którzy nie wchodzą w interakcje. Każdy odgrywa przydzieloną mu rolę niezależnie od ról innych aktorów. To niekończący się rytuał, który muszą oni, czyli wy, kontynuować. Trup mruga okiem i oddycha, Roksana (Katarzyna Zawadzka - przyp. red.) tańczy, a ty płaczesz. Nic więcej.

© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka
© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka

Jak traktujesz tekst, który pojawia się w filmie? Piszesz scenariusze specjalnie z myślą o swoich aktorach?

Za każdym razem scenariusz jest dopasowany do postaci i wynika z moich obserwacji nad nią. Tekst lub jego brak to część składowa całości. Czasem nie potrzeba słów, wystarczy poprosić aktora, żeby usiadł i się rozpłakał.

Twój film „Portret", który właśnie jest w postprodukcji, będzie można zobaczyć na tegorocznym festiwalu filmowym w Cannes. Czy możesz opisać, jak wyglądała praca nad tym projektem?

To było ponad półtora roku pracy wszystkich osób, które zaangażowałem w jego powstanie. Dobrze, że byłem na tyle naiwny, żeby zdecydować się na zrobienie profesjonalnego filmu. Miałem wiedzę na poziomie odbiorcy kina, to była bardzo szybka szkoła filmowa. Na każdym kolejnym etapie natrafialiśmy na problemy, które udawało nam się rozwiązywać. Dla mnie to było pierwsze tak duże i rozciągnięte w czasie przedsięwzięcie. To wszystko doprowadziło do tego, że rzuciłem etatową pracę i zająłem się tym projektem w pełnym wymiarze czasu. W „Portrecie" pojawiają się osoby z moich poprzednich filmów. Jakby przechodzili z filmu do filmu, czasem pozostając wręcz tymi samymi postaciami i zmieniając nieco swój wygląd. W centrum akcji pojawia się historia Bohatera, który w ciągu jednej nocy spotyka osoby, z którymi wchodzi w różne interakcje. Tylko nie wiadomo, czy to fragmenty jego życia, odgrywane sceny, marzenia czy sen. Jeden z aktorów przyrównał fabułę „Portretu" do chodzenia po pokojach świadomości. Nic tu nie jest prawdziwe, wszystko jest niekończącym się snem.

© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka
© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka


Jak wyglądały twoje pierwsze prace filmowe? Skąd się właściwie wzięło twoje zainteresowanie filmem?

Film wymaga większego zaangażowania i zapanowania nad większą ilością elementów niż inne media. Czytałem w książce Kitlińskiego o Kristevie, że w filmie czujemy się bezpieczniej niż w życiu, bo jest prawdziwszy. Myślę, że coś w tym jest. Przełomowy moment nastąpił na czwartym roku grafiki warsztatowej na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Wcześniej miałem trzyletnią przygodę z historią sztuki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Te doświadczenia stworzyły taką formę mnie, z którą już się nie utożsamiałem. Wyobrażenia i oczekiwania z zewnątrz stały się dla mnie nie do zniesienia. Nie umiałem im sprostać, blokowały mnie. Już było wiadomo, kim jestem i jakie rzeczy robię. Przeprowadzałem się kilkanaście razy, wprowadzałem różne zmiany w swoim życiu, ale nie pomagało. Po długich negocjacjach na uczelni poznańskiej i warszawskiej przeniosłem się na pół roku na ASP w Warszawie, do pracowni profesora Andrzeja Węcławskiego. I ta zmiana, a raczej dystans i przestrzeń, które otrzymałem u Węcławskiego i jego asystenta Mateusza Dąbrowskiego, dały mi szansę na dalsze poszukiwania. Mój promotor pozwolił mi na porażkę i to właśnie spowodowało, że zacząłem używać medium filmu. Oczywiście służył on wtedy jedynie do rejestracji działań, jak to nazywam, performatywno-teatralno-życiowych. To były portrety moich bliskich znajomych i obcych ludzi, którymi się fascynowałem. Współpraca z profesorem tak się układała, że mogłem zrealizować u niego dyplom.

I wtedy zdecydowałeś, że będziesz pracował jako scenarzysta, reżyser?

Nie było czasu na przemyślenia, świadome decydowanie - to się po prostu stało. Każdy kolejny portret był innym scenariuszem, nie zawsze pisanym w formie tekstu do wypowiadania, czasem było to wytworzenie pewnej sytuacji czy odnalezienie się w zaaranżowanej przestrzeni. Zawsze ważne były dla mnie związane z tym emocje i porażka wobec wcześniejszych założeń. I naiwne poszukiwanie prawdy, które stanowi moje główne założenie.

© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka
© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka

W swoich pierwszych filmach występowałeś sam.

Pojawiłem się trzy razy po drugiej stronie kamery i nie chcę tego powtarzać. Moje miejsce jest za kamerą, a nie przed nią. Przed kamerą odgrywałem scenę z filmu „Bliżej", spędziłem noc z aktorem (praca „2903" - przyp. red.) i chodziłem w nocy po ciemku po studiu Edwarda Krasińskiego, próbując odnaleźć awangardę. To moje doświadczenia z bycia aktorem. Wolałbym, żeby ktoś inny napisał dla mnie rolę. Nie umiem siebie reżyserować.

© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka
© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka

Do swojej pracy angażowałeś bliskich znajomych, a później zacząłeś pracować z profesjonalnymi aktorami. W klipie „Thriller" występuje Katarzyna Zawadzka.

Każda z portretowanych osób stawała się aktorem i to podwójne poczucie sztuczności mnie fascynuje. Zależy mi na stworzeniu świata, który nie będzie światem realnym, mimo że są w nim realne postaci oraz emocje. Konsekwencją tego myślenia była próba pracy z osobą, która umie manipulować, udawać, odgrywać. Przełom przyszedł w pracy pod tytułem „2903", kiedy nagrywałem całą noc w hotelu - moim ulubionym, do którego często wracam - z profesjonalnym aktorem, który miał mnie zagrać. Aktor przyszedł, ale powiedział, że nie będzie niczego grać. Po prostu był ciekawy mojej propozycji. Usiadł i nic się nie wydarzyło. Cały czas była włączona kamera, a ponieważ mam słabość do VHS-ów - po pół godzinie wiedziałem, że materiał będzie bezużyteczny, bo aktor nie zgodził się nawet głośniej mówić. Przed nami była cała noc. Rano po jego wyjściu coś we mnie pękło. Nie wiedziałem, czy ta noc była życiem, czy filmem - czy on był sobą, czy może kogoś odgrywał. Bardzo naiwnie to brzmi, ale mnie właśnie to interesuje. To właśnie z naiwności czerpię dużo inspiracji. Być może zostałem przez tego aktora zmanipulowany w dość prosty sposób, ale ta manipulacja zmieniła moją percepcję i oczekiwania wobec sztuki.

© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka
© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka

Kim był ten aktor?

Aktor, którego widziałem w jednym ze spektakli teatralnych. Zafascynował mnie. Wyszedł w połowie przedstawienia, cały w białej poświacie. Trudno było nie ulec wrażeniu, jakie zrobił. Nigdy nie rozmawialiśmy, nie znaliśmy się nawet przed wejściem do pokoju 2903. Później również nie mieliśmy ze sobą kontaktu. A jednak to on wyreżyserował moje obecne życie.

© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka
© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka

Kilka prac zrealizowałeś w przestrzeni hotelu. Czy to miało dla ciebie jakieś specjalne znaczenie?

W pokojach hotelowych czuję się bezpieczny, zdystansowany. Nikt mnie nie zna i nie ma wyobrażenia na mój temat. To neutralne i identycznie wyglądające przestrzenie, w których mogę poczuć się zupełnie anonimowo i porzucić swoją dotychczasową formę. Z drugiej strony w tych tapetach, zasłonach i wykładzinie pozostają emocje i tajemnice ludzi, którzy spędzali tam noc przede mną. Na pewno miał tu miejsce niejeden dramat. One nie mają znaczenia, są nieistotne dla funkcjonowania tego pomieszczenia czy dla kolejnych mieszkańców. I taka perspektywa pustki bardzo mnie uspokaja. Dlatego powstanie jeszcze kilka prac, których akcja będzie rozgrywać się w pokoju hotelowym.

© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka
© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka

Chciałbym cię jeszcze podpytać o film „Poszukiwanie awangardy" w studiu Edwarda Krasińskiego. Zakradłeś się w nocy do Instytutu Awangardy?

Wszedłem w nocy i poruszałem się po studiu przy świetle latarki. To, co przypadkowo pojawiało się w zasięgu jej światła, wyznaczało drogę, którą się poruszałem. Ważne dla mnie było to, że w punktowym świetle dzieła sztuki były na równi z przypadkowymi przedmiotami i pamiątkami prywatnymi artysty. Przestraszyłem się tego. Zorientowałem się, że to wszystko było życiem konkretnego człowieka, a ja znalazłem się w jego prywatnym mieszkaniu. Po kilku dniach poszedłem do zoo i tam pod wielkim liściem znalazłem aligatora. Zrobiłem mu zdjęcie. Nie wiem dlaczego, ale te dwie historie łączą mi się w jedną całość.

Z tego, co mówisz, wynika, że film daje ci dużą wolność.

Prawdziwą wolność daje mi patrzenie na morze.

 

 

Wojciech Tubaja, „Wszyscy, którzy mnie kochają, wsiądą do pociągu i przyjadą do Zielonej Góry", BWA Zielona Góra, 25.04 - 19.05.2014.

© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka
© Wojciech Tubaja, "Thriller" (backstage), 2014, fot. Sandra Gałka