Z F.A.I.T. w składzie: Karolina Nowak, Magda Szędzielarz, Gaweł Kownacki. rozmawia Katarzyna Szydłowska

: Function ereg() is deprecated in /includes/file.inc on line 649.

K.S. Czym jest F.A.I.T.?

Karolina: Jest fundacją, F.A.I.T. to skrót nazwy Fundacja Artyści Innowacja Teoria.

Magda: Jest to w sumie taki modernistyczny żart. Generalnie nazwa nam się spodobała, bo z jednej strony to takie zaczepne, większość ludzi myśli, że to jest "fight" od walki. Z drugiej strony jest to niby strasznie poważne. A kim jesteśmy?

K.S. Tak, kim jesteście, czym się zajmujecie wy i wasza instytucja. Czy to tylko galeria?

Magda: No więc ja z Karoliną studiujemy historię sztuki na UJ, jesteśmy teraz na piątym roku, piszemy prace magisterskie, w wolnych chwilach.

Gaweł: A ja studiowałem grafikę i fotografię.

Magda: Tak, potem zniknął na dwa lata, ale wrócił i najpierw otworzył galerię w Sheik Yerbouti, czyli w dawny Sicie, a późnij F.A.I.T.

Gaweł: Miałem jeszcze epizod reklamowy, jak wszyscy w tej branży.

K.S. A skąd pomysł założenia galerii, czy sądzicie, że takie miejsce jest potrzebne teraz w Krakowie?

Magda: W Krakowie takie miejsce jest bardzo potrzebne, bo z tego co wiem to takich miejsc nie ma. Świadczy o tym fakt, że wiele osób przychodzi do nas. Nasza działalność cieszy się tutaj sporym zainteresowaniem. Mieliśmy trochę doświadczeń wcześniej, z różnymi wystawami. Od Komisariatu zaczynając, na 'Sekcji Sztuki Współczesnej' kończąc. Takim najbardziej znanym wydarzeniem był chyba Teatr i Film z Grzegorzem Sztwiertnią, w Fabryce Schindlera.

Karolina: Kuba Ziółkowski i Zorka Wollny w Komisariacie.

Magda: Robiliśmy też wystawę "Grey Zone" w Budapeszcie. Była to prezentacją studentów Pracowni Interdyscyplinarnej Grzegorza Sztwiertni i Zbigniewa Sałaja z krakowskiej ASP. Dotyczyła zagadnienia szarej strefy na Akademii. Oraz w Dreźnie wystawę "Eastern Lights" w Motorenhalle, prezentację Grzegorza Sztwiertni - curatoring test, z Ewą Tatar, Dominikiem Kuryłkiem i Karoliną.

K.S. Robiliście je jako F.A.I.T?

Karolina: Jako SEKCJA, ale w związku z tym, że byłyśmy jej założycielkami, to trochę tak, że SEKCJA to my.

Gaweł: Z fajnych wystaw wcześniejszych był też Miesiąc Fotografii w Sheik Yerbouti.

Magda: To się stało samoczynnie, myśleliśmy o tej galerii od dawna. W pewnym momencie przez przypadek znalazło się miejsce. Karolina kiedyś trafiła tu na próbę punkowego zespołu, na dół, do piwnicy i oszaleliśmy na punkcie tej przestrzeni. Chcieliśmy ją wynająć, ale okazało się, że musimy mieć osobowość prawną, w związku z tym postanowiliśmy, że założymy fundację. I tak się to zaczęło. Inauguracja galerii odbyła się w październiku .

Gaweł: 22 października 2005

Magda: No i teraz to jest już nasza czwarta wystawa [obecnie "Subtitles" Wojtka Doroszuka]

K.S. W Krakowie jest łatwiej znaleźć fajną przestrzeń, to prawda?

Karolina: Chyba tak, jest mnóstwo opuszczonych fajnych przestrzeni, poza tym jest program prezydenta miasta, który dotuje takie działania. My w tym nie bierzemy udziału, ale jest taka możliwość. Wynajmują tereny należące do miasta za niewielkie pieniądze.

Magda: W Krakowie jest łatwo, też dlatego, że nie ma dużej konkurencji.

Gaweł: Jakbyśmy tak zaczęli działać w mieście typu Barcelona, Londyn czy nawet Warszawa, to takiego huku by nie było.

K.S. Jak organizujecie sprzęt, materiały?

Gaweł: Część sprzętu kupiliśmy za własne pieniądze.

Magda: Współpracujemy też z Centrum Sony, które od czasu do czasu pożycza nam jakiś sprzęt, jak ten telewizor na dole, czy na otwarcie pięć ekranów.

Karolina: A poza tym to cała rodzina i dalsza rodzina jest ograbiana ze wszystkich sprzętów, nie mają telewizorów, video.

K.S. Jaka jest obecnie scena artystyczna Krakowa?

Magda: Niektórzy się z nas śmieją, że zachowujemy się w Krakowie jak obcokrajowcy. W ogóle nie uczestniczymy w układach towarzysko - artystycznych. Wszyscy, którzy tkwią w sztuce uważali, że tego się nie da zrobić, że jest absolutnie niemożliwe założyć taką organizację. A teraz jak się rozmawia z ludźmi to mają oni coraz większa odwagę, więc myślę, że się będzie działo. Ale też angażujemy w fundację więcej osób, chcielibyśmy żeby coraz więcej ludzi z nami współpracowało. Teraz w marcu Agata z Karoliną (dziewczyny z 'Sekcji') będą tu robić wystawę Bartka Muchy. Coś pomiędzy designem, a sztuką, a one mają na to fajne pomysły. Myślę, że to się przyjmie.

K.S. Ciekawe jak w tej przestrzeni będzie wyglądał design. To wyzywająca i trudna przestrzeń, jak sobie z nią radzicie?

Gaweł: Przestrzeń za każdym razem próbujemy zmieniać i ją już na tyle dobrze znamy, że coraz swobodniej i odważniej sobie z nią poczynamy.

Magda: Ta przestrzeń ma zadziwiającą właściwość, ją się bardzo dobrze zmienia. Wystarczy kilka małych zabiegów żeby to miejsce wyglądało inaczej.

Gaweł: Zamknięcie drzwi, zmiana oświetlenia, otwarcie innych sal, które do tej pory były zamknięte. To zawsze powoduje, że ludziom ciekawiej się zwiedza i mają okazję zaglądać w różne miejsca.

Karolina: To jest właśnie intrygujące, budynek jest ogromny, a my go pokazujemy tylko częściami.

Magda: Najwięcej mają do powiedzenia artyści, to wyzwanie dla nich. Robienie przez nas wystaw polega na silnej kooperacji z artystą. To nie jest tak, że to my wymyślamy i robimy, chociaż ze sztuczną trawą zaszaleliśmy [wystawa Wojtka Doroszuka].

Trawa jest specjalnie pod pracę Piknik. Na wernisażu powstała piękna sytuacja. Wszyscy siedzieli na trawie, nawet przyprowadzone psy się na niej bawiły, bardzo sympatycznie było.

K.S. Skoro zaczęliście mówić o artystach, to macie jakąś swoją grupę, 'stajnię' z którą pracujecie?

Gaweł: To się samo wydarza. Przychodzą do nas artyści z projektami, albo my ich sami wynajdujemy. Jednak coraz więcej ich przychodzi.

Karolina: To naturalnie wychodzi. Jest pewna grupa ludzi, z którymi jesteśmy w kontakcie od dawna i jest oczywistością, że robimy im wystawy najpierw. Inne sytuacje to np. takie, że pamiętamy, że kiedyś dawno ktoś bardzo nam się spodobał i odnawiamy kontakt.

Magda: To tak jak było z Bartkiem Muchą. Oglądaliśmy przegląd filmów studentów Jerzego Kuci i jeden film nas wyjątkowo zauroczył, okazało się, że robił go właśnie Bartek. Potem szukałyśmy go i starałyśmy się do niego dotrzeć. W międzyczasie okazał się designerem. I to takim świetnym. Usiłuje wypromować markę "Poor" i robi niesamowite rzeczy z prostych materiałów (filc, tektura).

K.S. Będziecie to sprzedawać?

Karolina: Tak, na wystawie i po wystawie oczywiście też.

K.S. Zajmujecie się już sprzedażą prac?

Magda: Jeszcze nam się nie zdarzyło żeby ktoś kupił od nas prace, bo Kraków wciąż chce malarstwa, a z tym u nas krucho.

Gaweł: Natomiast jesteśmy na to przygotowani. W momencie, kiedy komuś się zamarzy kupić którąś z prac np. Wojtka [Doroszuka].

Magda: Chcielibyśmy, tak naprawdę, być pośrednikami, bo musimy jakoś zarabiać na własną działalność.

K.S. A jak trafiliście na Szwajcarów?

Gaweł: Studiowałem z Marcinem Przybyło na fotografii. On był z kolei na stypendium w Finlandii ze Stefanem Meierem i tam się panowie poznali.

Magda: To była wystawa planowana na Miesiąc Fotografii, ale ponieważ Kraków jest jednak dziwnym miejscem, żadna galeria nie chciała zrobić wystawy Szwajcarów. Nie było tak dużej przestrzeni, ale też i zainteresowanie było średnie.

Magda: No więc chcieliśmy zobaczyć tych Szwajcarów, bo jak kogoś nie chcą pokazać w Krakowie, to zazwyczaj dobrze wróży.

K.S. Jesteście bardzo nie-krakowscy, nawet anty-.

Magda: Ten świat jest specyficzny i my z jednej strony go dobrze znamy, z drugiej niekoniecznie mamy ochotę uczestniczyć w tym całym rytuale.

Karolina: Lubimy to, istniejmy w tym, ale widzimy także złe strony.

Gaweł: Nie uważamy Krakowa za naszego wroga, wręcz przeciwnie.

Magda: To urocze pracować tutaj.

Karolina: Tu jest taki spokój. W przeciwieństwie do Warszawy, gdzie jeden dzień pobytu i się przekonujesz, że tempo jest zupełnie inne. Tu jest luz. Mamy stałych ludzi, którzy przychodzą i których można na chwilę zostawić samych w galerii.

Magda: Wielu przychylnych ludzi spotkaliśmy na naszej drodze, zaczynając od PKP, którzy naprawdę idą nam bardzo na rękę. Teraz chcemy założyć tu od marca kawiarnię i czytelnię.

Gaweł: Żeby ludzie mogli tu zostać, bo to jest jednak kawałek od centrum i przychodzenie na chwilę może być uciążliwe, i chodzenie po piwo do najbliższego sklepu.

Magda: Żeby można było sobie gdzieś usiąść, poczytać. Chcielibyśmy mieć tutaj prenumeratę czasopism, które są w Krakowie niedostępne. No i katalogi, których mamy całkiem sporo np. ukraińskiej sztuki. Szwajcarzy też nas solidnie obdarowali katalogami. Goście z zagranicy też zazwyczaj coś zostawiają, więc zbieramy to skrupulatnie i chcemy się tym podzielić.

K.S. Jaką macie widownię? Kto przychodzi na wystawy?

Karolina: Nie przychodzą bereciary, co nas zastanawia. Może jest za daleko i trzeba przejść przez ciemny park? Przychodzą ludzie, którzy dokładnie wiedzą po co. Raczej nikt przypadkowy tutaj nie trafia. Przychodzą nasi znajomi i ludzie stricte związani ze sztuką.

Gaweł: Na wernisaże przychodzi cały Kraków, tylko w różnych konfiguracjach, w zależności od wystawy.

Gaweł: Dużo się zjawia obcokrajowców.

Karolina: To jest niesamowite, pierwsze dwa miesiące działalności częściej mówiliśmy po angielsku, niż po polsku, siedząc w galerii! Co chwilę jacyś obcokrajowcy przychodzili.

K.S. Macie jakąś promocję? Skąd się o tym dowiadywali?

Karolina: Jesteśmy owiani tajemnicą.

Gaweł: Reklamy de facto nie mamy. Raczej rozsyłamy zaproszenia mejlem i drukujemy zazwyczaj kilkaset ulotek, które się rozchodzą po mieście.

Magda: Zwykle jednak obcokrajowcy trafiają tu przez kogoś.

Karolina: Z nimi się świetnie gada, bo to są wszystko otwarci, sympatyczni ludzie.

Gaweł: Wiedzą jak taką sztukę odbierać, są do niej przyzwyczajeni.

Magda: Była ciekawa sytuacja z Łukaszem Lendzinskim, który obecnie jest naszym bardzo dobrym znajomym. Łukasz mieszka od 20 lat w Niemczech, przyjechał kiedyś na chwilę do Polski i oglądał program "Nowe Miasto" z rozmową z nami. I stwierdził, że chciałby tu przyjść i zobaczyć. W końcu tu trafił. Rezultaty były takie…

Karolina: Po pierwsze zaczął budować u nas bar.

Magda: A w maju robimy z nim wystawę na Miesiąc Fotografii.

Gaweł: Łukasz jest architektem, działa w Wagonenhalle w Stuttgarcie. Wygrał też konkurs na przestrzeń wystawienniczą w Muzeum w Stuttgarcie.

K.S. Z własnego doświadczenia w Galerii Zakręt wiem, że trudno jest zainteresować studentów ASP prezentowaną sztuką, jak jest u was?

Gaweł: Dziwne, rzeczywiście na pierwszych wystawach było mało ludzi z Akademii, w zasadzie dopiero odkąd zrobiliśmy wystawę Zorki Wollny przychodzi ich coraz więcej. Teraz Wojtek Doroszuk, który jak Zorka jest jeszcze na V roku. Ich wystawy zaczęły przyciągać ludzi z ASP.

Magda: Ale nie walą do nas drzwiami i oknami. Na przykład z portfolio nikt do nas nie przyszedł. To raczej my chodzimy i próbujemy kogoś znaleźć i z nim rozmawiać.

K.S. A wykładowcy z Akademii was odwiedzają?

Karolina: Nie mamy z nimi większego kontaktu. Tylko z naszym guru - Sztwiertnią i z kim jeszcze…?

Gaweł: Artur Tajber, Agata Pankiewicz.

Karolina: Ale oni nie należą do tej klasycznie rozumianej Akademii, to są raczej ludzie offu. Akademia może nawet nie wie, że jesteśmy.

K.S. Jak sobie wyobrażacie waszą przyszłość jako grupa, galeria, przestrzeń?

Gaweł: Na pewno zostaniemy tutaj na chwilę, ale nie jest to nasza docelowa przestrzeń.

Karolina: Mamy plan założyć filię w Barcelonie. :

Magda: Staramy się nie przywiązywać do tego miejsca.

Gaweł: Na przykład we wrześniu będziemy robić wystawę w Outpost Gallery w Norwich w Anglii.

Karolina: Idea jest taka, że to fundacja jest na pierwszym miejscu, a galeria jest jedynie jednym ze środków wyrazu.

K.S. Co będzie robił F.A.I.T. za 5 lat? Będziecie sprzedawać? Może jakiś program edukacyjny włączycie?

Karolina: Program edukacyjny już jest! Mamy warsztaty plastyczne, prowadzi je dziewczyna, która jest w tym absolutnie świetna - Justyna Scheuring z Poznania. Mają się odbywać co poniedziałek.

Magda: Jeszcze się nie odbywają.

Karolina: Szukamy dzieci, które chciałyby wziąć udział.

Gaweł: Justyna fajnie o tym myśli, żeby pracować z dziećmi z przestrzenią, z całym procesem powstawania prac, a nie produkować karteczki A4 z rysunkami.

Magda: Justyna jest świetna i mamy nadzieję, jeśli chodzi o ten czas przyszły, że spotkamy na swojej drodze więcej takich osób.

Karolina: To się powoli rozkręca, coraz więcej ludzi jest z nami w bliskich kontaktach. Świetnie jest dyskutować w dużym gronie. Jak przyjechał Łukasz i dyskutowaliśmy nad koncepcją wystaw, które będą jednocześnie w maju, to było nas 7 osób i chyba każdy miał inne spojrzenie na ten pomysł. To wtedy ma sens. Teraz mamy w zasadzie plany do grudnia 2006 i przez to tracimy trochę elastyczność. Wystawy co 2-3 tygodnie, a cały czas ktoś się zgłasza, powstają nowe projekty i pomysły, które musimy odsuwać.

K.S. Jakie są wasze dokładne plany na nadchodzące miesiące?
w marcu - Bartek Mucha z designem
kwiecień - Sophie Marceau, wystawa kuratorowana przez Anię Ostoyę, wybór ciekawych prac z Akademii we Frankfurcie.
5 Maj - our worst photos, ever / Najgorsze zdjęcia (wystawa zbiorowa)+Piękne i niebezpieczne , Nina Malota i Łukasz Lendzinski (zdjęcia architektury w aranżacji architektonicznej przestrzeni F.A.I.T.)
Czerwiec - Rahim Blak
3 czerwca - przegląd niezależnych filmów ukraińskich, Open Night
Wrzesień - wystawa w Norwich Gallery
Listopad - Norwich Gallery w F.A.I.T.
Przyszłe plany:
Wystawa Piotra Wyrzykowskiego
Wystawa polsko-ukraińska

K.S. Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.