Aleją Sztuki biegniemy. Mediations Biennale 2014

: Function ereg() is deprecated in /includes/file.inc on line 649.

Przypadkowe współrzędne geograficzne i śmigające złote kulki - jakkolwiek dziwnie to brzmi, właśnie taki trailer towarzyszy Mediations Biennale 2014.

„When Nowhere Becomes Here" - „Kiedy Nigdzie staje się Tutaj" to czwarta edycja imprezy, która odbywa się w Poznaniu pod kierownictwem inicjatora, Tomasza Wendlanda. Dla przypomnienia: ideą Mediations Biennale jest dialog, którego efektem mają być wydarzenia prezentujące sztukę, a także postawy artystyczne z różnych obszarów świata. Do tej pory Biennale słynęło przede wszystkim ze współpracy z kuratorami i artystami z Azji oraz Ameryki Północnej i Południowej. W tym roku pojawia się również Afryka oraz Berlin, jako najbliższy nam tygiel kulturowy. Organizatorzy wydarzenia stawiają pytania o znaczenie pojęć „nigdzie" oraz „tutaj" w postglobalnym świecie. Główny program został podzielony na trzy części wystawiennicze: „Berlin Heist", „Shifting Africa" oraz „Limits of Globalization". Podobnie jak w poprzednich latach Mediations Biennale oferuje również bogaty program towarzyszący.

Tegoroczna edycja została zapowiedziana jako prawdziwa uczta kulturalna oraz największa wystawa światowej sztuki współczesnej w Europie Środkowo-Wschodniej. Zdanie to brzmi wyjątkowo znajomo, dlatego też powróciłam do recenzji Mediations Biennale 2012 autorstwa Mateusza Marii Bieczyńskiego na łamach „Obiegu"; polecam zapoznanie się z tą recenzją jeszcze przed lekturą poniższego tekstu.

Marc Bijl, "Broken Love", fot. Roman Tratsiuk
Marc Bijl, "Broken Love", fot. Roman Tratsiuk

Zgodnie z tradycją Biennale wystawy odbywają się w różnych lokalizacjach, tym razem głównie w centrum miasta. Jest stary dobry CK Zamek, Muzeum Narodowe, Galeria u Jezuitów, Biblioteka Raczyńskich oraz kilka innych miejsc. Jest również nowy wytwór, który zasługuje na specjalną uwagę: Aleja Sztuki. Art Avenue, czyli Aleje Marcinkowskiego na modłę nowojorską, jak możemy przeczytać na stronie, ma stanowić oś Mediations Biennale i komunikować ze sobą najważniejsze instytucje artystyczne oraz stać się tętniącym życiem kulturalnym centrum Poznania. Tak się składa, że aktualne problemy miasta związane z kulturą to migracja środowiska artystycznego do Berlina lub Warszawy, budowa absurdalnej ilości centrów handlowych oraz zbliżające się wybory prezydenckie. Nawiązania do tych problemów znajdziemy właśnie w okolicach Alei Sztuki.

„Berlin Heist", której kuratorami są Shaheen Merali i Kerimcan Gulyeruz, zostało ulokowane w nowej części Muzeum Narodowego oraz w położonej naprzeciw Bibliotece Raczyńskich. To właśnie tutaj przywieziono kawałek Berlina, aby przyjrzeć się mitycznej kulturalnej stolicy Europy. Na wejściu do muzeum stoi blaszany mur wraz z postminimalistyczną konstrukcją „Broken Love" Marca Bijla. Pojawia się tu wielokulturowość, np. w wideodokumentacji performansu Ming Wonga, hommage dla tureckiej pop diwy transseksualistki Bülent Ersoy „Biji Diva!". Dominującą część jednej z sal zajmują kolorowe plastikowe odpady konsumpcyjne, składające się na instalacje Jonathana Meese, które razem formują śmietnikowe eldorado. W Bibliotece Raczyńskich spotkamy m.in. pokrzywione kostiumowe przebieranki: wideo i obiekty Thorstena Brinkmanna „La vie en RoseRock".

Ming Wong, "Biji Diva!", fot. Archiwum Mediations Biennale
Ming Wong, "Biji Diva!", fot. Archiwum Mediations Biennale

Jonathan Meese, fot. Archiwum Mediations Biennale
Jonathan Meese, fot. Archiwum Mediations Biennale

„Berlin Heist" jest zdecydowanie najlepiej wyprodukowaną ze wszystkich wystaw Mediations Biennale 2014. Spójna koncepcja, ciekawe aranżacje i prace na odpowiednim poziomie to coś, czego należy oczekiwać od imprezy promowanej na taką skalę. Nie wiem jednak, czy znów nie zostaliśmy uwiedzeni migotliwym magnetyzmem Berlina. Wystawa sprawia wrażenie, jakby otrzymała największy budżet, prawdopodobnie kosztem innych wydarzeń. Mimo aspiracji organizatorów nie zapowiada się, aby przeciętny zjadacz kultury z Berlina przyjeżdżał do Poznania, żeby przeglądać się w naszych oczach. Nie byłabym tu uszczypliwa, gdyby organizacja Biennale została dopięta na ostatni guzik. Niestety, jest odwrotnie, co dobrze ilustruje ulotka, która jest mało czytelna dla poznaniaka, a co dopiero dla przyjezdnego.

„Granice globalizacji" to prezentacja zbioru prac polskich artystów w ramach projektu badawczego Polish Art Tomorrow. Projekt jest próbą zdefiniowania tożsamości sztuki polskiej w zakresie lokalnym i globalnym. Jest również przekrojowym badaniem potencjału twórczego artystów debiutujących po roku 2000. Na wystawie zostały pokazane prace, których kryterium doboru stanowiło poszukiwanie punktów granicznych globalizacji. Tematy, wokół których poruszają się artyści, to życie w sieci, destrukcja, posthumanizm i śmierć w różnych ujęciach. Na wystawie pojawia się kilka prac, które w interesujący sposób nawiązują do założeń kuratora. Jedną z nich jest kosmogoniczne wideo Jakuba Jasiukiewicza, projekcja modelu planety Nubiru X składającej się ze spreparowanych fotografii tkanki nowotworowej. Michał Szlaga dokumentuje upadek Stoczni Gdańskiej na fotografiach „z serii stocznia 1999-2014". W natłoku realizacji można niechcący stratować instalację będącą pozostałością po performansie Michała Bałdygi „Between", prostą, ale przykuwającą myśl konstrukcję z metalowych linek i magnesów.

Michał Szlaga, "Stocznia", fot. Archiwum Mediations Biennale
Michał Szlaga, "Stocznia", fot. Archiwum Mediations Biennale

Michał Bałdyga, "Between", fot. Archiwum Mediations Biennale
Michał Bałdyga, "Between", fot. Archiwum Mediations Biennale

I jest to - wystawa „Limits of Globalization" w Centrum Kultury Zamek, kuratorowana przez Sławomira Sobczaka - ciekawy przykład na to, jak nie pokazywać tego, co mamy dobre. Przypomina mi się bowiem druga edycja imprezy z 2010 roku, gdy większa część Centrum Kultury Zamek została zaanektowana pod ekspozycję poszczególnych prac z „Beyond Mediations". Zwiedzanie korytarzy i ukrytych komnat gwarantowało wrażenia bliskie tym, jakich doświadcza się błądząc po labiryncie. W tym roku prawie dwadzieścia realizacji (w tym pokaźne instalacje) zostało upchniętych do półtorej sali w Zamku. Daje to efekt podobny do tych z dyplomów ASP, gdy jedna praca leży na drugiej, bo pokazać trzeba wszystkie. Dwie z nich nie działają. Po kilku miesiącach trudno będzie sobie przypomnieć, jakie miały być wyznaczniki polskiej sztuki jutra.

Trzecim filarem głównego programu jest „Shifting Africa". Niemiecki kurator Harro Schmidt prezentuje prace artystów pochodzących z Afryki Subsaharyjskiej, uzupełniając je o spojrzenie zachodnioeuropejskie. Wystawa w Galerii u Jezuitów jest próbą zidentyfikowania kondycji postkolonialnej Afryki w XXI wieku. Cel szczytny, ale wyjątkowo trudny do zrealizowania, jeśli dobór prac opiera się na utartych kliszach kłusowników, śmieci, biedy i chorób. To wszystko jest, niestety, prawdziwe i niezwykle ważne, ale w czasie wszechobecnych facebookowych doniesień i pocztówek UNICEF-u żyjemy na pewnym poziomie znieczulenia. Aby nie podążać szerokimi koleinami informacyjnymi z Europy do Afryki i z powrotem potrzebna jest sztuka, która przesłoni perspektywę, do której jesteśmy przyzwyczajeni, uwolni nas od myślenia stereotypami w rodzaju: my jesteśmy tu, oni tam, możemy tam ewentualnie pojechać na misję i ich uratować. Na wystawie część artystów próbuje się zmierzyć z tym zadaniem, ale poprzez posługiwanie się obrazami, które widzimy codziennie w mediach, robi się jeszcze trudniej. Jedną z niewielu realizacji, które pozwalają przybliżyć się do innego punktu widzenia jest „The Bees are us" Toma Otto. Są to wiklinowe kosze z odrealnionymi mikroświatami składającymi się na pierwszy rzut oka z całkowicie niekompatybilnych przedmiotów. Poprzez sposób ekspozycji i charakter poszczególnych elementów obiekty odsyłają nas do doświadczenia skansenu. To jednak takie etnograficzne zbiory, których nie da się przypisać konkretnemu miejscu na mapie świata. Drugą znaczącą pracą jest „Black.Light Project" portugalskiego dziennikarza Pedra Rosy Mendesa i niemieckiego fotografa Wolfa Böwiga, którzy przemierzyli zachodnie wybrzeże Afryki dokumentując ślady wojen domowych z okresu ostatnich 20 lat. Projekt zostanie zaprezentowany na ulicach Free Town w Sierra Leone. W Poznaniu nie nabrał chyba jeszcze wystarczającej mocy sprawczej, aby wyróżnić się pośród innych realizacji. Na samym końcu przestrzeni ekspozycyjnej można zobaczyć wideo Denisa Fasera „live part diversion", w którym artysta buduje sobie pancerz z importowanych do Afryki śmieci elektronicznych. Projekcja odbywa się w półmroku i na pierwszy rzut oka nie widać nic dziwnego. Gdy oko przyzwyczai się do niedoboru światła, po bokach ujawnia się zaskakujące znalezisko: za dobudowaną na środku pomieszczenia ścianką z projekcją piętrzą się drabiny, opakowania po farbach, kartony, deski i torby czołowych polskich dyskontów. Tu trzeba dodać, że to nie jest część realizacji; chciałabym tego nie zauważyć.

Tom Otto, "The Bees Are Us", 2014, fot. Archiwum Mediations Biennale
Tom Otto, "The Bees Are Us", 2014, fot. Archiwum Mediations Biennale

Pedro Rosa Mendes, "Black.Light Project", fot. Archiwum Mediations Biennale
Pedro Rosa Mendes, "Black.Light Project", fot. Archiwum Mediations Biennale

Denis Feser, "live part diversion", fot. Archiwum Mediations Biennale
Denis Feser, "live part diversion", fot. Archiwum Mediations Biennale

Z programu równoległego na uwagę zasługują dwa projekty. Pierwszy to MONA INNER SPACES, czyli Muzeum Sztuki Najnowszej przy ulicy Gwarnej. W schowanej w podwórzu kamienicy można obejrzeć dwie wystawy: „Latex Ideology", przygotowaną przez kuratorkę Jung me Choi z Korei, oraz „Postawy indywidualne", której kuratorką jest Katarzyna Kucharska. To, co zawsze wyróżniało Mediations Biennale, to odnajdywanie oraz adaptowanie na potrzeby sztuki przestrzeni wcześniej do tego nieprzystosowanych. Tak stało się również podczas tegorocznej edycji. MONA to miejsce o ciekawej architekturze, gdzie warto spędzić czas na oglądaniu twórczości artystów m.in. z Korei Północnej, Japonii, Niemiec, Izraela i Polski.

Aby powiedzieć o drugim projekcie, musimy wrócić do Alei Sztuki. Jednym z punktów wyznaczających Art Avenue jest kuriozum, Galeria (handlowa) MM. Brzmi to jak żart, który bawi już tylko niektórych poznańskich urzędników i inwestorów.1 Właśnie tam, na parterze budynku, z niezrozumiałych powodów został umieszczony Projekt PENvolution. Widać instalację z ołówków, do której nie można wejść. Widać zdjęcia artystów biorących udział w projekcie oraz stojak z opisem pracy. Na stojaku widnieje informacja, że warsztaty odbywają się dwa razy w tygodniu. Wynika z niej tylko tyle, że to projekt crowd art poświęcony zmianom sposobu komunikacji, cokolwiek to może oznaczać. Instalacja jest podobno interaktywna.

"PENvolution", fot. Archiwum Mediations Biennale
"PENvolution", fot. Archiwum Mediations Biennale

Organizatorzy Mediations Biennale 2014 mówią, że „nigdzie" i „tutaj" utraciły swoje dotychczasowe znaczenia w postglobalnej rzeczywistości, dlatego zastanawiam się, czy kategoria „największej wystawy sztuki światowej w Europie Środkowo-Wschodniej" to wciąż dobre określenie dla tego wydarzenia. Mediations mają bardzo dużo do zaoferowania zarówno mieszkańcom Poznania, jak i gościom z całej Polski i świata. Jedną z tych kluczowych wartości jest spotkanie tak różnych postaw artystycznych właśnie tutaj, a nie w Nowym Jorku, gdzie odbywa się to automatycznie. Gigantomania nie ułatwia dbałości o szczegóły imprezy, jakimi są wykończenia, przejrzysta identyfikacja wizualna czy dobra komunikacja z odbiorcą. Takie pominięte detale potrafią pozostawić niesmak i zniechęcić widza. Byłaby ogromna szkoda, gdyby „niezauważalne usterki", o których pisał Mateusz Maria Bieczyński dwa lata temu, stały się wizytówką Biennale. Jest to bardzo ważna impreza dla Poznania, ale przecież nie musi być największa.

 

Mediations Biennale 2013, „When Nowhere Becomes Here", Poznań, 20.09 - 27.10.2014

Ming Wong, "Biji Diva!", fot. Archiwum Mediations Biennale
Ming Wong, "Biji Diva!", fot. Archiwum Mediations Biennale

Jakub Jasiukiewicz, "Nubiru X", fot. Archiwum Mediations Biennale
Jakub Jasiukiewicz, "Nubiru X", fot. Archiwum Mediations Biennale

Jonathan Meese, fot. Archiwum Mediations Biennale
Jonathan Meese, fot. Archiwum Mediations Biennale

Thorsten Brinkmann, "La vie en RoseRock", fot. Archiwum Mediations Biennale
Thorsten Brinkmann, "La vie en RoseRock", fot. Archiwum Mediations Biennale

Noam Braslavsky, "Przestarzała Przyszłość. 2012-14", fot. Archiwum Mediations Biennale
Noam Braslavsky, "Przestarzała Przyszłość. 2012-14", fot. Archiwum Mediations Biennale

"Berlin Heist", fot. Archiwum Mediations Biennale
"Berlin Heist", fot. Archiwum Mediations Biennale

"Limits of Globalisation", fot. Archiwum Mediations Biennale
"Limits of Globalisation", fot. Archiwum Mediations Biennale

"Limits of Globalisation", fot. Archiwum Mediations Biennale
"Limits of Globalisation", fot. Archiwum Mediations Biennale

"Shifting Africa", fot. Archiwum Mediations Biennale
"Shifting Africa", fot. Archiwum Mediations Biennale
  1. 1. Wyjaśnienie dla niepoznaniaków: od kilku lat stolica Wielkopolski zmaga się z plagą galerii handlowych. To batalia działaczy społecznych i niektórych radnych o uchowanie ostatnich skrawków przestrzeni publicznej wolnych od przymusu wydawania pieniędzy. Odsyłam tutaj do tekstu Kacpra Pobłockiego „Prawo do odpowiedzialności", wstępu do polskiego wydania „Koszmaru partycypacji" Markusa Miessena (Bęc Zmiana, Warszawa 2013), gdzie autor szeroko opisuje budowanie centrów handlowych jako strategię rewitalizacyjną Miasta Poznania. Tekst jest również dostępny na stronie UAM.