Berlin Art Week a Warsaw Gallery Weekend

: Function ereg() is deprecated in /includes/file.inc on line 649.

ART WEEK

Od trzech lat w Berlinie początek powakacyjnego sezonu otwiera w połowie września Berlin Art Week. Pomysł na to wydarzenie pojawił się po zamknięciu największych i najważniejszych berlińskich targów sztuki Art Forum, po których została wyraźna luka, którą trudno było wypełnić. Stworzenie nowych targów sztuki na miarę Art Forum mijało się z sensem. Bo że w Berlinie nie ma pieniędzy i to miasto produkcji, a nie sprzedaży, wie każdy związany z art worldem od Gibraltaru aż po Moskwę. Tym samym klasyczne targi sztuki nie miałyby w tym mieście racji bytu. Z drugiej strony jak wykorzystać potencjał miasta z licznymi instytucjami publicznymi, galeriami komercyjnymi oraz niezależnymi inicjatywami? Założenie Berlin Art Week zdaje się rozwiązywać problem. W jego skład wchodzą targi sztuki, wystawy w publicznych instytucjach, prezentacje berlińskich prywatnych kolekcji, a także wydarzenia organizowane przez project spacy czy artystyczne kolektywy. Co zaś najważniejsze, całe wydarzenie powinno trwać - jak sama nazwa wskazuje - tydzień.

Poprzednie edycje nie budziły zbyt wielkich emocji. Odbywające się targi sztuki formatem nie dorównywały tym najistotniejszym w Europie, a państwowe instytucje traktowały całe wydarzenie po macoszemu, oferując jedynie trwające już wystawy. W ten sposób z weeku robiły się dwa dni, w trakcie których można było zapoznać się z całym programem.

Ten rok ewidentnie zaskoczył. Po raz pierwszy poza targami sztuki oraz publicznymi instytucjami zaangażowane zostały galerie komercyjne oraz niezależne inicjatywy. Większość otwarć została zaplanowana w ciągu całego tygodnia, wprowadzono także nowe formuły, dzięki którym codziennie działo się coś nowego. Dopełnieniem stały się ABC Gallery Nights, czyli wspólne otwarcia w różnych dniach w kolejnych dzielnicach miasta. Zorganizowana została również konferencja Artfi, poświęcona różnym aspektom globalnego rynku sztuki. Same abc wprowadziły cykl performansów, rozmów i pokazów filmowych, który miał być dopełnieniem targów. Prywatni kolekcjonerzy prezentowali posiadane prace czy to w prywatnych domach, czy też w specjalnie zaprojektowanych siedzibach.

galeria Esther Schipper z instalacją Daniela Steegmanna Mangrane na targach abc, dzięki uprzejmości artysty i galerii, zdjęcie: © Andrea Rossetti
Galeria Esther Schipper z instalacją Daniela Steegmanna Mangrane na targach abc, dzięki uprzejmości artysty i galerii, zdjęcie: © Andrea Rossetti

galeria Johann König z artystką Camille Henrot na targach abc, dzięki uprzejmości artystki i galerii
Galeria Johann König z artystką Camille Henrot na targach abc, dzięki uprzejmości artystki i galerii

Jeśli włączyć w to regularne wydarzenia oraz te, zorganizowane ze względów zdroworozsądkowych tydzień wcześniej, to tak naprawdę w tym roku Berlin Art Week trwał dwa tygodnie.

O ile niedostatek wydarzeń pozostawia niedosyt, o tyle ich nadmiar wymusza subiektywną selekcję oraz uświadamia, że nie można będzie wszystkiego zobaczyć i wziąć udziału we wszystkich proponowanych wydarzeniach.

Z pewnością istotnym a kontrowersyjnym wydarzeniem poprzedzającym BAW było częściowe otwarcie KINDL Zentrum für zeitgenössische Kunst. Częściowe, bo tylko jednego pomieszczenia w starym browarze berlińskiego piwa Kindl. Była kotłownia (tzw. Kesselhaus) przeznaczona została na czasowe instalacje, tworzone specjalnie na potrzeby przestrzeni. Tak jak to stało się w wypadku szwajcarskiego artysty Romana Signera i jego „Kitfox Experimental". Kontrowersyjne, ponieważ pobrowarowy areał został zakupiony przez szwajcarskie małżeństwo kolekcjonerów, Burkharda Varnholta i Salome Grisard, którzy mają ambitne plany stworzenia tu centrum kulturalnego. W Berlinie schemat ten znany jest aż za dobrze i nie budzi entuzjazmu wśród mieszkańców, gdyż kojarzy się z agresywną gentryfikacją kolejnej dzielnicy.

Roman Signer, Kitfox Experimental, 2014, widok instalacja w KINDL, zdjęcie: Jens Ziehe, Berlin
Roman Signer, Kitfox Experimental, 2014, widok instalacji w KINDL, zdjęcie: Jens Ziehe, Berlin

Warta uwagi jest wystawa „Site Visit" Ryana Trecartina w Kunst Werke, i wcale nie dlatego, że współkuratorowana jest przez Klausa Biesenbacha, ale ponieważ pozostawia nieoczywiste odczucia i trudno jednoznacznie określić, czy jest wybitna, czy też przeciętna.

Lizzie Fitch / Ryan Trecartin, SITE VISIT, 2014, widok wystawy, zdjęcie: Thomas Eugster, dzięki uprzejmości artysty, Andrea Rosen Gallery New York; Regen Projects Los Angeles i Sprüth Magers Berlin London.
Lizzie Fitch / Ryan Trecartin, SITE VISIT, 2014, widok wystawy, zdjęcie: Thomas Eugster, dzięki uprzejmości artysty, Andrea Rosen Gallery New York; Regen Projects Los Angeles i Sprüth Magers Berlin London.

 

Luca Vitone, Imperium, 2014, wygląd wystawy, Neuer Berliner Kunstverein, 2014 ©Neuer Berliner Kunstverein/ Jens Ziehe
Luca Vitone, Imperium, 2014, wygląd wystawy, Neuer Berliner Kunstverein, 2014 ©Neuer Berliner Kunstverein/ Jens Ziehe

W Neuer Berliner Kunstverein (n.b.k.) zaskakuje wystawa włoskiego artysty Luchi Vitone, który w swoich pracach zastanawia się czym jest władza.  

Warto również wspomnieć o projekcie Meschaca Gaby w Deutsche Bank Kunsthalle „Museum of Contemporary African Art" i wystawie w neue Gesellschaft für bildenden Kunst (nGbK) „The Ultimate Capital is the Sun".

1.widok projektu Meschaca Gaby Museum of Contemporary African Art, Deutsche Bank KunstHalle, zdjęcie: Mathias Schormann, © VG Bi
widok projektu Meschaca Gaby Museum of Contemporary African Art, Deutsche Bank KunstHalle, zdjęcie: Mathias Schormann, © VG Bild-Kunst, Bonn 2014

Tegorocznym odkryciem jest znajdujący się na Kreuzbergu niewielki project space Kinderhook & Caracas z bardzo ambitnym i zaskakującym programem.

Wśród pokazów komercyjnych galerii warto było zwrócić uwagę na wystawę w galerii Judin - „How Soon is Now" (tytuł, który pojawia się nie tylko w znanej brytyjskiej piosence, ale również w co drugiej berlińskiej wystawie). Miłym zaskoczeniem była wystawa w galerii Jochen Hempel, prezentująca prace Natalii Załuskiej, artystki, której rozwój należy z pewnością uważnie śledzić.

Natalia Załuska, widok wystawy w galerii Jochen Hempel, Berlin, dzięki uprzejmości galerii.
Natalia Załuska, widok wystawy w galerii Jochen Hempel, Berlin, dzięki uprzejmości galerii.

Trudno natomiast wypowiedzieć się o centralnej wystawie - „Schwindel der Wirklichkeit", zorganizowanej w Akademie der Künste w Hansaviertel, której otwarcie było inauguracją całego tygodnia sztuki. Trudno, ponieważ w trakcie otwarcia obejrzeć jej nie było jak z powodu przybyłych tłumów, kilometrowej kolejki do wejścia oraz ścisku panującego w całym budynku akademii.

Jeśli chodzi o targi sztuki, to poza zmianami w lokalizacji oraz nazwach wyglądają od lat tak samo. Targi abc kontynuują ustaloną przez siebie formułę otwartej przestrzeni, co wymusza prezentowanie mniej targowych prac albo stworzenie nowych rozwiązań. O ile sam pomysł nietargowych targów spotyka się z ogólnie pozytywnym przyjęciem, o tyle jest to ciągle problematyczna forma, która wcale nie zachęca do przebywania w przestrzeni, a co za tym idzie działa na niekorzyść wystawianych prac.

W tym roku jednak odniosłam wrażenie, że ta edycja różni się od poprzednich. Trudno stwierdzić, czy było to lepsze rozplanowanie przestrzeni, stworzenie quasi standów i użycie ścian działowych przez sporą część galerii, czy może po prostu trafniejszy dobór prac.

O ile na targach ciągle jeszcze prezentują się uznane galerie, to - co warto odnotować - nie pojawiają się najwięksi galeryjni gracze typu Contemporary Fine Arts czy Max Hetzler. Dodatkowo większość wystawców posiada swoje stałe siedziby w Berlinie, zatem nie trzeba przyjeżdżać specjalnie na Berlin Art Week, aby zapoznać się z ich ofertą. Pozostała, niewielka reszta uczestników to galerie zagraniczne oraz nieliczne z innych niemieckich miast. Wśród zagranicznych wystawców w tym roku najmocniejszą grupę stanowiły polskie, a ściśle rzecz biorąc warszawskie galerie: Leto, lokal_30, Piktogram i Stereo, który to fakt został dostrzeżony także przez „Süddeutsche Zeitung".

Po raz pierwszy nie zostały zorganizowane Preview. Zastąpiono je nową formą - POSITIONS BERLIN, które odbyły się w byłym, XIX-wiecznym domu handlowym Jahdorf w ścisłym centrum miasta. Jednak mam wrażenie, że POSITIONS BERLIN od Preview niewiele różni. Chyba że wielkość - galerii było zdecydowanie mniej, a zagraniczni goście stanowili prawdziwe wyjątki.

targi POSITIONS, dzięki uprzejmości organizatorów, zdjęcie: Edgard Berendsen
targi POSITIONS, dzięki uprzejmości organizatorów, zdjęcie: Edgard Berendsen

Do oficjalnego programu Berlin Art Week nie weszły w tym roku targi Berliner Liste, które przeniosły się do przestrzeni byłego dworca pocztowego przy Ostbahnhof. I tutaj dało się zauważyć mniejszą liczbę wystawców oraz skromniejszą niż w ubiegłych edycjach ofertę.

Trudno wyobrazić sobie Berlin Art Week bez targów sztuki, które mają być najistotniejszym elementem całego tygodnia. Jednak w tym roku przy wielości innych wydarzeń rozsianych po całym mieście, zdawać się mogło, że straciły one na znaczeniu i nie były tak istotne jak w latach poprzednich.

Zdawać by się również mogło, że Berlin Art Week ma być świadectwem wspólnego działania całego środowiska. Trudno jednak nie zauważyć wewnętrznych napięć. Część galerii ostentacyjnie ignoruje to wydarzenie. Dziwne było też tegoroczne posunięcie organizatorów POSITIONS, którzy na krótko przed rozpoczęciem tygodnia sztuki umieścili na oficjalnej stronie informację o odłączeniu się od imprezy. Ostatecznie jednak w niej uczestniczyli.

 

ART WEEKEND

Warsaw Gallery Weekend, organizowany podobnie jak Berlin Art Week we wrześniu, nawiązuje do innej znanej z wielu europejskich miast formuły ART WEEKEND. Co odróżnia w takim razie Art Week od Weekendu? Gallery Weekend z założenia jednoczy galerie zajmujące się handlem sztuką i ma wspomóc wymianę odbiorców i gości oraz - co najważniejsze - nawiązanie nowych kontaktów i pozyskanie klientów. Do najbardziej znanych należy odbywający się maju Berlin Gallery Weekend (świętujący w tym roku swoje dziesięciolecie) czy Vienna Gallery Weekend. Formułę wspólnych otwarć w galeriach odnaleźć można też w Lipsku (Baumwollespinnerei) czy Dreźnie. W Polsce przybliżone działanie nazywane Krakers podejmuje jeszcze środowisko krakowskie.

Z pewnością nie ma sensu porównywanie berlińskich Art Weeku bądź Gallery Weekendu z inicjatywą warszawską. Nie ta skala, nie ci odbiorcy, nie te fundusze. Warto jednak z perspektywy berlińskiej spojrzeć na to drugie wydarzenie.

Zaskoczyła mnie liczba nowych galerii, które w ciągu ostatnich dwóch lat otworzyły się w stolicy oraz różnorodność programów, które proponują. Z obowiązku analizy każdej z 22 wystaw zorganizowanych w ramach WGW wyręczył mnie już w swoim tekście Marcin Krasny. W niektórych punktach podzielam jego zdanie - na przykład o wystawie w galerii Dawida Radziszewskiego. Do moich faworytów zaś należały wystawy w galerii Monopol, Asymetria, Pola Magnetyczne oraz Le Guern.

Nie ma wątpliwości, że inicjatywie należą się słowa uznania: za podjęcie wspólnego działania, przemyślaną taktykę, troskę o spójną identyfikację wizualną, plakaty, ulotki, mapki i katalog/ czasopismo.

Widać, że zarówno organizatorzy, jak i poszczególne galerie brały pod uwagę nie tylko lokalną publiczność, ale przygotowały się także na gości z zagranicy. Stąd anglojęzyczne informacje o weekendzie czy teksty do wystaw. Szkoda, że dwujęzyczny nie był magazyn wydany przez dwutygodnik, ponieważ byłby dobrym źródłem informacji dla tych niepolskojęzycznych gości, którym nasza stolica jest obca. Umieszczone w nim artykuły oraz sylwetki biorących galerii mogą być użyteczne nie tylko w kontekście WGW, ale również poza nim - jako informator o warszawskiej scenie galeryjnej i jej charakterze.

Zaangażowanie publicznych instytucji, spotkania i pokazy w sumie bardziej przypominały formułę Art Weeku niż Art Weekendu. Potwierdza to jednak odmienny charakter WGW i jego nie do końca jeszcze ugruntowanej formuły. Stąd nacisk na informowanie i edukowanie publiczności oraz zaangażowanie publicznych instytucji na tym etapie jest jak najbardziej uzasadnione.

W ramach Warsaw Gallery Weekend dominowały klasyczne wystawy, wykorzystujące możliwości przestrzeni galeryjnych. Przeważały na nich tradycyjne formy - malarstwo, fotografie, rysunki, obiekty. Rzadko pojawiały się instalacje, prace wideo czy mniej przedmiotowe formy sztuki. Także jeśli chodzi o wpisanie się w konwencję, na tym polu WGW nie wyróżnia się na tle innych imprez.

Jak już wspominałam, Gallery Weekend z założenia zrzesza galerie komercyjne, czyli te, które sprzedają sztukę artystów, których reprezentują. Czytając niektóre z wywiadów, szczególnie z właścicielami i właścicielkami nowo otwartych miejsc i zaangażowanych w WGW, odnosiłam wrażenie, że próbują oni usprawiedliwić swoją komercyjną działalność oraz podkreślić, że to nie jest to, o co im chodzi. W takim razie o co? Dobór artystów, sposób współpracy z nimi oraz program tworzą markę galerii i są istotnym jej elementem, ale jednak wszystkie one mają także doprowadzić do sprzedaży. I - przynajmniej dla mnie - nie jest to coś, czego należy się wstydzić. Chyba że w Warszawie galerie prowadzi się tylko dla przyjemności. Jeśli tak, to lepiej, żeby środowisko berlińskie o tym się nie dowiedziało.

To, czego mi szczególnie brakowało, to bardziej widocznej obecności sztuki zagranicznej, w szczególności w konfrontacji i w zestawieniu ze sztuką polską.

Spytałam moich berlińskich znajomych, których spotkałam w Warszawie o ich wrażenia z całego weekendu. Dla niektórych była to pierwsza wizyta, dla innych już kolejna, ale wszyscy zgodnie przyznali, że podoba im się panująca atmosfera, przywodząca Berlin lat 90. - z dystansem, lokalną młodą sztuką oraz dobrą atmosferą, bez sztywnego zadęcia i ostrej konkurencji.

Wszyscy wspólnie orzekli, że warto by Warszawa wypracowywała dalej własny model tego typu imprezy. W ten sposób stanie się chętniej odwiedzanym miejscem.

Obserwując Warszawę z perspektywy ostatnich kilku lat, widzę, jak bardzo się zmieniła i jak bardzo się zmienia. Jak intensywne staje się życie kulturalne oraz obywatelskie i rośnie świadomość, że miasto tworzą nie tylko budynki, lecz pierwszej kolejności ludzie, którzy w nich mieszkają. Dlatego czasami warto patrzeć w stronę Berlina. Czasami - nie zawsze.