Kilka słów o rowerach, utopiach, mieście i boom'ie.
Miasto i partycypacji jego mieszkańców w życiu publicznym jest jednym z chętniej podejmowanych tematów we współczesnej humanistyce ostatnich kilku lat. Nie od dziś wiemy, że miasto jest nieustannym procesem „stawania się", a współczesnym metropolie coraz wyraźniej stają się heterotopiami, przeplatającymi narracje przeszłości z coraz wyraźniejszymi aktywnościami wszelakich grup lokalnych.
Podczas tegorocznej 3 edycji festiwalu ArtBoom, kuratorski kolektyw (Małgorzata Mleczko, Patrycja Musiał, Kaja Pawełek, Stanisław Ruksza, Kuba Szreder i Bogna Świątkowska) rozpoczął realizację długofalowego projektu ZOM - Zakładu Odzyskiwania Miasta. Wedle założeń kuratorów, otwarta formuła zakłada urbanistyczny i artystyczny proces, długofalowe eksperymenty z różnymi formami kontaktu z publicznością, organizowania społeczności1. Wpisuje się zatem w zaproponowany przez Henri'ego Lefebvre'a2 postulat odzyskiwania prawa, aby staje się ono polem generowania debat i umożliwiło grupom społecznym funkcjonującym na marginesach wyjścia z cienia narracji, ukształtowanych przez monumenty historii. W kontekście festiwalu sztuk wizualnych stało się to interesującą strategią, pozwalającą na odejście od formuły estetyzacji przestrzeni miejskiej na rzecz faktycznego sprawdzeniem miejskiej mobilności i dyskusji nad jego tkanką.
Jednym z projektów ZOM'u był RUMB, będący wynikiem kuratorskiej współpracy Stacha Rukszy i Kuby Szredera z architektami, Natalią Romik i Ewą Rudnicką. Już sama nazwa projektu, odnosząca się do dawnej miary kąta, stosowanej przez żeglarzy generuje pewien dynamizm i zmienność, balansowanie na granicy entuzjazmu i porażki.
RUMB to kolorowy namiot na planie róży wiatrów, rozkładany siłą ludzkich mięśni a przewożony na tuzinie rowerów z przyczepkami, posiadającymi niezależne źródło prądu, czajniczki, pompki do nadmuchiwania fantazyjnych kanap w kształcie gwiazd i walców oraz wszystkich innych części niezbędnych do rozłożenia RUMBu. Zgodnie z intencją animujących go kuratorów umożliwiać ma lokalnym artystom, organizacjom pozarządowym czy choćby grupom przyjaciół wspólne, bezproduktywne leniuchowanie w upalne dni - wystarczy że znajdzie się dziesięciu entuzjastów, gotowych do przetransportowania go w dowolne miejsce. Podczas ArtBoomu odbyła się w RUMBie promocja książki „Kraków kobiet", a w ramach Święta Cyklicznego miał też miejsce jedna z dyskusji cyklu „Miastoprojektor" dotycząca reform komunikacji miejskiej. Nie należy też zapominać o plenerowym koncercie na łąkach pod Nową Hutą, czy ezoterycznej orgii Romana Dziadkiewicza. Dodatkowo RUMB gościł na festiwalu recyklingu POLtwór i na otwarciu Centrum Kultury i Rekreacji na Woli Duchackiej. Wszystko to rozpoczęło się i zakończyło piknikiem, zgodnie z myślą, że najlepsze pomysły pojawiają się podczas słonecznego popołudnia.
RUMB nie jest kolejną kolorową instalacją wpisującą się mniej lub bardziej w otaczającą ją przestrzeń. W założeniu kuratorów miał stanowić mobilną platformę otwartą nie tylko na działania artystyczne, ale również miejsce szybkiego reagowania na potencjalne wydarzenia i spotkania. W rozważaniach nad kształtem sztuki w przestrzeni miejskiej popularnym myśleniem jest postrzeganie jej jako miejsca do wypełniania kolejnymi przypominającymi reklamy pracami. Tymczasem gdyby się nad tym zastanowić, nie tylko w kontekście widzialności prac, ale ich faktycznego oddziaływania, nasuwa się jeden wniosek. Sztuka w takim rozumieniu staje się kolejnym cieszącym oko znakiem narażonym jednak, przez obecność innych znaków, na pominięcie. Nie trzeba szukać daleko zrozumieć ten problem. Niedzielny spacer współczesnego flâneur'a przypomina przedzieranie się przez papierowy las kapitalistycznego snu, gdzie fantazyjna kraina cudów ulatnia się w bezpośrednim kontakcie. Spiętrzenie kolorów, dźwięków, stukotu butów na chodniku doprowadza do współczesnej odmiany konsumpcyjnego efektu Stendhala, od którego ucieczka jest praktycznie nie możliwa. Wpływ ideologicznych przemian, które przyniosła zmiana ustroju, znalazł również swoje odbicie w kształtowaniu urbanistyki, napędzanej potrzebą ekspansji a nie przemyślanego i zrównoważonego działania. Globalny system, kreujący ujednolicony wizerunek spiętrzonej masy ludzkiej, doprowadził do zatarcia stojącej u genezy miast otwartości i możliwości spontanicznej publicznej debaty nad jego kształtem i proponowanymi zmianami.
Otwarta formuła RUMBu, zacierająca granicę pomiędzy wewnętrznym światem instytucji sztuki a zewnętrznymi, przypadkowymi odbiorcom, stała się potencjalnym miejscem do stawiania pytań o kształt i przyszłość współczesnych miast, nie dając przy tym gotowych rozwiązań, ale stwarzając sytuacje dla dyskusji o nich i możliwych ich realizacjach. Zaproszenie do dialogu nie jest jednak etapem końcowym - umożliwia jedynie pewną dynamikę, budowanie kapitału społecznego, siatki społecznego zaufania i zaangażowania opartego na wspólnotowej partycypacji. Możliwość nieustannego aktualizowania, szybkiego przenoszenia i składania RUMBu (zajmuje to najwyżej 2 godziny) sprawia, że z każdą kolejną odsłoną staje się on czymś innym, ograniczonym jedynie pomysłami jego aktualnych użytkowników.
Jednym z ciekawszych zagadnień, poruszonych nie bezpośrednio, ale narzucającym się samoistnie w kontekście rozważań nad RUMB'em jest też kwestia instytucjonalizacja sztuki, a przede wszystkim funkcjonowanie organizacji pozarządowych. Obecny system przyznawania grantów i ich rozliczania doprowadził do tego, że rodzące się spontanicznie pomysły zostały wtłoczone w sztywną machinę biurokracji. Wynika z niej, w mniejszym czy większym stopniu, zależność organizacji trzeciego sektora od środków publicznych, które często bywają przydzielane na projekty wpisujące się w politykę kulturalną danego miasta. Nie jest to rzeczą samą w sobie złą, ale długofalowo powoduje wspieranie inicjatyw „wygodnych", łatwych i przyjemnych w odbiorze, a działania bardziej niezależne czy alternatywne nie rzadko spychane są na boczny tor, jako niezyskowne i niedochodowe. Tym samym sektor u którego podstaw leżała autonomiczność, staje się przedłużeniem monopolu uniwersalności3, opierającego się na podporządkowaniu i zależności.
Otwartość samego RUMB'u na inicjatywy oddolne, według założeń kuratorów, ma opierać się na jak najmniejszej formalizacji projektu. Częstym bowiem problemem stowarzyszeń i fundacji, których siedziby polokowane są w prywatnych mieszkaniach, jest brak przestrzeni na organizację działań leżących u podstaw ich działalności. Przedzieranie się przez gąszcz pozwoleń i zdobywanie opinii popierających dany projekt - często przypominające metaforyczne pukanie od jednych drzwi do drugich - pochłania stosunkowo najwięcej czasu. W aktualnym etapie projektu (podczas ArtBoomu odbywał się pokaz możliwości zastosowania RUMBu), cała jego infrastruktura zdeponowana jest w bytomskiej Kronice aby być udostępniana za niewielką opłatą (na transport obiektu) wszystkim zainteresowanym. Sami kuratorzy postrzegani do tej pory jako jednostki decydujące o kształcie i profilu wydarzeń artystycznych, stają się w RUMBie bardziej nomadami, poruszającymi się i dryfującymi z prądem nowych, generowanych znaczeń.
Oczywiście, takie myślenie i działania generują szereg pytań o ograniczenia w funkcjonowaniu. Może to klasyfikować RUMB jako kolejny utopijny projekt skazany na porażkę, ograniczony do wąskiego grona zaprzyjaźnionych użytkowników. Kluczowym w tym wypadku zagadnieniem wydaje się zdefiniowanie słowa sukces. Jeśli jest on rozumiany w neoliberalnym dyskursie i obliczany za pomocą popularnej analizy SWOT, to przestrzeń RUMBu trudno zrozumieć w kategorii kapitalistycznego zysku. Nie można jej też rozpatrywać jako miejsca otwartego na działalność rynkową czy bulimiczny marketing. Jeśli by jednak rozumieć sukces w swojej najprostszej i podstawowej definicji jako satysfakcję, budowanie relacji pomiędzy jednostkami, poszukiwanie nowych znaczeń przez entuzjastyczną falę eksperymentów czy odejście od skostniałej i sformalizowanej formy interakcji, to RUMB ma szanse sprawdzić się znakomicie (wystarczy wspomnieć bardzo swobodną atmosferę podczas promocji „Krakowa kobiet", tak inną od tradycyjnych spotkań tego typu). Istotnym elementem budującym tożsamość RUMBu jest nastawienie na pracę grupową. W obecnych czasach, gdy praca kolektywna sprowadza się do podziałów według wyspecjalizowanych umiejętności, to RUMB by stanąć, potrzebuje jednakowej pracy w tym samym czasie kilku osób. Ważnym elementem w budowaniu RUMBu jest też odejście od autorytarnej pozycji lidera a postawienie na samoorganizację.
Niezależnie od utopijnych założeń czy przyszłych losów projektu, RUMB można rozpatrywać w kategoriach powrotu do pierwotnych założeń organizacji pozarządowych, budowania nowej płaszczyzny debaty nad wartościowaniem współczesnej kultury i sztuki. Ma on szanse stać się mikrolaboratorium napędzającym niezależne inicjatywy oddolne. Po pozytywnym odbiorze podczas ArtBoomu, czas na sprawdzanie w jeszcze innych realiach.
RUMB w ramach 3 ArtBoom Festiwalu w Krakowie, 10-24.06.2011 roku; architektki: Natalia Romik, Ewa Rudnicka; kuratorzy: Stanisław Ruksza i Kuba Szreder.
Fotografie dzięki uprzejmości Kuby Szredera