Tegoroczne Manifesta 7. były z pewnością jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń artystycznych...

Tegoroczne Manifesta 7. były z pewnością jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń artystycznych. Powracając po czterech latach nieobecności na mapę sztuki budziły wielkie nadzieje. Czy jednak spełniły oczekiwania? Jednoznaczna odpowiedź nie jest łatwa. Czytaj teksty Marty Raczek, Nostalgie i pytania Europy. Refleksja osobista po ostatnich Manifesta., Anki Leśniak, Kuratorskie manifestacje

Azra Aksamija, ManifeSTATION, Rovereto
Azra Aksamija, ManifeSTATION, Rovereto

Christian Mayer, ManifeSTATION, Rovereto
Christian Mayer, ManifeSTATION, Rovereto

Andreas Duscha, ManifeSTATION, Rovereto
Andreas Duscha, ManifeSTATION, Rovereto

Marta Raczek
Nostalgie i pytania Europy. Refleksja osobista po ostatnich Manifesta.

Tegoroczne Manifesta 7. były z pewnością jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń artystycznych. Powracając po czterech latach nieobecności na mapę sztuki budziły wielkie nadzieje. Czy jednak spełniły oczekiwania? Jednoznaczna odpowiedź nie jest łatwa.

Łabędzi śpiew europejskiej wspólnoty?

Zacznijmy od idei. Tym razem europejskie biennale zorganizowano nie w jednym, lecz w czterech miejscach, dodajmy ściśle ze sobą powiązanych nie tylko fizycznie - autostradą biegnącą z Brenner do Modeny - lecz przede wszystkim separatystycznymi dążeniami regionu Trentino - Alto Adige. Północnowłoskie próby pogłębienia zakresu autonomii tego regionu z roku na rok przybierają na sile. Miejsca takie jak Centro Sociale per la Autonomita w Bolzano nie dziwią, choć - sądząc po sfastykowym graffiti i pokrywających jego ściany niecenzuralnych napisach - wciąż budzą silne kontrowersje, także wśród części mieszkańców tego obszaru. I to właśnie tu, w miejscu, które pozostaje w wyraźnej opozycji do unijnych dążeń ku jedności, coraz częściej noszącej niebezpieczne piętno ujednolicenia, umiejscowiono imprezę, której przewodnia myśl skupia się na ratowaniu ducha Europy, wskrzeszaniu go z resztek, odpadów, a także niezależnych dążeń niewielkich społeczności i działań jednostkowych.

W każdej z czterech miejscowości zorganizowano odrębną ekspozycję, wszystkie składają się jednak na rodzaj łabędziego śpiewu zjednoczonej Europy, a idąc dalej - globalnego świata. Kuratorzy tegorocznych Manifesta: Adam Budak w Rovereto, Anselm Franke i Hila Peleg w Trento, Raqs Media Collective w Bolzano i wszyscy wspólnie w Fortezzy stworzyli wystawy, które nie zawsze rzucają widza na kolana, ale na pewno - przynajmniej tematycznie - uzupełniają się i wzmacniają swoją wymowę. Główne tematy to: wernakularyzm - rozumiany jako niezależne działania niewielkich społeczności, proces formowania indywidualnych historii okolic, jako odpowiedzi na odgórną narrację miejsc ustanowioną przez rozmaicie pojmowaną władzę; dusza - zarówno ta przypisana jednostce, jak i postrzegana szerzej jako duch poszczególnych narodów, a nawet całej Europy; wreszcie odpady cywilizacyjne - kulturowe i materialne, biologiczne i przemysłowe, a także tradycja tworzenia narracji, które - choć podważone przez postmodernizm - stanowią istotn e źródło europejskiej kultury. Założenie imponujące - w ramach jednego wydarzenia artystycznego uzyskujemy przegląd wielu zagadnień składających się na aktualne przemiany Europy i jej mieszkańców. Obecnie, gdy konstytucja europejska wisi na włosku, a Europą (postrzeganą bardzo szeroko) wstrząsają coraz to nowe konflikty o charakterze separatystycznym (ogłoszenie niepodległości Kosowa, wydarzenia na terenie Gruzji, dążenia Basków w Hiszpanii, wreszcie polityka terenów północnowłoskich), strategia ta nosi znamiona nostalgicznego poszukiwania smaku Proustowskiej magdalenki. Czyżbyśmy ponownie poszukiwali straconego czasu, a ściślej - czasu systematycznie niszczonego przez ujednolicające dążenia władz europejskich, często sprzeczne z pragnieniami obywateli ich własnych państw (casus referendum w Irlandii)? Sądząc z teoretycznych tekstów zamieszczonych w publikacjach towarzyszących Manifesta 7, nostalgia ta osiągnęła potężne rozmiary. Inną cechą tegorocznego biennale jest olbrzymia ilość konceptualnych projektów o para-socjologicznym charakterze oraz prac opartych na wywiadach z rozmaitymi grupami społecznymi i jednostkami reprezentującymi odmienne poglądy. Do przewagi tego typu projektów zdążyły nas już przyzwyczaić inne imprezy artystyczne na świecie. Można w tym zjawisku dostrzec swoisty paradoks. Podczas gdy dokumentaliści odchodzą w swoich relacjach od formuły "gadających głów", której początki tkwią w cinéma-vérité, artyści coraz chętniej po nią sięgają, a sale wystawiennicze i hale byłych fabryk zapełniają się monitorami, z których przemawiają do widza rozmaite postacie. Ta formuła nie zawsze bywa nudna - dobrym przykładem jest praca Valérie Mréjen zatytułowana Dieu do której jeszcze powrócę - jednak w większości przypadków wydaje się coraz bardziej zbliżać do stanu wyczerpania. Możemy oczywiście przyjąć, że przyszłością sztuki jest twórczość społeczno-polityczna, jaką postulowali sytuacjoniści, a zjawisko nazywane visual arts po prostu zniknie z naszej planety. Może jednak nie warto grzebać wizualności sztuki, by po latach nie okazało się, że będziemy jej zachłannie poszukiwać wśród resztek i odpadów muzealnych, tak jak Raqs Media Collective poszukiwało pośród odpadów cywilizacyjnych tego, co wartościowe. Tego typu archeologia jest mi obca, dlatego moja relacja ma zdecydowanie subiektywny charakter, noszący cechy opowieści jednostki, która od sztuki wymaga nie tylko doznań intelektualnych, ale także poruszenia szczególnego typu wrażliwości wizualnej.

Anna Witt, ManifeSTATION, Rovereto
Anna Witt, ManifeSTATION, Rovereto

Rovereto - projekt jakby niedokończony

Moja przygoda z Manifesta 7 rozpoczęła się w Rovereto od skonsumowania wyjątkowych lodów autorstwa Tima Etchellsa wyprodukowanych pod hasłem Art Flavours. Artysta sięgnął po jeden z najbardziej włoskich produktów. Tradycja wyrobu lodów według własnych, starannie chronionych receptur jest do dziś żywa. Etchells spędził długie godziny na eksperymentowaniu ze składnikami, z których pod okiem profesjonalisty powstały nowe kompozycje wyrażające różne koncepcje sztuki współczesnej. Zaopatrzona w chłodną artystyczną rozkosz zagłębiłam się w meandry byłej fabryki tytoniu. Pośród olbrzymiej ilości prac łowiłam te, które kusiły swoją formą wizualną, a jednocześnie wpisywały się w nowocześnie pojmowany wernakularyzm. Składające się nań działania często nie mają wymiernych skutków, nie prowadzą do trwałych przekształceń krajobrazu, nie zmieniają rzeczywistości, ale pozwalają choćby na chwilę nad nią zapanować, uczynić bardziej osobistą. Tak jest w sfilmowanych performansach Guido van der Werve. Z jednej strony Numer osiem. Wszystko będzie dobrze - dokumentujący "spacer", jaki artysta urządził sobie przed lodołamaczem w zatoce pomiędzy Szwecją i Finlandią, z drugiej Numer dziewięć. Dzień, w którym nie obracałem się razem ze światem - skompresowany zapis jednej doby, podczas której stojący na Biegunie Północnym artysta poruszał się w przeciwną stronę do obrotu Ziemi. Żadne z tych działań nie miało charakteru globalnego przełomu, van der Werve nie zmienił trasy lodołamacza, ani nie powstrzymał obrotu ziemi, jednak dokonał prywatnego wyłomu w istniejącej rzeczywistości.

Takich wyłomów na co dzień dokonują mieszkańcy modernistycznych blokowisk, czy - jak na slajdach autorstwa Heidruna Holzfeinda - kampusów uniwersyteckich, takich jak ten w Mexico City. Życie wśród racjonalnej architektury, zaprojektowanej dla nowego - nowoczesnego - społeczeństwa, nie sprawdziło się, takie społeczeństwo nigdy się nie narodziło, a modernistyczna racjonalność, jeśli nie została wyburzona, jest stale podważana przez użytkowników. Graffiti i puste puszki po piwie, wybite szyby i zasadzone rośliny, wszystkie te działania czynią miejsca oswojonymi. Obok slajdów, "gadające głowy" - wywiady z uczestnikami zajść na kampusie w 1968 roku. Czy mówią więcej o działaniach oddolnych? Na pewno głośniej niż jednostajny szum slajdów.

W mojej wędrówce mijam instalację Pameli Rosenkranz. Przestrzeń podzielona lustrami, przedmioty odseparowane taflami, a jednak zespolone w pary dzięki własnemu odbiciu. Pojedyncze choć pomnożone. Niby stanowią całość, ale w rzeczywistości są rozdzielone, ich jedność jest sztuczna, tak jak sztuczna jest jedność Europy odbijająca się w kolejnych aktach prawnych, które stoją w sprzeczności z tradycją poszczególnych państw. W labiryncie małych pomieszczeń, do których zaczyna docierać dym (i okropny zapach) emitowany przez znajdującą się na piętrze maszynę (jednostka odpowiedzialna za moje częściowe uduszenie to Luca Trevisani), odnajduję film Oskara Dawickiego Drzewo Poznania, dokumentujący akcję, w której główną rolę odegrała pewna jabłoń, z której artysta skosztował wszystkich owoców. Ironia zawarta w akcie nadgryzania jabłek jest odwróceniem patosu płynącego z Księgi Rodzaju. Sztubacki wybryk zakradania się do cudzego sadu, nie zaowocuje prawdziwym poznaniem, czy jednak dostarczył go akt Pierwszych Rodziców, czy oni doznali prawdziwej iluminacji?

Wokół wiele kwestionariuszy, tabel, wykresów, zabiegi lingwistyczne jak w pracy City Changes Etchellsa, żonglerka mapami, a pomiędzy nimi opowieść o ukraińskich emigrantkach we Włoszech, bez gadających głów, za to z operowym śpiewem. Libia Castro i Ölafur Ölafsson skorzystali z artykułu Davide'a Berretty, do którego Karölina Eriksdöttir skomponowała muzykę, aby w ten niecodzienny sposób opowiedzieć o codzienności ukraińskich kobiet, które pracują jako opiekunki, marząc o powrocie do ojczyzny. Muzykę wykorzystała także Evelina Deicimante w instalacji Nie marz i nie myśl o tym. Z dwóch płyt: pierwszej z zakazaną przez sowietów litewską piosenką śpiewaną przez jej babkę; drugiej z pieśnią radziecką, która wywoływała u babki poczucie beznadziejności w walce z reżimem - artystka złożyła całość. "Szycie" pomiędzy połówkami płyty brzmi jak kwintesencja chaosu, wyraźnie oddziela od siebie to, co dobre, co budowało tożsamość starszej pani, od tego, co tę tożsamość latami próbowało zniszczyć. Instalacji towarzyszy obracający się portret babki, której twarz zmienia się odpowiednio do zmian muzyki. To kwintesencja "czasu odnalezionego", choćby nawet to znalezisko było jedynie chwilowe.

Wśród prac pojawiają się także akcenty lokalne, jak u Runy Islam, dla której punktem wyjścia był napis La casa e di chi la abitá - dom należy do tego, kto w nim zamieszkuje, który umieszczono na budynku Ex-Peterlinii, czy grupy Claire Fontaine, która posłużyła się rysunkiem odnalezionym na murach Manifattura Tabacchi. Wreszcie na koniec filmowa podróż przez Europę, jej nabrzeża portowe, postindustrialną pustkę i stałe przemieszanie fantasmagorii z rzeczywistością. Sam film Ghost Track stworzony przez kolektyw artystyczny Zimmerfrei korzysta z formuły hipnotycznej. Rozpoczynają go dźwięki, które towarzyszyły kadrom Europy Larsa von Triera - monotonny głos odlicza do dziesięciu, za każdym razem wprowadzając słuchacza w głębszy stan hipnotyczny, a na koniec każe się mu obudzić, aby zobaczył świat na nowo. Ten ostatni okazuje się być zlepkiem wizualnych kalek nawiązujących do rzeczywistości wykreowanej przez mistrzów kina europejskiego: Antonioniego, Pasoliniego czy Mike'a Leigh.

Po opuszczeniu ciemnej sali projekcyjnej wychodzę na zalany słońcem dziedziniec, wokół dyskutujący profesjonaliści - przedstawiciele galerii, krytycy, niezależni kuratorzy. Idąc po literach rozrzuconych przez Ewę Partum w ramach akcji Droga do Rovereto, omijam rozgadany tłum i wkraczam w niezwykłą przestrzeń wykreowaną przez Ragnara Kjartanssona pod hasłem Maszyna Schumanna. Przekraczając "płonący" próg, wstępujemy do świata przepełnionego zarówno dadaistyczną ironią, jak i nostalgią za dawną awangardą, w którym toczy się permanentny performance islandzkiego artysty z towarzyszeniem pianisty Davida Pór Jónssona wykonującego utwory Roberta Schumanna. Kjartanssonowi udało się wskrzesić atmosferę rodem z Entr'acte René Claira, czy historii znanych z Cabaret Voltaire, lecz to dotknięcie przeszłości pozbawione jest muzealnej patyny. Lekkość, z jaką artysta porusza się po obszarze przeszłości, gracja, z jaką żongluje utartymi schematami powodują, że przeszłość ożywa na naszych oczach, bez bagażu artystycznego kombatanctwa i z zachowaniem krytycznego dystansu.

Pijąc espresso na ławce przed barem położonym na przeciw Manifattura Tabacchi przebiegam jeszcze raz w myślach przez sale byłej fabryki. Wystawa pozostawia wrażenie chaosu, przemieszania prac, które podejmują zaproponowane przez kuratora problemy i takich, które być może są modne, a być może interesujące dla tych, którzy kochają grzebanie się w stosach makulatury ankiet, statystyk i wykresów. Warto pamiętać, że te ostatnie są domeną administracji i z pewnością nie sprzyjają współczesnemu wernakularyzmowi.

Niestety ominęła mnie akcja na stacji w Rovereto, ale dzielnie wędruję do Ex-Peterlini. Moją uwagę zwraca instalacja Zafosa Xagorarisa Distant Sounds, w której artysta połączył dźwięki zarejestrowane w oddalonych od siebie miejscach (Amazonia, Cypr i Patagonia), tworząc niezwykły dźwiękowy rezerwat w niewielkiej przestrzeni położonej na zewnątrz budynku i odgrodzonej od ulicy murem. Jedność kreowana przez różnorodne odgłosy przemawia na rzecz idei zjednoczenia wciąż możliwego do osiągnięcia, ale tylko pod warunkiem dopuszczenia wszystkich głosów do dyskusji na równych prawach. W Ex-Peterlini moją uwagę zwróciły także prace autorstwa Johannesa Vogla: Mały księżyc i Czarna dziura w white cube. Dwa dni wcześniej w jednej z małych wiedeńskich galerii zastanawiałam się ze znajomą galerzystką, czy stojący tam rower z włączoną przednią lampą rzutującą na ścianę plamę światła, to pojazd jednego z pracowników, czy dzieło sztuki. Gdy zobaczyłam Mały księżyc odpowiedź pojawiła się sama. Dostrzeżenie poezji w przedmiocie codziennego użytku nie jest niczym nowym. Jednak w powodzi prac otaczających mnie w Rovereto ta była jedną z niewielu, które wywoływały mój uśmiech. Podobnie jak Czarna dziura - instalacja składająca się z kilku judaszy rozmieszczonych w białych ścianach przesłaniających rzeczywiste mury Ex-Peterlini i budujących przestrzeń wystawienniczą. Otwory umożliwiły podejrzenie rzeczywistej struktury budynku, która została przesłonięta w imię czystości ekspozycyjnej. Czyżbyśmy wracali do white cube, z którego z taką energią sztuka ostatnich dziesięcioleci starała się uciec, anektując m.in. opuszczone fabryki? Czyżby surowość przemysłowych murów już nas zmęczyła? Może rację ma Welsch, że estetyzacja współczesnego świata osiągnęła niemożliwe do powstrzymania rozmiary? Dzięki instalacji Vogla uświadomiłam sobie ponownie, jak wielkiej przyjemności dostarcza zajrzenie pod estetyczne powłoki otaczającej nas rzeczywistości symulakrów. Następny przystanek - Bolzano.

Kamen Stoyanov, ManifeSTATION, Rovereto
Kamen Stoyanov, ManifeSTATION, Rovereto

Bolzano - wielkie śmietnisko świata?

Budynek byłej fabryki aluminium w Bolzano został przekształcony przez Raqs Media Collective założony w Delhi. Najkrótszym podsumowaniem tej wystawy jest słowo chaos. W tekście kolektywu towarzyszącym wystawie nieustająco przewijają się słowa: wysypisko, odpady, resztki. Ideą kuratorską było nadanie tym wszystkim pozostałościom nowego znaczenia, a w zasadzie ponowne odkrycie ich wartości. Twórczość artystyczna, a szerzej kultura mają tendencję do odrzucania wielu rozwiązań, rezygnowania z pewnych niedokończonych projektów, nieustającej segregacji i oczyszczania, odzielania ziarna od plew. Wobec tych mechanizmów wystąpili przedstawiciele kolektywu, przeszukując pracownie i zapraszając do współpracy tych artystów, którzy ich zdaniem nadają wartość kulturowym odpadom. Jednak z tymi ostatnimi jest zwykle tak, jak ze starymi ubraniami - można je trzymać w nieskończoność licząc na powrót starej mody, albo odzyskanie dawnej sylwetki, jednak tego typu pobożne życzenia rzadko się sprawdzają. A jeśli nawet moda powraca, to wiąże się z twórczym wykorzystaniem poprzednich stylistyk, a nie z praniem i czyszczeniem starych ubrań. Zabawy na śmietniku bywają niebezpieczne. Przedmiot, który pośród innych śmieci wydaje się być istną perełką, ustawiony na półce razi bezwartościową brzydotą.

Niebagatelną rolę odgrywa tu doświadczenie płynące z dokonanej w drugiej połowie XX wieku rewizji historii sztuki. Analiza mechanizmów, które doprowadziły do stworzenia tzw. Wielkiej Historii Sztuki, z której wyeliminowano wiele prac, ponownie dziś odkrywanych i docenianych, jako wartościowe świadectwo epoki, w której powstały, przyczyniła się nie tylko do poszerzenia annałów historycznych. Wywołała także lęk przed pochopnym odrzuceniem dzieł, które być może doceni przyszłość. Strategia ta doprowadziła do przepełnienia sal ekspozycyjnych, pozostawiając jednak pytanie, czy warto? Można oczywiście założyć, że duże imprezy artystyczne mają służyć pokazaniu tego wszystkiego, co dzieje się dziś w sztuce. W wielu przypadkach lepszy skutek przyniosłoby pozostawienie artystom większej ilości czasu, sprzyjające wyklarowaniu bardziej spójnych koncepcji.

Wystawa w Bolzano to najbardziej "tekstowa" ekspozycja Manifesta. Nie chodzi jednak o konceptualizm, lecz o rolę, jaką w tworzeniu istoty prac, a także wydobywania z nich sensów, odegrały umieszczone przy nich opisy. Nie od dziś wiadomo, że zinterpretować można wszystko, a siła przekonywania komunikatu zależy nie od przedmiotu, do którego się odnosi, lecz od intelektualnej błyskotliwości autora tekstu. Stworzenie koncepcji to początek, wydaje się jednak, że w wielu przypadkach kuratorska interpretacja prac była jedynym interesującym elementem prezentowanych projektów. Trzeba przy tym pamiętać, że większość prac powstała niejako na zamówienie Manifesta 7, których organizatorzy postawili przed artystami zadanie pokazania różnych aspektów obszaru, na którym odbywała się impreza. Stąd olbrzymia ilość prac o charakterze reporterskim, mniej zaś takich, w których zawarto pogłębione analizy połączone z ciekawą formą i bogactwem znaczeń, wykraczających poza problematykę istotną z punktu widzenia Trentino-Alto Adige.

Interesujące okazały się prace, które uciekały od prostego przełożenia rzeczywistych problemów na materię artystyczną, a zamian sięgając po metaforę i alegorię. Ciekawe rezultaty przyniosło potraktowanie budynku byłej fabryki jako pars pro toto współczesnej cywilizacji. Analizując przeszłości fabryki, oraz proces jej rewitalizacji i przystosowania do nowych zadań, artyści zwracali uwagę na kwestie pamięci, swoistej sakralizacji miejsca, a także konieczność nadania budynkowi nie tylko nowego oblicza, ale i charakteru, który pozwoli na jego przyszłe życie i odsunie widmo wegetacji. Bernardini w instalacji Zamknij oczy stworzył swoisty dźwiękowy pamiętnik, metaforyzując przemiany rewitalizacyjne na terenie byłej fabryki. Innym tropem podążył Jorge Otero-Pailos - artysta na co dzień specjalizujący się w konserwatorstwie i archeologii - który w instalacji Etyka kurzu przeniósł osad pokrywający ściany fabryki na nowe podłoże, tworząc w ten sposób rodzaj Całunu Turyńskiego epoki industrialnej. Mistrzynią atmosfery okazała się być Teresa Margoles - autorka instalacji Sudor y Miedo, w której dotknęła nie tylko problemów społecznych, lecz niemal niezauważalnie wkroczyła na obszar sacrum śmierci. Interesującym wykorzystaniem "resztek" - rysunków powstałych niezależnie od siebie - był film Panoptikon autorstwa Emre Hünera, pełna magii opowieść o zagrożeniach, jakie niesie ze sobą funkcjonowanie człowieka w uprzemysłowionym i stechnicyzowanym świecie. Odpadem cywilizacji są również małe społeczności, żyjące według odmiennych reguł i własnego latami wypracowywanego etosu. Tej problematyki dotyczył film Jorgena Svenssona Świat obok nas pokazujący zagubione gdzieś miasteczko, którego mieszkańcami są klowni. W swojej pracy artysta odniósł się także w ironiczny sposób do nacechowanego sensacją zainteresowania, które zwykle budzą wspólnoty naznaczone odmiennością.

Trudno jednoznacznie ocenić wystawę w Bolzano. Niewątpliwie znalazły się na niej prace krytycznie analizujące spadek po przemysłowej epoce wielkich nadziei, ukazujące zagrożenia cywilizacyjne czyhające na współczesnego człowieka, a jednocześnie takie, które portretowały sposoby ocalenia własnej tożsamości w globalnej wiosce. Wiele jednak było projektów banalnych, o niskiej jakości technicznej, która nie skutkowała nowymi znaczeniami, lecz była jedynie świadectwem niedopracowanego warsztatu. Zbyt wiele było też w Bolzano przykładów podążania za modą, podejmowania tematów, które mają status atrakcyjnych: nostalgiczne błotko ukraińskich dróg, idea squotowych autobusów, sterty elektronicznych rupieci. Wśród dyskusji toczonych podczas nocnych wędrówek po Trento pewien angielski galerzysta stwierdził, że może należy potraktować tę przestrzeń jako laboratorium zjawisk sztuki współczesnej, w którym dymi się dość intensywnie, ale konkretne wyniki wymagają czasu. Może to jest jakiś pomysł?

Dziedziniec Manifattura Tabacchi, Ewa Partum "Drogi do Rovereto", Ricardo Jacinto, "Labyrinthitis", Rovereto
Dziedziniec Manifattura Tabacchi, Ewa Partum "Drogi do Rovereto", Ricardo Jacinto, "Labyrinthitis", Rovereto

Fortezza - szepty i krzyki

Moje dzieciństwo upłynęło pod znakiem teatru polskiego radia, a wczesnej młodości nieustająco towarzyszyły nagrania brytyjskich książek czytanych przez znakomitych aktorów, dlatego projekt zrealizowany w Fortezzy był dla mnie wspaniałą podróżą w dawno zapomniany świat niezwykłych dźwięków i interesujących historii. Sama w sobie możliwość zobaczenia twierdzy, która nigdy nie spełniła powierzonej jej roli obrońcy południowych kresów imperium Habsburgów, była przygodą. Położony pośród malowniczych Dolomitów Burg Franzensfeste zbudowany na kilku poziomach, z szerokimi dziedzińcami i groźnie piętrzącymi się murami został przekształcony w pulsującą głosami przestrzeń pamięci, za pomocą wyreżyserowanych nagrań tekstów historyków, dramaturgów, poetów, filozofów i badaczy kultury, zaproszonych przez wszystkich kuratorów zaangażowanych w tegoroczne Manifesta. Nagrania prezentowały zarówno szeroki przekrój strategii prezentacji - od intymnych monologów po wieloosobowe rozbudowane przedstawienia dźwiękowe - jak i zróżnicowaną tematykę. Znalazły się wypowiedzi z pogranicza socjologii i badań kulturowych, zabarwione humorem spektakle, czy miniatury poetyckie. Ta leżąca na pograniczu twierdza sprzyjała refleksji nad współczesną migracją, różnicami pomiędzy transkulturowością a międzykulturowością, problemami tożsamości. Jednocześnie wąskie korytarze, wielopoziomowe schody, ułożone w szeregu pomieszczenia i meandry kładek skłaniały do przyjrzenia się relacji człowieka z przestrzenią zarówno tą skonstruowaną, jak i tą najbardziej intymną, wewnętrznym obszarem swojego ciała.

Emocje wydobyte przy pomocy szeptów połączonych z rozlegającym się od czasu do czasu głośnym krzykiem stanowiły alegorię wielogłosowej przestrzeni publicznej. Projekt ożywił mury, które stały się rodzajem grobowca dla załogi skazanej na oczekiwanie wroga, który nigdy nie nadszedł. Ten wątek analizuje w swoim tekście Saadi Yousef, podczas gdy Arundhati Roy w tekście Posiedzenie nawiązuje do wiary w opowieści o składowanym w czasie II wojny światowej w obrębie twierdzy złocie z Banca d'Italia, która rozpalała głowy kolejnych łowców przygód. Ta wyobrażeniowa przestrzeń wykreowana przy pomocy słów i dźwięków stała się metaforą współczesnej Europy, jej lęków, budujących ją mitów i niespełnionych oczekiwań. Wielogłosowa, różnojęzyczna, żywa i starannie wyreżyserowana historia została podzielona na wiele rozdziałów ułożonych na kolejnych poziomach twierdzy niczym na półkach w wielkiej bibliotece. Kontrastem dla niej były projekcje niemych filmów, wymagające od widza skupienia i poświęcenia czasu, zatrzymania się w tym biegu przez kolejne sale wystaw w pozostałych miastach. Konieczność wysłuchania opowieści zmuszała do zatrzymania się, lecz siadanie na krzesłach zaprojektowanych przez Martino Gampera, funkcjonalnych jedynie z nazwy, groziło wywrotką i niespecjalnie sprzyjało koncentracji na nagraniach.

Miks Mitrevics, "Collection of Persons", Manifattura Tabacchi , Rovereto
Miks Mitrevics, "Collection of Persons", Manifattura Tabacchi , Rovereto

Trento - klatki duszy

Mity, lęki, wyobrażenia i oczekiwania były także przedmiotem zainteresowania artystów, których na Manifesta 7 zaprosili kuratorzy wystawy w Trydencie. To tu w drugiej połowie XVI wieku dokonał się jeden z ważniejszych przełomów w życiu religijnym - i szerzej duchowym - ówczesnej Europy. Wówczas dokonano m.in. zmiany w systemie spowiedzi, zgodnie z którą zaczęły jej podlegać także snute najbardziej nawet skryte fantazje, a nie tylko czyny realnie popełnione. Wędrując przez kolejne odseparowane od siebie niewielkie pomieszczenia w Palazzo della Posta nabrałam przekonania, że była to najbardziej przemyślana ekspozycja. Układała się ona w spójną opowieść o duszy, postrzeganej zarówno jednostkowo, jak i identyfikowanej z duchem poszczególnych narodów, wreszcie całej Europy. Temu ostatniemu typowi duchowości poświęcone były przede wszystkim muzea, a w zasadzie projekty przedstawiające przyszłe, możliwe do utworzenia, a służące jej archiwa. Natomiast filmy i instalacje zostały poświęcone głównie zindywidualizowanej duszy, nękanej rozmaitymi zagrożeniami, dążącej do ocalenia, zderzającej się z problemem śmiertelności ciała i zagadnieniem przejścia w inny wymiar egzystencji. Nie sposób podsumować to wszystko, czym zajęli się artyści zaproszeni przez duet kuratorski Peleg - Franke, a ponieważ sama struktura budynku sprzyjała tworzeniu indywidualnych narracji, zacznę od środka.

W instalacji Następny pokój Beth Campbell wykreowała bez użycia lustra przestrzeń zbudowaną z odbić i zwielokrotnień. Perfekcyjne dopasowanie do siebie elementów pozwoliło jej na stworzenie ciągu pomieszczeń, które zderzały widza nie tylko z problemem multiplikacji, lecz również przywodziły na myśl opowieści o wampirach - istotach cierpiących katusze z powodu daru nieśmiertelności i nieodbijających się w lustrze. Gdy widzimy świat, który wygląda jak odbicie i w którym tylko my pozostajemy niewidoczni, czujemy się jak nocni łowcy obarczeni przekleństwem samotności. Tak więc na tę wędrówkę w poszukiwaniu duszy każdy wyrusza sam. Podróż przez kolejne mini-muzea ukazuje nam to wszystko, co przez wieki budowało europejską tożsamość. W Muzeum Europejskiej Normalności zostajemy zderzeni z jednej strony z kolonialną przeszłością Europy, z drugiej z przesądami, które na co dzień kształtują ludzkie zachowania. Odbijając się jak w zwierciadle w nagromadzonych przez Jimmiego Durhama komiksach i innych produktach kultury popularnej, odkrywamy źródła postkolonialnych problemów współczesności. Z Marią Therezą Alves śledzimy europejskie przesądy, nierzadko śmieszne odruchowe zachowania mężczyzn - podobne odnaleźlibyśmy także wśród kobiet - czy przyzwyczajenia różniące nas od mieszkańców innych kontynentów. W tych z pozoru nieistotnych odruchach, a nie w szczegółowo negocjowanych traktatach, kryje się zapis wspólnego europejskiego rdzenia.

Dalej czeka na nas Muzeum Edukacji, w którym swoistego pomnika doczekały się XIX-wieczne koncepcje nauczania oparte na poznawaniu kultury i cywilizacji poprzez przedmioty. Nauczanie wizualne opisane przez Otto Neuratha było propagowane za pośrednictwem Muzeum Społeczeństwa i Ekonomii, które austriacki filozof założył w Wiedniu w 1925. Orbis Pictus - świat w obrazach, podobnie jak obrazkowy elementarz kreuje społeczeństwo wizualne, skłonne do mitologizacji widoków, krajobrazów i przedmiotów, czego świadectwem były liczne publikacje zgromadzone w szklanych gablotach. Dusza / duchowość kształtowana pod wpływem szkolnej dyscypliny i lęków społecznych, wymaga ukojenia. Tematyce różnych psychologicznych i psychiatrycznych metod uzdrawiania duszy poświęcono aż dwa muzea: Muzeum Franco Basagli i Muzeum Projekcyjnych Testów Osobowości. Pierwsze dedykowane jednemu z najważniejszych przedstawicieli włoskiej psychiatrii, dzięki któremu w 1978 roku wprowadzono przepis nr 180 dotyczący zakazu stosowania instrumentów w leczeniu schorzeń psychicznych, składa się głównie z publikacji i wywiadów filmowych z ekspertami badającymi wpływ tej przemiany na praktykę psychiatryczną. W drugim gabloty wypełnione zostały najrozmaitszymi testami, od słynnego testu Rorschacha, poprzez TAT Murraya, aż po przeznaczone dla dzieci testy Duessa i Florence Goodenough. Fascynującą, lecz i momentami przerażającą lekturą są wyniki testu Rorschacha przeprowadzone na Göringu, Speerze i Eichmannie. Projekcyjne testy osobowości mają służyć ujawnieniu podświadomości, a więc tego, co najgłębiej tkwiące w człowieku i nieskażone kulturową edukacją.

Wreszcie na końcu napotykamy Muzeum Kradnięcia Duszy, w którym pojawia się odwieczny temat zawładnięcia duszą ludzką na różne sposoby, od tradycyjnego przekonania, że wykonanie zdjęcia jest złodziejstwem duszy, poprzez sceny filmowe, w których bohaterowie są zderzani z własną słabością i zaburzeniami psychicznymi, jak w Sunset Boulvard, Peeping Tom, Demon Lover, Superturn czy Secrets of Soul. Wszystkie te materiały składają się na mroczną opowieść o próbach zawładnięcia duszą ludzką - temat, który jest obecny w wielu dziełach literatury romantycznej, zwłaszcza niemieckiej, od Goethego zaczynając a na E.T.A. Hoffmannie kończąc, a który powrócił także w ekspresjonizmie niemieckim i stał się jednym z motywów kultury popularnej.

Obok projektów przyszłych muzeów, w wielu małych pomieszczeniach można było obejrzeć indywidualne zmagania się człowieka z duszą i ze światem, który chce nią zawładnąć. Od współczesnej opowieści o Edypie utrzymanej w stylistyce westernu i wykorzystującej konwencję japońskiego teatru No [Javier Tellez, Oedipus Marshal], poprzez opartą na lokalnej tradycji i odgrywaną w języku ladyńskim (lingua ladina) historii o śmierci i upartej krawcowej [Althea Thauberger, Uwielbiamy pełną poezji koncepcję człowieka], aż po taranteliczne konwulsje taneczne, które rzekomo miały leczyć z jadu tarantuli, a które tak bardzo przypominają dzisiejszy trance - lek na współczesne jady społeczno-kulturowe (instalacja filmowa Joachima Koestera Tarantism).

W Trento pojawiły się także głosy dotyczące kryzysu religijnego. Dobrym przykładem jest wspomniany już wcześniej film Valérie Mréjen Dieu - seria krótkich wypowiedzi przede wszystkim byłych wyznawców judaizmu, którzy opowiadają o pierwszych rozczarowaniach religijnych, jakich doświadczyli w dzieciństwie, gdy mimo złamania surowego zakazu grom nie runął z jasnego nieba, a także o późniejszej pustce, którą odczuli, gdy świadomie, jako dorośli już ludzie, zerwali z praktyką religijną. W prostej wypowiedzi: Nie wiem, czemu to zrobiłem, wcale nie było mi z tym dobrze, którą jeden z bohaterów podsumowuje opowieść o złamaniu reguł szabatu, więcej jest prawdy, niż w patetycznych wypowiedziach kaznodziejów chcących panować nad rzędem dusz. Film ten portretując bezradność człowieka wobec samotności wynikającej z wykluczenia Boga ze swojego życia, jest być może ostrzeżeniem dla inżynierów dusz Unii Europejskiej przed zbyt pochopnym wykreślaniem pewnych linijek z projektowanej konstytucji.

Ciekawe spojrzenie na Włochów poprzez stereotypy oparte na twórczości Pasoliniego i Felliniego zaproponowała Keren Cytter realizując W poszukiwaniu braci i Siłę z przeszłości. W rzeczywistości te dwa filmy wideo powstały z wykorzystania jednego, pierwotnego materiału, który został opatrzony odmienną ścieżką dialogową. W ten sposób artystka za każdym razem tworzy odrębną, lecz równie stereotypową historię.

Na wystawie pojawia się związana nierozerwalnie z duszą tematyka śmierci (Omer Fast), przemijania i przemian Andree Korpys / Markus Löffler), a także prace opowiadające o niemożliwym do zrealizowania marzeniu o zjednoczeniu zarówno z przyrodą (Marcus Coates), jak i ze światem technologii (Daria Martin).

Bogactwo i różnorodność perspektyw reprezentowanych na wystawie w Trydencie wymagała powrotu do Palazzo della Posta. Podczas ponownej wędrówki labiryntem faszystowskiego budynku, wiele z prac nabrało nowych znaczeń, skłaniając do wielu ryzykownych odczytań, które podążały za tkwiącą wszak także we mnie europejską podświadomością. Za drugim razem ujawniły się także mniej udane prace, ale wobec mnogości interesujących propozycji ich miałkość można było po prostu zignorować. Być może jest coś w atmosferze Trydentu, co sprzyja podejmowaniu rozmów o duszy, w każdym razie ta wystawa posiadała najbardziej wielowątkową i jednocześnie spójną narrację, skłaniała do refleksji nad wieloma palącymi problemami współczesności, a jednocześnie pozwalała na moment poczuć się częścią większej wspólnoty ludzi, którzy mają swoje obsesje, fobie, lęki, marzenia, rozczarowania i pragnienia, o których artyści potrafili interesująco i prawdziwie opowiedzieć.

^^^

Ewa Partum, Drogi do Rovereto, Manifattura Tabacchi, Rovereto
Ewa Partum, Drogi do Rovereto, Manifattura Tabacchi, Rovereto

Ewa Partum podczas otwarcia wystawy "Principle Hope", Manifattura Tabacchi, Rovereto
Ewa Partum podczas otwarcia wystawy "Principle Hope", Manifattura Tabacchi, Rovereto

Christian Philipp Müller "Parada, otwarcie" Principle Hope, Manifattura Tabacchi, Rovereto
Christian Philipp Müller "Parada, otwarcie" Principle Hope, Manifattura Tabacchi, Rovereto

Ragnar Kajrtansson, "Schumann Machine", Manifattura Tabacchi, Rovereto
Ragnar Kajrtansson, "Schumann Machine", Manifattura Tabacchi, Rovereto

Ragnar Kajrtansson, "Schumann Machine", wnętrze, Manifattura Tabacchi, Rovereto
Ragnar Kajrtansson, "Schumann Machine", wnętrze, Manifattura Tabacchi, Rovereto

Projekt Cornelii Lauf, "Social Art Praxis", Manifattura Tabacchi, Rovereto
Projekt Cornelii Lauf, "Social Art Praxis", Manifattura Tabacchi, Rovereto

Projekt Cornelii Lauf, "Social Art Praxis", Manifattura Tabacchi, Rovereto
Projekt Cornelii Lauf, "Social Art Praxis", Manifattura Tabacchi, Rovereto

Projekt Cornelii Lauf, "Social Art Praxis", Manifattura Tabacchi, Rovereto
Projekt Cornelii Lauf, "Social Art Praxis", Manifattura Tabacchi, Rovereto

Christian Phillipp Müller, "Apollo Soyuz", Manifattura Tabacchi, Rovereto
Christian Phillipp Müller, "Apollo Soyuz", Manifattura Tabacchi, Rovereto

Alernazioni Video, Copy-Right, No Copy-Right, Manifattura Tabacchi, Rovereto
Alernazioni Video, Copy-Right, No Copy-Right, Manifattura Tabacchi, Rovereto

Igor Eškinja, "Project for Untitled Piece", Manifattura Tabacchi, Rovereto
Igor Eškinja, "Project for Untitled Piece", Manifattura Tabacchi, Rovereto

Anna Leśniak
Kuratorskie Manifestacje

W lipcu b.r. rozpoczęły się Manifesta 7 - wędrujące po Europie biennale sztuki. Tym razem na miejsce prezentacji wybrano graniczący z Austrią, włoski region Trentino. Idea zorganizowania wystawy w miejscu, gdzie stykają się różne kultury i narodowości pojawiła się już wcześniej, gdy zdecydowano, że miejscem Manifesta będzie Cypr. Konflikt grecko-turecki uniemożliwił jednak zorganizowanie wystawy po obu stronach granicy, więc ostatecznie wydarzenie odwołano.

W tegorocznych wystawach Manifesta, urządzonych w czterech miastach: Fortezza, Bolzano, Trento i Rovereto przewija się wątek tożsamości Europy, rewizja przeszłości, wpływu rozszerzenia granic EU na kulturę i ekonomię Europy. Wystawy nawiązują także do lokalności, historii miejsc, w których zostały zorganizowane. Program główny biennale tworzą ekspozycje: The Rest of Now w dawnej fabryce aluminium - ex Alumix w Bolzano, kuratorowana przez Raqs Media Collective, The Soul (or Much Trouble in the Transportation of Souls) - kuratorska koncepcja Anselma Franke i Hili Peleg oraz Principle Hope w Manifattura Tabacchi w Rovereto, gdzie głównym kuratorem jest Adam Budak. Wystawa w położonej najwyżej Fortezzy przygotowana została wspólnie przez wszystkich wymienionych kuratorów. We wszystkich wystawach bierze udział ponad 230 artystów. Ekspozycje oddzielone są od siebie o kilkadziesiąt kilometrów, co mimo sprawnie zorganizowanej logistyki sprawia, że obejrzenie wnikliwie całego programu w krótkim czasie jest niemożliwe. Każdą z wystaw można jednak "czytać" jako osobną narrację, w kontekście miejsca jej zaistnienia.

W Fortezzy wybudowanej przez Habsburgów w 1830 r., która potem stała się miejscem stacjonowania faszystowskich wojsk i przechowywania skradzionego przez nazistów złota, przygotowano projekt Scenarios oparty na dźwięku i tekście. Zaproszeni do udziału w nim artyści, filozofowie, pisarze, poeci stworzyli teksty, które odnoszą się do historii twierdzy, legend i wydarzeń, a także wrażeń jakie wywołuje panująca w niej atmosfera. Głosy recytujące teksty napotyka się w różnych miejscach budowli, jakby dochodziły z jej murów.

Margaret H. Blöndal, "Teeming", Manifattura Tabacchi, Rovereto
Margaret H. Blöndal, "Teeming", Manifattura Tabacchi, Rovereto

Ekspozycja w pofabrycznej przestrzeni w Bolzano wywołuje refleksję nad miejscem, które straciło pierwotną funkcję, zawieszone jest między pozostawionymi w nim śladami przeszłości a oczekiwaniem na nowe zdarzenia, pytaniem o jutro. Tu znalazł się interesujący polski akcent - pokaz filmów wybranych przez Marysię Lewandowską i Neila Cummings'a realizowanych w czasach PRL w amatorskich klubach filmowych. Filmy zdumiewają ambicją i inwencją reżyserów. Plastyczne, niemal abstrakcyjne obrazy przywodzą na myśl osiągnięcia filmu awangardowego. Kontekst nieczynnej fabryki wywołuje skojarzenia z sytuacją krachu polskiego przemysłu i zbudowanej na jego bazie organizacji społecznej.

Much Trouble in the Transportation of Souls, podtytuł wystawy w Trento, to cytat z Siergieja Eisensteina. Kuratorzy poddają krytyce binarne kategorie t.j. wnętrze - zewnętrze, a "dusza" postrzegana jest tu jako kulturowa konstrukcja, wynik czynników zewnętrznych - religii, narodowości, mediów, ekonomii.

W zaprojektowanym przez Angolo Mazzoni w czasach faszystowskiego reżimu budynku stworzono 5 miniaturowych muzeów, jakby oddziałów dla potencjalnego muzeum duszy. Budynek służył szyfrowaniu i przesyłaniu informacji. W oknach dziedzińca widnieją futurystyczne w formie witraże, przypominając bliskość futurystycznych postulatów z faszystowskimi ideami.

W Rovereto - najmniejszym w historii Manifesta mieście oprócz dużej ekspozycji w Manifattura Tabacchi można zobaczyć jeszcze dwie wystawy: ex-Peterlini oraz ManifeSTATION. Ex-Peterlini, z inicjatywy Daniela Knorra stała się permanentnie otwartą na przestrzeń publiczną ekspozycją. Miejsce zostało pozbawione drzwi i czynne jest 24 godz. na dobę,. ManifeSTATION umiejscowione zostało na Dworcu Kolejowym. To niewielka, lecz wyrazista ekspozycja młodych artystów przygotowana przez The Office for Cognitive Urbanism. Uwagę zwracają tu prace dotyczące religii, społeczności oraz wykluczenia.

Azra Aksamija zaproponowała przenośny zestaw pobożnego muzułmanina, przeznaczony do użycia w trakcie modlitwy. Są to ułożone w kręgi w różnych punktach galerii: niebieskie obuwie, specjalne podkładki pod dłonie i czoło, kompas wskazujący Mekkę oraz różaniec.

Andreas Duscha pokazał w formie lajtboksów zbiór fotografii kaplic w szpitalach, lotniskach i innych miejscach pełniących w istocie świeckie funkcje. Na zdjęciach widać przestrzenie służące skupieniu, medytacji, jednak pozbawione znaków konkretnej przynależności religijnej. To miejsca, których współczesna architektura usiłuje znaleźć wspólny mianownik dla różnych wyznań.

Kamen Stoyanov na dwóch video zwrócił uwagę na imigrantów, którym nie udało dopasować się do struktur nowego społeczeństwa. Video Move Your Hands pokazuje starą kobietę, ubraną w rodzaj ludowego stroju, która obsesyjnie gra na instrumencie charakterystycznym zapewne dla regionu z którego pochodzi. Siedzi przed Centrum Pompidou, tworząc kontrast z industrialną architekturą. Na drugim video pt. Phantom mężczyzna grający na harmonii pojawia się jak zjawa na czerni ekranu.

Irene Kopelman, Marianna Castillo Deball, "Fuga di Piano", Manifattura Tabacchi, Rovereto
Irene Kopelman, Marianna Castillo Deball, "Fuga di Piano", Manifattura Tabacchi, Rovereto

Dwukanałowe video Anny Witt to wypowiedzi mieszkańców Rovereto, w których wyrażają osobistą niezgodę na otaczającą rzeczywistość - mężczyzna w średnim wieku obawia się "obcych", którzy napływają do włoskiej części Tyrolu, młoda dziewczyna denerwuje się, że kolej wypłasza ptaki z gór, blondynka w skąpym stroju żąda zbudowania w okolicy meczetu dla mniejszości muzułmańskiej (!).

Intrygująco wygląda rysunek na ścianie przedstawiający budynek z 4 zegarami umieszczonymi na szkicu fasady budynku. Szkic okazuje się schematem pracy Christiana Mayera zaistniałej na elewacji ex-Peterlini. Cztery zegary ukazują faktyczny czas w czterech miastach Manifesta. Każda z miejscowości posługiwała się lokalnym czasem aż do wprowadzenia w XIX wieku kolei, która wymogła zsynchronizowanie miejscowych zegarów. Projekt znakomicie dopełnia się z pracą Anny Witt - refleksją na temat zachodzących - upragnionych i niechcianych zmian, na które jednak często nie mamy wpływu.

W Manifattura Tabacchi wyróżnia się nurt prac związanych z przestrzenią - bądź tą lokalną, bądź z ogólną refleksją nad tym zagadnieniem, w powiązaniu z historią futuryzmu i architekturą. Jak podkreśla Adam Budak istotne znaczenie przy pracy nad koncepcją wystawy miała rozpowszechniona przez architekta Kennetha Framptona koncepcja "regionalizmu krytycznego", która polega na łączeniu nowoczesnych trendów w architekturze z uwarunkowaniami regionalnymi - "a local life aware of itself". Ekspozycja Principle Hope umiejscowiona w dawnych przestrzeniach przemysłowych, z założenia ma oscylować wokół kwestii "bycia pomiędzy", kształtowania się nowej tożsamości, stanu zawieszenia między przeszłością, a tym, co nastąpi. Przywołanie problemu lokalności, która staje w obliczu globalnych zmian i usytuowanie wystaw w dawnych fabrykach nasunęło mi skojarzenia z Łodzią, miastem ciągle zmagającym się ze skutkami przemian i niepewnym jutrem.

Budak podkreśla rolę artystów z Europy Środkowej, która z racji minionych podziałów, żelaznej kurtyny, pozostawała na uboczu historii sztuki lub traktowana była jako wtórna w relacji do osiągnięć Zachodu. Analizą sztuki środkowo-europejskiej z perspektywy polityki regionu zajął się wcześniej w książce "Awangarda w cieniu Jałty" Piotr Piotrowski. Budak podejmuje problem zapraszając artystów z m in. Polski, Czech, Litwy, w większości twórców młodych, jednak przywołuje również klasyków, których prace są łącznikiem między historią a młodą sztuką.

Przestrzeń wystawy w Manifattura Tabacchi zaczyna się od dziedzińca pokrytego Poems by Ewa. Ewa Partum stworzyła instalację Drogi do Rovereto. Artystka rozmieściła na bruku dziedzińca tekst znanego i cenionego pisarza z południowego Tyrolu Josepha Zoderer'a. Tekst w dniu otwarcia nie został rozklejony w całości. Organizatorzy dysponują pozostałymi fragmentami i każdy zwiedzający może dołożyć jedną z liter.

W tej przestrzeni można zobaczyć także pracę Ricardo Jacinto, która angażuje fizyczność zwiedzających. Rzeźba z kilku połączonych ze sobą balonów powoduje, że próbując ją uchwycić możemy doświadczyć miękkiego "upadku", zakłócenia praw grawitacji, którym poddane jest ciało. Jacinto ma również na ekspozycji swoją salę, gdzie można także zobaczyć obiekt z luster, które odbijając kąty pokoju zakłócają nasze poczucie przestrzeni. Zarówno praca Jacinto jak i realizacja Pameli Rosenkranz Uncontent, złożona z 4 luster, które odnoszą się do 4 ćwiartek tarczy zegara, przywodzi na myśl wykonywane w latach 70. przez Michelangelo Pistoletto prace z lustrami. Pistolletto podjął problem fenomenu lustra, które jak zauważył jest w stanie odbić wszystko oprócz samego siebie.

Dziedziniec stał się także miejscem dla dwóch prac, które można określić jako rodzaj małej architektury. W trójpoziomowym kontenerze przygotowanym przez Miksa Mitrevics'a umieszczona została intymna w charakterze ekspozycja Collection of Persons, składająca się z małych zdjęć, video, tekstów, dźwięków, które dotyczą osób spotkanych kiedyś przez autora. To krótkie narracje, kalki z pamięci, przedmioty gloryfikujące banalne, ulotne momenty - rodzaj poetyckiej opowieści, bazującej na faktach, wspomnieniach, połączeniu realności z fikcją.

Snem o przeszłości jest gigantyczna instalacja Ragnara Kjartansson'a Shumann Machine, również znajdująca się dziedzińcu Manifattura Tabachci. Wewnątrz konstrukcji artysta urządził pokój, w którym wraz z pianistą śpiewa Diechterliebe Roberta Schumanna, pali cygara, pije alkohol, na wzór dawnej, artystycznej bohemy. Gdy obaj czują się zmęczeni śpią na przygotowanych w pomieszczeniu łóżkach. Autor w jednym z wywiadów podkreśla wyizolowanie swojego projektu ze świata sztuki, który według niego nadmiernie dba o sens wypowiedzi artystycznej, związki z polityką i kontekstami społecznymi, nie pozostawiając wiele miejsca na wyrażenie emocji artysty. Instalacja Schumann Machine z zewnątrz imituje płomienie ognia.

Gdyby ktoś ze zwiedzających Manifesta rzeczywiście zapragnął pomieszkać kilka dni w dziele sztuki, ma na to szansę biorąc udział w projekcie M Suite. Hubert Kostner zamienił Galerię Prisma w Bolzano na hotel-instalację. Aby zatrzymać się w M Suite należy wypełnić dostępny w Internecie formularz, na podstawie którego artysta decyduje, kto zamieszka w instalacji. Hotel przeznaczony jest dla "turystów sztuki". Pobyt w M Suite jest bezpłatny, natomiast można odwdzięczyć się gospodarzowi w inny, bezgotówkowy sposób. Mieszkańcy M Suite są częścią instalacji dostępnej zwiedzającym wystawę.

Irene Kopelman, Marianna Castillo Deball, "Fuga di Piano", Manifattura Tabacchi, Rovereto
Irene Kopelman, Marianna Castillo Deball, "Fuga di Piano", Manifattura Tabacchi, Rovereto

Christian Philipp Müller nawiązuje do przeszłości Rovereto. W Manifattura Tabacchi produkowano kiedyś papierosy Apollo. Nazwa produktu związana była ze słynnym sukcesem misji Apollo 11 w 1969, kiedy Neil Armstrong po raz pierwszy wylądował na księżycu. Müller w tej samej realizacji przywołał również parady, mające miejsce przy okazji różnych świąt w latach 30. w Rovereto. Używano podczas nich specjalnych platform, w formie fantastycznych statków, futurystycznych, militarnych urządzeń, projektowanych przez przedstawiciela futuryzmu związanego z miasteczkiem - Fortunato Depero. Müller podjął grę z różnymi wątkami historii miasta, przedstawił subiektywne spojrzenie na związki faktów historycznych, relacje między małym włoskim miasteczkiem a kanoniczną historią sztuki oraz historią ludzkości. Projekt prezentowany na stałej ekspozycji to dokumentacja fotograficzna parad z lat 30., szkice Apollo 11, film o misji Apollo, papierowe samoloty złożone z gazetowych artykułów o futurystach oraz znalezione przez artystę na terenie Manifattura Tabacchi opakowanie papierosów Apollo. W dniu wernisażu wystawy w Rovereto z inicjatywy Müllera przeszła przez miasto parada, której przewodził lokalny zespół ludowy oraz platforma z obiektem nawiązującym swoją konstrukcją do statku kosmicznego.

Wśród prac odnoszących się do przestrzeni i historii miejsca uwagę zwraca elegancki w formie, ornamentalny dywanik Igora Eskinja zrobiony z kurzu. Warte odnotowania są też rzeźby Margaret H. Blöndal, w pierwszym skojarzeniu przywodzące na myśl polskiemu obserwatorowi prace Małgorzaty Markiewicz. Prace Blöndal ujmują poetycką lekkością, ulotnością, którą nadaje im zastosowanie zużytych włóczek, tkanin, starych ubrań. Całość tworzy rodzaj recycling art.

Symbiozy sztuki z naturą dokonuje grupa artystów z projektu Cornelii Lauf Social Art Praxis. W namiocie, który mógłby służyć za polowy punkt medyczny umieszczone zostały opakowania, sugerujące, że w środku znajduje się lekarstwo. Na ścianie widnieje obrazkowa instrukcja obsługi produktu. Po wyjęciu z opakowania probówki z czerwoną cieczą należy ją wypić. Ciecz okazuje się sokiem z jagód. Projekt wyraża ekologiczny punkt widzenia, sugeruje, że sztuka powinna kultywować więź z naturą, którą ludzie utracili w wyniku postępu przemysłu i techologizacji.

Do konsumpcji i ekologii nawiązała Anna Ostoya wykpiwając wszechobecne dzisiaj foliówki. Artystka umieściła jedną z nich na postumencie, jako pomnik "plastikowej" cywilizacji.

Z przyrodą jako żywiołem zmierzył się Guido van der Werve w dwóch wideo. W pierwszym stoi na biegunie i kręci się zgodnie z ruchem wskazówek zegara, lecz w kierunku przeciwnym do ruchu Ziemi. W drugim kroczy przed lodołamaczem po zamarzniętej tafli wody.

Projekt Joao Maria Gusmao i Pedro Paiva odwołuje się natomiast do pierwotnych struktur plemiennych, natury, magii, para-archeologicznych poszukiwań. W wyciemnionej sali można obejrzeć kilkanaście krótkich filmów, instalację działającą na zasadzie camera obscura oraz ukształtowaną na wzór afrykańskich rzeźb głowę Heraklita. Filmy kwestionują, jak można przeczytać w opisie dostępne systemy epistemologiczne i mechanizmy percepcji. Zwraca uwagę film Columbu's Column, na którym człowiek ustawia pionowo jedno na drugim kilkanaście jajek. Tytuł nawiązujący do znajdującej się w Barcelonie kolumny odkrywcy nowego świata przywodzi na myśl określenie "Jajko Kolumba", które oznacza proste i pomysłowe rozwiązanie trudnego zadania.

Prace Tima Etchells'a oraz Oskara Dawickiego przywołują zmysł smaku. Oba filmy udowadniają, że smak może stać się źródłem wiedzy. Wideo Dawickiego ukazuje artystę nadgryzającego jabłka na drzewie. Autor zakradł się tam w nocy. Jabłoń jest tu biblijnym drzewem poznania, które dokonuje się poprzez zjedzenie zakazanego owocu.

Art Flavours Tima Etchells'a to próba przełożenia czterech pojęć - obszarów zainteresowań sztuki współczesnej na smaki lodów. Jaka kompozycja najodpowiedniejsza jest dla słów The Body, Memory, Spectacle, The Archive pokazuje video. Jak smakują wszystkie cztery można było przekonać się na wernisażu.

Obok relacji sztuka - natura zaistniały prace odnoszące się do historii sztuki nowoczesnej. Projekt Uqbar Foundation (Irene Kopelman i Mariana Castillo Deball) Fuga di un Piano podobnie jak realizacja Müllera nawiązuje do tradycji włoskiego futuryzmu, silnie zakorzenionej w Rovereto. Oprócz czasowej wystawy Manifesta jest tu Muzeum Sztuki Nowoczesnej (MART), gdzie m.in. można obejrzeć dzieła futurystów, a w styczniu 2009 zostanie otwarty w Rovereto dom Fortunato Depero. Projekt podejmuje problem wpływu określonych wydarzeń na przyszłość. Na wystawę przygotowana została aranżacja przestrzeni - rodzaj rzeźb-konstrukcji, instalacji oraz publikacja. Realizacja poprzedzona została poszukiwaniami w archiwum MART - International for the Study of Futurism. Opiera się na projektach scenografii Fortunato Depero i koncepcji symultanizmu w teatrze. Projekt analizuje dziedzictwo futuryzmu, pod kątem jego wpływu na światopogląd i poszukiwania współczesności: wyobrażenia o przyszłości, technologia, badania nad sztuczną inteligencją.

Barbora Klimora, "Replaced-2006-Brno", Manifattura Tabacchi, Rovereto
Barbora Klimora, "Replaced-2006-Brno", Manifattura Tabacchi, Rovereto

Barbora Klimova w swojej pracy Replaced 2006 Brno nawiązała do tradycji czeskiej awangardy. Wykonała powtórnie ok. 30 lat później gesty pięciu czeskich artystów. Są to Karel Miler, Vladimir Havlik, Petr Stembera, Jiri Kovanda, Jan Mlcoch. Artystka młodego pokolenia, ur. w 1977 r. nawiązała do interwencji wymienionych artystów działających w byłym bloku wschodniem - Czechosłowacji, ale też w Polsce. Klimova powtórzyła ich gesty w innej rzeczywistości. Praca składa się z 5 monitorów, na których artyści opowiadają o wykonanych w przeszłości działaniach. Wypowiedzi zestawione zostały z gestem Klimovej oraz plakatami ze zdjęciami akcji wykonanych w przeszłości.

Cytaty i odniesienia do historii awangardy można coraz częściej zauważyć w sztuce młodego pokolenia. Powtarzanie pewnych gestów, odwoływanie się do "logo" artysty, typu puszka zupy Campbell Andy Warhola czy banan Natalii LL, nasuwa skojarzenia z coraz częściej wymaganym i respektowanym Copyright. Jest ono również egzekwowane w przypadku sprzedaży i dystrybucji i kolekcjonowania video-art. Do tego problemu odnosi się instalacja Alterazioni Video. Ściany jednego z pokojów pokryte zostały tapetą, na której wydrukowano spis zawartości dysków komputera. Salę obok zamieniono na kopiarnię płyt. Każdy może gratis skopiować dowolne filmy z ogromnej ilości video-art.

Do problemu Copyright nawiązuje również zaprezentowane w ex Alumix w Bolzano działanie szwedzkiej grupy Piratbyran. Nazwa odnosi się do Antipiratbyran - skrótu The Anti-Piracy Bureau - organizacji powołanej z inicjatywy producentów w celu przeciwdziałania piractwu komputerowemu. Piratbyran - The Bureau of Piracy jest najbardziej znane z powołania The Pirat Bay - kontrowersyjnej strony udostępniającej pirackie wersje utworów. Grupa do Bolzano przyjechała specjalnym autobusem, w którego wnętrzu można obejrzeć wystawę prac. Autobus jest obecnie częścią ekspozycji w Ex Alumix.

Problem granic - ale nie tylko prawa - podjął Christian Philipp Müller w instalacji-dokumentacji Green Border ze swoich wypraw, podczas których przekroczył w 1993 roku nielegalnie granicę Austrii z ośmioma sąsiadującymi z nią państwami.

Poza przestrzeń jej wyznaczoną wykracza natomiast realizacja Libii Castro i Olafura Olafssona. Już kilka sal wcześniej słychać operowy utwór. Okazuje się, że śpiew jest podkładem do video o Ukrainkach, które opiekują się starszymi i chorymi ludźmi we Włoszech, konkretnie w Rovereto i w okolicach. Artyści w video Caregivers dokonali prostego, lecz zaskakującego a jednocześnie bardzo trafnego zabiegu. Raporty z gazet i wypowiedzi kobiet przetransponowane na wzniosły utwór muzyczny, sprawiają, że praca ta wyróżnia się na tle wielu innych projekcji i zapada w pamięć. W tym wypadku zadziałała więc forma, która zawsze odróżniała sztukę od innych dziedzin. Sytuacja w sztuce współczesnej, kiedy mamy do czynienia z ogromną ilością produkcji artystycznej opartej na technologii czy symulakrum, gdzie kontekst jest ważniejszy od formy, powoduje, że realizacje często stają się do siebie wizualnie podobne. Szczególne widoczne staje się to na dużych imprezach sztuki, gdzie zgromadzonych zostaje wiele projektów. W takich wypadkach uwagę zwracają te, które przyciągają swoją oryginalną formą. Video duetu z Rovereto porównać można z pracą Alexandra Vaindorfa również dotykającą tego problemu, zaprezentowaną w Bolzano. Trzykanałowe video na dużych ekranach, ukazuje sytuację z życia ukraińskich imigrantów. Zastosowana została tu forma video-instalacji, jednak praca wtapia się w inne podobne realizacje i w efekcie nie zwraca uwagi ani na siebie, ani na problem.

Całość ekspozycji Manifesta 7 wydaje się spójna, obszerna, a koncepcja kuratorska - logiczna, problemy aktualne, poszczególne prace są interesujące. Jednak w sumie wystawa nie wywarła na mnie silnego artystycznego wrażenia, a nawet była artystycznie nudna. Na podstawie ekspozycji w Bolzano i Rovereto, które udało mi się dokładniej obejrzeć można powiedzieć, że zabrakło tu wyraźnie postawionych pytań o sztukę, miejsc kluczowych, które pomogłyby odnaleźć się odbiorcy w gąszczu artystycznej produkcji. Porównując obie wystawy do skrytykowanych na łamach polskich pism Documenta 12, można stwierdzić, że w Kassel nawet widz nieprzygotowany teoretycznie, bez znajomości kuratorskiej koncepcji - takie punkty mógł bez trudu odnaleźć - były to prace wybranych, znaczących dla wystawy artystów, które pojawiały się w wielu miejscach ekspozycji. Mimo obecności na Documenta wątków politycznych i społecznych nie zdominowały one refleksji nad samą sztuką.

Jak powiedział Donald Judd - "Sztuka powinna być jedynie interesująca", więc rozwijając myśl dalej, powinna przyciągać, intrygować, zastanawiać, prowokować. Tekst kuratorski natomiast winien być dopowiedzeniem, a nie usprawiedliwieniem istnienia pracy na wystawie, teoretycznym podparciem dla nieprzekonującego komunikatu wizualnego, a tak zdarzało się na Manifesta 7. W tym miejscu nasuwa się cytat Susan Sontag z Against Interpretation: "in place of a hermeneutics we need an erotics of art".

Manifesta 7 z pewnością służy promocji artystów, karierze kuratorów. Obraz wystawy dopełniały bankiety, nieodłączna część każdej dużej imprezy sztuki, na których kuratorzy poznają się i "wymieniają" swoimi artystami. W tym wypadku jednak element biznesowo-organizacyjny bardziej zwracał uwagę niż sama sztuka. Natomiast oprócz nasuwających się w sposób oczywisty w kontekście miejsca nawiązań do działań Depero mało było tu głębszej myśli nad kondycją sztuki. W wielu realizacjach treść pracy jest jedyną refleksją jaką podjął artysta - "co" przesłoniło "jak"; zatarła się granica między sztuką i publicystyką. Jak pokazuje praca Castro i Olafssona można przyciągnąć uwagę widza wyjątkowo prostym zabiegiem, niekoniecznie mnożąc ilość monitorów i opisów. Mało było prac przewrotnych, dowcipnych, wprowadzających element gry z odbiorcą. Niewiele z nich zadrażniało, podnosiło poziom emocji. Manifesta 7 dotyka znanych wszystkim problemów współczesnej Europy, czym ona jest wobec aktualnych przemian. Nie prowokuje jednak pytania: co z nich wynika dla sztuki?

^^^

Fot. Anna Leśniak i Łukasz Guzek

MANIFESTA 7. Włochy, region Trentino, 19 lipca - 2 listopada 2008.
- SCENARIOS, Kuratorzy: Adam Budak, Anselm Franke / Hila Peleg, Raqs Media Collective, Fortezza / Franzensfeste
- THE REST OF NOW, Kuratorzy: Raqs Media Collective, Bolzano / Bozen, ex Alumix
- THE SOUL (or, Much Trouble in the Transportation of Souls), kuratorzy: Anselm Franke / Hila Peleg, Trento, Palazzo delle Poste
- PRINCIPLE HOPE, kurator: Adam Budak, Rovereto, Manifattura Tabacchi and ex Peterlini

Libia Castro, Olafur Olaffson, fot. dokumentująca prace nad video "Caregivers" Manifattura Tabacchi, Rovereto, fot. materiały prasowe Manifesta 7
Libia Castro, Olafur Olaffson, fot. dokumentująca prace nad video "Caregivers" Manifattura Tabacchi, Rovereto, fot. materiały pr

Oskar Dawicki, "Tree of Knowledge", Manifattura Tabacchi, Rovereto
Oskar Dawicki, "Tree of Knowledge", Manifattura Tabacchi, Rovereto

Janek Simon, "Folksvagen Transporter T2", ex-Peterlini, Rovereto
Janek Simon, "Folksvagen Transporter T2", ex-Peterlini, Rovereto

Zimmerfrei, Ghost Track, ex-Peterlini, Rovereto
Zimmerfrei, Ghost Track, ex-Peterlini, Rovereto

Piratbyran, Autobus, którym grupa przyjechała do Bolano, ex Alumix, Bolzano
Piratbyran, Autobus, którym grupa przyjechała do Bolano, ex Alumix, Bolzano

Guido van der Werve, "Everything is going to be all wright" Manifattura Tabacchi, Rovereto
Guido van der Werve, "Everything is going to be all wright" Manifattura Tabacchi, Rovereto

Pamela Rosenkranz, "Uncontent", Manifattura Tabacchi, Rovereto
Pamela Rosenkranz, "Uncontent", Manifattura Tabacchi, Rovereto