Studia kuratorskie. Notatnik cz. 11

W zastępstwie Kasi, która z racji zagranicznych wojaży nie mogła uczestniczyć w zajęciach 18/19 marca w Krakowie, postanowiliśmy zdać z nich relację w zamian za nią. Czynimy to tylko i wyłącznie w trosce o wiernych czytelników Pamiętnika, którzy mogliby mieć pretensje o wyrwę w chronologicznym układnie poszczególnych zjazdów. A więc do rzeczy...

Patrycja Sikora i Piotrek Stasiowski

Patrycja: Przed drugimi w marcu zajęciami dowiedzieliśmy się, że nie będzie mógł spotkać się z nami w tym półroczu w Krakowie Piotr Piotrowski. To olbrzymia szkoda, ponieważ osobiście bardzo chciałam uczestniczyć w jego wykładzie, myślę że nie tylko ja.

Piotrek: Przy okazji dowiedzieliśmy się w końcu, kto wyjedzie w lipcu do Norwich Gallery na zaproszenie Lyndy Morris. Zwycieżczyniami nieformalnego konkursu zostały... Kasia Szydłowska i Aga Grzegorczyk. Dziewczyny będą współpracowały z kuratorami i artystami w trakcie przygotowań do cyklicznej, zbiorowej wystawy EAST. To duże wyróżnienie dla nich i szansa na przyjrzenie się pracy zachodnich profesjonalistów. Oczywiście liczymy na pocztówki z Londynu ;)

Patrycja: W sobotę wykład poprowadził Peter Pakesch, zapowiadany przez kierownictwo studiów jako jeden z najbardziej interesujących wykładowców, którego udało się ściągnąć do Krakowa. Z całą pewnością studenci czekali na ten wykład z ciekawością.

Peter Pakesch to dyrektor austriackiego Landesmuseum Joanneum (www.museum-joanneum.steiermark.at), sporej instytucji, w której skład wchodzi m.in. Kunsthaus Graz, o którym jeszcze w poprzednim semestrze bardzo ciekawie opowiadał Adam Budak.

Peter Pakesch, mimo iż prowadzi całą instytucję, jest także osobiście odpowiedzialny za program Kunsthaus Graz w którym jest, wraz z Adamem Budakiem, kuratorem.

Wykład Pakescha rozpoczął się od przedstawienia kilku projektów zrealizowanych właśnie w Kunsthaus Graz - m.in.: Videodreams - Between the Cinematic and the Theatrical, Chikaku - Time and Memory in Japan, Movable Parts (Forms of Kinetic),

Sol le Witt "Wall", Viedodreams, Michel Majerus. O wszystkich z nich mówił już Adam Budak, więc w zasadzie było to powtórką materiału, za wyjątkiem może najnowszych projektów: Two or Three or Something oraz Gods in Exile.

Pakesch zwrócił uwagę na trzy kluczowe sprawy o których powinno się zawsze pamiętać:

- o kontekście miejsca, w którym odbywa się wystawa

- o idei, która przyświeca realizowanej wystawie

- o architekturze, która może (jako nowa idea) przetrwać po zakończeniu ekspozycji.

Ponadto powiedział o ogólnym budżecie przypadającym na jedną wystawę, w zależności od tego, w jakiej wielkości galerii jest ona realizowana (mowa tu była oczywiście o budżetach austriackich, często do pozazdroszczenia w polskich warunkach).

Na przykładzie wystawy Majerusa opowiedział o zmieniającej się percepcji dzieła sztuki; dzieła, które z początku tworzone jest w prywatnym studio, za niewielkie środki i której grono odbiorców zamyka się w 200-300 osobach, przychodzących na wystawę. Po kilku latach, kiedy nazwisko artysty zaczyna funkcjonować w szerokich kręgach - praca jest rekonstruowana. Ale przy użyciu wielokrotnie wyższych środków, w oparciu o instytucję o złożonej strukturze, przy zaangażowaniu zespołów zadaniowych i mechanizmów promocji. Tym razem publiczność liczona jest w tysiącach. To oczywiście zupełnie inna faza w życiu tego dzieła, mimo iż fizycznie zrekonstruowana praca pozostała identyczna. Dla kuratora z całą pewnością towarzyszenie rozwijającemu się artyście i jego pracy od początku, poprzez każdą z faz (od studio po dużą galerię) jest niezmiernie interesujące.

Po tym, jak materiał wizualny został nam przedstawiony, wykładowca spodziewał się najprawdopodobniej tego, że my sami będziemy wiedzieli czego mamy się od niego dowiedzieć. Z całą pewnością spodziewał się gradu pytań, które padły w żenująco niewielkiej liczbie - w sumie najwięcej z nich zadała jedna z osób, która opiekuje się naszym kursem. Niejako ratując sytuację.

Przedstawienie zawartości strony internetowej Landesmuseum, struktury organizacyjnej (którą na tejże stronie można również znaleźć), pokrywająca się prawie w całości z poprzednim wykładem Budaka opowieść o wystawach w Kunsthaus Graz, czy wielokrotne powracanie do wystawy Michela Majerusa niestety, nie uczyniły tego wykładu ani wyjątkowym, ani najciekawszym spośród tych, które dotąd miały miejsce. Spotkanie skończyło się trochę przed czasem. Potem też okazało się że nie będzie drugiej, popołudniowej części, ponieważ wykładowca zrezygnował z jej prowadzenia.

Wielka szkoda, nie tylko dlatego, że Pakesch przebył szmat drogi tylko po to, żeby się z nami tego jednego dnia zobaczyć. Przede wszystkim - o czym można było przeczytać w rozdanych na zajęciach materiałach - jego biografia zawiera szalenie interesujące punkty. Działalność galeryjna Petera Pakescha, o której tylko pobieżnie wspomniał, sięga lat 80-tych. Ma on na swoim koncie współpracę z największymi artystami, dziesiątki wystaw, publikacji, własną kolekcję...

Zaczynam się zastanawiać nad źródłem niepowodzenia tych zajęć. I już sama nie wiem. Może powodem były jakieś kulturowe różnice? Może niezrozumienie obu stron jeśli chodzi o to, czego się spodziewać po wspólnym spotkaniu? Nie wiem.

Piotrek: Po wykładzie Petera Pakesha - seminarium. Tym razem Hanka Wróblewska i Jarosław Suchan poprowadzili je wspólnie. Chodziło bowiem o zapoznanie się z wszystkimi projektami, bądź pomysłami przygotowanymi przez studentów. Ten temat pociągnięty został również podczas niedzielnego spotkania. Na myślenie o swojej wystawie mieliśmy czas przez cały pierwszy semestr i połowę drugiego. Dlatego pewnie padło aż szesnaście pomysłów na różne realizacje. A siedemnasty dotarł do naszych skrzynek zaocznie. Może kilka słów na temat naszych propozycji. Jedne są bardziej dopracowane, inne funkcjonują na zasadzie mglistej, niedookreślonej idei. Jedne operują nazwiskami konkretnych twórców, a nawet dzieł, inne mają stanowić propozycję dla artystów do odniesienia się do danego problemu. Pojawiły się koncepcje na wystawy monograficzne (wystawa Pawła Książka wymyślona przez Agę Grzegorczyk); inne odnosiły się do konkretnych subkultur (Hoodies Kasi Sosenko). Obok wystaw site specific (Miesz(k)anie Kasi Burzy, Gosi Kozioł i Sarmena Beglariana), takie, które podejmują grę z tradycją sztuki, wykorzystując zbiory Muzeum Narodowego w Krakowie (Szukalski Kasi Szydłowskiej czy Podkowiński jako protoplasta sztuki skandalizującej). Wszystkie te inspiracje były jednakowo brane pod uwagę i dyskutowane w trakcie zajęć. W niektórych przypadkach udało się nawet połączyć poszczególne pomysły, tak by stworzyły jedną ekspozycję. Obecnie, po wnikliwym zapoznaniu się ze wszystkimi pomysłami, trwa procedura wyłaniania realizowanych czterech dyplomowych projektów. W tajemnicy powiem, że są już pierwsze ustalenia w tej materii, ale będą jeszcze raz przez nas dyskutowane w trakcie zajęć, więc nie chcę zapeszać. Ciekawe jest to, że wiele z konceptów przygotowywanych było z myślą o bytomskiej Kronice, podczas gdy do Bunkra sztuki powstały zaledwie trzy projekty. W pewnym stopniu zaawansowane są już prace nad wystawą Podlaskiej Kolekcji "Zachęty" w białostockim Arsenale - to ze względu na niedługi termin wystawy. Jak na razie opracowujemy go w trójkę - ja, Pati i Ania. Może ktoś do nas dołączy z ciekawym pomysłem i chęcią do ciężkiej pracy w Białymstoku?

Patrycja: Niedzielne zajęcia poprowadził duet: Joanna Mytkowska, Andrzej Przywara z warszawskiej Fundacji Galerii Foksal. I od razu mogę powiedzieć, że to spotkanie należało do jednego z ciekawszych, które dotąd się odbyły.

Pierwsza z przedstawionych przez współtwórców Fundacji osobowości to Artur Żmijewski. Zobaczyliśmy zrealizowany przez niego film "Powtórzenie", który został zaaranżowany przez artystę w analogicznych warunkach do przeprowadzonego w Stanach Zjednoczonych słynnego eksperymentu z lat siedemdziesiątych. Podzielono wtedy grupę studentów na strażników i więźniów w sztucznie stworzonym zakładzie karnym. Eksperyment po kilku dniach został przerwany ze względu na narastającą agresję i nadużycia siły. Żmijewski odtwarza niezwykłe napięcie, które przybiera z każdą chwilą na sile, podobnie jak miało to miejsce w pierwotnym eksperymencie. Podobnie, ale nie tak samo, bo współczesny człowiek wydaje się bardziej świadom przysługujących mu praw, w tym prawa do kwestionowania władzy demonstrowanej wyłącznie poprzez jej atrybuty.

Kolejną przedstawioną pracą był "Nasz śpiewnik", który interpretować można jako odniesienie do kwestii współcześnie pojmowanej opiekuńczej roli państwa (niemieckiego) w zderzeniu choćby z pamięcią o przedwojennym kształcie polityki społecznej tego kraju.

Drugą z przedstawionych postaci, z którą kontakt był szczególnie inspirujący dla Joanny Mytkowskiej i Andrzeja Przywary to Oskar Hansen. Wybitny architekt, rzeźbiarz i malarz, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (jego uczniami byli chociażby Władysław Hasior, Zofia Kulik), autor koncepcji "linearnego systemu ciągłego" w urbanistyce (zgodnie z teorią formy otwartej) oraz projektów osiedli mieszkaniowych, pomników. Jego ostatnią wystawą był "Sen Warszawy" w 2005 roku w Fundacji Galerii Foksal, o której oboje prowadzący zajęcia sporo powiedzieli. W tym roku, już po śmierci artysty powstał film autorstwa Artura Żmijewskiego, który we wspaniały sposób przedstawił wyjątkową osobowość Hansena i jego modernistyczną, konsekwentną postawę w życiu i pracy zawodowej. Cieszę się, że mogliśmy zobaczyć ten film w całości.

Piotrek: Druga część wykładu foksalowców dotyczyła wystaw organizowanych przez Fundację poza Warszawą. Takie działania zawsze stanowią rodzaj wyzwania, ponieważ kurator jest wyrwany z konkretnego środowiska, w pewien sposób przewidywalnego w reakcjach i uwikłanego w liczne niuanse wzajemnych zależności. Jednocześnie takie działania pozwalają mu na pewną świeżość i dystans do swojej dotychczasowej metody. Wykładowcy rozpoczęli ten wątek od omówienia wystawy "Prym" w zielonogórskim BWA w 2004 roku. Jej ekspozycja polegała na wykorzystaniu charakterystycznego logo - reliefu z fasady BWA, zaprojektowanego w latach 60. przez Mariana Szpakowskiego. Odtworzony relief w skali jeden do jeden, ustawiony horyzontalnie w przestrzeni galerii stał się nieregularnym "stołem", wypełniającym niemal po brzegi salę i stanowiącym podstawę dla prezentowanych prac. To, co mnie uderzyło w tej wystawie, to swoboda i finezja, z jaką jej autorzy konstruowali wystawę na podstawie bardzo różnych prac i jednocześnie bardzo różnych artystów. Zestawienie modeli wystawienniczych Edwarda Krasińskiego z pracami Moniki Sosnowskiej, czy "Lampa - grzybek" Althamera z lampami Szapocznikow to dość śmiałe wolty. W takich sytuacjach zawsze istnieje zagrożenie, że prace uznanych historycznie twórców przyćmią realizacje młodszych pokoleniowo, wciąż dookreślających się w swym doświadczeniu kolegów po fachu. Tego impasu udało się uniknąć na wystawie w Zielonej Górze. Poszczególne prace świetnie ze sobą współgrały, nie "przyćmiewały" jedne drugich.

Drugą, szeroko omówioną wystawą było "Ukryte w słońcu", zrealizowane w trakcie trwania cieszyńskiego festiwalu filmowego w 2003 roku. Ekspozycja zrealizowana w nieczynnym i częściowo zdewastowanym hotelu "Pod brunatnym jeleniem" swą formą miała nawiązać do onirycznego charakteru samego festiwalu. Oczywiście, w opustoszałych, półmrocznych wnętrzach świetnie swą funkcję spełniały artystyczne filmy wideo, m.in. Ołowskiej i Rosier, Sasnala, Marca Luisa, Fasta, czy Żmijewskiego. Stąd moje pytanie w trakcie dyskusji o zasadność tworzenia "konkurencji" dla filmów festiwalu cieszyńskiego. Okazało się, że wystawa miała świetną publiczność. Atmosfera kina, jaką przesiąknięta była ta wystawa, stworzyła z niej jeden z elementów festiwalu. Dodatkową jej atrakcją była dmuchana wersja samolotu F16, wystawiona na rynku. Nierealna, niemożliwa, niesamowita. To chyba trzy jej najważniejsze założenia.

Oprócz tych dwóch, została nam zaprezentowana fotograficzna dokumentacja z wystaw "Biurokracja", "Nowa popularna" i z wystawy inauguracyjnej działalność fundacji. Oczywiście, w dyskusji, która nastąpiła po prezentacji poszczególnych realizacji, nie zabrakło wątku separacji z Foksalem Borowskiego. Pytaliśmy się o zasadność pozostawania przy nazwie Foksal. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że Foksal nie był nigdy znakiem markowym, lecz pewną ideą, która jest kontynuowana przez Fundację. I że w ogóle rzeczony konflikt jest nadmiernie rozdmuchaną sprawą, nie mającą pokrycia w rzeczywistym stanie.

Chyba nie skłamię, jeśli stwierdzę, ze wykład Joanny Mytkowskiej i Andrzeja Przywary był jednym z bardziej konstruktywnych na tych studiach. Przy okazji dowiedziałem się, że należy wykreślić następujące sformułowania z tekstów krytycznych: projekt, kontekst, instalacja, a nawet wystawa. Są nieznośnie ograne i wyeksploatowane, nie wnoszą nowych treści. Chyba zacznę prowadzić mini słownik niemodnych zwrotów, żeby nie popełnić przypadkiem gafy.