Domy i mężczyźni

Jarosław Modzelewski, Niedokończony dom 4, 1998, 90 x 136 cm, tempera na płótnie (Fotografie dzięki uprzejmości Galerii Bielskie
Jarosław Modzelewski, Niedokończony dom 4, 1998, 90 x 136 cm, tempera na płótnie (Fotografie dzięki uprzejmości Galerii Bielskiej w Bielsko-Białej)


Budowniczy

Popularne powiedzenie mówi, że mężczyzna powinien w swoim życiu zasadzić drzewo, spłodzić syna i - zbudować dom. Nie mówię tego, żeby badać u kogoś poziom męskości czy wytykać uchybienia w realizacji tych celów. Zbanalizowane porzekadło przytaczam po to, żeby zastanowić się nad kwestią męskości w świetle jej pozytywnego stereotypu - takiego, według którego można tę płeć kształtować. Jasno widać zatem, jak bardzo męskość kojarzy się z tworzeniem, budowaniem, kulturą, dążeniem do władzy, ale i sprawowaniem opieki. Dlaczego? I znowu popularne wytłumaczenie powiada, że mężczyzna pozbawiony władzy dawania życia zmuszony jest zwrócić się do kultury. Nie mając mocy rodzenia, musi konstruować i budować, przywłaszcza sobie zatem tę moc w sposób sztuczny, ale i skuteczny. Czyni to z zazdrości i podziwu wobec kobiet, ale także po to, by mieć nad życiem władzę. Zarazem jednak występuje w roli szlachetnej: opiekuna, czyli kogoś, kto daje poczucie bezpieczeństwa, tego, który zapewnia przetrwanie dawczyni życia, rodzicielce jego (jej, ich) dzieci.
Konstruktor, budowniczy, obrońca, ojciec, opiekun. Zauważmy, że choć z domem jako schronieniem, miejscem, gdzie jest jedzenie, ciepło i bezpieczeństwo kojarzą się kobiety, to już z domem jako konstrukcją, z domem jako zadaniem do wypełnienia kojarzą się mężczyźni. W reklamach budowniczymi, nosicielami worków z cementem czy też wymachującymi kielniami są wyłącznie mężczyźni. (Oczywiście nie piszę tego z sentymentu do socrealizmu).
Kobiety nie budują domów. Kobiety mieszkają w domach wybudowanych przez mężczyzn.

Malarz

Polska lat dziewięćdziesiątych została usiana nowymi domami. Krajobraz podmiejski i wiejski uległy zmianom dosłownie na naszych oczach. Stare domy najczęściej ulegają kompletnej destrukcji aż do zniknięcia. Można obserwować, jak umierają na wielu działkach. Stoją blisko, często ściana w ścianę z nowymi i nieużywane bardzo szybko zapadają się w ziemię. Rzadziej stare domy - dotyczy to najczęściej tych najporządniejszych, murowanych - są remontowane, ulegają rozbudowie, uporządkowaniu, okładaniu sajdingiem, unowocześnianiu. Polskę lat dziewięćdziesiątych bez przesady można nazwać wielkim placem budowy nowych gniazd rodzinnych. A skoro jest budowa, to często spotykanym widokiem są i domy w różnych stadiach konstrukcji. Często są betonowymi bunkrami, o topornych, prostopadłościennych bryłach. Okna są małe, bryły ciężkie, bez proporcji i niezróżnicowane. Takie, jakie namalowali Jarosław Modzelewski i Rafał Bujnowski w cyklach Nieukończonych domów (1996, 1998) i w Graboszycach (2002).
Nieukończone domy Modzelewskiego sprawiają wrażenie, jakby za każdym razem był to budynek ten sam lub bardzo podobny. Ściany budowli, sprawiającej wrażenie pustej w środku skorupy, są często zaskakująco czerwone. Zabarwił je krwisty zachód słońca czy wspomnienie domowego ogniska? Domy te bez żenady eksponują swoją dziwaczność. Właściwie to niewiele przypominają bezpieczne schronienia. Są raczej dziwacznymi obiektami - rzeźbami. Niepokoi zwłaszcza forma dachu, którego w ogóle nie ma, jest tylko konstrukcja dachowa, ażurowa, pełna ukośnych linii, sprawiających wrażenie jakiejś dziwacznej peruki (domy bowiem przypominają twarze ludzkie, jak dowiódł pewien architekt japoński), albo też abstrakcyjnego rysunku. Okna są podłużne, prostokątne i ciemne. Nikt się w nich nie pojawia, nic przez nie nie widać. No i nie ma drzwi. Są za to kominy, z boku jakieś wykusze lub ganki.
Ich nieukończenie za każdym razem sprawia, że stają się intrygującymi formami w trakcie przybierania ostatecznej wersji wyglądu, które mogą się jeszcze przemienić w coś innego, tkwią w stanie potencjalnym. Z drugiej jednak strony, wszystkie są w tym samym stadium nieukończenia, a więc jest także bezruch, stagnacja. Nieukończenie może być wręcz czymś mylnym, autor może wprowadzać nas w błąd, bo właściwie dlaczego ściany są otynkowane, skoro nie ma jeszcze dachów? Możliwe, że prawda wygląda inaczej: te domy nie są na pewnym etapie budowy i nie dążą do stanu doskonałego, jakim jest pełnia, czyli bycie skończonym. Możliwe po prostu, że zatrzymanie się na pewnym etapie budowy wygląda tak samo, jak obsuwanie się w nicość, rozpad. W każdym razie domy Modzelewskiego wydają się zanurzone w rzece czasu i płynąć w niej, nieporuszone zmianami oświetlenia dookoła - światło bowiem bywa różne, przejawia się w rozmaitych kolorach nieba, raz ciemniejszego, raz jaśniejszego od domów.
W tym podwójnym stanie - dążenia w przeciwnych kierunkach jednocześnie: ku pełni i ku rozpadowi - domy dają wrażenie niepokoju, spotęgowanego jeszcze ciszą wokół nich. Ich status jest chwiejny, ich bryła niepewna. Otacza je przyroda, raz rzadka i biedna, raz wyglądająca jak egzotyczna, czasem także przysypane śniegiem składowisko desek. Z pewnymi wyjątkami nie ma wokół nich ani w nich ludzi, brakuje nawet śladów na śniegu. Przez niektóre okna widać niebo.
Modzelewski ujawnia niepokojącą stronę konstruowania, którą ujmuje drugie prawo termodynamiki. Pewne procesy są nieodwracalne, a entropia wzrasta. Entropia jest drugą stroną cywilizacji, im większe jej dokonania i większe jej budowle - tym większe strefy chaosu. Budowanie domów niesie ze sobą także niszczenie.

Rafał Bujnowski, obrazy z cyklu Graboszyce (2002). Archiwum galerii Bunkier Sztuki.
Rafał Bujnowski, obrazy z cyklu Graboszyce (2002). Archiwum galerii Bunkier Sztuki.

U Rafała Bujnowskiego domy są konkretne. Jak z katalogu domków jednorodzinnych - do wyboru, do koloru. Z pomalowanymi ścianami, oknami, drzwiami, dachami i kominami. Zgrabne, praktyczne, niewielkie... Są to zwykłe, pospolite domy, jakich pełno na polskiej prowincji. To one są powszednim doświadczeniem Polaka z małomiasteczkowej Polski. To w takich domach (o ile nie w blokach) większość mieszkańców tej Polski się wychowuje i spędza swoje życie. Jednocześnie są one symbolem dorobienia się, pewnego dostatku. Te domy są raczej już zbudowane i wykończone, jeśli trafia się jakiś z budową zatrzymaną na pewnym etapie, to jesteśmy pewni, że z łatwością da się ją ukończyć. Domki te, na obrazach, których kształty pokrywają się dokładnie z kształtami architektury, wyglądają jak modele lub jak zabawki dla dzieci. Ich schludność i mieszczańskość stanowi zaprzeczenie dramatycznych i tajemniczych domostw Modzelewskiego. Bujnowski nie wierzy w duchy, nie wierzy w pamięć lub jej brak. Domy jak z klocków pokazuje nam z sympatią do nich i lekką dozą złośliwej akceptacji. Jednak akceptacji tej topornej ohydy domów, w których żyje cała Polska. Tacy po prostu jesteśmy - zdaje się mówić Bujnowski - i nie mamy się czego wstydzić. Tutaj też nie ma ludzi. Domy te są całkowicie wyabstrahowane ze swego otoczenia, o którym nie wiemy nic, a właściwie wiemy wszystko, bo domy te mogą stanąć wszędzie. To ostatnie mówi wiele o braku poczucia bycia u siebie, zakorzenienia.

Marzenie o męskości

U Modzelewskiego domy są nieukończone, u Bujnowskiego wyjęte z własnego otoczenia, z ogródków, płotków, garaży, chodników, dojazdów i tak dalej. O czym to świadczy?
Proces budowania domu i tworzenia swojego bezpiecznego miejsca, a zatem i samego siebie, pozostaje tutaj otwarty. Dom, który nie ma drzwi, okien i dachu tak samo nie daje ciepła i bezpieczeństwa jak dom zawieszony w próżni. Życie w domu, który jest ciągłym zadaniem do spełnienia, pustą skorupą do wypełnienia i otoczenia, jest bardzo męczące i bynajmniej nie sprzyja spokojowi ducha.
Można by - ryzykując nieco przesadą - powiedzieć, że w pewnym sensie Polska lat dziewięćdziesiątych była krajem tryumfującej męskości, której przejawem stało się budowanie tak wielkiej ilości domów. Polska zaczęła dawać - wbrew temu, co się powszechnie uważa - więcej poczucia pewności i bezpieczeństwa i stawała się miejscem do wygodniejszego zamieszkania, do prawdziwego osiedlenia się, do zapuszczenia korzeni.
To, że domy są nieukończone, zamiast dachów mają gołe konstrukcje, a zamiast okien - puste miejsca - świadczyć jednak może, że męskość była może bardziej w sferze postulatów i marzeń niż w sferze realizacji.