Ponura czerń. "Spojrzenia 2011"

Znamy już laureatów piątej edycji konkursu „Spojrzenia" Fundacji Deutsche Bank, obecnie jednego z najbardziej prestiżowych konkursów doceniających najciekawszych młodych artystów ostatnich dwóch lat. Wygrała praca, która zwraca uwagę i budzi niepokój - i to właśnie owa niespokojność została doceniona. Dlatego, że współbrzmi „z niewypowiedzianym niepokojem dzisiejszych dni", jak napisano w uzasadnieniu. „Nagradzamy też za wrażliwe posługiwanie się dźwiękiem w sztuce wideo, co nie jest częste w Polsce. Oraz za subtelne relacje między obiektem, dźwiękiem i obrazem". Mowa o Konradzie Smoleńskim i jego instalacji „Energy Hunters". To już kolejny raz, kiedy pierwsza nagroda przypada twórcy pochodzącemu z Poznania.

Konrad Smoleński, Energy Hunters, 2011, kadr wideo
Konrad Smoleński, Energy Hunters, 2011, kadr wideo

Rzeczywiście niepokój w pracy Smoleńskiego jest nie wypowiedziany, tylko wydźwięczany... I niewątpliwie można go poczuć podczas jej oglądania. Zaciekawienie też, bo poprzez użycie prostych środków i powtarzającego się obrazu udało się widza również zaintrygować. Ale przede wszystkim użycie dźwięku i sposób, w jaki został wykorzystany, stały się podstawą sukcesu młodego artysty. Trudno mi z tym uzasadnieniem dyskutować, bo ta swoista właściwość godziła w moją wrażliwość. Tej pracy nie mogłam oglądać nie zatykając uszu, ale dzisiejsza sztuka widocznie musi krzyczeć, nie wystarczy jej mówić.

Druga nagroda - trzymiesięczny pobyt w Villa Romana we Florencji - trafiła do również poznaniaka Honzy Zamojskiego, którego wielu wcześniej typowało na zwycięzcę.

prace Honzy Zamojskiego
prace Honzy Zamojskiego

Może jednak przyjrzyjmy się najpierw całej wystawie. „Spojrzenia" rozpoczynają białe płaskorzeźby Artura Malewskiego „Weltschmerz" z 2010 roku. Mamy tu wzorowanego na przedstawieniu z ołtarza z Isenheim Mattiasa Grunewalda Jezusa ukrzyżowanego, portret człowieka-słonia (czyli zdeformowanego chorobą Josepha Carrey'a Merricka) i Dede Koswarę, mieszkańca Indonezji, znanego jako człowiek-drzewo. Tej trójcy towarzyszy coś w rodzaju ołtarza szafowego. Artysta, nie po raz pierwszy zresztą, przedstawia niepasujące do społeczeństwa zdeformowane jednostki. „Weltschmerz", czyli „ból świata", to praca o przekraczaniu granic, o pewnego rodzaju „nieludzkości", o tym, co normalne, a co nie. Te „monstra" z jednej strony budzą wstręt i niepokój, z drugiej - intrygują. To, że „dziwolągi" umieszczone są tuż obok przedstawiciela jednej z największych religii, podnosi ich rangę. Sąsiedztwo działa i w drugą stronę - bóstwo jest sprowadzone do kategorii kuriozum. Wszystkie z prezentowanych tu postaci doznają bólu. I właśnie dlatego praca Malewskiego otwiera wystawę. Założeniem kuratora Daniela Muzyczuka było bowiem zbudowanie narracji pomiędzy ponurą czernią, której można znaleźć we wszystkich tegorocznych nominacjach, a szczęściem, do którego poprzez te dzieła dążą ich twórcy.

Artur Malewski, Weltschmerz, Dede Koswara, 2010, żywica poliestrowa
Artur Malewski, Weltschmerz, Dede Koswara, 2010, żywica poliestrowa

Muzyczuk starał się prezentowane prace jakoś ze sobą powiązać. Wyszło mu... dziwnie. Trzy pierwsze realizacje pokazywane są sekwencyjnie. Płaskorzeźby Malewskiego podświetlane są raz na kilkadziesiąt minut, potem kolejno włączana jest horrendalnie głośna instalacja Smoleńskiego, odtwarzane są filmy Anny Okrasko. W praktyce wygląda to tak, że zwiedzający wchodzą i widzą coś na ścianie, tylko że jest zbyt ciemno, żeby to zidentyfikować, przechodzą więc dalej. Tam niestety nie jest lepiej, bo dzieło Smoleńskiego ryczy na całe muzeum (pilnujący wystawy ochroniarz ma stopery w uszach!) i przez jakiś czas zagłusza pokazywane obok filmy Piotra Wysockiego, których dźwięk płynie ze słuchawek. Smoleński na szczęście uruchamia się rzadziej niż co godzinę. Gdy jest wyłączony, poprzez dziwną drewnianą instalację, która dzieli jego ekran na części, możemy oglądać czerń monitora i wyświetlający się na nim czas pozostały do kolejnej prezentacji.

Konrad Smoleński prowadzi pewnego rodzaju potyczkę z widzem i jego oczekiwaniami wobec sztuki w ogóle. To audiowizualny eksperyment, w którym czerń ekranu przeplatana jest z kadrami, na których widać członków zespołu Foot Village w kominiarkach, ale bez koszulek. To, co wyje z głośników, jest jednak bardzo dalekie od tego, co powszechnie uważa się za muzykę. Tu warto może dodać, że Smoleński sam gra w kilku kapelach. Chwilami można z tej elektronicznej miazgi wychwycić coś jakby dźwięki cymbałków, kiedy zaś muzycy znikają z ekranu, ogłusza nas przerażające brzmienie, przypominające śpiew i krzyk zarazem. Walący zaś w płonący werbel mężczyzna, jak wskazuje tytuł, poszukuje energii lub - raczej - ujścia dla niej? Przygotowuje siebie i nas do eksplozji, która nigdy nie nadchodzi, ale napięcie i poczucie grozy rośnie.

Anna Okrasko, Sobota, 2011, kadr wideo
Anna Okrasko, Sobota, 2011, kadr wideo

Dwa czarno-białe nagrania wideo Anny Okrasko doskonale wpisują się zamysł kuratora. Artystka, znana przede wszystkim z feministycznych dzieł malarskich kontestujących brak równouprawnienia kobiet, tym razem pokazuje coś zupełnie innego. Tu tłem jest jej pobyt w Rotterdamie, gdzie studiowała, a obecnie mieszka. Bazą filmu „Ankieta" są filmy Kazimierza Karabasza „Na progu" oraz „Próba materii". Obraz składa się z serii pytań takich jak: „Czego pragniesz? Do czego dążysz? Jakie są twoje ideały?". Pojawiają się one na czarnym tle, po nich - twarze skonsternowanych ludzi, którzy prawdopodobnie nigdy sobie takich pytań nie zadali. W odpowiedzi zatem często słychać ciszę. Dlaczego to jest o emigracji? Bo zaczyna się pytaniem „Czemu chcesz opuścić kraj?". Ostatnim z wypowiadanych zdań jest początek odpowiedzi młodego mężczyzny. Słyszymy tylko „Tu trzeba zmienić radykalnie". W tle pobrzmiewa walc Fryderyka Chopina.

„Ankieta" jest wprowadzeniem do „Soboty", która w całości została nakręcona przez artystkę i też nawiązuje do twórczości Karabasza - poprzez ścieżkę dźwiękową zapożyczoną z jego dzieł. W jednym z pierwszych kadrów widzimy lepienie pierogów. Okrasko podejmuje tu próbę przedstawienia asymilacji emigrantów, a jednocześnie ich silnego osadzenia w tożsamości narodowej. Dla mnie jednak jest to przede wszystkim obraz zagubienia. Mamy tu kilkoro młodych ludzi, którzy nie wiadomo czym się zajmują. W wolnych chwilach piją wódkę i zagryzają kiszonymi. Na jednym z ujęć widzimy ekran laptopa któregoś z nich, a na pulpicie zdjęcie Alicii Keys - tutaj polskość przeplata się z globalnością, a opowieść o poszukiwaniu tożsamości narodowej staje się lekko groteskowa.

Dwa filmy prezentuje na „Spojrzeniach" Piotr Wysocki. Oba opowiadają o Aldonie, osobie transseksualnej, która marzy o operacji zmiany płci. Pierwszy obraz to historia opowiadająca o miłości i poszukiwaniu szczęścia. Widzimy bohaterkę w mieszkaniu swojego chłopaka, gdzie ubrana w fartuszek z falbankami przygotowuje dla niego obiad, jednocześnie opowiadając o ich związku. Zakończenie jest dramatyczne, choć niestety tragicznie prawdziwe: Aldona słyszy, że ma „wypierdalać".

Po lewej wideo Piotra Wysockiego
Po lewej wideo Piotra Wysockiego

Drugi film jest rezultatem bezpośredniej ingerencji artysty w życie swojej bohaterki: Wysocki postanowił sfinansować operację Aldony. Miała to być odpowiedź na pytanie: „Jak działać sztuką?"

Co z tego wyszło? O ile pierwszy film jest naprawdę dobry, bo udało się w nim Wysockiemu uchwycić naturalność w sytuacji uznanej za nienaturalną, o tyle drugi jest zupełnym nieporozumieniem. Rozpoczynają go mocne sceny operacji usuwania penisa, które przeplatają się ze zdjęciami z przebiegu konkursu piękności drag queen. Nie ma tu wrażenia naturalności, prędzej podążania za określonym scenariuszem. Paradoksalnie wejście w tak intymne sfery sprawiło, że przekaz stracił na głębi. Jest szokujący, ale nie porusza.

Honza Zamojski, Wu, 2010, ilustracja z książki Rymy jak dymy, kreda na papierze
Honza Zamojski, Wu, 2010, ilustracja z książki Rymy jak dymy, kreda na papierze

Wreszcie dochodzimy do pracy Honzy Zamojskiego. W uzasadnieniu jury czytamy, że „rewiduje [ona] idiom formalizmu, ale bez historycznych obciążeń". Twórca postawił przed widzem luźną kolekcję różnych, wydawałoby się, niepołączonych ze sobą prac. Ta miniekspozycja to rozszerzenie o obraz narracji książki „Rymy jak dymy". Tytuł jest wolnym tłumaczeniem hip-hopowego tekstu MF Dooma „Rhymes like dimes". Zamojski podejmuje próbę stworzenia autoportretu, samookreślenia. Wykorzystuje rap do analizy swojego czeskiego pochodzenia, posiłkując się przy tym elementami zaczerpniętymi z twórczości Wu Tang Clan i filmu Jima Jarmuscha „Ghost Dog". Efekt jest więcej niż ciekawy, choć sam artysta podsumowuje swój projekt na stronie nazwanej „hidden track" słowami: „Nie muszę się z tego tłumaczyć, bo dla nikogo to nic nie znaczy".

praca Anny i Adama Witkowskich
praca Anny i Adama Witkowskich

Zupełnie inny charakter ma znajdująca się obok instalacja Anny i Adama Witkowskich „Pejzaż". W kącie leży stos czarnych plastikowych figurek japońskich kotów szczęścia. Obok stoi coś w rodzaju chatki do medytacji. Tu ciekawie robi się dopiero po wejściu do jej klaustrofobicznego wnętrza, gdzie doznajemy wrażenia spadania, stania nad przepaścią - zarówno sufit, jak i podłoga pokryte są lustrami. Artyści wyraźnie zadrwili z zabobonu, pokazując, jak żałosny jest sposób dążenia do szczęścia poprzez wiarę, że kawałek plastiku może zapewnić psychiczny komfort.

Anna Zaradny, PASS/ED, 2009/2010, kadr z czterokanałowej instalacji audio wideo, Zurych 2011
Anna Zaradny, PASS/ED, 2009/2010, kadr z czterokanałowej instalacji audio wideo, Zurych 2011

Pracę Anny Zaradny łatwo jest przeoczyć, bo ukryta jest w zakamarku, do którego prowadzi wąski korytarz. W niewielkim ciemnym pomieszczeniu znajduje się czterokanałowa instalacja audio wideo i kilka puf. Na wszystkich ekranach wyświetla się ten sam lekko drgający kształt. W „PASS |ED" środki artystycznego wyrazu zredukowane są do minimum. Podobno miał to być rodzaj przestrzeni, w której możemy się wyciszyć, gdzie jedynie niewyraźnie dochodzą nas dźwięki przypominające brzęczenie słabego sygnału z telewizora. W rzeczywistości ta ponura przestrzeń zamiast uspokajać budzi konsternację.

Od lewej Wojciech Bąkowski - egzekutor wyroku jury, Konrad Smoleński, Honza Zamojski, Michael Münch - dyrektor Fundacji Deutsche  Bank, tłumaczka, dr Krzysztof Kalicki - dyrektor Duetsche Bank Polska S.A
Od lewej Wojciech Bąkowski - egzekutor wyroku jury, Konrad Smoleński, Honza Zamojski, Michael Münch - dyrektor Fundacji Deutsche Bank, tłumaczka, dr Krzysztof Kalicki - dyrektor Duetsche Bank Polska S.A

Skoro „Spojrzenia" są jednym z najważniejszych konkursów w swoim rodzaju, to należy założyć, że biorący w nich udział twórcy i ich prace są rodzajem lustra całej współczesnej sceny artystycznej w Polsce. I co ono pokazuje? Po pierwsze: że poszukiwania są prowadzone poza tradycyjnymi mediami sztuki - ale to wiemy nie od dziś. Po drugie: że jest wykorzystywane napięcie między tym, co prywatne, a tym, co społeczne. No i że rośnie rola dźwięku w sztuce nazywanej wciąż wizualną. Po okresie fascynacji filmami niemymi zaczynamy wracać do używania dźwięku. Często bardzo innowacyjnie. Widocznie nie da się już więcej ignorować faktu, iż żyjemy w świecie, w którym obok obrazów to właśnie dźwięk - czasami wręcz hałas - zalewa nas z każdej strony. Czasami jest nie do wytrzymania. Zupełnie jak niektóre z prezentowanych w Zachęcie prac.

Do 10.11.2011 można na stronie http://www.zacheta.art.pl/ głosować jeszcze na laureata nagrody publiczności konkursu „Spojrzenia 2011".

„Spojrzenia 2011", Zachęta, Warszawa, 20.09-13.11.2011.