Muzeum jako podmiot kultury demokratycznej. Rozmowa z Piotrem Piotrowskim

Piotr Piotrowski
Piotr Piotrowski

Jak przebiegały procedury związane z Twoim wyborem? Czy Rada Powiernicza zwróciła się do Ciebie z propozycją, czy też stanąłeś do konkursu sam?

Nie stawałem do konkursu. W ogóle nie brałem takiej możliwości pod uwagę i nigdy nie myślałem o tym, aby prowadzić muzeum. Rozstałem się z muzeum (Muzeum Narodowym w Poznaniu) w 1997 roku i myślałem, że rozstaję się z tym typem pracy na zawsze... Najogólniej rzecz ujmując, Rada zaprosiła mnie na rozmowę. Po przedstawieniu dość ogólnej wizji muzeum otrzymałem ich rekomendację, którą - po pewnych wahaniach - przyjąłem.

Pierwsze pytanie pociąga za sobą drugie: czy funkcję dyrektora traktujesz jako wyróżnienie, misję do wypełnienia, a może jako zwieńczenie kariery akademika o ambicjach praktycznych?

Dobre pytanie. W zasadzie to jest dla mnie wszystko na raz. Oczywiście, że traktuję to jako wyróżnienie. Ogłoszenie mojej rekomendacji było bardzo sympatycznie komentowane przez nasze środowisko, było mi więc miło. Jasne, że jest to olbrzymie wyzwanie, zwłaszcza, że sytuacja jest tam trudna, a oczekiwania wobec mnie ogromne. Nie ukrywam obaw. To wszystko może się nie udać. Wiele zależy od władz, a dokładnie - od władz zależą środki finansowe. Wiele zależy też od zdrowia, na które nie mam wpływu. W jakiejś gazecie napisano, że „muszę mieć końskie zdrowie"... Najciekawsza jest ostatnia część pytania, która chyba trafia w mój bardzo czuły punkt. Zawsze uważałem, że nauka nie może zamykać się w murach uniwersytetów, że powinna wyjść w szerszą przestrzeń społeczną. Dla nas, historyków sztuki, muzeum jest taką przestrzenią, a raczej mostem do przejścia w taki obszar. Jego działanie jest spektakularne, recepcja szeroka, ekspozycje otwierane są w świetle jupiterów, przy znacznie większej publiczności, niż mogą uzyskać promocje akademickich wydawnictw oraz organizacja konferencji naukowych. Tak wiec w jakimś stopniu myślę o pracy w muzeum jako kontynuacji pracy akademickiej, jej upowszechnieniu. W dodatku bardzo bliski jest mi naukowy wymiar muzeum. Chciałbym go rozwijać. Nie chodzi tylko o to, że wystawom powinny towarzyszyć naukowe katalogi, że kolekcja powinna mieć naukowe opracowanie. To oczywiste. Chodzi o to, aby muzeum miało też bardziej zinstytucjonalizowany wymiar aktywności naukowej, np. przez prowadzenie otwartych wykładów, swoistego rodzaju wszechnicę, czy też, jak jest w wielu instytucjach muzealnych na świecie, zwłaszcza w USA, aby miało swoistego rodzaju centrum badawcze, instytut studiów zaawansowanych. Takie modele łączenie nauki z muzeum na świecie istnieją. Dlaczego nie ma być tego w Polsce?

Z doniesień prasowych wiadomo, że postawiłeś Ministrowi konkretne warunki do spełnienia zanim zdecydowałeś się na przyjęcie propozycji posady Dyrektora MNW, jakie to były warunki?

To były oczekiwania natury finansowej. Nie można rozwinąć muzeum, czy też podnieść z pewnego rodzaju zastoju, bez pieniędzy na działalność merytoryczną oraz inwestycyjną. Minister obiecał „życzliwość" wobec MNW. Żaden kontrakt w tej materii nie został podpisany, ale nie mam powodów, aby mu nie wierzyć. To była oczywiście ogólna rozmowa. Nie pracując w Muzeum, nie mając wglądu w jego plany, nie mogłem przedstawić
konkretnych postulatów. Ale otrzymałem obietnicę, że gdy je przedstawię, Ministerstwo przyjmie je „życzliwie". Jedna sprawa była jednak konkretna: to jest przeniesienie Muzeum Wojska w inne miejsce. Minister mi powiedział, że Muzeum Wojska otrzyma nową przestrzeń w czasie kilku lat, na warszawskiej Cytadeli. Mam nadzieję, że tak się stanie i cały historyczny gmach muzealny będzie należał do MNW.

Czy to znaczy, że Muzeum czeka również reorganizacja kolekcji?

Nie tyle kolekcji, co stałej ekspozycji. Trudno mi jednak w tej chwili podać jakieś szczegóły. Tę pracę trzeba będzie wykonać wspólnie z kuratorami. W każdym razie myślę o tym bardzo poważnie, zarówno o koncepcji stałej ekspozycji, jak też jej aranżacji. W tym pierwszym przypadku powinno to iść w kierunku problematyzacji narracji historyczno-artystycznej, szczególnie w odniesieniu do polskiej sztuki, problematyzacji podręcznikowego kanonu i ukazania mechanizmów wykluczania. W drugim, a więc architektury, w stronę stworzenia atrakcyjnego przekazu, dowartościowującego jednak dzieła sztuki, a nie ego architekta czy aranżera.

Czy planujesz - podobnie jak Jarosław Suchan w Muzeum Sztuki w Łodzi - wykonać symboliczny gest otwarcia Muzeum na publiczność i miasto poprzez np. modernizację wejścia do instytucji, eliminację ogrodzenia, otwarcie zamkniętego chyba od zawsze „ogrodu rzeźby"?

Coś takiego chciałbym zrobić, jakkolwiek nie wiem, czy dokładnie to, o co pytasz. Nie wiem, czy to się wszystko tak od razu da zrobić. Po prostu rekomendację Rady Powierniczej otrzymałem na kilka dni przed wyjazdem do USA na kilkumiesięczny pobyt studyjny w Clark Art Institute i nawet nie miałem czasu, aby temu wszystkiemu się przyjrzeć, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Zapewne jednak jakaś publiczna inauguracja nastąpi. Chciałbym to zrobić możliwie najszybciej.

Muzeum Narodowe Warszawa, arch. Tadeusz Tołwiński
Muzeum Narodowe Warszawa, arch. Tadeusz Tołwiński

Wcześniej byłeś wśród ścisłego grona ekspertów przygotowujących program merytoryczny dla przyszłego Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, czy tamto doświadczenie zamierzasz wykorzystać w Muzeum, ale już Narodowym?

Tak, mam takie plany. Nie mam zamiaru konkurować z MSN, ale je uzupełniać i współpracować z nim. Dotyczy to przede wszystkim zainteresowań środkowo czy też wschodnioeuropejskich. Jak wiadomo, te kwestie były wówczas przez nas (w Radzie Programowej) dość intensywnie dyskutowane i obecne kierownictwo, czyli Joanna Mytkowska, podjęło to myślenie. Sądzę, że na tym polu możemy się uzupełniać. Poza tym, co oczywiste, sztuka nowoczesna i współczesna jest mi bliska. Trochę się na tym znam. Doceniam jej wagę i wartość, więc tym bardziej w pewnym stopniu działalność MNW będzie zakorzeniona w tamtych debatach i będzie się zazębiała z MSN. Ale, chcę to podkreślić, MNW nie stanie się muzeum sztuki współczesnej czy nowoczesnej.

...czyli jaki będzie program MNW? Bo rozumiem, że możemy oczekiwać głębokich zmian po przeciągającym się regresie i marginalizacji instytucji?

Zdaje się, że wszyscy dużo oczekują... Postaram się wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom. Trzeba jednak pamiętać, że muzeum to nie galeria, to także nie centrum sztuki. Ono się musi wolno rozpędzać, a jego ekspozycje wymagają lat pracy, rzetelnych badań, poważnych publikacji. Wreszcie muzeum ma obowiązki wobec swoich kolekcji. Powinno opracować zbiory i katalogi zbiorów oraz publikować. To są długotrwale prace, dość mozolne. To, co jest widoczne i spektakularne, to ekspozycje, przede wszystkim czasowe. Tam, w Muzeum, zapewne jest jakiś plan, z którym nie miałem szans zapoznania się. Zapewne część pomysłów wykorzystam, część nie; zapewne też zaproponuję kuratorom swoje. Trudno na razie mówić o szczegółach. Generalnie bliska mi jest wizja muzeum jako aktywnego podmiotu działającego w przestrzeni publicznej, podmiotu kultury demokratycznej. Bliska jest mi wizja muzeum, jako instytucji, która bierze udział w debatach publicznych, instytucji, która jest miejscem refleksji na temat tego, czym żyje społeczeństwo, która proponuje krytyczny namysł nad politycznymi, społecznymi i kulturowymi procesami. Chciałbym, aby MNW taką misję pełniło, ale nie na zasadzie publicystyki, lecz solidnej i przemyślanej krytycznej analizy. Poza tym, jestem tego pewien, MNW powinno nabrać szerszego, międzynarodowego, przede wszystkim europejskiego (ale nie tylko) wymiaru. Powinno podjąć zadanie współtworzenia współczesnej kultury europejskiej. Mam nadzieje, że będzie to robić.

Z tego, co mówisz, wygląda, że Muzeum Narodowe w Warszawie czeka prawdziwa rewolucja. Warszawska muzealna plotka niesie, że minister dał ci zielone światło na „głębokie cięcia kadrowe". Czy będziesz szukał nowych kuratorów w Polsce, w Poznaniu, a może za granicą? Czy możemy spodziewać się, że w muzeum wreszcie zagości „nowa muzeologia" i - dosłownie - „nowi" muzeolodzy i historycy sztuki?

O „cięciach kadrowych" czy też o sprawach kadrowych w ogóle z Ministrem nie rozmawiałem. Szukam obecnie kilku współpracowników, ale z całą pewnością nie będzie jakiejś wymiany kuratorów, czystki, zwolnień grupowych, czy czegoś w tym rodzaju. Tam jest zresztą grupa bardzo dobrych fachowców, na których współpracę liczę. Będę raczej starał się zracjonalizować pracę muzealną tak, aby każdy wiedział, co ma robić i czerpał z tej pracy satysfakcję. Nie wiem więc skąd biorą się plotki. Warszawa jest bardzo rozplotkowanym miastem i takim pewnie pozostanie... Tu jednak chodzi o coś innego: mówiąc o „unowocześnieniu" muzeum wcale nie mam na myśli jakiejś neoliberalnej reformy, polegającej na zwalnianiu ludzi, samofinansowaniu się instytucji i organizowaniu dochodowych imprez. W pewnym sensie wręcz przeciwnie. „Nowoczesność" pojmuję na sposób socjalistyczny, a nie neoliberalny: muzeum ma służyć społeczeństwu, jego dobrze pojętemu interesowi, ma rozwijać krytyczne myślenie o sztuce i kulturze, a nie być przedsiębiorstwem dochodowym. Uważam, że jako instytucja publiczna powinna ona być finansowana z pieniędzy publicznych, zarówno budżetowych, jak i pozabudżetowych (myślę tu o grantach), zarówno krajowych, jak też międzynarodowych, w tym europejskich. Środki Unii Europejskiej (na naukę, kulturę i infrastrukturę) są w końcu pieniędzmi publicznymi. Nie znaczy to, naturalnie, że nie będziemy poszukiwać pieniędzy prywatnych. Będziemy. Przede wszystkim jednak „nowoczesność" pojmuję w sposób merytoryczny - chciałbym, aby MNW czerpało szeroką garścią ze współczesnej wiedzy, krytycznej historii sztuki oraz zaawansowanych, współczesnych studiów muzealnych. Tak pojmuję „nowoczesność", racjonalność i reformę - a nie na sposób neoliberalny. Zresztą trzymanie się obecnie neoliberalnego myślenia jest dość problematyczne. Rzeczywistość zweryfikowała neoliberalną ekonomię polityczną i politykę ekonomiczną. Nikt w obecnych czasach, w czasach głębokiego kryzysu, nie może mówić, że rynek się sam ureguluje, że państwo nie jest potrzebne i powinno być redukowane. Procesy społeczne, ekonomiczne i polityczne są dokładnie odwrotne i neoliberalne myślenie odchodzi do lamusa. Na szczęście...

Jedną z bolączek polskich muzeów jest nie tylko niemalże całkowite odcięcie od instytucji działających według światowych standardów, lecz również zanik współpracy między placówkami w różnych miastach. Nawet największe wystawy nie zawsze mają więcej niż jedną odsłonę, a jeśli już to maksymalnie dwie, góra trzy ekspozycje w innych miastach. Czy możemy oczekiwać od Ciebie - jako dyrektora stołecznego muzeum - ruchu w kierunku ożywienia przepływu ekspozycji i eksponatów między instytucjami?

Tak. Chciałbym otworzyć MNW na współpracę nie tylko, a może nawet nie tyle z polskimi muzeami, ale też zagranicznymi, przede wszystkim europejskimi. Chciałbym, aby ambitne wystawy europejskie można było obejrzeć w Warszawie i odwrotnie: aby nasze wystawy były możliwe do odwiedzania poza Polską. To nie jest takie proste, gdyż wymaga pieniędzy. Liczę jednak na Ministerstwo, na rządowe gwarancje ubezpieczeń itp. Jednym słowem: chciałbym, aby MNW nabrało międzynarodowego wymiaru. To jest jedną z moich głównych ambicji.

W swoim referacie wygłoszonym na konferencji w MSN w lecie 2008 roku mówiłeś o dwóch modelach muzeum. Czy „twoje" muzeum będzie „traumatofobiczne", czy też raczej „traumatofiliczne"?

Dobre pytanie: zapewne nie będzie to muzeum traumatofobiczne. To jest muzeum historyczne, a historia zawsze jest traumatyczna, nawet wówczas, a może szczególnie wówczas, gdy jest zabawna...


Czytaj także w tym temacie:

"Jałta" i cień awangardy. Dyskusja redakcyjna wokół książki Piotra Piotrowskiego "Awangarda w cieniu Jałty"

Piotr Piotrowski dyrektorem MNW

Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Współczesnej, Transformacji a nawet Negocjacji. Rozmowa z Tadeuszem Zielniewiczem Muzeum jako alternatywna sfera publiczna.

Rozmowa z Joanną Mytkowską

Piotr Piotrowski, Pazurami i dziobem w obronie demokracji