"Niegrzeczne dziewczyny idą tam gdzie chcą..."*

Magdalena Ujma i Joanna Zielińska rozmawiają o pracach Lucii Tkačovej i Anetty Mona Chisy

Magdalena Ujma: Działalność Lucii Tkačovej i Anetty Mona Chisy wydaje nam się bardzo interesująca, bo nie znajdujemy przykładów podobnej sztuki w Polsce, gdzie jest przecież dużo sztuki tworzonej przez kobiety. Naszym zdaniem (i to pokrywa się ze zdaniem innych krytyczek, np. Ewy Toniak) jest to sztuka miękka, łatwo wchodząca w stereotypy i esencjalizm, czyli w przekonanie, że istnieje jakaś sztuka typowo kobieca, esencja kobiecości po prostu. Czasami zdarza się jej otwarty konflikt z założeniami politycznymi, jak w przypadku Doroty Nieznalskiej, ale to wyniknęło nie ze świadomego zamierzenia, ale raczej z powodu niedocenienia nadgorliwości interpretatorów i możliwości politycznego grania sztuką. Najmłodsze pokolenie wykorzystuje wręcz pewne popularne cechy sztuki kobiet, ale jednocześnie odżegnuje się od ich znaczenia ideologicznego i od feminizmu, jak Basia Bańda i Anna Okrasko. To jest jeszcze większy backlash niż pokolenie przed nimi. Bo przecież pierwsze w Polsce artystki feministyczne, takie jak Ewa Partum, Natalia LL, które już w latach 60. i 70. demonstrowały w sztuce świadomość feministyczną, odżegnywały się od feminizmu. Przynajmniej na początku.

Joanna Zielińska: Sztuka najmłodszych artystek często ślizga się po powierzchni, tak naprawdę nie zagłębia się w tematykę płci. Tak, jak mówisz, korzysta z języka wypracowanego przez feminizm esencjonalistyczny, ale nie po to, żeby o coś walczyć. Nie buduje na tym głębokiej refleksji, nie jest politycznie zaangażowana, ich sztuka jest - w tym sensie - pustym gadaniem.

Magda: Jest elementem rynku, odpowiedzią na zapotrzebowanie, ekscytującą erotycznie nowością.

Joanna: Taka kokieteryjna poza, niby nieświadomej Lolity - to najbardziej kręci facetów.

Magda: W gruncie rzeczy jest to postawa bardzo tradycyjna, odpowiada na zapotrzebowanie heteroseksualnych mężczyzn, którzy podniecają się tym, że młoda laska mówi o pożądaniu, używając świńskich słów.

Joanna: Taka postawa banalizuje język wypracowany przez całe pokolenia artystek, nic natomiast nie zmienia.

Magda: Nie jest to pół kroku do tyłu, tylko cofnięcie się o całe lata świetlne w porównaniu z tym, co robiły starsze artystki. Stwierdzenie: "Jestem feministką, ale..." jest typowo polskie. Artystki z lat 60. i początku 70., czy młodsze, jak: Katarzyna Kozyra, Ela Jabłońska i Julita Wójcik (zwłaszcza te dwie ostatnie), prowadzą gry z zachowaniami społecznymi i można mówić o subwersywności ich działań, o odnoszeniu się do stereotypu kobiety czy kobiety-artystki, ale w wypadku najmłodszych artystek taka interpretacja jest wykluczona.

Joanna: W sztuce polskiej brakuje mi drapieżności - wyjątek stanowią projekty Efki Szczyrek, które ironizują na temat esencjonalistycznego analizowania kobiecości i męskości. Jej poglądy w gruncie rzeczy są bliskie artystkom, które w tym roku zapraszamy do wzięcia udziału w Święcie Kobiet 2006. Na początku swojej działalności Lucia Tkačova zrobiła bardzo ciekawą wystawę w galerii Medium w Bratysławie analizującą język sztuki kobiecej1. Była to wystawa bardzo krytyczna, rozprawiająca się z mitami, ale też nie sposób odmówić jej lekkości i poczucia humoru właściwego dla sztuki czeskiej.

Holiday Video, 2004
Holiday Video, 2004

Holiday Video, 2004
Holiday Video, 2004

Holiday Video, 2004
Holiday Video, 2004

Holiday Video, 2004
Holiday Video, 2004

Magda: Pamiętaj tylko, że Lucia jest Słowaczką. Ewa Szczyrek idzie kompletnie własną drogą. Nie jest postrzegana jako swoja ani przez feministki pozbawiające kobiecość jakiejś powtarzalnej typowości, ani przez esencjalistki, jest niezależna od wszystkich. Wracając do polskich artystek, to nie dorobiły się one poczucia tradycji, jakiejś konsekwencji, we własnych realizacjach nie odnoszą się do sztuki Wielkich Mistrzyń np. do Zofii Kulik czy Ewy Partum.

Joanna: Masz rację, artystki nie chcą korzystać z tradycji. Ruch feministyczny w Polsce w pewnym sensie jest bezrefleksyjny. Utknęłyśmy w martwym punkcie?

Magda: Tak, można odnieść wrażenie, że artystkom jest dobrze tak jak jest, zależy im na tym, aby być pięknymi, optymistycznymi, dobrze ubranymi, świetnymi partiami dla mężczyzn. Gdzie zginęła niezależność w stosunku do mężczyzn, gdzie poczucie własnej wartości?

Joanna: Lucia Tkačova i Anetta Mona Chisa cały czas grają znanymi stereotypami, np. pięknej kobiety, która wszystko załatwi dzięki seksapilowi, potrafi wyciągać profity z tego, że jest ładna. Artystki te są bardzo odważne w tym, co robią, nie boją się krytykować czy nawet kompromitować mężczyzn związanych ze środowiskiem artystycznym. Kwestionują ich męskość. Uderzają w najczulsze punkty.

Magda: Tłumacząc dlaczego interesuje nas ten duet artystyczny, charakteryzowałyśmy w gruncie rzeczy ich sztukę jako postfeminizm. To jest właśnie postawa bliska działalności Efki Szczyrek, tylko że ona jest bardziej niezależna, skoncentrowana na własnych projektach. Zaproszone przez nas artystki więcej myślą o tradycji, o stereotypie kobiety. Odnoszą się z wielką ironią do drugiej fali i do szukania specyfiki sztuki kobiecej, co było przecież obosiecznym mieczem. To znaczy: pozwoliło kobietom na uzyskanie głosu, ale z drugiej strony umożliwiło zamknięcie artystek w wygodnym dla całej reszty getcie. Nagle okazało się, że istnieje oddzielna kategoria - kobiety tworzące sztukę, które realizują zespół cech typowych dla kobiet, takich jak: nielogiczność, dziecięcość, wyrozumiałość w stosunku do innych, łagodność, posługiwanie się nie rozumem, tylko uczuciami. To doprowadzone zostało do absurdu. A taka postawa i taki zespół cech przypisywanych kobiecości wynika przecież z bycia w pewnym miejscu i kulturze. To, co nam się podoba, to śmiałość wyjścia z tego getta, pozbycia się etykietki swoistości, która je określa. Tkačova i Mona Chisa cały czas posługują się etykietką, ale kontestatorki i burzycielki, komentatorki tego jak funkcjonuje scena artystyczna.

Joanna: Podoba mi się to, że są bardzo bezwzględne w tym, co robią, nie mają skrupułów nawet, żeby głośno naśmiewać się z artystów, oceniać ich. Powiedziałaś, że to jest żeńska wersja Supergupy Azorro i chyba coś w tym jest. Tylko, że oni bardziej skupieni są na uniwersalnej refleksji - przynajmniej tak chcą być postrzegani. Dla dziewczyn ważna jest też ich płeć.

Magda: O kobietach mówi się, że nie potrafią przekroczyć swojej płci, że nie potrafią się wyabstrahować, transcendować.

Joanna: Kobiety ciągle negocjują granicę między własną płcią a "uniwersalnością". Mężczyźni nie mają tego problemu.

Magda: Są uniwersalnym ego, podmiotem. W przypadku dziewczyn podoba mi się także i to właśnie, że posługują się useksualnionym językiem. To jest kpina z tego, jak jest postrzegana kobieta w przestrzeni publicznej, że jest zawsze sprowadzona do płci i przez to jest dyscyplinowana. Nie może być za bardzo seksualna, musi się sama pilnować. One nie boją się pokazywać swojego zainteresowania seksem i mężczyznami, że są kobietami, które potrafią pożądać, że są heteroseksualne. Z drugiej strony nie popadają w drugą pułapkę kompletnego useksualniania kobiet, pójścia w porno. To widziałyśmy też w Czechach - tam bardzo często sztuka popada w taką skrajność. Kobieta grając rolę gadżetu seksualnego staje się takim gadżetem. Staje się przedmiotem mimo, że usiłuje nadać temu cudzysłów, taka gra seksualnością nie w roli podmiotu, tylko przedmiotu jest tak silna, że nie jest się w stanie nad nią zapanować. Staje się przedmiotem, tym który gra rolę w filmie porno, bo ten przekaz jest za silny.

Joanna: W sztuce dziewczyn również występuje tego typu ryzyko - interpretowania jej w drugą stronę, nawet gdy gra jest tak oczywista. Stereotypy myślenia o sztuce tworzonej przez artystki są bardzo silne. Filmy Lucii Tkačovej i Anetty Mona Chisy mogą być odczytane na poziomie podniecających filmów robionych przez piękne kobiety, które grają swoim seksapilem.

Magda: Albo filmy robione przez kobiety niewyżyte seksualnie. Ważne wydaje mi się to, że działają w duecie.

Joanna: Poprzednia ich wystawa w Galerii Jeleni w Pradze to był wielki skandal2. Dziewczyny podporządkowały wszystkich ważnych artystów i krytyków kategoriom związanym z kobiecym pożądaniem.

Magda: Oceniając walory seksualne mężczyzn doskonale skomentowały pewną logikę życia artystycznego, która jest zawsze podskórna, o której się nie mówi, bo niby to nie wypada, a to ona w gruncie rzeczy napędza życie towarzyskie i środowisko artystyczne. Tylko, że zwykle działa to w ten sposób, że mężczyźni wybierając sobie wielbicielki, dowartościowują się istnieniem artystycznych grouppies, prowadzą towarzyski tryb życia.

Joanna: Jest taki stereotyp starszego artysty, który wiąże się z młodszą od siebie kobietą.

Magda: I robi z niej artystkę albo co najmniej asystentkę. One wystąpiły w roli artystek, które robią projekt artystyczny z mówienia o seksie oraz o swoim ocenianiu mężczyzn artystów czy krytyków, którzy działają na scenie czeskiej i słowackiej. Co - oczywiście - stało się niesamowitym skandalem. Było bardzo długo komentowane

Home Video, 2005
Home Video, 2005

Home Video, 2005
Home Video, 2005

Home Video, 2005
Home Video, 2005

Home Video, 2005
Home Video, 2005

Joanna: Wygrał redaktor naczelny "Umelca" - znanego czeskiego pisma artystycznego -Jiři Ptaček.

Magda: Kategorie były bardzo dowcipne: "mężczyzna, z którym możemy uprawiać seks tylko na wyspie bezludnej" albo " seks tylko w celu przedłużenia bytu ludzkości", "zawsze i wszędzie", "seks bez przyjemności"...

Joanna: Ważne były też te plotki, cała towarzyska otoczka projektu. Mężczyźni nie potrafią patrzeć z przymrużeniem oka, bardzo emocjonują się i przejmują jeśli ktoś ocenia ich męskość i atrakcyjność, najwyraźniej stawia to ich w niekomfortowej sytuacji. Niektórzy nawet obrazili się.

Magda: Ten, który wygrał, też był na językach, ludzie nie mogli uwierzyć, że wygrał tak sobie, tylko dopatrywali się podtekstów, które być może zresztą były.

Joanna: Obecna wystawa Lucii Tkačovej i Anetty Mona Chisy w Galerii Futura3 w Pradze jest o wiele grzeczniejsza. Nie wywoła skandalu i myślę, że wielu odeszło zawiedzionych. Wystawa ta wpisuje się w przerabianą już wielokrotnie analizę pozycji artysty w świecie sztuki.

Magda: Pod tym względem wystawa wydała mi się ciekawa, bo włącza się w nośny dla artystów ze Wschodniej Europy wątek. Jest on autoironiczny, mówi o wasalności Wschodu wobec Zachodu. O marzeniu wschodnich artystów, żeby zaistnieć na Zachodzie. Mówi o podrzędności, podlizywaniu się kuratorom. O tym mówią prace takich artystów Jakub Ferri, Azorro, Ondřej Brody, wcześniej tutaj też plasował się np. Oleg Kulik. Ale sztuka dziewczyn jest o tyle interesująca, że mówi o podwójnym wykluczeniu. O artyście, który jest równie zdolny jak ten z Zachodu, a nawet bardziej, bo jest sprawniejszy manualnie, ale nie może zrobić kariery, osiągnąć wymarzonego sukcesu rynkowego. Nie tylko dlatego że jest ze Wschodu, ale również dlatego, że jest kobietą. Wypowiedź Lucii i Anetty zyskuje tym samym zabarwienie genderowe. Wiele prac na ich wystawie w Futurze jest dość płytkich. Zabawną wydaje mi się praca "Jak zrobić rewolucję" z tekstem pisanym na ekranie laptopa - "chciałabym zrobić świetną wystawę, poślubić znanego kuratora, odnieść sukces rynkowy". Potem wymazane zostaje słowo "świetna" i zamienione na "rewolucyjna". Inteligentna, choć dość oczywista praca, ale reszta już niekoniecznie.

Joanna: Dziewczyny niepotrzebnie ciągną też wątki z poprzednich prac, ich sztuka staje się przewidywalna.

Magda: Ciekawa jest ta praca, gdzie pokazują rekwizyty ukradzione z różnych komercyjnych galerii na Zachodzie, które rządzą rynkiem sztuki.

Joanna: To praca o kobiecym fetyszyzmie, ale nie pozbawiona jest poczucia humoru i absurdalności, razem z pracą o rewolucji stanowi mocny punkt pokazu.

Magda: Z Galerii Victorii Miro w Londynie kradną pęk kluczy, z jakiejś innej galerii - szczotkę klozetową. Nie są to elementy dzieł sztuki tam wystawianych, tylko jakieś pospolite rzeczy, które można kupić w każdym sklepie, a jednocześnie fetysze.

Joanna: Lucię Tkačovą i Anettę Mona Chisę, chcemy pokazać w Polsce na tegorocznym pokazie "Święto Kobiet". Coraz bardziej odchodzimy od projektów, które byłyby regularnymi wystawami, a także które utwierdzałyby postawę esencjalistyczną, wyrażającą się w poszukiwaniu specyfiki kobiecej sztuki. Naszym zdaniem taka postawa szkodzi kobietom. Dlatego też w pewnym sensie wycofujemy się z aktywnego uczestnictwa w obchodach Międzynarodowego Dnia Kobiet. Mamy też nadzieje, że sztuka zaproszonych przez nas artystek z Czech i Słowacji oddziała na refleksję feministyczną w Polsce, zaszczepi jakieś inne, postfeministyczne myślenie.

Magda: Dodajmy, że w 2004 i 2005 roku organizowałyśmy w Krakowie wydarzenia artystyczne z okazji 8 marca. Nazwałyśmy je w sposób dość oczywisty - Świętem Kobiet. W tym roku jednak postanowiłyśmy przenieść nasze Święto Kobiet z marca na lipiec. Wystawę dziewczyn pokażemy w galerii f.a.i.t., otwarcie 1 lipca. Obchody 8 marca poprzez wydarzenia klubowe i artystyczne, nie mówiąc już oczywiście o Manifach, rozmnożyły się tak bardzo, że nie czujemy potrzeby, żeby się do nich przyłączać. Chcemy problematykę kobiecą rozciągnąć na resztę roku. Mamy nadzieję, że Lucia Tkačova i Anetta Mona Chisa odniosą się w swoim projekcie do polskiego środowiska artystycznego. Liczymy na to, że dziewczyny zrobią projekt o konkretnych osobach, na temat ich pozornego zaangażowania w kwestie równouprawnienia w sztuce. Więcej nie powiem, żeby nie zapeszyć.

Joanna: Projekt będzie rozłożony w czasie, dlatego jego efekt będzie można oglądać dopiero za 2 tygodnie po przyjeździe artystek do Polski. Chcemy, żeby dziewczyny miały okazję poznać środowisko w Polsce. Chcemy, żeby ich działanie stało się rodzajem wirusa...

Magda: No i wierzymy w ich odwagę i bezkompromisowość. Poczucie humoru też bardzo się przyda.


* Tytuł zainspirowany książką: Ute Ehrhardt, "Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam, gdzie chcą", Warszawa 2003

Porn Video, 2004
Porn Video, 2004

Porn Video, 2004
Porn Video, 2004
  1. 1. "A Room on Their Own", Medium Gallery, Bratysława, 2003
  2. 2. "Nonstrategic Scenarios: The Red Library", Jeleni Gallery, Praga, 2005
  3. 3. Ortografio de Potenc", Futura Gallery, Praga, 2006. Ilustracje dzięki uprzejmości autorek