Strajk. Katarzyna Krakowiak w BWA Sokół

Każda współczesność - dzisiejsza, wczorajsza oraz jutrzejsza - jest kulturą w kryzysie. Kultura i kryzys są nieodłączne i uzależnione od siebie. Dzieje w tradycji europejskiej zaczynają się od postępującego upadku. U Hejzoda i w "Metamorfozach" Owidiusza po epoce złota przychodziły coraz trudniejsze czasy srebra, spiżu i żelaza. Według takich np. winszuitów żyjemy w kalijudze. Co to właściwie oznacza? Chyba to, że dzisiejszy kryzys i postulowana reforma muszą się sprzedać. Są produktem. Problem i produkt mylą nam się.

Prezentowanie i opracowywanie kultury w kryzysie wymaga funduszy. Aby były fundusze, muszą być widzowie (podczas gdy np. wungiel może sobie leżeć nieprzydatny; państwo się nim zaopiekuje). Kryzys musi być też ciekawy wizualnie. Kryzys i dobry dizajn lubimy najbardziej. Atrakcyjność kryzysu wzrasta, gdy jest opatrzony przypisami z klasyków. Hegel i Marks pomagają nam uwierzyć, że kryzys ma sens, bo twierdzą, że historia ma sens. Przypisy z klasyków dobrze wyglądają, nawet jeśli teleologia mistrzów jest nam obca. Kto dzisiaj wierzy w sens historii, łapka w górę! Teza, antyteza - to znamy. Ale synteza? Nie bardzo.

Kryzys kultury w kryzysie należy poddawać krytyce. Sprawa nie jest jednak łatwa. Instytucje kultury i sztuki mają nie tylko ambicje, ale i afekty. Instytucje, które chętnie mówią o potrzebie pogłębionej refleksji, narzekają na tabloidyzację i banalizację świata żywych i umarłych, selektywnie informują o tym, co się na temat prezentowanych wystaw pisze. A więc gdzie ten dialog? Instytucje chcą być a) krytyczne, b) nastawione na problemy współczesności, c) innowacyjne i d) chwalone. Ajć, ajć, ajć. Społeczeństwo spektaklu sucks!

Katarzyna Krakowiak, Absolute Beginners, BWA Sokół, Nowy Sącz

W takich warunkach rozmowa o problemach świata i sztuki jest utrudniona. Niełatwo rozpoznać sytuację, gdy problemy kuratorów i problemy współczesności mylą nam się.

A analizowanie kryzysu pod wpływem afektu (również pozytywnego) zaprowadzić może jedynie do kolejnego afektu. Nie dalej. I choć teoretycznie wszyscy wiemy, że musimy coś zmienić, chcemy równości, wolności i braterstwa, w czym sztuka ma nam pomóc, to praktycznie chcemy - nawet musimy - być wyjątkowi. Współczesna demokracja trenuje narcyzm i oligarchiczne zapędy. Równo i u wszystkich. Takie są wymagania rynku.

Wobec tego protestuję i domagam się sztuki wolnej od sztuki. Sztuki wolnej od podżegania do handlu (kup pan dzieło!) oraz instytucji zajmujących się w pierwszej instancji generowaniem mentalnego dobrobytu dla wszystkich, a mniej przesuwaniem przedmiotów z miejsca na miejsce czy odkurzaniem staroci.

Skoro górnicy mogą strajkować i raźnie wychodzą spod ziemi, to i pracownicy sztuki mogliby zastrajkować. Walka o godne warunki do uprawiania krytyki kultury w kryzysie bez oglądania się na kaprysy publiczności należy się nam jak górnikowi kilof i latarka. Niekoniecznie trzeba w tym celu malować transparenty i palić opony. Możemy zadziałać od środka. Po pierwsze, możemy robić wystawy całkowicie hermetyczne, totalnie niezrozumiałe, bez przypisów i bez tłumaczenia sensu, narażające na szwank uczucia religijne, mniejszości i większości. Sprawić, że sens istnienia placówek sztuki stanie się tak daleki od społecznych oczekiwań i politycznej poprawności, iż trzeba będzie wymyślić je na nowo. Drugą opcją jest redukcja sztuki w sztuce. Wystawą matką niech będzie "Absolute beginers" Katarzyny Krakowiak w BWA Sokół. Obie opcje mają nas uwolnić od biadolenia o kryzysie - czyż nie jesteśmy społeczeństwem bogaczy, skoro stać nas na analizowanie problemów funkcjonowania świata sztuki?

Katarzyna Krakowiak, Absolute Beginners, BWA Sokół, Nowy Sącz

Dla zgłodniałych konsumentów sztuki Katarzyna Krakowiak przygotowała niespodziankę.

Zaprezentowała puste sale, zamknęła klatkę schodową i zmieniła ją w gołębnik. Zamieszkujące go ptactwo oddaje się jedzeniu, wydalaniu oraz pornografii, która jednak okazuje się dość nudna. Nawet dla opatrzonego w sztuce współczesnej odbiorcy to za dużo. A właściwie za mało. Przecież przychodzimy do galerii jak klienci. Klient nasz pan. A tu co? Gołębie paskudzą marmury. W salach ekspozycyjnych horror vacui, lęk przed brakiem towaru.

Wystawa Krakowiak pokazuje, że XXI wiek oznacza cofnięcie się w czasie. Mimo całej wiedzy i obycia wciąż potrzebujemy w sztuce decorum. Ona nadal ma być czymś ekstra, naddatkiem. Rzeczywistość to za mało, artysta musi być producentem sztuki. Jesteśmy zawiedzeni, kiedy artystyczny gest nie jest wystarczająco artystyczny. Artysta jako osoba wskazująca na pustą przestrzeń? To już było. A jednak czujemy się kapkę oszukani. Kiedy artysta redukuje ilość tzw. bodźców artystycznych, mówimy oczywiście tak. Minimalistyczny dizajn, tak. Brutalizm, tak. Ale cóż to za artysta, który nie daje, nie upiększa, nie przetwarza?! To żaden artysta! A jak nie daje, to pewnie zabiera! Czas i pieniądze. Tfu! Oczywiście, umieszczenie gołębi w galerii robi wrażanie, wydaje się nam bardzo artystyczne, może nawet romantyczne. Kiedy przyglądamy się jednak aktywności ptaków, to przestaje nam być wesoło: jedzenie, brudzenie i kopulacja. Ale śmieszne! Niestety, nie wszystkim bozia dała tyle samo poczucia humoru.

Krakowiak, rezygnując z typowych zabiegów wystawienniczych, uzmysławia, że pomieszczenia galeryjne często aranżowane są analogicznie do wystawy produktów. Oraz że są one odzwierciedleniem idei przestrzeni obecnej w naszej kulturze, że doświadczamy jej jako dystansu i oddzielenia. Przestrzeń separuje. W galeriach i muzeach dzieła sztuki to obiekty, do których możemy się zbliżać i od nich oddalać. Funkcjonują w dystansie od siebie, a my jesteśmy w dystansie do nich. Można powiedzieć, że dzieła sztuki szatkują przestrzeń, mogą pogłębiać poczucie oddzielenia i generować wrażenie alienacji. Wszyscy, którym bliskie są ideały marksowskie, jeżeli chcą być wiarygodni, powinni całkowicie zanegować zasadność sztuki jako obiektu. Kto pierwszy?

Katarzyna Krakowiak, Absolute Beginners, BWA Sokół, Nowy Sącz

Decyzja pozostawienia pustej przestrzeni jest niewygodna, ponieważ tracimy punkty odniesienia oraz poczucie realności własnej osoby. Za dużo wolności. Co to, to nie!

W działaniu Krakowiak rozumienie przestrzeni jest bliższe niektórych koncepcjom buddyjskim, gdzie opisuje się ją jako pojemnik, w którym wszystko się zawiera. Albo jako informację. Umieszczenie w galerii ptaków i wystawienie czystej, w dużej mierze przeszklonej przestrzeni na działanie światła można widzieć jako zacierane granic, niwelowanie dystansu między tym, co jest wewnątrz i tym, co jest światem pozagaleryjnym. To, co widzimy jako zamach na nasze konsumenckie przyzwyczajenia, można też postrzegać jako gest, dzięki któremu spróbujemy zmienić perspektywę z egocentrycznej, nastawionej na ochronę idei i naszej wizji świata i sztuki. U Krakowiak doświadczenie i świadomość warunków, w których się funkcjonuje (złożoność świata sztuki i jego relacji z otoczeniem), są ważniejsze niż obcowanie z artefaktem. Artystka pokazuje, że to, co na zewnątrz, i to, co wewnątrz, cały czas ze sobą współgra i dąży do komunikacji, a dystans produkujemy sami (na przykład kiedy trzymamy się kurczowo jakiejś idei, wyobrażeń o tym, czym jest lub powinna być sztuka). Temat komunikacji jest tutaj bardzo wyraźny. Artysta mówi o separacji, oddzieleniu i kumulacji - jak czytamy w opisie "obcej energii".

Katarzyna Krakowiak najprawdopodobniej świetnie się bawiła, poznając środowisko nowosądeckich hodowców gołębi. Ludzi z pasją, która chyba nigdy nie była rentowna, a dzisiaj jest zupełnie niezrozumiała. Artystka pokazuje więc, że cały czas to, co najciekawsze, co staje się materią świata sztuki, wydarza się poza jego ramami. Świat sztuki nie jest samowystarczalny, chociaż być może chciałby być. Jest zależny i karmi się tym, co leży poza jego granicami, co nie przynależy do instytucji, redakcji, akademii czy innych podmiotów. Sztuka importuje i problemy, i materię, a następnie separuje i dystansuje. Można powiedzieć, że w świecie sztuki wszyscy jesteśmy dłużnikami innych podsystemów społecznych. Lecimy na kredyt. Całe życie. Dodatkowo spora część aktywności, energii i pracy, jeżeli spojrzymy na sztukę w sposób niesentymentalny, okazuje się przemieszczaniem obiektów w przestrzeni. Przestawianiem, rekonfigurowaniem, zawieszaniem, przewożeniem, ściąganiem, pakowaniem, odkurzaniem. Organizowaniem pozwoleń, umów i ubezpieczeń. Produkcją kubików. Klasyczna wystawa to milion maili i negocjowanie, skąd dokąd dany obiekt ma trafić, jak go zaprezentować w kontekście innych. Oraz pytanie: kto za to wszystko zapłaci? Katarzyna Krakowiak minimalizuje tego typu problemy. I to jest super.

 

Fot. Irena Kalicka

Katarzyna Krakowiak, "Absolute Beginners", BWA Sokół, Nowy Sącz, 23.01-1.03.15

Katarzyna Krakowiak, Absolute Beginners, BWA Sokół, Nowy Sącz