Boty w rajstopach

W grudniu 2013 roku do redakcji „Time'a" w Waszyngtonie zadzwoniła Samantha West, by zadać wiele pytań dotyczących opieki zdrowotnej. Telefon odebrał szef biura, Michael Scherer. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Samantha West nie była człowiekiem, a doskonale zaprogramowanym robotem. Czy jednak prawdopodobieństwo rozmowy z botem jest tym, co niepokoi nas najbardziej? Czy może to nasza własna niepewność istnienia? Artyści, których prace zaprezentowano na wystawie „zMowa botów" w poznańskiej galerii Siłownia, poszukują miejsca dla siebie i cybertworów w hybrydycznym świecie. Tworzą kolektyw Perfokarta oraz grupy Rozdzielczość Chleba i KALeKA. Działania, jakie podejmują, to m.in. praca wydawnicza, prezentacje projektów, akcje na żywo. Ich aktywność oscyluje wokół zagadnień związanych z poezją cybernetyczną, muzyką elektroniczną, sztuką komputerową. Interesują się językiem, ale wychodzą poza jego semantyczne ramy, skupiając uwagę na różnorodnych środkach wyrazu. Inspiracjami kolektywu Perfokarta okazują się zarówno (neo)futuryzm, jak i cyberkultura. Na wystawie „zMowa botów" prace nawiązują do problematyki języka, transkodowania i związanych z nimi zakłóceń.

Leszek Onak, „Cierniste Diody”, printscreen
Leszek Onak, „Cierniste Diody”, printscreen

Jedna z pierwszych realizacji zaraz przy wejściu do galerii to „Cierniste diody" Leszka Onaka. Jest to aplikacja generatywna bazująca na dwóch tekstach - „Sierpniu" Brunona Schulza oraz poradniku „Polski Fiat 125 p. Budowa. Eksploatacja. Naprawa". Na niebieskim ekranie komputera możemy tworzyć z każdym kliknięciem nową wersję czytanki - wypadkowej opowiadania i instrukcji. Jej zasada działania opiera się na algorytmie, który do tekstu Schulza losowo dobiera i wstawia rzeczowniki z instrukcji obsługi fiata. Do każdej luki w zdaniu przypisana jest funkcja, która dopasowuje formę i przypadek rzeczownika. W „Ciernistych diodach" widoczne jest mocne nawiązanie do futuryzmu. Każda następna kombinacja to niskie ukłony w stronę Brunona Jasieńskiego. Artyści Perfokarty utrzymują, że czują się zakorzenieni w latach 90. i nie odwołują się bezpośrednio do działań pierwszej awangardy. Być może, gdyby wykorzystać inne źródła, np. współczesną literaturę czy teksty instruktażowe do obsługi programów, dałoby to efekt bardziej współczesny.

Łukasz Podgórni, „Hodowla sygnału RGB”, fot.: Małgorzata Maciaszek
Łukasz Podgórni, „Hodowla sygnału RGB”, fot.: Małgorzata Maciaszek

Następna praca jest drobna i prototypowa. „Hodowla sygnału RGB" Łukasza Podgórniego to właściwie tylko prehistoryczny telefon w doniczce z ziemią, z wystającym ogonkiem - kablem USB. Na ekranie telefonu naprzemiennie wyświetlają się kolory czerwony, zielony i niebieski. Nic takiego. A jednak praca ta zręcznie reprezentuje zagadnienie bios a techne. Jest w tym jednak coś, co poważnie rozczarowuje. Podłączenie się do kabla, który sam się o to prosi, jest bezcelowe, ponieważ to atrapa. Gdyby tylko dało się go podłączyć, a obraz RGB przechodziłby wirusowo do urządzenia uczestnika, mogłaby powstać duża uprawa. Och, jak byłoby pięknie! Potencjalność tej realizacji jest imponująca. Wyimaginowane możliwości jej rozwoju zrodziły się jednak w zgrzycie. Niespójność wynika tu z tego, że na ścianie obok znajduje się inna praca tego artysty - „Free User" - i jest to sekwencja zainfekowanych błędem printscreenów z Windowsa. Ironiczne, żartobliwe, zremiksowane i przenicowane na drugą stronę: falujące okna, kody tokenów, zakłócenia. W oczy rzuca się jeden z nich: czarno-biały, doskonale wszystkim znany ekran startowy systemu, a na nim napis „miałeś chamie tęgi OS, ostał ci się ino DOS". No właśnie, w wypadku „Hodowli sygnału RGB" nikt nam na nosie nie zagrał.

Łukasz Podgórni, „Free User”, printscreen
Łukasz Podgórni, „Free User”, printscreen

Miron Tee, „bez tytułu", fot.: Małgorzata Maciaszek
Miron Tee, „bez tytułu", fot.: Małgorzata Maciaszek

Widać, że to, co kręci chłopaków, to estetyka Painta, przekroje pikseli i zaginanie ekranu.

Trochę postrzępionych konturów i pikselowego migotania znajdziemy w pracy Mirona Tee „bez tytułu". Wideo składa się z dwóch nałożonych na siebie powierzchni. Pierwsza, intensywnie niebieska, przesuwa się i migocze, odsłaniając nieruchomą warstwę niżej. Jej ruchy można zidentyfikować jako negatyw widoków z perspektywy pasażera samochodu. Nie pozwalają nam one jednak w pełni rozpoznać tego, co się pod nią znajduje. Wydaje się, że są to kaligraficzne inskrypcje, przywodzące na myśl te, które pojawiają się w filmie „Pillow Book" Petera Greenewaya. Nie dojdziemy do tego, gdzie pasażer jedzie ani co jest napisane. Każda z warstw odrywa się od swojego pierwotnego kontekstu.

W „Trans Lacjach" Tomasza Misiaka konteksty również ulegają transkodowaniu. Artysta podejmuje się udomawiania potwora Big Data. Na ekranie komputera prezentuje zwizualizowane translacje różnych sygnałów. Kluczowy dla tłumaczeń kodowanego sygnału jest nieunikniony margines błędu. To właśnie sygnałowe nieporozumienia i nieprzekładalność budują całą pracę. Jest tu miasto, woda, góry, las, misterna cyberarchitektura i koronkowe wzory. Ładne byłyby też takie melanżowe rajstopy.

Tomasz Misiak, „Trans Lacja", fot.: Małgorzata Maciaszek
Tomasz Misiak, „Trans Lacja", fot.: Małgorzata Maciaszek

W pokazie slajdów Piotra Płucienniczaka „death is nothing but reboot" dokonuje się z kolei rozbiór piksela na części egzystencjalne. Na białym tle pokazują się wyrwane grafice gier komputerowych wizerunki martwych ciał avatarów i ich poodrywane kończyny; spikselowane, celowo wycięte z kontekstu. Perfokarta pisze w swoim manifeście: „Nie mówi się podmiot, tylko avatar". Wszystko się zgadza, ale niestety jest to kolejna praca prezentowana na ekranie komputera i granica między światami nie zanika.

Piotr Płucienniczak, „death is nothing but reboot"
Piotr Płucienniczak, „death is nothing but reboot"

Problem wystawiania net artu w przestrzeni galeryjnej jest bardzo złożony. To, co wypływa z głębin internetu do galerii to naprawdę tylko wierzchołek cybergóry lodowej. Jak pokazywać net art? Jak go dokumentować? Największym wyzwaniem jest zróżnicowanie codziennego, domowego doświadczania sztuki internetowej od obcowania z nią w galerii. Jedną z ilustracji problemu jest wykorzystanie zapisu wideo w pracach, które w zamierzeniu są interaktywne. Niestety, w wielu wypadkach jedynie dla twórców, nie dla odbiorców. Gdyby pozostawić chociaż trochę przestrzeni na aktywność uczestnika, jak to się dzieje w „Ciernistych diodach" Onaka, odnaleźlibyśmy na powrót nie tylko Web 2.0, ale też net art 2.0.

Roman Bromboszcz, „Rozmowa z Botami", „Ubrania do słuchania wersja 0.9", fot.: Małgorzata Maciaszek
Roman Bromboszcz, „Rozmowa z Botami", „Ubrania do słuchania wersja 0.9", fot.: Małgorzata Maciaszek

Roman Bromboszcz postanowił zestawić ze sobą dwie niezależne prace: „Rozmowę z Botami" i „Ubrania do słuchania wersja 0.9". Pierwsza z nich to pokaźny wyświetlacz LED, a na nim fragmenty rozmowy z botem na tematy duchowe. Poniżej, na wieszaku, znajdują się ubrania z memowymi wizerunkami celebrytów ze świata polityki i religii. Przez podłączone do wieszaka słuchawki można posłuchać ich zmiksowanego bełkotu, brzmiącego trochę jak dźwięki modemu. Realizacje mają bardzo dużo elementów: lustro, ubrania, słuchawki z nagraniami, wyświetlany komunikat - trudno jest nadążyć za artystą i zrozumieć, w którym miejscu prace mają tworzyć spójny artefakt. Choć oczywiście diagnoza polityki jako świata botów i memów wydaje się trafna.

Inaczej na możliwość rozmowy z botem spojrzał Leszek Onak w pracy „Internet". Artysta przeprowadził rozmowę z Cleverbotem, wykorzystując wybrane frazy „Ameryki" Allena Ginsberga. Onak unika banalnych, choć naturalnych pokus związanych z pytaniami o Boga, które często służą jako test na to, czy naprawdę konwersujemy z maszyną. Onak nie musi tego sprawdzać, traktuje bota jak równoprawnego rozmówcę. To oraz bezpośredni zwrot w stronę kultury remiksu wydają się interesującą realizacją tematu wystawy.

Leszek Onak, „Internet", printscreen
Leszek Onak, „Internet", printscreen

„Lecimy samolotem, który został uprowadzony przez autopilota" - piszą w swoim manifeście artyści Perfokarty. Nasza rzeczywistość trochę tak wygląda. Nie zawsze software nas reprezentuje, ale z pewnością kształtuje. Podobno 55% aktywności w internecie generowana jest przez cyfrowe zombie. Co zatem znaczy słowo w kontekście bota? To nie jest już tylko kwestia konstrukcji języków, to przede wszystkim pytanie o podmiotowość. Jednak w komunikacji między istotami dwóch gatunków, nawet sztucznie wykreowanych, pojawiają się nieprecyzyjność czy błędy. To właśnie niekompatybilności i estetyka zakłócenia inspirują artystów biorących udział w „zMowie botów". Ich prace często znajdują się w stadium, w którym mogłyby rozwijać się dalej. Mimo, że wystawa trwała krótko, warto prześledzić ich działalność w internecie. Baza danych wraz ze swoimi błędami translacji cały czas się rozszerza. Jak przy tym wszystkim pokazywać net art?

 

„zMowa botów", galeria Siłownia, Poznań, artyści: Roman Bromboszcz, Tomasz Misiak, Leszek Onak, Łukasz Podgórni, Piotr Płucienniczak, Miron Tee, 25.04 - 2.05.2014.

 

Łukasz Podgórni, „Free User", printscreen
Łukasz Podgórni, „Free User", printscreen

zdjęcie ogólne wystawy, fot.: Małgorzata Maciaszek
zdjęcie ogólne wystawy, fot.: Małgorzata Maciaszek