Zintegrować i przekroczyć postmodernizm. Rozmowa z Markiem Rogulskim


Turyści podążający gdańskim Traktem Królewskim, a następnie dalej w kierunku Ołowianki, mogą kontemplować zaskakujący jak na centrum metropolii widok: wypalone zgliszcza, jawiące się niczym kadr powojennej kroniki filmowej. To Wyspa Spichrzów, niegdyś gospodarcze serce miasta. Mówi się, że skonsternowany prezydent Sarkozy uznał ruiny za interesującą kommemorację wojennych losów Gdańska. Na szczęście nikt nie wyprowadził go z błędu. Bo nie martyrologii to sprawa, a wieloletnich daremnych poszukiwań inwestora. Ostatnio władze podpisały stosowne porozumienia i na Wyspę wkroczy firma POLNORD. Powstaną drogie apartamenty, hotele, biurowce, miejsca parkingowe, a także olbrzymie Muzeum Bursztynu. Co prawda toczą się jeszcze dyskusje co do planowanych inwestycji, zwłaszcza w kontekście historyczności tego miejsca, tym niemniej najważniejsze decyzje już podjęto.

Póki co na Wyspie panuje spokój - prace mają zacząć się jesienią 2011r. Stare spichlerze, często ozdobione tabliczkami informującymi o ich wartości zabytkowej, porasta trawa, z okien niektórych wychylają się młode drzewka. I tak sobie stoją, prowizorycznie zabezpieczone przed zawaleniem.

Tu właśnie mieści się Galeria Spiż, tymczasowa pracownia Marka Rogulskiego od 12 już lat. Początkowo sąsiadowała z galerią Wyspa Grzegorza Klamana; w pobliżu znajdowały się baraki ASP. Były też chęci obrony tych terenów przed stricte komercyjnym ich wykorzystaniem (Projekt Wyspa, 1992). Daremne, jak czas pokazał. Artystów już nie ma - oprócz gospodarza galerii. Zna plany przyszłych inwestycji, które położą kres Spiżowi, przynajmniej w obecnej formie.

- Wiem, że uda się przetrwać ten rok, prawdopodobnie też początek następnego. - Marek Rogulski oprowadza mnie po Spiżu. - W tej prowizorce różne interesujące merytorycznie rzeczy można robić, tyle że utrudnia to trochę organizację wystaw. Nie mogę działać z rozmachem, planować dalej niż na kilka miesięcy naprzód.

ZAMRAŹANIE RZEŹBY. INSTALACJA W GALERII SPIŻ 7. 2009. FOT. TNS
ZAMRAŹANIE RZEŹBY. INSTALACJA W GALERII SPIŻ 7. 2009. FOT. TNS

W Galerii jest przeraźliwie zimno. Choć działa potężny grzejnik, fale ciepła o zapachu ropy zdają się przegrywać z wilgotnym chłodem ścian. Oglądam nową instalację - olbrzymiego mamuta artysta zaopatrzył we własne próbki DNA, zamrażane przez zamontowany agregat.

- Zimno nie jest przeszkodą. Raczej inspiracją. - Marek uprzedza moje pytanie. - To jest Zamrażanie rzeźby, czyli odwrócenie procesu kulturowego. Rzeźba, coś sztucznego, stworzonego przeze mnie, coś, co imituje mamuta. Co udaje co? Dlaczego ja udaję naturę? Tworzę zaledwie kulturowy substytut czegoś, co istniało tysiące lat temu, więc ważniejsze jest wybranie odpowiedniej strategii, moje osobiste zaangażowanie w taką realizację - ona je po prostu wizualizuje. Nie jestem tylko projektantem, interesuje mnie proces poszerzania świadomości, który ma miejsce w takim „zapomnieniu się" w pracy, czasie i historii. Z drugiej strony, utożsamiam się z tworzonym obiektem. Moje DNA zamknięte w ampułkach i fakt, że ja to zamrażam, pokazuje ten społeczny przymus, by odgrywać rolę artysty. Tak naprawdę nie do końca wiadomo, skąd w nas, ludziach, bierze się tak silna potrzeba symbolizowania. Ale można zamrozić i spojrzeć na to z zewnątrz. Bo - czym jesteś? Ideą, kulturą, sztuką, którą tworzysz? Mówię tu o wspólnym całej ludzkości problemie poszukiwania tożsamości, o lęku przed śmiercią i zamaskowanych strategiach negacji świadomości przemijania. DNA, czyli zamrożony fragment mnie samego, to zarazem zamrożenie sfery symboliki jako takiej. Czyli zamrożenie Kultury, świata znaków, poprzez które, zwykle w sposób nieświadomy, ludzkość próbuje kontestować śmierć. Wszyscy ulegamy takim przymusom, ale wgląd w te procesy pozwala w konsekwencji mieć lepszy wgląd w siebie. I na siebie oraz na procesy kulturowe spoglądać bardziej z dystansu...

KADRY Z FILMU KRATOWNICA I ODLICZANIE ENERGII. 2009. FOT. TNS
KADRY Z FILMU KRATOWNICA I ODLICZANIE ENERGII. 2009. FOT. TNS

Największe pomieszczenie galerii, częściowo zbudowane z XVII-wiecznych cegieł, przykrywa solidny dach. Fakt istotny, bo tuż obok widać coś w rodzaju naturalnej oranżerii, gdzie deszcz, słońce i śnieg swobodnie przedostają się przez resztki poszycia, a butwiejące drewno stanowi tło dla eksponowanych prac.

- Niedawno pokazywałem swój film, Kratownicę. W kontekście tego wnętrza. Wraz z rzeźbą Erectusneanderthalsapiens. Kości, zwierzęce szczątki, materia organiczna, wszystko to gniło razem z moimi pracami. Zaangażowanie totalne, seksualizm, taki na śmierć. Pożądanie jest najbardziej pierwotnym napędem ludzkości. Stąd ta zbitka słów - erectus neanderthal sapiens. Umieściłem w rzeźbie smażoną spermę, czyli energię, która rozpiera człowieka i ma różne formy ujścia: w działalności artystycznej, seksie, polityce itd. Taki pierwotny motor. Poszerzanie, potrzeba transgresji. Plus wątki silnego organicznego splecenia.

INSTALACJA PT: ERECTUSNEANDERTHALSAPIENS. INSTALACJA W GALERII 
SPIŻ 7.  2009. FOT. TNS
INSTALACJA PT: ERECTUSNEANDERTHALSAPIENS. INSTALACJA W GALERII SPIŻ 7. 2009. FOT. TNS

Od kilku miesięcy pracujesz nad dinozaurem. Czy można uznać to za pewną formę manifestacji apolityczności w sytuacji, gdy wielu optuje, a raczej domaga się od sztuki czynnego zaangażowania w sprawy społeczne?

Wszystko zależy od punktu widzenia. Możemy powiedzieć, że życie to polityka, że małżeństwo, nawet pójście do kina jest polityczne. Cokolwiek czynimy, takie jest, bo to czynnik determinujący naszą ludzką działalność. Możemy też przyjąć inną perspektywę, na przykład taką, że gatunek ludzki, jak wszystkie inne żyjące stworzenia, jest ofiarą samolubstwa genów, które decydują o naszym życiu. Nam się wydaje, że coś robimy - politykę, sztukę, kulturę, a tak naprawdę to geny chcą się rozprzestrzeniać i człowiek jest tylko maszynką, która służy ich reprodukcji, w najlepszych konfiguracjach. Czyli życie byłoby seksem tak naprawdę. Teorii jest wiele, a polityczność nie musi być żadnym ostatecznym dogmatem. Na rzeczywistość możemy spojrzeć wielowymiarowo, od nas samych zależy, na co położymy nacisk. Oczywiście, jeżeli jesteśmy obywatelami, ludźmi dojrzałymi do tego, by przestrzegać praw społecznych i wpływać na to, co je kształtuje, to polityka jest elementem życia, który sankcjonuje normy funkcjonowania. Jest to jakieś założenie, wokół którego możemy budować pewną intelektualną historię. Nie sądzę jednak, by dla sztuki było to wiążące kryterium. Możliwości polityka są ograniczone, musi dostosowywać się do oczekiwań swych wyborców i mecenasów. Artysta natomiast może być wolny od takiej determinanty i robić coś, na co nie mógłby sobie pozwolić, gdyby działał pod rygorem presji społecznej.

Między innymi tego tematu chcę dotknąć w kolejnej realizacji pt. Art world. Artysta jako dinozaur.

Czy sztuka ma być całkowicie autonomiczna? Wielu tak twierdzi. Natomiast w Stosowanych sztukach społecznych1 Artur Żmijewski optuje za rezygnacją z owej pełnej autonomii, postulując jej instrumentalizację. Po to, by mogła świadomie przekroczyć alienację i stać się narzędziem wiedzy, nauki, także polityki.

Z natury rzeczy nikt nie jest autonomiczny, nikt nie jest autonomiczny absolutnie. Choćby przez to, że urodziliśmy się w tym systemie życia, zdefiniowanym przez to, że nasze mózgi mają określoną gęstość, bo żyjemy na planecie Ziemia, która ma pole grawitacyjne, czynniki elektromagnetyczne takie a nie inne. Te i pozostałe warunki determinują nasze organizmy, życie społeczne, wszystko. Na innej planecie rzeczywistość wyglądałaby inaczej, ale też byłaby zdeterminowana tym, że życie chce przetrwać. Gatunek ludzki też tego chce. „Przeżyć" to podstawowy odruch każdego organizmu. Na pewnym etapie fala ludzka organizuje się w złożone struktury społeczne, nabiera specyficznych cech, następuje wymiana, interakcja w bardziej wysublimowanym sensie. Już nie tylko związki emocjonalno-seksualne są ważne, ale też intelektualne. Tworzy się prawa, normy, spekuluje na temat moralności, etyki. Kumuluje się wiedza i potencjał umysłowy. Zatem, podsumowując, nikt nie jest autonomiczny do końca. To absolutna utopia.

Rozumiejąc uwarunkowania, można w konkretnych realiach społecznych zacząć tworzyć przestrzenie dla coraz bardziej świadomych poszukiwań. Ale chyba nie przez autoinstrumentalizację na rzecz polityki. Tzw. sztuka zaangażowana, postulująca unię sztuki i polityki, to miecz obosieczny. Akurat dziś jej rzecznikiem jest Artur Żmijewski, „Krytyka Polityczna" i młodzi kapitaliści o sympatiach lewicowych. Ale za jakiś czas może się pojawić inna formacja, która respektując proponowane zasady, powie: Karty na stół. Sprawdzam!

Jeśli sztuka ma być tożsama z polityką, to wprowadźmy do świata kultury standardy przejrzystości obowiązujące w świecie polityki. Czy istnieć będzie wówczas jakiś czynnik obiektywizujący? Kto miałby go wprowadzić?

Może więc zamiast o instrumentalizacji, zawczasu należałoby pomyśleć o podjęciu prób obiektywizacji. Ale to zadanie trudniejsze i bardziej złożone.

Od lat realizujesz projekt Poza Postmodernizm2. Czy zatem nie postulujesz autonomii sztuki?

Tak, ale w inny sposób. Twierdzenie, że sztuka może być wolna, istnieć poza systemem, jest naiwne. Na etapie awangardy dwudziestowiecznej, na ówczesnym huraoptymizmie „twórzmy nową rzeczywistość", można było tak mówić. To jest właśnie cechą modernizmu: postulat, że sztuka może być autonomiczna. Bo modernizm ma wiele twarzy, a wszystkie są pochodną tego, że wówczas, kiedy to w postoświeceniowej rewolucji oddzielono państwo od Kościoła, wydzielono też sfery działalności autonomicznej. Sztuka była jedną z nich, autonomiczną w tym sensie, że potraktowano ją jako odrębną dziedzinę zadań. Skoro jest intelektualna czy naukowa działalność, niech i sztuka będzie taką przestrzenią. Względnie niezależną - nie służy ani papieżowi, ani władzy. Awangarda była, upraszczając, logiczną konsekwencją tego założenia: skoro sztuka ma być wolna, to spróbujmy coś nowego zrobić, pójdźmy w tym kierunku, sprawdźmy, dokąd zajdziemy. W pewnym momencie nastąpiło wyczerpanie tej nowości, co miało zresztą przełomowe znaczenie dla tworzenia światopoglądu postmodernistycznego i kolejnego przebudzenia w sztuce. Ale na tej fali, na fali myślenia, że człowiek jest świadomą jednostką o wolnej woli, kreującą swoją rzeczywistość, awangarda twierdziła, że sztuka może być tylko dla sztuki, może być w pełni autonomiczna. Znamy też oczywiście inne postawy, to wszystko było bardziej złożone. Dziś jednak, z perspektywy postmodernistycznej, owe hasła pod wieloma względami można uznać za utopijne, naiwne i nieadekwatne do współczesnej złożoności. Rozpoznano też mechanizmy społecznej manipulacji. Nie ma absolutnej wolności - wszystko jest w jakiś sposób uwarunkowane. Człowiek istnieje w konkretnym kontekście. Nie znaczy to jednak, że mamy postępować według narzuconych wzorców. Możemy próbować działać inteligentnie i stworzyć własną grę - na własnych zasadach...

Żmijewski pisze, że taka autonomia zaowocowała bardzo negatywnie: niezrozumieniem artysty, brakiem komunikacji między nim a odbiorcą. W konsekwencji to krytyk wchodzi w tę przestrzeń. To on interpretuje działania twórcy, stosownie do okoliczności i własnych kompetencji. Decyduje, kto lub co jest passé, promuje określone nurty.

Oczywiście. Krytycy mówią co jest ważne, posiadają władzę. Bo sztuka bardziej niż nauka zorientowana jest na interpretację. W 1994 roku zrobiłem program na żywo, w ArtNoc, nazywał się Fundacja TNS przedstawia...3 Zaprosiłem krytyków i kuratorów - Piotra Rypsona, Jolantę Ciesielską, Tomasza Szczukę i Krzysztofa Bednarskiego. To miała być rozmowa o undergroundzie. Operatorów ubrałem w kombinezony z napisem „underground". Wszystko było obstawione monitorami, żeby pokazać tę kuchnię manipulacji. Kamery pokazywały mikrofony i inne kamery. Teraz każda stacja TV to robi, wtedy jeszcze nikt. Całą sytuację uznano za skandal - ja, będąc moderatorem, tak naprawdę uniemożliwiałem dyskusję. Manipulowałem ludźmi, stawiając ich w roli moich zabawek, nieładnie mówiąc. To wszystko było nieprzypadkowe. Tyle że wówczas wszyscy walczyli jeszcze z anachronizmem poprzedniego systemu. Rypson, Ciesielska, Szczuka - osoby jak najbardziej godne szacunku, a ktoś tu zdaje się podważać ich kompetencje, dyskontować. Mogłem być niezrozumiany, ale już wtedy pokazywałem, że w świecie sztuki panuje manipulacja kuratorów, zagłuszająca lub zniekształcająca głos artysty. Chodziło o taką publiczną zamianę ról... W studiu był także wynajęty przeze mnie fotograf, który dokumentował wszystko „od środka" i pojawiał się momentami na wizji tego realizowanego na żywo programu. Moja akcja była na dekadę przed akcją Cezarego Bodzianowskiego z nagraniem „propozycji korupcyjnej" dyrektor Morawińskiej w konkursie Deutche Banku. Ale wtedy, w połowie lat 90., nikt jeszcze nie zajmował się takim obnażaniem uwarunkowań. To było niezrozumiałe. Tworzono dopiero podwaliny młodego kapitalizmu i instytucji. Teraz widać, jak zmieniła się recepcja tego typu działań.

KADRY Z PROGRAMU PT: TNS PRZEDSTAWIA... W PROGRAMIE ART NOC; II PR
TVP. 1994
KADRY Z PROGRAMU PT: TNS PRZEDSTAWIA... W PROGRAMIE ART NOC; II PR TVP. 1994

Takie zniekształcanie nie zawsze jest kwestią świadomych zabiegów, bywa także efektem braku wiedzy i wyczucia. Wówczas przekaz odbiera się tylko w ograniczonym zakresie, to zrozumiałe.

Pamiętam, jak w 2001 roku promowałem Podstawy manifestu współczesnej kontrkultury4 . Najpierw w galerii Spiż 7, następnie, latem, w CSW Zamek Ujazdowski. Bardzo ważnym punktem była zorganizowana w tym celu akcja - wchodzące osoby prosiłem, by swoje życzenia zapisywały flamastrami na karteczkach. Jakiekolwiek, chodziło o kolektywną świadomość. Sam przebrany byłem za kobietę, symbol rodzenia. Na wózku dziecięcym umieściłem wypełnioną wodą szklaną kulę. Wrzucałem do niej te kartki, a one się rozpuszczały. Taka zbiorowa dusza. Oto rodzi się nowa świadomość, a nikt nie uświadamia sobie tego, że jest to konglomerat różnych punktów widzenia.

PROMOCJA MANIFESTU WSPÓŁCZESNEJ KONTRKULTURY W CSW WARSZAWA W ROKU 
2001. PERFORMANCE PT: FLESH-FLASCH I INSTALACJE Z ŁADUNKIEM
PROMOCJA MANIFESTU WSPÓŁCZESNEJ KONTRKULTURY W CSW WARSZAWA W ROKU 2001. PERFORMANCE PT: FLESH-FLASCH I INSTALACJE Z ŁADUNKIEM ŁADUNKIEM WYBUCHOWYM NA WYSTAWIE PT: POZA POSTMODERNIZM W W CSW W ROKU 2000 I 2001. FOT. TNS I J. BARTOŁOWICZ

Do czego zmierzam? Przez rastrowców zostało to opisane na ich stronie tak: Marka Rogulskiego ciekawa rzeźba pod napięciem elektrycznym, ciekawa o tyle, że znowu ktoś tam w Warszawie zginął rażony piorunem, bo zawsze dzieje się coś takiego, jak on te wypalone rzeczy pokazuje. Czyli banalizm, społeczne konotacje o charakterze ciekawostki. A o samej akcji - że bardzo enigmatyczna. Słowa nie było o tym, że jej istotą było promowanie Manifestu współczesnej kontrkultury (egzemplarze rozdałem wszystkim wchodzącym), w którym opisuję społeczne podstawy projektu Poza Postmodernizm. Wystawę zatytułowałem W stronę nadświadomości. Projekt Poza Postmodernizm. Dlaczego to nie zostało podjęte? Albo brakowało im narzędzi interpretacyjnych, by mówić o sensie tego projektu, albo po prostu promują tylko pewien określony nurt, zgodny z ich wizją i planami; wówczas jednak jaki cel mieliby w tym, by zajmować się czymś takim jak mój projekt? Potem pisano o manifeście Żmijewskiego, że był pierwszym w Polsce od czasu modernizmu, a to nieprawda. Natomiast mógłbym się z nim zgodzić w ważnym punkcie: należy samemu przejąć inicjatywę, samemu stać się grupą wpływu, czyli wziąć rzeczywistość w swoje ręce. Nie być biernym. Ja zresztą działam tak już od dawna, tylko zdecydowanie inaczej niż Żmijewski określam swoje cele. Już w 1992 roku powołałem niezależną organizację pozarządową - fundację TNS. Pierwsze projekty fundacja realizowała w galerii C 14 i Stowarzyszeniu Klub Inicjatyw Społecznych w Gdańsku, którymi współkierowałem m.in. z aktywistą Totart-u, Andrzejem Awsiejem. Wówczas miałem już także doświadczenia, wyniesione z działań grupy Pampers Maxi5. Fundację powołałem na wiele lat przed tym, zanim Wyspa i inne wpływowe obecnie podmioty doceniły wagę takiego narzędzia w przestrzeni społecznej.

PUNKT, OD KTÓREGO NIE MA ODWROTU, 1990; GALERIA C 14, 1991; 
GALERIA AUTO DA FE, 1993; WIDOK NA GALERIE SPICHRZ 7 I SPIŻ 7 W GDAŃ
PUNKT, OD KTÓREGO NIE MA ODWROTU, 1990; GALERIA C 14, 1991; GALERIA AUTO DA FE, 1993; WIDOK NA GALERIE SPICHRZ 7 I SPIŻ 7 W GDAŃSKU. FOT. TNS

Ale może to być narzędzie zarówno perswazji, jak i manipulacji.

Dokładnie. Jeżeli chcesz być skuteczna w przestrzeni społecznej, musisz działać jak polityk - być nawet manipulantem, cynikiem i tak dalej. To jest skuteczne. Dlatego, aby nie tracić na to cennego danego mi czasu, w pewnym momencie wybrałem inny kierunek działań.

Cała edukacja, całe nasze społeczeństwo deklaruje co innego. Jak można podejmować działania czysto artystyczne, stosując ten slalom?

Rzecznicy tego poglądu zawsze mogą powiedzieć, że w zasadzie nie jest definiowalne, czym jest sztuka - wszystko może nią być. Działania koncentrują się raczej na badaniu kontekstów i grze interpretacją. Dlaczego zatem działalności edukacyjnej, czyli tego, co między innymi proponuje Żmijewski, nie mielibyśmy uważać za sztukę? Oczywiście, trudno rozszyfrować, czy nie mamy po prostu do czynienia z pragmatyzmem, walką o wpływy. Wiadomo, że działanie na tkance społecznej bardzo przyciąga uwagę. Zwłaszcza gdy akcentuje się płaszczyzny, które szczególnie pobudzają emocje. Tą drogą najszybciej można zdobyć uznanie, popularność. Więc nie wiemy, czy jest to cynizm, czy autentyczna troska. Ale z wątpliwości etycznych nie można robić zarzutu artystycznego. Ważne są fakty - wystawy, publikacje. Aby polemizować z postawami, które wyglądają na fałszywe, trzeba udowodnić, że deklaracje są sprzeczne z praktycznymi sposobami osiągania celów. Tylko tak można podjąć dyskusję z artystami, którzy przedstawiają się jako rzecznicy społecznej świadomości, a podejmują działania nieadekwatne wobec własnych twierdzeń.

Zatem nie do końca przekonują cię Stosowane sztuki społeczne, a Manifest Nooawangardy6 zapewne też nie - z powodu postulowanej w nim całkowitej autonomii sztuki?

To nie do końca tak - i głos Żmijewskiego, że należy rzeczywistość zmieniać, walczyć, być zaangażowanym w wymiarze społecznym, i postulaty Manifestu Nooawangardy, które odwołują się do sięgania w nienazwane obszary nieoczekiwanych przeczuć, zawierają ziarna prawdy. Jedno i drugie stanowi pewien element, aspekt rzeczywistości. Nie wnikajmy już, czy są autentyczne, czy też wynikają z zapotrzebowania pewnego środowiska na konkretne deklaracje.

Mógłbym powiedzieć, że ten drugi manifest jest mi bliższy - jednak nazywanie takiej postawy „nooawangardą" świadczy o tym, że umysły twórców tego programu są zakorzenione w myśleniu modernistycznym. Znowu przywołują idee neoawangardy, czyli czegoś utopijnego, bo chcą być poza systemem. Żmijewski jasno wykazał, że nie jest to możliwe. Moim zdaniem widać tu symptomy zagubienia współczesnego artysty. Wolno nam wszystko, co jednak ma być czynnikiem wartościującym? Równość, wielość są najczęściej tylko deklarowane, a tak naprawdę rządzi ten, kto ma większy potencjał medialny i kapitałowy. Ten pragmatyczny pogląd zdaje się właśnie prezentować coraz szersze grono artystów i wpływowych osób. I tak, w zrelatywizowanej rzeczywistości, bez norm, drogowskazów czy praw, elita postmodernistyczna zaczyna pragnąć władzy. To jest ten negatywny, regresywny przejaw postmodernizmu. W ten sposób wielu artystów, uważających się za świadome, jeśli nie oświecone osoby, zwraca się tak naprawdę ku strategiom stricte modernistycznym - chcą działać z pozycji siły. Świadczy to moim zdaniem o coraz większym zatracaniu globalnego postmodernistycznego myślenia. Być może to symptom czegoś większego, tego, że idea postmodernistycznego dyskursu zastąpiona zostaje po cichu walką o supremację. Być może zresztą idee postmodernizmu były przez wielu przyjęte powierzchownie, bez zrozumienia złożoności procesów cywilizacyjnych.

Mówisz o regresywnym przejawie postmodernizmu. A jak rozumiesz ten progresywny?

Prawdziwą zdobyczą postmodernizmu jest zrozumienie, że w świecie należy dopatrywać się głębszych procesów ewolucyjnych. Dostrzegać je, eksplorować, interpretować, twórczo rozwijać. Jednak - pozostać otwartym, a nie tylko rozwijać techniki wywierania nacisku i zdobywania władzy. Władza nie powinna być priorytetem, zwłaszcza dla artystów, gdyż siłą nie uda się dokonać przekształceń w naturze człowieka.

Widzimy obecnie, że postmodernizm przeżywa kryzys, bo jego różne aspekty nie zostały zintegrowane ani w szerszych kręgach społeczeństwa, ani, co gorsza, w jego kulturowych elitach. W rezultacie więc mamy zwrot ku elementom ewolucyjnie wcześniejszym.

Jak zatem oceniam działalność „Krytyki Politycznej" w tym kontekście? Pewne działania mogę interpretować jako pożyteczne. Zawsze warto przyjrzeć się przeszłości, nie tylko modernizmowi zresztą. Ale pragnienie wpływania na rzeczywistość poprzez sztukę-politykę jest typowo modernistyczne. Wówczas działanie artystyczne jest wygodnym narzędziem, środkiem tylko. Teraz brzmi to niewinnie, ale pamiętajmy, że częścią świata polityki jest aparat przymusu, logiczne ekstremum władzy.

Z drugiej strony stoją autorzy Manifestu Nooawangardy, którzy chcą być otwarci i pozasystemowi. Mają wizję poszukiwania czegoś ulotnego, ale gubią się - nie wiedzą za dobrze, w jakim obszarze szukać przekroczeń. Stąd odwoływanie się do idei neoawangardy, a tym samym powrót do myślenia w kategoriach modernizmu, choć od innej strony.

Trzecia postawa, która mogłaby być teorią, to ta reprezentowana choćby przez Donalda Kuspita. Tu szuka się oparcia w tradycji, czyli w czymś sprawdzonym, o wymiernej wartości dobrego przedmiotu, czyli dobrego warsztatowo malarstwa, rzeźby. Wszystko inne jest przecież takie enigmatyczne.

Moim zdaniem, te trzy tak zdawałoby się odmienne postawy są wyrazem kryzysu postmodernistów, którzy nie potrafią zintegrować różnych aspektów tego zjawiska. Robią zatem krok wstecz i mówią coś w rodzaju: Tylko nasza droga jest słuszna. Czy to będzie zwrot do modernizmu na modłę „Krytyki Politycznej", czy też ku tradycyjnemu postrzeganiu sztuki, jak chciał Kuspit, czy wreszcie ku awangardzie w jej modernistycznym rozumieniu, dopóki przejawia się w tym dążność do fragmentaryzacji rzeczywistości i sztuki, dopóty może to być postrzegane jako czynnik regresyjny.

A ty wychodzisz poza postmodernizm...

I mówię, że naiwnością jest takie szatkowanie rzeczywistości. Dzisiejszy świat jest bardzo złożony i wieloaspektowy, a nasza wiedza o nim ma tzw. strukturę kłącza. Pojawiają się zatem trudności przy próbach ogarnięcia tego wszystkiego. Jedynym rozwiązaniem, jeżeli w ogóle możemy mówić o rozwiązaniu, jest badanie rozwoju ludzkiej świadomości u jej podstaw, zwrócenie uwagi na elementy o charakterze przyczynowym, a nie tylko na rezultaty. Nie chodzi o badanie tylko modernizmu i postmodernizmu, którym tak naprawdę niejako sami jesteśmy - bo obecnie to nasza zasadnicza struktura świadomościowa. Trzeba zbudować szerszą perspektywę i spojrzeć, jak ten rozwój kształtował się na przestrzeni od kilku milionów lat aż do chwili obecnej. Takie spojrzenie zdaje się wyzwaniem - bo zakłada, że będą następne etapy rozwoju ludzkiej świadomości. Z drugiej strony, współgra z najbardziej oczywistymi prawdami, choćby takimi, że dziecka nie czynimy prezydentem, a nastolatek nie zawiaduje korporacją. Dlaczego? Bo jeszcze nie jest dojrzały, po prostu. Człowiek przechodzi różne stadia w rozwoju indywidualnym. Jako społeczeństwo też przechodzimy kolejne fazy przemian, nie zawsze bezproblemowo. Bywa, że następuje trauma, a w konsekwencji, regres. W życiu społecznym skutkuje to kryzysami. Podobnie jest w rozwoju indywidualnym - człowiek wraca swoim środkiem ciężkości osobowości ku wcześniejszym etapom. W wyniku urazu nie wybiega się z reguły ku przyszłości, ale bazuje na tym, co dobrze znane, przyswojone. Nowe zawsze jest mniej trwałe.

Powiedziałeś wcześniej, że postmoderniści nie potrafią zinterpretować swego postmodernizmu. Gdzie tkwi błąd?

Spójrzmy na całość w następujący sposób: mamy różne struktury świadomości, nazwijmy je, stosując terminologię programistów komputerowych set-upem - czymś głębszym, dla czego światopogląd to tylko uzewnętrznienie. Obserwowanie i analizowanie przemian na poziomie świadomości ma fundamentalne znaczenie dla zrozumienia ewolucji ludzkiej myśli. Wtedy zrozumiemy, że niezbędnym etapem dojrzałości jest zarówno zgodzenie się z poglądami Żmijewskiego, który mówi, by nie być biernym w rzeczywistości społecznej, jak i z Nooawangardą, otwartą na impulsy nieprzewidywalnego, pragnącą wybiegać w nieoznaczoną przyszłość. Co więcej, zgodzimy się z Kuspitem, by szukać głębi w tym, co jest naszą tradycją. Tak naprawdę kolejne etapy rozwoju świadomości są wewnątrz, cały czas w nas. Nie wykluczają się, ponieważ tworzą pełne spektrum osobowości współczesnego człowieka. Jeżeli tego nie zaakceptujemy, będziemy cofać się, ciąć rzeczywistość w sposób modernistyczny, gdy tymczasem ten postmodernizm trzeba zintegrować, a być może i przekroczyć. Zbadać procesy, w wyniku których współistnieją te różne punkty widzenia. A potem zadać pytanie: co jest wiążące dla powstawania tych światopoglądów? Czy nie to, że umysł i świadomość ewoluowały na przestrzeni dziejów? A każde wzniesienie się na nowy poziom świadomości owocowało przeobrażeniami cywilizacyjnymi i kulturowymi, choć zwykle sporo czasu mijało, zanim nowe zdobycze zostały przyswojone przez ogół społeczeństwa. Zadaniem pionierów nie jest jednak czekanie na peleton ani stanie w centrum uwagi, ale podążanie do przodu. Jeżeli dziś znamy dobrodziejstwa modernizmu i postmodernizmu, a wcześniej istniały zupełnie inne struktury światopoglądowe, cywilizacyjne, kulturowe - czy nie jest to dowód na to, że człowiek się rozwija, w sensie jednostkowym i społecznym? W modernizmie powstała idea powszechnej równości i równouprawnienia. Wtedy też przyjęto założenie, że człowiek jako jednostka jest wolny. W sposobach prezentacji sztuki odpowiednikiem tego stała się idea galerii jako white cubów, czyli autonomicznej „zobiektywizowanej" przestrzeni. Już nie służyła władzy, jak miało to miejsce w systemach wcześniejszych, ale jej emancypacji. Postmodernizm rozszerzył to o ideę eksperymentujących Centrów Sztuki, przestrzeni publicznej, internetu - dla wzmożenia komunikacji i wymiany, czyli dla przestrzeni dyskursu. Potem doszło odkrycie że sama idea centrum jest względna, że ciekawe rzeczy dzieją się na obrzeżach, intelektualnych i terytorialnych.

AKCJA ZIEMI MINDEL WURM PT: CH3NHCH2 - NIEUSTAJĄCE ADRENALINOSPADY,
1990; PERFORMANCE PT: TAPE A, 1997; PERFORMANCE PT: RUCHY CI
AKCJA ZIEMI MINDEL WURM PT: CH3NHCH2 - NIEUSTAJĄCE ADRENALINOSPADY, 1990; PERFORMANCE PT: TAPE A, 1997; PERFORMANCE PT: RUCHY CIAŁA ENERGETYCZNEGO, 2005. FOT. TNS

W postmodernizmie okazuje się, że wreszcie możemy spojrzeć na rzeczywistość z wielu punktów widzenia. Pora więc, by tę wielość zintegrować, a nie tylko „wykrawać najlepszy kawałek tortu". Skoro kiedyś byliśmy nierozumni, ale emocjonalno-seksualni, później emocjonalno-seksualni, ale też i rozumni, by wreszcie w modernizmie zdać sobie sprawę, że jesteśmy wolną jednostką, to być może przyszłość otwiera się taka, że kiedy wyewoluujemy do następnej struktury świadomościowej, posiądziemy nowy światopogląd? Przekroczymy i włączymy emocjonalność, seksualność oraz świadome, wyemancypowane ego w jeszcze większą strukturę? Nie wiemy, jaka ona będzie, ponieważ ciągle jeszcze jesteśmy umysłem raczkującym. Trudno nam wyjść poza znane już układy odniesienia.

Trzeba przy tym pamiętać, że różne jednostki i nawet całe społeczeństwa, choć funkcjonują równolegle, to znajdują się na różnych stopniach rozwoju świadomości. Sztuka jako specyficzny obszar ludzkiej działalności może być przestrzenią wypracowywania nowego, szerszego światopoglądu, ale faktu zróżnicowania kulturowego nie można w tym procesie ignorować.

Autorzy Manifestu Nooawangardy proponują ciekawą rzecz - dyskurs z różnymi sposobami pozyskiwania wiedzy.

To bliski mi punkt widzenia, bo zakłada, że możemy tworzyć różne rodzaje wiedzy. Pozostaje jednak pytanie: jaką rozwinęli praktykę poszukiwań? Na razie widzę w tym przede wszystkim intelektualny zamiar. Charakter tego zdarzenia został zdeterminowany jego miejscem - strukturą Centrum Sztuki, które ma swoją własną filozofię działania. To są cenne rzeczy, ale ja zaproponuję coś innego, właśnie wspólnotę poszukiwań w czterech sferach: intencjonalnej, behawioralnej, społecznej i kulturowej. I tak, po kolei: proponuję rozważanie nad tym, jaki może być nowy, szerszy światopogląd; realizuję praktykę badań, takich jak ta w Ośrodku Badań Przestrzeni Wewnętrznej (1994); prowadzę niezależną organizację pozarządową (TNS, 1992) jako narzędzie działania w przestrzeni społecznej i realizuję projekt Poza Postmodernizm (od 1999), który akcentuje spojrzenie na rozwój sztuki i ludzkości w aspekcie osiągania kolejnych etapów świadomości. Bo tylko w ten sposób możemy dotrzeć do czegoś szerszego i zarazem fundamentalnego, otwierając się na nowe horyzonty. Na samych siebie musimy umieć spojrzeć z zewnątrz, jako na zanurzonych w strumieniu historii. Pomijając te ważne zagadnienia milczeniem, autorzy Manifestu udowadniają, że pozostają ciągle w okowach modernistycznych narracji. Poza tym, oczywiście, propozycję Manifestu uważam za cenną - ze względu na zawarte w niej postulaty wykraczania „poza". Tylko inaczej określamy to „poza".

Sztuka według Manifestu ma też wpływać na społeczeństwo, oddziałując na „węzły", czyli najbardziej świadome jednostki. Czyli jednak przede wszystkim tych Wybranych.

To takie tworzenie sztucznej sprzeczności. W wymiarze społecznym, masowym nadal trzeba edukować, robić wszystko, by człowiek umiał otwierać umysł na różne kierunki badań. Wydobyć go z zaściankowości. Z drugiej strony, sztuka, która się tylko do tego sprowadza, przestaje nią być. Staje się po prostu narzędziem edukacyjnym. Atak na „węzły" jest jak najbardziej sensowny - struktura społeczna jest hierarchiczna. Zgadzam się, jest to jedna ze stref działania, bo jeśli chcemy iść do przodu, to nie możemy oglądać się wciąż na społeczeństwo i tylko edukować go sztuką, bo orientując się na przeciętny poziom świadomości, sami staniemy się anachroniczni wobec bardziej zaawansowanych poszukiwań. Jakie zatem narzędzie i strategię działania oprócz prowadzenia intelektualnej debaty proponuje Manifest nooawangady?

A co ty proponujesz?

Rozwijam program, w którym życie i sztukę traktuję jako proces rozwoju świadomości. Powołany w1994 roku Ośrodek Badania Przestrzeni Wewnętrznej to moja praktyka, mój indywidualny program, nastawiony na to, aby stawiać siebie w sytuacji umożliwiającej przeżywanie innych doświadczeń niż te zdeterminowane rzeczywistością codzienną i realiami społecznymi. Oczywiście, moja działalność ma także swoje społeczne komponenty - prowadzę fundację TNS i pracownię-galerię Spiż 7 - ale jednocześnie stwarzam sobie okoliczności przeżycia pewnego procesu, którego założenia nakreśliłem w 1990 roku w wydanym przeze mnie Małym traktacie o transformowaniu energii - Punkt, od którego nie ma odwrotu7. Rozważam tam ideę przeobrażania świadomości, czyli tworzenia nowych kategorii dla opisu rzeczywistości. Od tego zacząłem ten program. Przypomnę w tym miejscu, że głównym celem fundacji TNS jest integracja progresywnych form i przejawów działalności artystycznej, filozoficznej, naukowej, duchowej i społecznej.

OŚRODEK BADAŃ PRZESTRZENI WEWNĘTRZNEJ, 1995; AUTOR W OBPW, 2005; 
FOTOGRAFIA PT: CIAŁO NIEBIESKIE, 2007. FOT. AUTOR
OŚRODEK BADAŃ PRZESTRZENI WEWNĘTRZNEJ, 1995; AUTOR W OBPW, 2005; FOTOGRAFIA PT: CIAŁO NIEBIESKIE, 2007. FOT. AUTOR

Do 1999 roku nie wiedziałem, jak te moje poszukiwania ostatecznie określić i nazwać. Drążyłem temat różnymi akcjami i galeriami, przebijając się przez kolejne epoki ludzkiej działalności. Od prehistorii, pierwotnych poziomów, przez coraz bardziej złożone struktury, które moje kolejne projekty jakby ujmowały. Aż do modernizmu i postmodernizmu. Chodziło o to, aby żyć prawdą danej epoki, a nie tylko intelektualnie spekulować na ich temat. Takie podejście pozwoliło dobrze sobie uzmysłowić, z jakich przeobrażeń w „set-upie świadomościowym" wynikały kolejne przemiany kulturowe i światopoglądowe. Wnioski opisywałem w niedużych publikacjach. Kiedy to już przetrawiłem, co trwało około 10 lat, spróbowałem wyjść poza postmodernizm, w którym na bazie moich doświadczeń, badań i pozyskiwanej wiedzy mogłem określić, że istotne jest odróżnienie pierwiastka irracjonalnego i racjonalnego od tego, co transracjonalne. Oznacza to też szukanie perspektywy kosmocentrycznej, a nie tylko antropocentrycznej.

To jest moja odpowiedź; inni mogą myśleć inaczej. Na pewno jednak mój projekt stawia pytania bardziej fundamentalne niż te dotyczące poruszania się wewnątrz przestrzeni współczesnego postmodernizmu i kapitalizmu kognitywnego. Pytam o to, jaki mógłby być nowy, szerszy światopogląd. Aby nad tym się zastanawiać, wcześniej trzeba odpowiedzieć na pytanie, jak zintegrować różne aspekty postmodernizmu. I tu się robi ciekawie. Musimy też zdawać sobie sprawę z tego, że nasz język, sposób artykułowania problemów i pojęcia, jakich używamy, ciągle są naznaczone systemem, w którym wyrośliśmy. Przeobrażenie, jeżeli ma nastąpić, musi sięgać przeobrażenia samej percepcji. Postrzegamy, to niezaprzeczalny fakt. Ale to, co postrzegamy, jest już faktem innego rodzaju. Nasze zmysły uczą się tego, co powinniśmy dostrzegać8. Trzeba zatem stworzyć sobie warunki, w których mogą zaistnieć nowe zdolności percepcyjne. Raczej nie będzie to współczesne Centrum Sztuki ani przestrzeń publiczna. To miejsca dobre dla komunikacji, ale nie dla takich wymagających koncentracji badań. Dla mnie takim sposobem jest izolacja, postawienie się w sytuacji, kiedy muszę pracować w niskiej temperaturze cały czas, spać w takich warunkach, zamrażać siebie samego. W takich właśnie warunkach autentycznie ujawniły się nowe zdolności nadpsychiczne. Nie uważam tego za jedyny argument, bo zawsze ktoś może powiedzieć, że mamy do czynienia z iluzjami, halucynacjami. Owszem, właśnie dlatego sfery irracjonalna i transracjonalna wymagają zaangażowanych badań. Dlatego jest to ciekawe, choć wielu machnie na to ręką, bo nie są to poszukiwania użyteczne dla osiągania celów na arenie społecznej. Jednak drepcząc w obrębie światopoglądu postmodernistycznego, a tym bardziej modernistycznego, nic nowego nie odkryjemy. Krytyczny dyskurs, jaki dominuje w postmodernistycznej praktyce artystycznej, narzuca własną strategię działań. Jest ona obliczona na zaistnienie dzieła w przestrzeni publicznej i na myślenie o nim, a nie na transformację świadomości. I tak błędne koło się zamyka.

Eksterioryzacja, kontrola snów, ciało energetyczne, oświecenie, nirwana... Powiedzą niektórzy: New Age. Nie obawiasz się tego typu etykiet?

Nie, bo one wypływają z niezrozumienia. Niektórym ludziom eksplorowanie obszarów nadświadomości kojarzy się z New Age, a już zwłaszcza tym, którzy są zakorzenieni w pewnych strategiach polityczno-społecznych. Niestety, bardzo cenne elementy, owoce tysiącletnich nieraz praktyk duchowych wielu tradycji wrzucono do jednego wielkiego wora wraz z całym spektrum absurdalnych, naiwnych teorii. New Age to wielka mieszanina, z której nic nie wynika, bo nie dokonano fundamentalnego rozróżnienia doświadczeń irracjonalnych od transracjonalych. Nie przyswojono sobie też zdobyczy psychologii i w ogóle szeroko rozumianej nauki. Można nad tym ubolewać, ale trzeba robić dalej swoje.

ĆWICZENIA PORANNE. INSTALACJA W CSW ŁAŹNIA. 2009. FOT. D. KULA
ĆWICZENIA PORANNE. INSTALACJA W CSW ŁAŹNIA. 2009. FOT. D. KULA

  1. 1. A. Żmijewski, Stosowane sztuki społeczne, http://www.krytykapolityczna.pl/dmdocuments/kp11-manifest.pdf
  2. 2. M. Rogulski Poza Postmodernizm, http://free.art.pl/fundacja.tns/pp/realrogulusa/pp_skrot.htm
  3. 3. Ibid.
  4. 4. M. Rogulski, Podstawy manifestu Współczesnej Kontrkultury , SZ,sz,sz, Fundacja TNS, Gdańsk 2001
  5. 5. Suplementy do sztuki polskiej lat 80-tych, praca zbiorowa pod redakcją Jolanty Ciesielskiej, wyd. OKiS, Wrocław 2009
  6. 6. A. Kurant, O. Dawicki, Ł .Ronduda, J. Simon, E. Bendyk, Manifest Nooawangardy, http://www.obieg.pl/wydarzenie/13677#1
  7. 7. M. Rogulski Punkt, od którego nie ma odwrotu, Sz,sz,sz, Fundacja TNS, Gdańsk 1991
  8. 8. C. Castanieda, Sztuka śnienia, tłum. M. i P. Hermanowscy, Rebis, Poznań 1998