Zgalwanizowani Mistrzowie w Oliwie

Don Eddy, Catena Aureum II, 1996-1997
Don Eddy, Catena Aureum II, 1996-1997

Długo zastanawialiśmy się czy warto cokolwiek pisać o wystawie Donalda Kuspita "Nowi Dawni Mistrzowie", bo od początku szum wokół wystawy wiąże się ze sprytnie przygotowanym chwytem marketingowym. Wystawa zdradza cechy produktu, nad którego promocją i sprzedażą pracuje sztab ludzi. Jak przystało na dobrze sprzedający się wyrób przeznaczony do masowej konsumpcji, nie posiada jakichkolwiek wartości i jest próbą wytworzenia płytkiego, nuworyszowskiego rynku sztuki. Najlepszym przykładem jest wypowiedź Krzysztofa Izdebskiego w popularnym kanale - TVN Style. Tam mogliśmy się dowiedzieć, że wystawa jest wielka! Że wielkie są i obrazy i ich liczba a i przestrzeń jest tak wielka, jak wielka jest różnorodność artystów i ilość krajów z jakich pochodzą. Słowa o wielkości wydarzenia, powtarzane jak zaklęcie mają chyba oczarować publiczność i sprawić by sztuka Nowych Dawnych Mistrzów nie okazała się przypadkiem mała.

Kuspit wywołał debatę w środowiskach związanych ze sztuką poprzez trzy założenia swojej wystawy:

1. Nastaje era Nowych Dawnych Mistrzów.
2. Sztuka nie powinna być w żadnym sensie polityczna, a powinna mieć "humanistyczne przesłanie".
3. Najważniejszy jest kunszt i pomysł oraz miła dla oka estetyka.

Wydaje się, że wystawa ta przeszłaby bez echa, tak jak wiele innych wystaw organizowanych od lat w Pałacu Opatów, ale dzięki owym trzem założeniom udało się organizatorom wywołać prawdziwą burzę. Założenie Kuspita, że nastaje nowa era w sztuce jest tyleż wątpliwe, co obłąkańcze. Wszak sztuka przez niego promowana istnieje od dawna i - pozostając na usługach polityki i biznesu - ma się całkiem nieźle.

Pałac Opatów jest oddziałem Sztuki Współczesnej Muzeum Narodowego w Gdańsku i jednocześnie jedną z najbardziej zachowawczych placówek wystawienniczych w Polsce. Na stronie internetowej Muzeum można przeczytać, że w ekspozycji stałej pokazywane są przykłady najważniejszych i najciekawszych tendencji w polskiej sztuce drugiej połowy XX wieku. W rzeczywistości w galerii prezentowana jest głównie sztuka modernistyczna, będąca powielaniem tendencji powstałych w pierwszej ćwierci XX wieku. Oglądamy tam dzieła z lat 50. XX wieku, przypominające stylistycznie te z końca XIX (np. Juliusz Studnicki Pejzaż z leżakiem ). Mamy mieć przed sobą dzieła sztuki współczesnej, a oglądamy przedstawicieli polskiej moderny (późnego Cybisa, Artura Nacht Samborskiego, Hannę Rudzką Cybisową czy Potworowskiego) i w kilku przypadkach awangardy (np. Pronaszko). Wszyscy urodzeni jeszcze w XIX w.! Co więcej, są to prace artystów, którzy uznawali wyższość wartości czysto malarskich nad treścią dzieła. Młodsi artyści to głównie reprezentanci modernizmu, który w drugiej połowie XX w. stał się w większej mierze sztuką dekoracyjną i był akceptowany przez władzę komunistyczną w Polsce, jako że nie niósł za sobą niewygodnych dla władzy treści. Zbiory Pałacu Opatów są w porażającej większości wypełnione nic nie mówiącą sztuką, tworzoną w okresie dyktatury komunistycznej przez artystów, którzy albo nie chcieli, albo bali się wypowiadać na tematy naprawdę ważne. Co prawda mamy tam istotne dzieła modernizmu np. Stażewskiego, Gierowskiego, Winiarskiego, ale kurator zapomniał o innych bardzo istotnych zjawiskach w polskiej sztuce drugiej połowy XX wieku, które wykraczają poza tradycyjne rozumienie sztuki. Nie mamy tam filmu, obiektów, instalacji czy prac video artystów stojących w opozycji do władzy komunistycznej i zaangażowanych politycznie, których sztuka nie jest zapóźniona w stosunku do zachodu. (wyjątkiem są prace Jerzego Beresia, Natalii Lach Lachowicz czy Edwarda Krasińskiego). Kuratorzy Pałacu Opatów zachowują się tak, jakby podstawowych nurtów w sztuce drugiej połowy XX wieku w ogóle nie było! Uprawiają konsekwentną politykę ignorowania istotnych dla polskiej sztuki postaw artystycznych i już od lat zajmują się promocją sztuki w stylu Nowych Dawnych Mistrzów To przecież tam właśnie zrealizowano monograficzną wystawę Macieja Świeszewskiego i pierwszą po śmierci retrospektywną wystawę prac Zdzisława Beksińskiego. I właśnie dlatego nie można mówić o żadnej nowej erze w Pałacu Opatów. Tam sztuka nie powraca do estetyzującej niezaangażowanej politycznie, bo tkwi w niej już od dziesiątków lat. W Polsce wystawa Kuspita może się podobać, bo Polacy nie mają świadomości sztuki drugiej połowy XX wieku. Przeciętny zwiedzający, ogląda rodzaj sztuki, do którego zdążył przywyknąć, a edukacja szkolna sprawia że jest on całkowicie nieświadomy skomplikowanej drogi artystycznej od Duchampa, przez Beyusa aż po Barneya. Jaką więc wojnę wywołał Kuspit? Rozśmieszył tylko świadome środowisko artystyczne i zaproponował kolejną wystawę malarstwa dla stałych bywalców Pałacu Opatów i niedzielnych miłośników sztuki.

Wystawa Kuspita to chybiona próba zamachu na sztukę współczesną, utożsamianą głównie z jej nurtem krytycznym. Konserwatywne środowisko już od kilkunastu lat stara się podważyć znaczenie sztuki dorobku awangardy, a Nowi Dawni Mistrzowie to kolejny pomysł uleczenia "zepsutej sztuki bez piękna". Tymczasem spory dotyczące sztuki nie są zjawiskiem nowym, bo różne kuriozalne polemiki odnajdujemy w historii. Uwielbiany przez "nowych dawnych mistrzów" Leonardo pisał: "Malarstwo jest doskonalsze i przewyższa muzykę, gdyż nie umiera ono bezpośrednio po swym powstaniu, jak to czyni nieszczęsna muzyka" (1). Leonardo uważał jednak także, że malarstwo przewyższa rzeźbę i za przykład podawał malarza, który wykonuje swe dzieła z większym wysiłkiem umysłowym, a nieszczęsny rzeźbiarz musi pracować fizycznie. W swoim "Traktacie o malarstwie" umieścił złośliwą uwagę skierowaną do swojego rywala Michała Anioła "[rzeźbiarz] z twarzą powalaną i cały umęczony pyłem marmuru wygląda jak piekarz (...) całkiem inaczej jest z malarzem, ponieważ porządnie odziany, siedzi on bardzo wygodnie przed swym dziełem i wodzi leciutkim pędzlem, kładąc piękne kolory" (2).


W tekście o Nowych Dawnych Mistrzach, wicedyrektor Pałacu Opatów, a zarazem autor kilku obrazów pokazanych na wystawie, pisze, że zostały tam zaprezentowane "dzieła tych artystów którzy nie stawiają sobie łatwego zadania kontestowania i krytykowania stanu obecnej chwili, ale mają cele poważniejsze, rzucenie wyzwania by stawać się lepszym, by się doskonalić, być mistrzem swojego zawodu". Jednak bycie w Polsce artystą politycznie zaangażowanym wcale nie jest takie łatwe jak to się Izdebskiemu wydaje. W odbiorze społecznym taka sztuka funkcjonuje głównie w sferze nieporozumień i skandali związanych z moralnością, czy z naruszeniem narodowych "świętości"(3). Sztuka, przeciwko której występują konserwatywne kręgi, podejmuje istotne społeczne problemy, operuje stosunkowo radykalnymi środkami wypowiedzi, nie rości sobie prawa do monopolu na rację i nic nie obiecuje (4). Sztuka krytyczna zatem jedynie problematyzuje pewne zjawiska, a nie wprowadza w życie utopii. Nie krytykuje bezmyślnie, a zwraca uwagę na istotne problemy, stając się pretekstem do dyskusji. Właśnie taka sztuka mimo niezliczonej liczby ataków odniosła wielki sukces, bo twórczość artystów krytycznych jest obecnie uznawana za najbardziej reprezentatywne zjawisko dla polskiej sceny lat 90. Artyści krytyczni stali się najbardziej znaczącymi przedstawicielami swojego pokolenia, a wystawa w Pałacu Opatów jest agonalnym krzykiem epigonów.


W Polsce i na świecie wciąż pokutuje romantyczna wizja artysty. Kuspit nie może pogodzić się z upływem czasu i upiera się przy łatwej sztuce, która wedle jego opinii niesie za sobą ogólnie pojęte "humanistyczne wartości". Tak ogólnikowe stwierdzenie nie może nikogo przekonać, bo jaki "poważniejszy cel" ma w sobie obraz "U Mamuśki", otwierający wystawę, przedstawiający cyberpunków w skórzanych gorsetach; w jaki sposób może zmienić nas w lepszych ludzi? Obrazy z wystawy są w większości kalkami współczesnej kultury masowej, bądź smutną trawestacją tradycji malarskiej. Nie podejmują współczesnych problemów, a jedynie przedstawiają to, co oczywiste, ale przecież żeby to zobaczyć, nie trzeba płacić 12 złotych w Pałacu Opatów. Jak w okresie komunizmu sztuka mówiąca o ważnych sprawach nie mogła dojść do głosu, tak teraz konserwatywne kręgi tkwiące w poprzedniej epoce, nie chcą zaakceptować sztuki komentującej zastaną rzeczywistość i odnoszącej się do niej krytycznie.

Nowi Dawni mistrzowie są hybrydalnym tworem, skutkiem działania ekscentrycznego kuratora, który zamiast świeżego powiewu przywiózł do Polski zgalwanizowanego trupa. Nieco wcześniej doktor Frankenstein stworzy sztucznego człowieka, zszywając jego ciało z elementów ciał zmarłych osób a następnie - złożonego tak homunculusa - ożywił przy użyciu wyładowania elektrycznego. Jak się skończył eksperyment, chyba każdy wie, a jeśli jeszcze nie, to zamiast "Końca Sztuki", proponujemy lekturę tej romantycznej powieści.

Roma Piotrowska, Maks Bochenek

21.11.2006 - 15.2.2007 - Pałac Opatów w Oliwie, Oddział Muzeum Narodowego w Gdańsku

Przypisy:
1) J. Białostocki, Myśliciele, kronikarze i artyści o sztuce. Od starożytności do 1500 rok, Gdańsk 2001. s.427
2) Ibidem, s. 429.
3) J. Zydorowicz, Artystyczny wirus. Polska sztuka krytyczna wobec przemian kultury po 1998r, Warszawa 2005, s. 231.
4) Ibidem, s. 70.

Komentarze do wystawy zebrane przez autorów:

Już samo nazywanie tej wystawy "wystawą sztuki współczesnej" jest nadużyciem. Wystawa ta nie tylko ma niewiele wspólnego ze sztuka współczesną, ona w ogóle ma niewiele wspólnego ze sztuką.

Oglądając wystawę "nowych dawnych mistrzów" mam wrażenie, że jestem na wystawie takich "amiszów kultury", którzy udają, że postępu w kulturze, nauce, technice nie było, że człowiek wciąż żyje w epoce sprzed fotografii, kina i internetu. Jest to wystawa ludzi, którzy zamknęli się w cywilizacyjnym skansenie i onanizują się lepszym, czy gorszym opanowaniem warsztatu. Jeśli jedyną wartością wytworów ich twórczości jest dekoracyjność i warsztat (czy też - "estetyzm" i "kunszt"), to "dziełom" tym zdecydowanie bliżej do koronkowych serwet wydzierganych na szydełku, niż do sztuki.

Peter Fuss, artysta.

Joseph Raffael, Biografia, 2002
Joseph Raffael, Biografia, 2002

Wystawa wywołała na mnie smutne wrażenie. Wydała mi się pusta. W założeniu te obiekty mają działać formą, czarować kunsztem, jak dzieła dawnych mistrzów. Jednak droga edukacji i czas poświęcany ćwiczeniu się w sztuce, a pewnie i talent nowych i starych mistrzów odbiegają mocno od siebie. Jaki owoc może wydać artysta, który całą swoją energię poświęca niedoścignionemu dążeniu ku technicznej, formalnej doskonałości, dla którego mniej ważne jest to, co przedstawi i w jakim celu? Te obiekty naznaczone są dla mnie wewnętrzną pustką. Zwracałam na nie uwagę głównie jak na rodzaj dekoracji i pod tym względem znalazłam parę "ładnych obrazków". Jeżeli chodzi o samą ekspozycję, także wydaje mi się nie najszczęśliwiej skomponowana. Trudno jest odkryć według jakiego klucza miały być ułożone obiekty. Warto jednak udać się do Oliwy choćby po to, aby kolejny raz zadziwić się nad kunsztem dawnych mistrzów i stwierdzić, że może nowi mistrzowie powinni poszukać nowej drogi dla swojej twórczości.

Katarzyna Wojtczak, studentka historii sztuki.

Don Perlis, Samson i Dalila, 1991-2005
Don Perlis, Samson i Dalila, 1991-2005

Wystawa istnieje bardziej jako wydarzenie, pretekst do dyskusji o słuszności sztuki nowoczesnej, niż jako wystawa sama w sobie. Pompatyczność zdarzenia skłania do skrajnych opinii na jej temat.
Mamy do czynienia głównie z amerykańska szkołą realizmu i to jest elementem łączącym. Brakuje mi intelektualnego dialogu miedzy dziełami. Technicznie zachwyca, tak jak zachwycał realizm, ale nie zmienia oblicza sztuki, jak zmieniali "dawni mistrzowie.

Aleksander Wawrzyniak, maturzysta.

Na przykładzie wystawy Nowi Dawni Mistrzowie i tez głoszonych przez Donalda Kuspita widzimy upadek intelektualizmu, cechy określającej tzw. ,,elity". Sztuka współczesna wymaga wiele od odbiorcy, dając mu w zamian wątpliwości i myślowe labirynty. Kiedyś w kręgach elit w modzie była szeroka erudycja i wiedza. Będąc np. inżynierem znało się literaturę Sartre'a i miało się pojęcie o formizmie. Dziś często inżynier jest tak pochłonięty swoją pracą że sztuka, która wymaga od niego dodatkowego wysiłku intelektualnego, nie przypada mu do gustu. Współczesna ,,elita" woli przyjmować placebo sztuki. Takim placebo są artyści w stylu Nowych Dawnych Mistrzów. Wystawa daje złudzenie obcowania ze sztuką. Tarasewicz powiedział odnośnie sztuki, że ,,ten kto nie ćwiczy biegania nie ma szans w wyścigu z zawodowym biegaczem". Ludzie nie mający kontaktu ze sztuką na bieżąco nie nadążają za tym co się w niej dzieje, a mimo to ,,od święta" pragną z nią obcować. Stąd nieporozumienie w rodzaju omawianej wystawki. Trudno jednak wymagać aby potencjalni, prywatni przedsiębiorcy chętniej wspierali twórców ,,gadających na golasa jakieś bzdury" niż malujących piękne pejzaże. Dzieło sztuki jest kodem, odczytywanym tylko przez osoby znające ten kod.
Kwestia nie w krytykowaniu niewinnych malowanek, lecz w złym public relation sztuki współczesnej i braku edukacji w odróżnianiu placebo od leków, rytuałów szamańskich, operacji, klątw i wszystkiego tego co działa naprawdę.

Gabriel Roszak, student ASP.

David Bierk, Approaching the 21st Century, 1993
David Bierk, Approaching the 21st Century, 1993

Kluczem do zrozumienia wystawy może być dosyć skromny obraz z pierwszego piętra autorstwa Chestera Arnolda - "Alegoria życia artysty", namalowany w zeszłym roku 2005, w XXI wieku. Na obrazie przedstawiony jest prawdziwy Artysta, ubrany w rembrandtowski beret (!), siedzący za sztalugą w zagraconej pracowni na poddaszu. To właśnie udana alegoria artysty - człowieka, który siedzi sobie na zydelku, niepomny na to, że przypadkiem zdarzył się cały wiek XX, sztuka kubistyczna, dada, konceptualna, krytyczna, sztuka video, performance etc. Ten artystyczny Amisz odwrócony jest od nas i od rzeczywistości, zatopiony w swoim oleju. Oderwanie się od tradycji nowoczesnej albo zignorowanie XX wieku owocuje pracami, które są jakby bezczasowe, zawieszone, z nikąd, ani stare ani nowe, a raczej stare-maleńkie.

Dominika Skutnik, artystka.

Chester Arnold, Alegoria życia artysty, 2005
Chester Arnold, Alegoria życia artysty, 2005

Dawno nie słyszałam tyle, o jakiejkolwiek z wystaw organizowanych w Trójmieście. Telewizja, radio. Trzeba iść. Chociaż już sam temat nie przypadł mi do gustu, spodziewałam się jednak mocnego argumentu w postaci świetnych, spójnych prac, choć może w stylistyce, która nie do końca do mnie przemawia. Staram się jednak w sztuce niczym nie ograniczać. Nie dzielę na epoki, style i trendy, ale na te prace, które "to coś", mają, bądź nie. I ja sama poskromiłam swoją nadpobudliwość i niecierpliwość, chcąc stworzyć realizm, który był mi potrzebny do osiągnięcia założonego efektu. Przyznam, że nawet trochę w tych poszukiwaniach zasmakowałam. Wracając do wątku: wierzyłam, że zobaczę wystawę, po której lepiej zrozumiem ideę nowych, dawnych mistrzów. Zawiodłam się. To co zobaczyłam nie było ani nowe, świeże, nowatorskie, ani dawne. Nie da się tego bowiem porównać do przeżycia estetycznego towarzyszącemu zwiedzaniu Luwru, czy innych tego typu zbiorów. Po prostu-wystawa malarstwa. Może się podobać, może nie, jak wszystko. Nie powaliło mnie to na kolana, nie inspirowało, ani nie było na tyle spójne i klarowne, żebym mogła wziąć na poważnie całe towarzyszące temu rozważania teoretyczne. Jestem jednak wdzięczna organizatorom za to przedsięwzięcie. Po raz pierwszy od dawna dyskusja na temat sztuki wygrała z ostatnim meczem piłki nożnej i losami rodziny ze Złotopolic.

Honorata Martin, studentka ASP.

Ruth Weisberg, Wciąż na nowo i nowo, 2002
Ruth Weisberg, Wciąż na nowo i nowo, 2002