Cienkie malarstwo w krakowskim MN

Przyznam szczerze, że nigdy dotąd nie widziałem "na żywo" obrazów Jerzego Dudy-Gracza. Ktoś by mógł powiedzieć - "i żadna strata chłopie". I pewnie musiałbym mu przyznać rację, ale oczywiście dopiero po obejrzeniu dokonań tego artysty na jakiejś wystawie, a nie w postaci reprodukcji (jakoś specjalnie nie dążyłem wcześniej do tego typu bezpośredniego doświadczenia). Dobrą okazją do takiej konfrontacji jest obszerna ekspozycja pt. "Remanenty", pokazywana obecnie w sali Arsenału krakowskiego Muzeum Czartoryskich.

 Obraz Jerzego Dudy-Gracza.
Obraz Jerzego Dudy-Gracza.

Jerzy Duda-Gracz kojarzy mi się mgliście z kulturalnymi programami telewizyjnymi z czasów PRL-u (późne lata 70.), gdzie dość często gościł obok takich artystów, jak Franciszek Starowiejski, Władysław Hasior, czy Józef Szajna. Z tego okresu pochodzi też jego jeden z popularniejszych obrazów pt. "Jeźdźcy Apokalipsy, czyli fucha", przestawiający kulfoniaste postaci wielkoprzemysłowych gastarbeiterów z epoki tow. Gierka, w ujęciu nawiązującym do nieco bardziej popularnego obrazu Józefa Chełmońskiego.

Drugie bardziej konkretne skojarzenie, to zajęcia z poetyki na drugim roku filologii polskiej (wczesne lata 80.), podczas których, prowadzący je nauczyciel akademicki (później stał się także autorem obowiązującego obecnie podręcznika poetyki) przekonywał nas uparcie, że malarstwo Jerzego Dudy-Gracza, to w prostej linii kontynuacja sztuki Hieronima Boscha. Być może naukowiec ten miał na myśli powstające wówczas "Obrazy jurajskie", nie wiem, pamiętam, że męczył nas wtedy też uparcie rymowankami Jarosława Marka Rymkiewicza.

Mniej więcej wtedy też, nabyłem samizdatowy wybór wierszy Stanisława Barańczaka (o ile dobrze pamiętam wydany przez oficynę o nazwie ABC), w którym ilustracjami były kolorowe (!) reprodukcje nowych obrazów Dudy-Gracza. Kulfoniaste postaci, znane z wcześniejszych płócien występowały tutaj w towarzystwie rekwizytów bardziej pasujących do kilkunastomiesięcznego "karnawału Solidarności". Nie były to już sielankowe scenki z polskiej prowincji (w towarzystwie tranzystorowego radia i Syrenki 105, popularnie nazywanej "skarpetą"), ale sceny z napisem "Solidarność" w tle (oczywiście "solidarycą"), ze zmiętą płachtą Trybuny Ludu, czy z rozpoznawalną karykaturą ostrzyżonego na jeża, dopiero co upadłego I sekretarza KC PZPR.

Po takiej nagłej wolcie w "nurt niepodległościowy" łatwo się było spodziewać pewnego "wyciszenia" w czasie stanu wojennego, które rzeczywiście nastąpiło (podobno w murach częstochowskiego klasztoru), a po upadku ancient regime'u pojawienia się w szerszym zakresie symboliki religijnej (co także miało miejsce). Mimo wszystko, trudno było mi sobie wyobrazić, że kulfoniaste przedstawienie Jezusa Chrystusa oraz innych ewangelicznych postaci może zawisnąć w jakimś kościele, ale takie prace naprawdę powstały (np. cykl "Golgota Jasnogórska) i to w niemałej ilości!

Fenomenem jest też fakt niezwykłej popularności obrazów Dudy-Gracza wśród polskiej inteligencji. Oczywiście de gustibus itd, ale akceptacja nagminnego mrugania okiem do widza, karykaturalne wyłącznie przedstawianie wybieranych motywów, w tym także "polskich realiów", a wszystko to przy zaskakująco ubogiej i przewidywalnej zarazem warstwie symbolicznej, nienajlepiej świadczy o klasie, która w normalnych krajach interesuje się sztuką lub ją kolekcjonuje.

Obrazy Jerzego Dudy-Gracza oglądane na żywo w krakowskim Arsenale robią fatalne wrażenie. Przede wszystkim zawierają śladowe elementy czegoś, co można by nazwać malarstwem. Wcześniejsze prace, to właściwie powiększone do sporych rozmiarów i podkolorowane karykatury czy rysunkowe dowcipy (coś pomiędzy Edwardem Lutczynem a Andrzejem Mleczko z rozwodnionym dodatkiem Breugela Młodszego). W obrazach z lat 80. widać pewne formalne nawiązania do sztuki młodopolskiej (Malczewski, Wojtkiewicz), ale nie na poziomie czysto malarskich rozwiązań. Kiedy patrzymy na nie z bliższej odległości, prace te ujawniają niestety jak cienko i niedbale są namalowane.

Naprawdę nie ma, czego oglądać i to jest smutne, zwłaszcza, że krakowska wystawa prezentuje obrazy powstające na przestrzeni prawie 40 lat! Smutne jest też to, że szacowna instytucja pod nazwą Muzeum Narodowe (Muzeum Czartoryskich działa w jego ramach) pokazuje tak słabe rzeczy. Na usta ciśnie się pytanie, kto będzie następny po Dudzie -Graczu i pokazywanym wcześniej Iwo Zaniewskim? Hanna Bakuła? Franciszek Maśluszczak? Jacek Pałucha? A może Joanna Sarapata?

Wojciech Wilczyk

Remanenty. Wystawa Jerzego Dudy-Gracza, od 15.01.06 - 28.01.07, Arsenał Muzeum Książąt Czartoryskich, Kraków .

Obraz Jerzego Dudy-Gracza.
Obraz Jerzego Dudy-Gracza.