Łaskotanie Koonsem w Pompidou

: Function ereg() is deprecated in /includes/file.inc on line 649.

Tegoroczny sezon jesienno-zimowy w paryskim świecie sztuki zdominowały dwa wydarzenia: długo oczekiwane otwarcie Fundacji Louis Vuitton - najnowszego prywatnego muzeum sztuki współczesnej, które wzbogaciło i tak już dosyć imponującą listę paryskich instytucji kulturalnych, oraz retrospektywa Jeffa Koonsa w Centre Pompidou. Te dwa na pozór dosyć różne wydarzenia oprócz kulturalnego charakteru łączy jeszcze jedna kwestia - wielki biznes. W przypadku Fundacji LV mamy do czynienia z niebagatelną fortuną właściciela grupy handlowej LVMH, zrzeszającej większość najsłynniejszych francuskich marek luksusowych, który postanowił udostępnić paryskiej publiczności swoją prywatną kolekcję sztuki współczesnej, za niemałą jednak cenę biletu, co nie umknęło uwadze zwiedzających. Oszałamiający wręcz szum medialny wokół wystawy Koonsa jest z kolei dowodem na to, jak bardzo wciąż fascynuje fenomen popkulturowego artysty, który swoje atelier zamienił w fabrykę, a sztukę w dobrze prosperujący biznes.

Jeff Koons jest bowiem wszędzie. Od kilku tygodni, na długo jeszcze przed otwartą 26 listopada retrospektywą, nie sposób było przejść ulicami Paryża, nie natykając się na plakaty, okładki gazet (nie tylko tych specjalizujących się w sztuce) czy nawet reklamy popularnej sieci odzieżowej promujące artystę i jego dobrze rozpoznawalną estetykę kiczu. Ten swego rodzaju wizualny atak, wskutek którego, jak zwykło się mówić w dobie zalewu informacji, Koons zaczął niemal "wyskakiwać z lodówki", niczym celebrytki królujące na portalach plotkarskich, miał oczywiście na celu nie tyle nawet zwykłe zachęcenie do przyjścia na wystawę, ile wywarcie pewnej presji. Przekaz jest jasny: bez względu na to, czy należysz do świata sztuki, czy nie, czy interesuje cię sztuka współczesna, czy też jest ci całkowicie obojętna, jest to "wydarzenie sezonu", must see, którego nie możesz przegapić, jeśli uważasz się za osobę będącą na bieżąco z tym, co aktualnie jest na fali. Stąd ta wszechobecność Koonsa - od tekstów krytyków po artykuł-laurkę we francuskim "Vanity Fair" ze zdjęciem kompletnie nagiego artysty prężącego się przed lustrem w jego prywatnej siłowni.

Jeff Koons, Balloon Venus, 2008-2012
Jeff Koons, Balloon Venus, 2008-2012

Marketing zadziałał prawidłowo i już od pierwszych dni wystawy kolejka przed Centre Pompidou nie przestaje rosnąć, toteż warto zadać sobie pytanie o to, co tak naprawdę paryska instytucja i zaproszony przez nią artystashowman ma do zaoferowania publiczności poza możliwością zobaczenia jego słynnych dzieł na żywo?

Ekspozycja zorganizowana w Paryżu jest przeniesieniem - w nieco okrojonej wersji ze względu na mniejszą przestrzeń - retrospektywy Koonsa pokazanej pierwotnie w nowojorskim Whitney Museum of American Art, która odniosła za oceanem gigantyczny sukces. Do tego stopnia, że muzeum zdecydowało się zrezygnować na ten czas ze zwyczajowego poniedziałkowego zamknięcia oraz wydłużyło godziny otwarcia w inne dni.

Wystawa, jak na retrospektywę przystało, ukazuje w porządku chronologicznym kolejne serie autorstwa artysty, od wczesnych "Inflatables" - dmuchanych zabawek wyszperanych przez Koonsa w rupieciarniach i tanich sklepach East Village, mających nawiązywać do tradycji ready made oraz minimalizmu Roberta Smithsona poprzez każdorazowe zestawienie obiektu z lustrem. Według kuratorów ekspozycji, Scotta Rothkopfa i Bernarda Blistène'a, jest to "próba pogodzenia dwóch języków a priori niekompatybilnych". Następnie publiczność może śledzić kolejne etapy długoletniego już romansu Koonsa z kulturą popularną i nadmiernym konsumpcjonizmem. Majestatycznie wyeksponowane i podświetlone odkurzacze z serii "The New" rzeczywiście robią nieoczekiwanie duże wrażenie, gdy ogląda się je w galerii, wyabstrahowane od ich użytkowej funkcji i wyniesione na piedestał jako symbol amerykańskiego snu o doskonałości i wiecznej nowości. Anachroniczność tych wiecznie nowych, nietkniętych modeli dodaje tym obiektom pewnego rodzaju aurę. Z drugiej jednak strony trudno oprzeć się wrażeniu, że "to już było", a w dodatku "zrobione lepiej", ponieważ za pisuarem Duchampa stoi niekwestionowanie więcej znaczeń i rewolucyjnych założeń aniżeli za odkurzaczami Koonsa.

Jeff Koons, Gazing Ball (Ariadne), 2013
Jeff Koons, Gazing Ball (Ariadne), 2013

To właśnie ta łatwość - można się spierać, czy nie pozorna - sztuki Jeffa Koonsa jest jej zarazem najmocniejszym i najsłabszym punktem i leży u podłoża starej dyskusji o tym, czy amerykański artysta jest genialnym demaskatorem współczesnego społeczeństwa doby globalizacji, czy też uzurpatorem, który do perfekcji potrafił wykorzystać naiwność tego właśnie społeczeństwa pod przykrywką ironii i krytyki. Na ile porcelanowy Michael Jackson ze swoją małpką ("Michael Jackson and Bubbles") z serii "Banality" to rzeczywiście historyczne i artystyczne "przeniesienie stanowiące pewien rodzaj radykalizmu", jak chcą kuratorzy wystawy, dopatrujący się w tak niestosownej dla nobliwej porcelany realizacji ostatecznego upadku sztuki wysokiej i absolutnego "triumfu banalności"? Podobnie można debatować, czy "Made in Haven", przedstawiająca, w różnych technikach i nie szczędząc detali, stosunek artysty z jego ówczesną żoną - Ciccioliną, to śmiała i pełna (auto)ironii krytyka pornografizacji kultury, czy też zwykły ekshibicjonizm i pornografia tout court.

W dorobku Koonsa jest niewątpliwie kilka dzieł, które mają niezaprzeczalną wartość i wkład w historię sztuki nie tyle dzięki swojej estetyce, ile technice wykonania, jak choćby "Hanging Heart", również obecne na retrospektywie w Centre Pompidou. Wielkie stalowe serce wypolerowane do połysku sprawia wrażenie niezwykle lekkiej konstrukcji zawieszonej na złotej tasiemce, podczas gdy w rzeczywistości waży ponad tonę i stworzenie go wymagało niemałej pracy matematycznej i konceptualnej oraz opracowania odpowiednich rozwiązań technicznych. Cała seria "Celebration", do której to dzieło się zalicza, jest zresztą jak do tej pory najambitniejszym przedsięwzięciem Koonsa, w którym innowacyjność techniczna wzięła górę nad jego narcystycznymi zapędami i skłonnością do szokowania kontrowersyjnymi tematami. Upór artysty w realizacji wszystkich zaplanowanych innowacji poskutkował ogromnymi kosztami i sporym zadłużeniem, które w pewnym momencie postawiło Koonsa na skraju bankructwa. Determinacja i odwaga, o jaką wielu krytyków, oskarżających artystę o zwykły pęd ku bogactwu, by go nie podejrzewało.

Jeff Koons, Hanging Heart, 1994-2000
Jeff Koons, Hanging Heart, 1994-2000

Wystawę zamykają dwie ostatnie serie: "Antiquity" i "Gazing Ball", w których Koons poszerza swój dotychczasowy dialog z kulturą i sztuką o perspektywę historyczną, sięgając aż do paleolitu i słynnej Wenus z Willendorfu. Jego "Balloon Venus" to współczesna i bardzo Koonsowska w formie wersja prehistorycznego pierwowzoru. Czy jest to jednak rzeczywisty dialog z tradycją artystyczną, czy raczej kolejna demonstracja imponujących możliwości technicznych XXI wieku, kiedy to za pomocą odpowiednich maszyn współczesny artysta jest w stanie wyprofilować ze stali to, co prehistoryczny mozolnie wykuwał w kamieniu? Pytanie o cel przy tego typu dziełach pojawia się automatycznie, zwłaszcza że istnieje spore prawdopodobieństwo, iż jedyny wniosek, jaki spora część widzów wyniesie z wystawy, to przekonanie, że Koonsowska Wenus jest bardziej sexy, ponieważ lśni i dobrze wyglądałaby w futurystycznym współczesnym wnętrzu. Naprawdę trudno wykrzesać z niej bardziej subtelną refleksję.

Nieco bardziej liryczna i złożona w przekazie wydaje się najnowsza seria artysty, "Gazing Ball". Koons stworzył szereg gipsowych reprodukcji rzeźb sięgających od antyku po wiek XVIII. Odnajdujemy tu Herculesa Farnese czy śpiącą Ariadnę, motywy popularne dawniej i nadal często spotykane jako dekoracje w parkach i ogrodach publicznych. Następnie umieścił na każdej z nich tytułową połyskującą kulę w intensywnym niebieskim kolorze, która, jak podkreśla, jest dekoracją ogrodową typową dla jego rodzinnej Pensylwanii. Takie zestawienie klasyki z nowoczesnością zmienia kontekst odczytania. Antykizująca rzeźba staje się tu zaledwie piedestałem dla fosforyzującej, perfekcyjnie wypolerowanej kuli Koonsa, jednego z symboli amerykańskiej popkultury. Koons pokazuje w ten sposób, że jest świadomy celu, do którego zmierza sztuka (także, a może nawet przede wszystkim, jego sztuka) - chce być ornamentem, dekoracją, elementem bogatej kolekcji.

Jeff Koons, Michael Jackson and Bubbles, 1988
Jeff Koons, Michael Jackson and Bubbles, 1988

Jeśli ktoś nie ma własnego zdania o Koonsie i jego twórczości, retrospektywa w Centre Pompidou nie pomoże mu znaleźć odpowiedzi na pytanie, czy to współczesny Warhol czy ambitny biznesmen pseudoartysta. Raczej potwierdzi tylko pozytywne lub negatywne opinie tych, którzy mieli już własne zdanie na temat autora "Balloon Dog", toteż zamiast retrospektywy przydałaby się bardziej krytyczna wystawa, podejmująca wyzwanie zbadania, na ile świat wykreowany przez Koonsa jest karykaturą współczesnej rzeczywistości i kultury, a na ile po prostu jej dobrze sprzedającą się kopią i odpowiedzią na nowoczesny gust, napędzający popyt. Jedno jest jednak pewne: artysta doskonale wyważył swój język - krytycyzm prac Koonsa, zwłaszcza w porównaniu do sztuki zaangażowanej, to nie uderzenie w splot słoneczny, ale co najwyżej lekkie łaskotanie - znośne, bo i trochę rozbawi, i w końcu nakłoni niewolnika kultury popularnej i łatwej konsumpcji, którego Koons tak uporczywie wyśmiewa, aby kupił jego dzieło i postawił w swoim wystylizowanym salonie ku uciesze obu stron.

 


"Jeff Koons. La rétrospective", Centre Pompidou, Paryż, 26.11.2014-27.04.2015

Jeff Koons - retrospektywa, widok wystawy, fot. E. Chwiejda.
Jeff Koons - retrospektywa, widok wystawy, fot. E. Chwiejda.

Jeff Koons - retrospektywa, widok wystawy, fot. E. Chwiejda.
Jeff Koons - retrospektywa, widok wystawy, fot. E. Chwiejda.

Jeff Koons - retrospektywa, widok wystawy, fot. E. Chwiejda.
Jeff Koons - retrospektywa, widok wystawy, fot. E. Chwiejda.