Prowincja bez granic

W społecznych badaniach dotyczących religijności współczesnych Polaków pojawia się wiele niepokojących z punktu widzenia ortodoksa zjawisk. Jednym z nich jest zauważalny spadek wiary w szatana i piekło. Młodzi konsekwentnie redukują ilość piekielnych kręgów, co niechybnie ma ujemny wpływ na popularność sakramentu spowiedzi świętej. Piekła nie ma, jest za to reinkarnacja, a Matka Boska bywa jedną z osób Trójcy Świętej. Ciekawie prezentują się również rodzimi ateiści. Mają silną potrzebę życia wiecznego, mówią, że śmierć im niestraszna, bo w przyrodzie nic nie ginie, przed niebytem uchroni nas zasada zachowania energii. Polska jest krajem bogatym w wierzenia, głęboko nieortodoksyjna, opętana potrzebą wiecznotrwania. Opętany był chyba równie również Władysław Hasior, jeden z ostatnich, który w sztuce świadczył o istnieniu szatana (diabły w jego twórczości spotykamy nagminnie) i odczuwał jego działanie w świecie. Był, podobnie jak statystyczny polski katolik, politeistycznym katastrofistą. Politeizm jest też charakterystyczny dla naszych historyków sztuki i krytyków, mają oni licznych bogów oraz bożków, a też i zastępy wiernych. Wyrokują niczym Pytia zamieszkała w pępku świata, lubują się w analizach, który z bożków silniejszy, piękniejszy, mądrzejszy. A która lepsza, piękniejsza, słuszniejsza krytyka? Filozofia, praktyka, gnoza czy pedagogika? Niektórzy chcieliby ustanowić ścisły monoteizm, przeszkadza im w tym jednak płynny neoliberalizm. Cierpimy. Brakuje nam tego, co w czasach braku wszystkiego (poza octem) potrafił Hasior: afirmacji wielości oraz autoironii. Dzisiaj poczucie humoru kończy się, gdy tylko ktoś podważy naszą wyjątkowość. Wówczas rozpoczynamy święte wojny, kończy się wolność i swoboda wypowiedzi. Do ataku zbroją się szeregi wirtualnych znajomych.

Władysław Hasior, "Stary anioł", 1965-81, asamblaż, ze zbiorów Muzeum Sztuki w Łodzi
Władysław Hasior, "Stary anioł", 1965-81, asamblaż, ze zbiorów Muzeum Sztuki w Łodzi

Hasior tworzył w trudnych czasach szarego monoteizmu państwowo-partyjnego. Jak nikt umiał docenić i czerpać z tradycji polskiego politeizmu. Wystawa w Mocaku prezentuje jego twórczość w sposób rzetelny. Mamy tutaj kuratorski minimalizm. Dziękujmy, że obyło się bez przytłaczających komentarzy czy interpretacyjnych naciągnięć, które towarzyszyły prezentowanym wcześniej wystawom problemowym. Bez głupkowatych podpisów natchnionych stażystów sztuka, o dziwo, zaczyna mówić sama za siebie. Z pewnością jest to jedna z najlepszych wystaw, jakie krakowska instytucja w ciągu swojej niedługiej historii wyprodukowała. Oczywiście nie jest idealnie, kompleksy i tragikomiczna fanfaronada ciągle nie chcą murów muzeum opuścić. Może czas posłać po egzorcystę? Coś diabolicznego musi palce maczać przy losach muzeum, skoro w kilka tygodni po otwarciu doczekało się szyderczej strony na fejsie, a z czasem antypatii powszechnej, ogólnopolskiej. A nadszarpniętej reputacji nie odbuduje jedna wystawa. Z niecierpliwością czekamy na kolejne potknięcia instytucji, by móc je wyolbrzymić, trochę się pośmiać, trochę ponarzekać. Tym razem wszyscy krzywią się na tytułowe zapytanie, czy Hasior europejskim Rauschenbergiem jest. Raczej nie jest, nie był i nieprędko nim zostanie. Oczywiście kontekst popartu w mówieniu o Hasiorze nie jest bezzasadny, a odpady, śmieci, skrawki gazet występują w sztuce obu artystów. Od strony formalnej sporo ich łączy. Treściowo znacznie mniej, niemal nic. Tytuł więc nietrafiony, fakt. Problem z nim mają jednak chyba głównie ci, którzy nie chcą, byśmy się tak nieustannie do tego Zachodu porównywali, byśmy się sami w prowincje nie pchali. Cóż złego w prowincji? Może bardziej niedorzeczny jest lęk przed zaściankowością, chamskie symulowanie światowości i polityka wszechdobrobytu à la Michał Żebrowski? Coś się w końcu polskiej szlachcie po stuleciach niedoli należy? Pozór i samozadowolenie przynajmniej?

Władysław Hasior, "Ikona barokowa", przed 1968, asamblaż, ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu
Władysław Hasior, "Ikona barokowa", przed 1968, asamblaż, ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu

W europejskim Krakowie prezentowane są prace artysty z lat 1956-1986, dominują asamblaże oraz malarstwo. Niezwykle sensualne, teatralne. Hasior nie obawiał się materii, genialnie operował fakturami. Wykorzystując pospolite materiały, urządzenia kuchenne, zabawki, lusterka, prasę etc., opisywał świat biedny i tragiczny. Wojna, zniszczenie, kryzys. Krucyfiksy na samolotach, krwawiące chleby, foremki- trumienki. Z drugiej strony adoracja i afirmacja, której wyrazem były organizowane przez Hasiora happeningi-procesje. Pogańskie miłowanie przyrody. Wizja artysty jest spójna i sugestywna. Wystawę uzupełniają fragmenty filmów o nim, dokumentacje realizacji plenerowych (m.in. „Słoneczny Rydwan" z Södertälje w Szwecji). Aneksem jest zbiór fotografii Wojciecha Plewińskiego z 1962, z których zerka na nas trzydziestoczteroletni mistrz.

Siła Hasiora może być odbierana jako słabość. Nie wszyscy lubią, kiedy przypomina się, że polska kultura, tak chętnie określająca się mianem szlacheckiej, jest chłopskiego rodowodu, że bliższe jest nam myślenie magiczne, a po racjonalność sięgamy z oporem, niechętnie. Że lubujemy się w przesądach oraz spektakularnych i frymuśnych formach. Że Trójca Święta to dla nas za mało, że każda parafia potrzebuje własnej, wyjątkowej i oryginalnej wersji Matki Boskiej otoczonej wianuszkiem lokalnych świętych. Że czcimy i wychwalamy wartość życia od poczęcia, nie mamy jednak problemów z kiszeniem go w beczce, gdy okazuje się przeszkadzać w nieustannym, suto zakrapianym celebrowaniu piękna nadwiślańskich krajobrazów. Nie wszyscy lubimy, gdy nam się przypomina, że przedkładamy dramat nad inne formy. Dramat, dramat ponad wszystko! Polacy, jak wiadomo, mają trzech patronów: Ajschylosa, Sofoklesa i Eurypidesa. Hasior to wszystko ukazuje - i nie grzmi, nie ocenia, współcelebruje, wtapia się w to. Lubi to.

Kuratorowi udało się nie przegadać Hasiora Hasiorem, o co nietrudno, gdy wystawia się artystę o wyraźnych inklinacjach do przesady. Zgromadzonych prac nie jest ani za dużo, ani za mało.

"Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?", MOCAK, Kraków, fot. MOCAK
"Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?", MOCAK, Kraków, fot. MOCAK

Sztuka Hasiora nie jest dla wszystkich. Drażnić może estetyka oscylująca na granicy kiczu, zamiłowanie do przerysowania, irytujące kokietowanie tym, co zawstydza. Te krwią broczące bochny, laleczki w foremkach, martyrologia codzienności i uświęcanie lichości. Graciarnia świątków, diabłów, ptaszków. Pogański przepych, którego odpowiednikiem w dzisiejszych czasach jest chyba Licheń, jego liczne kapliczki, groty, malowidła i pomniczki. Hasiora pociągała prowincja, była materią jego działań. No i dramat! Umiłowanie dramatu. Oraz bonus-niespodzianka: autoironia (bez wkładu jadu) i czułość. Czy może być coś bardziej paskudnego niż czułość?

Może współczesny prowincjonalizm mentalny i umysłowa bieda elit lub tych, co się elitami zwą lub do nich pretendują, nieumiejętność czytania ze zrozumieniem, pseudopolemiki w celu podtrzymywania czynności, neokonserwatyzm, przerost treści nad formą (lub odwrotnie), święte oburzenia wyemancypowanych ateistów, krytyka jako arytmetyka i krytyka jako pedagogika? Instytucje w służbie instytucji, polityka w służbie sztuki, religia w szkołach, filozofia na fejsbuku. I ogólnie takie, takie neopostantyprobizancjum.

 

Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?"; MOCAK Muzeum Sztuki Współczesnej, kurator: Józef Chrobak, Kraków, 14.02 - 27.04.2014.

"Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?", MOCAK, Kraków, fot. MOCAK
"Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?", MOCAK, Kraków, fot. MOCAK

Władysław Hasior,  "Król Herod", 1970, technika mieszana: asamblaż / deska dębowa,  ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie
Władysław Hasior, "Król Herod", 1970, technika mieszana: asamblaż / deska dębowa, ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie

"Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?", MOCAK, Kraków, fot. MOCAK
"Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?", MOCAK, Kraków, fot. MOCAK

Władysław Hasior, "Sztandar Ekstazy", lata 70.,  asamblaż, ze zbiorów Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu
Władysław Hasior, "Sztandar Ekstazy", lata 70., asamblaż, ze zbiorów Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu