Gry z geometrią w Rarytasie. Rozmowa z Mateuszem Bieczyńskim

: Function ereg() is deprecated in /includes/file.inc on line 649.

Co kryje się pod nazwą Ghost Project, którą podpisałeś wystawę „Geometrie – kiedy forma staje się treścią”?

Jest to idea, która powstała parę lat temu i doczekała się już kilku odsłon. To koncepcja organizowania wydarzeń artystycznych w przestrzeniach, które nie są do końca do tego przygotowane.

Chodzi o to, aby udowodnić, że kultura, sztuka nie jest domeną instytucji publicznych, specjalnie do tego powołanych, że można się niejako samoinstytucjonalizować, tworząc ramy dla działalności wystawienniczej. Obecność sztuki w życiu codziennym jest tu bardzo ważna – idziemy sobie ulicą i nagle „nachodzimy” na jakieś artystyczne zdarzenie. To nie musi być zdarzenie w pomieszczeniu zamkniętym, może to być otwarta przestrzeń albo jakaś inna alternatywna – na przykład wnętrze samochodu. I właśnie to pojawianie się i znikanie jest zasadą Ghost Project. Tym razem jednak zaprosiłem do współpracy Galerię Post-Office, która straciła siedzibę z powodu remontu kamienicy. W ten sposób galeria została przygarnięta w ramach niezależnej wystawy.

Pierwszą poznańską lokalizacją działania Ghost Project jest Rarytas Wiedeński – niedawno zlikwidowana kultowa restauracja, miejsce imprez i spotkań kilku pokoleń poznaniaków. Co zadecydowało o tym wyborze?

W pewnym sensie nie był to mój wybór, ale przypadek. Wybór miejsca był zdeterminowany poprzez strategicznego partnera – ZKZL, czyli Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych Poznania. Opracował on skierowany do artystów i osób zajmujących się sztuką program umożliwiający udostępnienie wolnych lokali użytkowych na cele artystyczne. Postanowiłem skorzystać z tej opcji. Miejsce po Rarytasie Wiedeńskim okazało się najciekawsze.

Od początku chciałem się dowiedzieć jak najwięcej o samej kamienicy. Informacje były fantastyczne. To nie Rarytas tworzy legendę tego miejsca, ta bowiem została zapoczątkowana dużo wcześniej.

Współpracująca ze mną przy tym projekcie Agnieszka Mori dokonała rekonstrukcji historii miejsca. Okazało się, że ta przestrzeń ma długą tradycję związaną z animacją życia kulturalnego w mieście. Kamienica Posener Bauhütte to zabytkowa siedziba dawnego poznańskiego cechu budowlanego – Bauhütte: Poznańskie Stowarzyszenie Architektów i Budowniczych. To wyjątkowo okazały budynek, nawiązujący do gotyku i renesansu niemieckiego, zbudowany w 1912 roku według projektu członków cechu – Hermana Böhmera i Paula Preula. Wewnątrz mieściła się restauracja oraz luksusowe mieszkania.

Restauracja U Jabłońskiego
Restauracja U Jabłońskiego

W okresie międzywojennym lokal był użytkowany przez pana Jabłońskiego, znanego poznańskiego restauratora. Prowadził on kilka szacownych restauracji, przyciągających gości nawet z Berlina. Właśnie przy ulicy Mielżyńskiego, pod tym samym adresem, prowadził restaurację U Jabłońskiego, która była uwielbiana przez ludzi kultury. Sam Jabłoński opracował program – można by powiedzieć – integracji społecznej. Twierdził, że studenci są bardzo ważną częścią życia kulturalnego Poznania, powinny więc przysługiwać im duże zniżki, a raz w tygodniu powinni jadać za darmo. Chciał, aby właśnie jego restauracja nadawała ton życiu kulturalnemu i artystycznemu miasta. Dzięki gromadzeniu przy tych samych stolikach muzyków operowych, aktorów teatralnych, artystów i studentów to się rzeczywiście udawało.

Jak architektura tego miejsca wpłynęła na koncepcję wystawienniczą i aranżację wystawy?

Reprezentacyjność i monumentalność architektury wymagały, by zawalczyć o wyeksponowanie wszystkich walorów tego miejsca, odtworzenie świetności tych sal. Od początku identyfikacją wizualną zajmował się Szymon Szymankiewicz. Punktem wyjścia okazały się pewne niedoskonałości zastanej architektury, jej wady, których nie można było przezwyciężyć. Była też bardzo zdewastowana i chęć jej doprowadzenia do takiego stanu, aby publiczność mogła dostrzec jej walory, wymagała podjęcia radykalnych decyzji, przede wszystkim o zasłonięciu szczególnie zniszczonych części, których nie dało się szybko odrestaurować. To wyznaczyło sposób myślenia o tej przestrzeni. Doszedłem do wniosku, że wspaniałość miejsca stwarza konieczność oddania jej sprawiedliwości i wskazania, w którym miejscu układ przestrzenny został zmieniony. Wszystkie elementy nabudowane wyeksponowane zostały więc szarym kolorem. Kolor ten, podobnie jak wolumen nabudowanych brył – samych w sobie geometrycznych – wkraczających w tę historyczną przestrzeń wyznaczyły identyfikację całej wystawy. Element ten znalazł się na wszystkich dołączonych do wystawy materiałach informacyjnych. Istotny był również podział przestrzeni na dwie części: wstępną z barem – dawniej przestrzeń kawiarniana i tzw. zimny bufet – oraz właściwą przestrzeń wystawienniczą, dawniej część restauracyjną – teraz sedno galerii.

adaptacja sali do wystawy
adaptacja sali do wystawy

Przejdźmy do „Geometrii” – skąd pomysł na taki temat wystawy?

Jest on wynikiem refleksji nad zagadnieniem sztuki abstrakcyjnej posługującej się językiem geometrii, której zarzuca się „grzęźnięcie w formalnej spekulacji” i „intelektualną jałowość”. Z podejściem takim się nie zgadzam i zastanawiałem się, w jaki sposób zaakcentować istnienie postaw artystycznych, które wprzęgają geometrię w szeroko pojęte dyskursy społeczne i polityczne. Geometrie mają bardzo różne oblicza. Nawet jeśli nieco ironicznie mówilibyśmy o artystach, którzy badają zależność koła od kwadratu, zawsze możemy w ich działaniach odnaleźć znaczenia wykraczające poza stronę formalną. Na tym kole i kwadracie pojawia się bowiem często projekcja skojarzeń z rzeczywistością życia codziennego, z którą niejednokrotnie sam artysta intencjonalnie nigdy swoich dzieł nie chciałby połączyć. Przekazy geometryczne mogą być tłumaczone wyłącznie formalnie, ale czasami mogą samoistnie stać się znaczącymi, nabierając treści w kontekście recepcji dzieła. Jedną z takich prac jest dzieło malarskie Zbigniewa Makarewicza „Od morza do morza” – flagi państw składających się na dawną Rzeczpospolitą wzajemnie się przenikają, dając się odczytać mimo zatarcia ich układu konwencjonalnego.

Jak wybierałeś artystów?

Pierwszym kryterium selekcji nie byli artyści, lecz ich prace. Nie myślałem nazwiskami, ale miałem przed oczami konkretne realizacje, które moim zdaniem najtrafniej odnosiły się do interesującego mnie problemu. Chciałem też pokazać artystów z różnych środowisk, należących do różnych generacji i operujących różnymi mediami. Mamy weteranów sztuki, którzy zaznaczyli swoją obecność na polskiej scenie artystycznej już w latach 60. i 70., mamy artystów dojrzałych i dojrzewających, a także zupełnych debiutantów. Różnice pokoleniowe wydają mi się jednym z atutów tego projektu, ukazują uniwersalność i żywotność tematu wystawy.

W pierwszej części wystawy pojawia się wideo duetu Galeria Niewielka – Maxa Skorwidera i Macieja Kuraka – pod tytułem „Bei uns in Polen / U nas w Niemczech”. Można odczytywać ją zarówno jako żart, jak i ostrzeżenie. Czy może być traktowana jako podsumowanie wystawy?

To jedyna praca wideo pokazana na wystawie. Odróżnia się też podejściem do tematu. Nie forma staje się tu treścią, ale raczej treść formą. Kiedy widz zostaje skonfrontowany z dialogiem dwóch artystów, którzy widzą jednoznacznie identyfikowane symbole, na przykład flagę Niemiec czy swastykę, i dyskutują wyłącznie o ich stronie formalnej, zupełnie ignorując społeczne znaczenie, to odwracają postawione w tytule wystawy pytanie, ale z drugiej strony odwracają je tylko pozornie. W elemencie humorystycznym, wynikającym z napięcia między analizą formalną a narzucającą się treścią, pojawia się głębsza refleksja na temat założenia dotyczącego geometrii jako czysto formalnej spekulacji. Artyści udowadniają, że jeżeli traktujemy formy znaczące wyłącznie jako przejaw kompozycyjnej spekulacji, to odbiorca się na to nie godzi, a wyrazem tej niezgody jest śmiech. Otrzymujemy zatem efekt groteski. Takie podejście jest banalne, spłaszczające, nie pozwala na sprawiedliwą ocenę tego, co widzimy. Ten kontrast – stanowiący zabieg celowy – trafnie otwiera, ale i podsumowuje całą wystawę.

Czy interwencje kuratorskie w przestrzeni miejskiej – takie jak „Geometrie” w Rarytasie – mają szanse na dłużej zadomowić się w Poznaniu i znaleźć kontynuację w przyszłości? Planujesz kolejne projekty przy Mielżyńskiego 21?

Chciałbym dłużej to miejsce wykorzystywać do wystaw. W tej chwili mamy promesę możliwości jej użytkowania przez następnych parę miesięcy. Jest to tym ważniejsze, że w Poznaniu mamy istotny deficyt miejsc wystawienniczych. Systematycznie odpływają z tego miasta różne inicjatywy – przenoszą się do Warszawy, Berlina, Londynu. Niektóre galerie zostały w ogóle zlikwidowane, jak np. Inner Spaces czy Galeria ON. Mamy kłopoty z określeniem przyszłości galerii miejskiej Arsenał.

Ghost Project jako całość – jak i ta wystawa – stanowią odpowiedź na to, co się w mieście dzieje. Kontekst ten jest dodatkowo wzmocniony przez fakt, że gospodarzem wystawy została Galeria Post-Office, która zawiesiła działalność przy Starym Rynku ze względu na przedłużający się remont kamienicy. Mamy do czynienia zatem z przeniesieniem galerii, ale w sensie symbolicznym. Przenosimy się w obrębie jednego miasta – przenosimy się z przestrzeni mniejszej do większej – budując ramę instytucjonalną dla projektu, który jest projektem niezależnym. Mamy zatem wielopoziomową grę z sytuacjami wokół wystawiennictwa w Poznaniu. W tym sensie bardzo by mi zależało, aby ta przestrzeń żyła dalej i była miejscem realizacji dalszych projektów. Zapraszam do śledzenia naszych działań w przyszłym roku.

Zobacz także recenzję wystawy „Geometrie – kiedy forma staje się treścią”, dawny Rarytas Wiedeński, Poznań, 16.11 – 8.12.2013 : Zofia Małkowicz, O geometrio! Od polityki uchowaj nas
adaptacja Sali do wystawy

adaptacja sali do wystawy