Dam to co mam, czyli Galeria Bielska pokazuje obrazy a Robert Kuśmirowski mistyfikuje

Bielsku-Białej daleko do bycia świecącym punktem na artystycznej mapie Polski. W mieście, w którym mieszka ponad 170 tysięcy ludzi, jedyną prywatną galerią jest SFERA, czyli największe na Podbeskidziu centrum handlowe. Tyle że tam sztuką jest chyba tylko aranżacja wystaw sklepowych. Jest jeszcze jedna "galeria", zbudowane na uboczu i trochę już zapomniane centrum Gemini Park, które faktycznie może pochwalić się artystyczną realizacją, muralem Leona Tarasewicza. Oczywiście Bielsko-Biała (ani nawet cały Górny Śląsk) nie jest ostatnią w Polsce przestrzenią niedostatku współczesnej sztuki i ten opis pasuje do niejednego miasta. Wielki impas, tak można by określić sytuację sztuki w stolicy Podbeskidzia: za mało galerii, bo za mało publiczności, mało publiczności - bo ludzie nie mają gdzie oglądać sztuki. Koło się zamyka. Sytuację tę próbuje od wielu lat zmienić miejska Galeria Bielska BWA, organizując nie tylko festiwale w murach galerii, ale wydarzenia takie jak murale, pobudzając artystycznie tkankę miasta.

Kulturalne życie Bielska kojarzone jest z dwoma festiwalami: Zadymką Jazzową i Jazzową Jesienią. Jest jeszcze Liceum Sztuk Plastycznych i kilku lokalnych aktywistów, którzy spod swych skrzydeł wypuszczają zaskakująco liczną grupę przyszłych studentów Akademii Sztuk Pięknych, głównie w Katowicach i Krakowie. Z kulturą kojarzy się wreszcie Biennale Malarstwa Bielska Jesień. Festiwal w swoich 39 edycjach (na przestrzeni 50 lat) gościł już nazwiska pierwszego garnituru polskiej sztuki, choćby Wilhelma Sasnala czy Kamila Kuskowskiego. Festiwal ze zmiennym szczęściem spekulujący raczej na temat możliwości malarstwa, niż prezentujący nowe jego nurty. Jego pokłosie jest trzonem kolekcji galerii, w której znaleźć można wyróżnione prace z  kolejnych edycji festiwalu.

Przyglądając się wystawom konkursowym kilku już edycji Biennale Malarstwa, obserwowałem  artystyczny miszmasz - w takich sytuacjach jak najbardziej pożądany. Nikt nie zbuduje przecież tematycznej wystawy ze zlepku nadsyłanych z całej Polski prac. Można jedynie tak dobierać i eksponować dzieła, by spekulacja na temat aktualności w sztuce nabrała wagi, podkreślała różne drogi artystyczne, choćby na czysto formalnym poziomie. Czego innego jednak można by się spodziewać po wystawie, która dokonania tych 50 lat festiwalu zbiera. Niestety na oczekiwaniach trzeba było pozostać. Galeria ma bowiem ciekawą kolekcje, pokaźny zbiór pojedynczych perełek, ale ich zestawienie zdecydowanie tworzyło mentlik.

Paweł Jarodzki, "Kto nie kupuje ten nie je", 2004, olej, płótno
Paweł Jarodzki, "Kto nie kupuje ten nie je", 2004, olej, płótno

Oczywiście można było zobaczyć punkowo-szablonowego Pawła Jarodzkiego, Kto nie kupuje ten nie je, dalej równie rozpoznawalną radosną twórczość Łodzi Kaliskiej Siostry - 10 lat później, czyli humor znany, który nigdy nie przestaje cieszyć. Trochę twórczości lokalnej, czyli Tadeusz Król, Makatka. Wojciecha Kubiaka i Lidii Krawczyk Genderqueer wisi tam gdzie wisiał przed czterema laty i całkiem dobrze się prezentuje na ścianie vis a vis wejścia. Większość obrazów z ostatniego dziesięciolecia ma pewne historyczne przecinki, jak np. RO RO Stanisława Fijałkowskiego z 1962 roku. Ta przewaga "aktualności" cieszy, bo pokazuje profil galerii jej otwarcie na to co dzieje się teraz. Nie mogło zabraknąć chluby kolekcji, czyli dwóch płócien Wilhelma Sasnala - Rower Męski, Rower Damski z 1999, bo to takie obrazy, którymi można mieć poczucie antycypowania późniejszych sukcesów artysty. Nad drzwiami wejściowymi (jak wiadomo, to najlepszy punkt ekspozycyjny) Natalia LL i cykl jej fotografii Sztuka konsumpcyjna. Ogółem - rozpoznawalne dzieła na zaskakująco wysokim poziomie - ale pomysł na wystawienie, czy jakakolwiek ciekawa narracja, pozostawiały zdecydowanie wiele do życzenia.

Tadeusz Moskała, "Permutacja pierwsza", 2007, poliptyk, akryl, płótno, 30 x 30 cm, 10 elementów
Tadeusz Moskała, "Permutacja pierwsza", 2007, poliptyk, akryl, płótno, 30 x 30 cm, 10 elementów

Nie lubię słuchać płyt The best of . Przy pierwszym kontakcie lekko łechta znajomość tekstów i melodii. Dalej jest już gorzej, bo między jednym a drugim utworem czuć zgrzyt, a nieprzystające do siebie utwory zabijają klimat, który pamiętam z oryginałów. Taka była wystawa 50 obrazów, przygotowana przez BWA w Bielsku Białej. Wszystko ładnie, pięknie i nawet znane, ale co dalej? Niestety niewiele, bo taka zbieranina obrazów jako z gruntu trudny do opracowania temat, nie opatrzona została w ciekawy materiał informacyjny, a całość zgrzyta niepasującymi do siebie w żaden sposób pracami. Jednak płyty typu The best of też mają swoją niszę, a Bielsko-Biała jest właśnie jedną z takich nisz na artystycznym rynku. Nie można wymagać by w mieście, które najnowsze prądy artystyczne omijają szerokim łukiem, na święto 50 lat istnienia Galerii Bielskiej pokazano nam kompletną historie malarstwa polskiego 2 połowy XX w. Galeria dała to co miała - reprezentację swojej kolekcji, która mogłaby przyciągnąć widza, kojarzącego takie nazwiska jak Natalia LL, czy Wilhelm Sasnal. Ważne nazwiska, znane prace, ekstrakt z historii polskiej sztuki, tylko jak tę historię zrozumieć bez tekstów, czy katalogu, tak ważnych dla tego rodzaju wystawy. Nie wymagajmy od widza wiedzy, która pozwoli mu zbudować kontekst, wymagajmy od galerii by tę wiedzę nam dostarczała.

50 lat działania galerii uhonorowano dwiema wystawami. Choć drugie wydarzenie - Wystawa Jesienna - trzeba określić raczej jako enviroment, bo wystawa jest tylko elementem strukturalnego założenia Roberta Kuśmirowskiego. Naczelny mistyfikator polskiej sztuki wziął w ręce jedną z sal wystawowych, która przy okazji jest witryną galerii widoczną z ulicy i zagospodarował w sposób, który jest podpisem jego artystycznej marki.

Wracając ostatniego lata nocnym pociągiem relacji "nadmorze" - Warszawa spotkałem Roberta Kuśmirowskiego, który pytał mnie, czy jako Bielszczanin mam może jakieś możliwości rekonstrukcji widoków BWA z lat 50.: pocztówki, zdjęcia rysunki, słowem materiały źródłowe. Oczywiście obiecałem, że sprawdzę, no i oczywiście nie sprawdziłem. W efekcie wprowadziło mnie w jeszcze większą konsternację, gdy zobaczyłem zaaranżowane na lata 50. wnętrze galerii BWA. Nie wiem, czy Kuśmirowski rzeczywiście dokopał się do archiwów i na tej podstawie skonstruował swoją wystawę, co sugeruje krótka informacja o wystawie, zamieszczona na stronie BWA, czy też, żerując na niewiedzy, zrobił coś co imituje wnętrze z lat 50.

Robert Kuśmirowski, Wystawa jesienna, 2010, fragment ekspozycji
Robert Kuśmirowski, Wystawa jesienna, 2010, fragment ekspozycji

Wnętrze jak z klubo-kawiarni, kącika gastronomicznego w Domu Kultury. Minimal design rodem z baru mlecznego, dalej lada - na niej pączki. Pomieszczenie zaaranżowane jest tak, by w połączeniu z wypoczynkiem, można było podziwiać plony rodzimej sztuki. Chyba z najgłębszych regałów galeryjnego archiwum, wyciągnął Robert Kuśmirowski rarytasy podbeskidzkiej produkcji artystycznej. Drzeworyty z widokami na pasma gór, neoimpresjonistyczne kolaże z farb i zapałek. Sztuka z ludu i dla ludu. Oczywiście nie brakowało też wytworów rękodzielniczych: tkanin, zastawy stołowej, które obok nieśmiertelnych paprotek na drucianych stelażach tworzyły charakter wnętrza. Wszystko puentowało stiukowe logo na ścianie i podpis Ogólnopolska wystawa współczesnej plastyki Bielsko Biała. Dom kultury otwiera swoje podwoje, a my zanurzamy się w błogim klimacie sztuki swojskiej, zrozumiałej i jakże dopasowanej do gustownego wnętrza.

Robert Kuśmirowski, Wystawa jesienna, 2010, fragment ekspozycji
Robert Kuśmirowski, Wystawa jesienna, 2010, fragment ekspozycji

Czy można było w lepszy sposób ustosunkować się do własnej historii? Chyba nie. Pokazana została prowincjonalna przeszłość i to, że jakby nie tak wiele się zmieniło. To odważne i bardzo autokrytyczne posunięcie galerii. Ta aranżacja wnętrza na pawilon plastyczny rekompensuje przeciętność kuratorską wystawy pięćdziesięciu obrazów. Te same osoby, które przygotowały wystawę 50 obrazów, zgodziły się na taką reorganizację przestrzeni przez Roberta Kuśmirowskiego, która w świetny sposób określiła tę niegdysiejszą - a powoli i mozolnie zmieniającą się - sytuację sztuki w Bielsku-Białej. Wystawy w tym mieście mają wciąż pionierski charakter, których wartością musi być kulejąca, nie tylko na podbeskidziu, edukacja. Tej edukacji, choćby w postaci dobrze zrobionych opisów i najbardziej szczątkowego zarysowania sytuacji artystycznej po prostu zabrakło. O ile Robert Kuśmirowski (i jego environment) obronił się sam, to 50 obrazów pozbawione wyjaśnienia, rozsypywało się.

Wyjaśnienia tego mieliśmy poszukać sami, pozostając z tym co dla nas wybrano. 50 obrazów ulegnie niechybnie zapomnieniu, jeśli nikt nie zajmie się na poważnie pracą z kolekcją. Galeria sztuki współczesnej w Bytomiu pod okiem Marka Meshnika doczekała się doskonałego albumu prezentującego zbiory górnośląskiej galerii. Może warto, by tego typu rozwiązania podjęła także Galeria Bielska, której dyrektorce - Agacie Smalcerz - nie brakuje odwagi i determinacji, by realizować nawet krytyczne wobec tej instytucji wystawy. Warto też szukać własnych dróg, jak choćby rozwijanie już istniejącej w galerii placówki oświatowej, by wystawa taka jak 50 obrazów była czymś więcej niż kalejdoskopem dobrych dzieł.


50 obrazów, kurator Agata Smalcerz; Wystawa jesienna, koncepcja i realizacja Robert Kuśmirowski; Galeria Bielska BWA, Bielsko-Biała, 18.11 - 31.12.2010.