Wszyscy jesteśmy podejrzeni

W podglądaniu jest coś z potrzeby władzy i seksualnego podniecenia. Nie da się zaprzeczyć, że większość z nas choćby w niewielkim stopniu lubi szpiegować, patrzeć z góry na kogoś, mieć świadomość, że my wiemy, a on nie. Ta wiedza daje podglądającemu - idąc za myślą Michela Foucaulta - władzę, a przynajmniej poczucie takowej. Z pewnością podglądanie jest jedną ze współczesnych metod sprawowania władzy. Wszyscy jesteśmy przecież podglądani. Google maps, facebook, gps, monitoring, dając nam wygody, jest zarazem mechanizmem kontroli. Tak się zdarzyło, że struktury ostatniego z wymienionych narzędzi podglądactwa, miejskiego monitoringu, zbadali Kobas Laksa, Monika Kmita i Krzysztof Kowalski.

Podejrzane, wystawa trójki artystów fotografów, nie powstałaby, gdyby nie Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę", a konkretnie ich projekt Fotoprezentacje. Szerzej znany artysta, z tak zwanym dorobkiem, zaprasza do współpracy młodszych fotografów. Relacje starszy - młodszy bywają wśród zaangażowanych artystów różne. Kobas Laksa postanowił uciec od stosunku uczeń - mistrz, wybierając drogę partnerskiej relacji także na poziomie artystycznym. Czym to zaowocowało?

Kobas Laksa, Monika Kmita, Krzysztof Kowalski; Podejrzane, galeria Heppen Transfer, Warszawa
 

Wchodząc do galerii Heppen Transfer, można poczuć spore zaskoczenie. Eksponowane zdjęcia ciężko skojarzyć z tym, co zwykle nazywa się fotografią. Kłują w oczy pikselozą tak zaawansowaną, że wyglądają wręcz na abstrakcyjne prace. Temat każdej klatki rozmywa się w dodatku w nieostrości kadru. Ciemne, nocne zdjęcia, skupiające się na jakimś absurdalnym, wydawałoby się nieistotnym punkcie. Wideo, które staje się antytezą filmu. Agresywne, nerwowe ruchy kamery, dłużyzna i antyakcja, która pokazuje zdarzenie „przed" i „po" fakcie. Gdybyśmy w tym momencie wyszli z galerii, to zapewne z postanowieniem: „Więcej tu nie wrócę". Ale wszystko się odmieni, kiedy zrozumiemy, w jaki sposób i w jakim celu powstały te prace.

Przyzwyczajenie każe kojarzyć fotografię z aparatem. Oczywiście, istnieje jeszcze cały proces postprodukcji - edycja graficzna, obróbka komputerowa. Zresztą, tę ostatnią trudno nazwać postprodukcją, gdyż stała się pełnoprawną formą pracy fotograficznej. Świadectwem są chociażby wcześniejsze prace jednego z prezentowanych na wystawie artystów, Kobasa Laksy, którego surrealistyczne pejzaże to zaledwie niewielki procent kanonicznego zdjęcia. Tym razem artyści w procesie twórczym w ogóle odrzucili aparat. Pracę fotograficzną zaczęli nie od kontaktu z rzeczywistością, ale od wspomnianej postprodukcji na materiale zastanym: nagraniach z monitoringów miejskich.

Zamysłem autorów nie było krytyczne spojrzenie na wszechogarniającą kontrolę naszych poczynań w przestrzeni publicznej. Nie chodzi tu o demaskowanie - raczej o podglądanie podglądających. Punktem wyjścia artystów była właśnie sytuacja kogoś, kto podpatruje. Stąd pomysł obserwacji miasta przez pryzmat kamer zawieszonych na słupach. Materiał filmowy z monitoringu miejskiego to nieprzebrana baza filmów prezentujących nudne do bólu sceny, godziny obserwacji przystanków, skrzyżowań - zwykłe życie. Jednak to, co dla nas wydaje się niczym szczególnym, dla policji i służb zajmujących się monitoringiem może okazać się czymś interesującym, a zwykli ludzie - podejrzanymi. W oczach podglądających niejako z założenia nie jesteśmy niewinni, lecz właśnie podejrzani. Krzysztof Kowalski, opowiadając o całym projekcie, wykazywał zachowania - jak choćby dłuższe przesiadywanie na przystanku - które mogą zaniepokoić służby miejskie. Mówi, że od czasu prac nad projektem częściej rozgląda się w poszukiwaniu śledzących go kamer. Kamer, których wszędobylstwo artyści skondensowali w kilku fotografiach i filmach adekwatnych do nagrywanej rzeczywistości - nudnawych i mglistych.

Kobas Laksa, Monika Kmita, Krzysztof Kowalski; Podejrzane, galeria Heppen Transfer, Warszawa
 

W tym świetle dobór kadrów, ich nieczytelność, stają się zrozumiałe. Plamy zdjęć, z których jasno nie wynika, czy patrzymy na zwierzę, pojazd czy człowieka, są tymi codziennymi obserwowanymi; spacerująca chodnikiem postać jest jedną z tych, które jeszcze nic nie zrobiły, ale kto wie, trzeba się jej przyjrzeć. Widzimy pijaczka z piwem, czekającego na autobus; długo przyglądające się mu oko nagle gdzieś ucieka, robi pełną rundkę, wraca, na nowo przygląda się pijaczkowi, znów wędruje, znów skupia uwagę na bohaterze, który teraz chwiejnym krokiem zbliża się do kobiety leżącej na ulicy. Nie wszystko da się uchwycić, zarejestrować. Kobieta wypadła z okna w momencie, w którym akurat ktoś podejrzany przechodził przez jezdnię w nieoznaczonym miejscu. Ale nie chodzi tu o błędne funkcjonowanie, a raczej o sam fakt nudy podglądania. Wszystko jest tu zwykłe, bez sensacji i chociaż policja podsuwała artystom gorące kawałki, nagrania rabunków, gwałtów, ci woleli pokazać normalne sytuacje, powszedniość podpatrywania.

Wystawa trójki artystów mogłaby być odebrana jako prace jednego twórcy. Krzysztof Kowalski, który, jak mówił Kobas Laksa, z początku szukał fabuły, wraz z rozwojem projektu zaczął odwoływać się do abstrakcyjnych obrazów. Monika Kmita, początkowo nastawiona na odrealnienie przedstawień, wskoczyła na narracyjne tory. Dzięki temu wszystkie prace można by podpisać trzema nazwiskami. Podglądali podglądających, na krótko stali się tym anonimowym mózgiem za szklanym okiem ulicznych kamer - po to, by pokazać nam, że to, co dla nas jest normalne, może być podejrzane. W ich pracach pojęcie podejrzanego (podglądniętego) staje się bardzo dosłowne w swojej dwuznaczności. Każdy podejrzany może być podejrzewany - na wystawie widać to szczególnie silnie. Ingerencja artystów w dziewiczy materiał filmowy jest niewielka, a to powoduje ciekawe pomieszanie pojęć podglądanego i podglądającego, między którymi lawirujemy, oglądając wystawę.

 

Kobas Laksa, Monika Kmita, Krzysztof Kowalski; Podejrzane, galeria Heppen Transfer, Warszawa, 2.12.2010 - 15.01.2011

Kobas Laksa, Monika Kmita, Krzysztof Kowalski; Podejrzane, galeria Heppen Transfer, Warszawa