Metamuzy Anki Leśniak

LEOKADIA 
SZYMAŃSKA
LEOKADIA SZYMAŃSKA

1.
Nie wiem, jak powinna wyglądać dobra recenzja ani też co ją tak naprawdę charakteryzuje, podobnie jak trudno mi odpowiedzieć na te same pytania w odniesieniu do sztuki. Szczerze mówiąc, rzadko kiedy stawiam przed sobą podobne kwestie - nie tyle, by uniknąć przewartościowania i odpowiedzialności za swoje słowa i czyny, ile dlatego, że trudno mi uwierzyć, że najlepsza nawet recenzja z najgorszej wystawy może zmienić to, co czujemy, gdy ją oglądamy. Wszystko to działa, moim zdaniem, także w odwrotnym kierunku... W wypadku wideo Anki Leśniak oraz wystawy Muzy Łodzi Kaliskiej, której towarzyszy, mamy do czynienia z bardzo delikatną sytuacją, która wymaga nie tyle opisu sekwencji kadrów, które składają się na wspomniany film, oraz miejsca (Atlas Sztuki w Łodzi), gdzie był prezentowany, ile takiego ujęcia, które cechować się powinno chłodną analizą i nastawieniem badawczym.

2.
Oto bowiem zostaje nam zaprezentowana pewna strategia artystyczna (a może i antropologiczna), której przedmiotem jest nie tyle język sam w sobie, ile metajęzyk, który jest w stanie go opisać. Strategia, która wyraża się nie tyle w cytowaniu określonego języka, ile w jego re-konstrukcji (używając terminologii Levinasa, którego niektóre tezy na powrót stają się modnym narzędziem badawczym w dziedzinie sztuki i estetyki), re-animacji, re-witalizacji. Co to oznacza w praktyce?

3.
Na pierwszy rzut oka mieliśmy do czynienia z pracą, która strukturalnie ani nie odbiega zbyt mocno od kanonów postmodernistycznej praktyki, ani też nie jest - z drugiej strony - w jakikolwiek sposób odmienna od kanonów wykształconych przez to, co nazwalibyśmy dzisiaj tradycją (obojętnie, czy uznajemy za nią Renesans, Oświecenie, Dekadentyzm, Dada czy współczesną Awangardę). Dzieje się tak z prostego powodu: Leśniak nie wykracza poza formę, którą się posługuje (wideo); podobnie jeśli chodzi o przedmiot jej zainteresowań (nie „co?" - Muzy, ale „czyje?" - Łodzi Kaliskiej). W dużym uproszczeniu - ale też bez przesady - powiedzieć można, że jest to wideo, w którym wypowiada się przede wszystkim Leśniak, a które dotyczy Łodzi Kaliskiej. Powyższemu sformułowaniu nie można w zasadzie nic zarzucić oprócz pewnego zastrzeżenia. Nie odpowiada na szereg istotnych pytań, które płyną nie tyle z samego wideo, ile idei jego powstania. Przykłady:
- W jakim sensie film nakręcony przez Leśniak jest dziełem sztuki w rozumieniu Video Art., na ile jest to natomiast zwyczajny dokument (w rozumieniu: film dokumentalny)?
- Jeśli nie wiemy, czym jest Łódź Kaliska, ani na czym polega jej sztuka, to co ten dokument może nam o niej powiedzieć? Innymi słowy:
- Na co wskazuje Leśniak zarówno przez swoje działanie, jak i film?

4.
Równie uzasadnione jest przecież twierdzenie, że Leśniak mówi o „kobietach", „kobiecości w sztuce", „feminizmie" etc. i stara się zdefiniować swoją postawę wobec tych tematów. W tym kontekście jej film dotyczy nie tyle samej Łodzi Kaliskiej jako grupy artystów, ile sposobów traktowania przez nią kobiet. Leśniak w tym ujęciu jawi się więc jako defendor/obrońca uciśnionych, ktoś, kto stara się poprzez swoją sztukę znaleźć właściwe miejsce tym, którzy do tej pory byli wyzyskiwani. Mówi zresztą o tym wprost w wywiadzie udzielonym Adamowi Mazurowi dla specjalnego wydania magazynu „Art & Business": [...] niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z przeszłością odległą o kilka wieków, czy z sytuacją, której jesteśmy naocznymi świadkami, sposób podejścia do kobiet uczestniczących w powstawaniu realizacji artystycznych jest podobny. Nie wiemy, kto pozował do obrazu Tycjana Wenus z Urbino, ale też nie jest powszechnie znany fakt, że jedną z uczestniczek akcji Yvesa Kleina była jego żona - również artystka. Tyle że to ujęcie bezpośrednio sugeruje coś, co nie jest oczywiste w przytoczonym cytacie: kwestia, czy Leśniak kogokolwiek broni, czy po prostu zwraca uwagę na pewien fakt bez wartościowania i oceny?

AGNIESZKA KASPRZYK
AGNIESZKA KASPRZYK

5.
Można też odczytywać wideo Leśniak jako dokument o życiu - o indywidualnych doświadczeniach uczestniczek procesu artystycznego. Uczestniczek, bez których powstanie dzieła nie byłoby możliwe, a które jednocześnie same siebie nie nazwałyby artystkami. Byłby więc to dokument o emocjach, uczuciach, procesie i przebiegu pracy, przy czym znaczące są tu słowa samej Leśniak (co ciekawe, jest to dalszy ciąg cytatu, który w poprzednim punkcie został przez nas przerwany: Moim celem jest przede wszystkim próba określenia wpływu kobiet, które brały udział w tworzeniu dzieła sztuki, na końcowy kształt czy charakter realizacji artystycznej, a zaczynam od zidentyfikowania tych kobiet. Zadaję więc pytanie, czy informacje, jakie posiadamy na temat tożsamości kobiet, które przyczyniły się do powstania konkretnych dzieł, rzucają nowe światło na postrzeganie tych realizacji i otwierają nowe drogi ich interpretacji.

6.
Idąc dalej tym tropem, można powiedzieć, że wideo Leśniak dotyczy nie tyle samej sztuki, ale procesu jej powstawania; procesu dochodzenia do niej - zarówno przez samych artystów Łodzi Kaliskiej (którzy w filmie de facto się nie pojawiają), jak również owych Muz, w domyśle zwyczajnych (jeśli takie istnieją) kobiet, dla których samo uczestnictwo w procesie twórczym było przeżyciem artystycznym (którego skala i siła często porównywana może być do samego doświadczenia artysty). Warto jednocześnie zasygnalizować w tym miejscu pewną kwestię: nie jest tak, że ostatnie zdanie odnosi się do wszystkich kobiet, które brały do tej pory w działaniach Łodzi Kaliskiej. Niektóre z nich, tak jak Małgorzata Butterwick, zgodziły się wcielić w rolę Muz zupełnie świadomie, realizując jednocześnie swoją artystyczną strategię. Nie jest więc tak, że to one zostały przez artystów wykorzystane - ale same z rozmysłem wykorzystały artystów i sytuację w jakiej się znalazły. Film Leśniak - co warto podkreślić - nie jest więc prezentacją wszystkich Muz i wszystkich postaw, jakie one przyjmują. Jest to bardziej selekcja mająca służyć pokazaniu pewnych postaw z pominięciem innych. Wydaje się przy tym, że Leśniak chciała naszą uwagę skierować na te Muzy, które w przeciwieństwie m.in. do Małgorzaty Butterwick, w trakcie uczestnictwa w działaniach Łodzi Kaliskiej, nie miały sprecyzowanych artystycznych celów i do momentu powstania filmu nie wypowiadały się na ten temat.

7.
Oczywiście punkty 3-6 to tylko wybrane i przykładowe tropy interpretacyjne. Ich celem nie jest pełna kategoryzacja tego, co jest zawarte w pracy Leśniak. Warto jednak zwrócić uwagę, że zbyt często film Muzy Łodzi Kaliskiej traktowany jest dosłownie. Leśniak zdaje się na tyle samoświadoma, że bawi się tym, co tak naprawdę ją przejmuje i ciekawi. Jest to nie tyle stosunek do „kobiety jako takiej" - bo coś takiego nie istnieje - ile stosunek do języka, którym kobieta chce się posługiwać lub się posługuje. To nie jest do końca ani język specyficznie kobiecy, ani też typowo dla męski, jest to raczej język charakterystyczny
dla całego otoczenia, którym kobieta nie jest. Nie ma przy tym znaczenia płeć. Płeć - paradoksalnie - w całym tym projekcie, po chwili zastanowienia, schodzi na plan dalszy.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której role są odwrócone: Łódź Kaliska jest grupą kobiet, a Muzy są mężczyznami. Kim byłyby wtedy Muzy Anki Leśniak? Czy zwróciłaby się ona w ich kierunku? Czy zwróciłaby ona w ogóle na nich uwagę?

Moim zdaniem, nie jest to kwestia otwarta. Wprost przeciwnie - z przekonaniem twierdzę, że Leśniak nie interesuje się przede wszystkim kobietami, ale pojęciem „wykluczenia", które sięga szerzej niż kwestia i pojęcie „tożsamości", którą buduje płeć. Nie mam jednocześnie złudzeń, że sama Leśniak może w tym punkcie się z tym moim kontrowersyjnym twierdzeniem zgodzić, uważam jednak, że stwarza ono pewne pole refleksji, które jest konieczne w szerszym polu refleksji, którym jest sztuka teraz-i-tu.

ANNA 
KRAWCZYK
ANNA KRAWCZYK

8.
Mógłbym powiedzieć, że - ponieważ sam także zajmuję się sztuką - mam na tym polu różne doświadczenia z kobietami. Mógłbym również powiedzieć, że wiele z nich wykorzystałem. Mógłbym również powiedzieć, że są wśród nich osoby, bez których - tak jak bez Muz Łodzi Kaliskiej - nic by nie powstało. A jednak powstało. Powstało, mimo że okupione zostało często kosztem niewspółmiernym w stosunku do rezultatów moich działań. Nie jestem jednak kobietą i z pewnością nigdy nią nie będę (nie ma w tym ani krztyny sarkazmu, może trochę ironii).

9.
Wspomniałem wcześniej o metajęzyku, który w pewnym sensie stanowi sedno naszych rozważań. Przychodzi mi do głowy pastiż Bitwy pod Grunwaldem autorstwa Łodzi Kaliskiej. Prawdę mówiąc, nie wiem nawet, czy „pastiż" to właściwy termin. Wiem, że zamiast samych (lub prawie samych) mężczyzn znajdujących się na płótnie - obraz Matejki dotyczył pewnego sporu (tak aktualnego dla niektórych dziś/wczoraj/zawsze). Jego użycie nie polegało przecież na chęci kontroli historii lub biegu wydarzeń. Celem powstania obrazu było przypomnienie - dotyczył więc on pamięci oraz samoświadomości. Łódź Kaliska wywróciła wszystko do góry nogami: zamiast koloru - czerń i biel, zamiast mężczyzn - kobiety, zamiast zbroi - nagość. To więcej niż odniesienie i cytat. Z kolei Leśniak udało się wziąć to wszystko w nawias i tak właśnie sytuuję jej działanie. Albo inaczej: nawet jeśli również bawi się ona formami kontroli, to jest to ten rodzaj kontroli, którą jestem w stanie zaakceptować bowiem to działanie polega na zabawie granicami akceptacji.

10.
Bycie świadkiem tego, jak artysta ewoluuje i znajduje punkt zwrotny w swoich działaniach, jest zawsze ciekawe. Jest to jednocześnie trudny moment dla samego artysty; trudny, bo każde następne działanie i realizacja będą „rozliczane" właśnie według tego, co było owym „punktem zwrotnym". Nie chcę powiedzieć, że z powodu swojego filmu wideo Leśniak stała się teraz więźniem własnej idei. Wydaje mi się natomiast, że dzięki swoim Muzom Łodzi Kaliskiej zdefiniowała pewien język ekspresji, który warto śledzić i który warto jest kontynuować.

Post Scriptum
Czy oznacza to, że we wszystkim z Anką się zgadzam? Nie. Daleki jestem od stwierdzenia, że osiągnęła ona szczyt swoich możliwości. Film zrobiłbym lepiej - mimo tłumaczeń, że nie wszystkie Muzy chciały tego samego „studiowego" otoczenia. Wydaje mi się, że nawet jeśli nie one, to sam film - aby je pokazać - tego właśnie potrzebował. Mam też wrażenie, że Atlas Sztuki nie był idealnym miejscem prezentacji tego typu pracy. Nie lubię tego specyficznie nobliwego nastroju, który zmusza mnie do traktowania tego, co zobaczyłem przez pryzmat tego, co kiedyś, w tym samym miejscu, zostało pokazane. Miejsce nobilituje, ale równocześnie ogranicza. To nie against the place. Może wystawa Łodzi Kaliskiej potrzebowała więcej rozmachu - lub odwrotnie (oraz znów przewrotnie) - jeszcze więcej minimalizmu?

Anka Leśniak, Muzy Łodzi Kaliskiej, Atlas Sztuki, Łódź, 23.04.-20.06.2010.

AGATA PRASNOWSKA
AGATA PRASNOWSKA