Niejednoznaczny status książki artystycznej. Wystawa w lubelskiej bibliotece.

Ten który spada, Renata Pacyna-Kruszyńska
Ten który spada, Renata Pacyna-Kruszyńska

8 Międzynarodowy Festiwal Sztuki Książki "Czas" (kuratorka - Alicja Słowikowska) organizowany jest przez Zarząd Główny ZPAP, Sekcję Książki Artystycznej ZPAP i Muzeum Książki artystycznej w Łodzi ma postać wystawy wędrującej od grudnia 2006 (do końca 2008r.). W kwietniu 2007 wystawa odbywała się w Lublinie. Jej lubelskim współorganizatorem była Miejska Biblioteka Publiczna im Łopacińskiego i wystawa wyglądała właśnie jak z bibliotecznego korytarza.

Lubelska ekspozycja została przygotowana własnymi siłami biblioteki; na ścianach białe, nylonowe tkaniny, za nimi ukryty głośnik, z którego płynęła dziwna muzyka. Organizatorzy słusznie zauważyli, że książki same w sobie nie za bardzo zdobią, dlatego też na wystawie pojawiły się dodatkowe elementy dekoracyjne, jak na przykład paprotka, ustawiona na rulonie tektury, opasanym czerwonym sznurem do kotar.

Wierszografia, Zygmunt Januszewski
Wierszografia, Zygmunt Januszewski

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy, jest kompletny brak wyobraźni i u organizatorów, i u artystów. Dominuje banał i siermiężność. Do rzeczy wartościowych trzeba się przedzierać przez nudę i bylejakość.

Status książki artystycznej jest niejednoznaczny, a to powoduje problem z oceną. Moim zdaniem książka artystyczna powinna podlegać podwójnym kryteriom: jednocześnie jako książka i jako dzieło sztuki. Jako książka powinna być więc oceniana pod kątem funkcjonalności, pod względem warsztatu plastycznego, (np. graficznego czy poligraficznego) oraz w zasadzie - jeśli pojawia się w niej tekst - także pod względem intelektualnym.

Organizatorzy konkursu nie rozstrzygają, co to jest książka artystyczna. Na wystawie znalazły się książki konwencjonalne, drukowane, robione ręcznie i instalacje. Nie ustalono też jednoznacznych kryteriów oceny. Z jednej strony złagodzona została miara, jaką zwykle przykładamy do książki - bo to przecież sztuka. Z drugiej strony książki-instalacje, obiekty oceniano mniej surowo, niż powinno się ocenić instalację czy rzeźbę, no bo to przecież taka fantazyjna książka. W efekcie na wystawie niejednokrotnie oglądamy prace, które nie spełniają warunków ani dobrej książki, ani dobrej sztuki.
Prace zostały rozłożone chaotycznie, bez żadnej myśli przewodniej. Nie było próby oddzielenia od siebie różnych konwencji stylistycznych ani intelektualnych, nie wydzielono też książek nagrodzonych. Obok rzeczy dobrych na wystawę trafiły realizacje na żenująco niskim poziomie.

Najlepiej wypadają książki tradycyjne, w większości w formie kodeksu, z dominującym tekstem. (Zarazem są to prace, które nie mają wiele wspólnego z przewodnim tematem konkursu).

 Pchła, Małgorzata Gurowska
Pchła, Małgorzata Gurowska

Do nich należą na przykład "Wierszografia" Zygmunta Januszewskiego do wierszy własnych (Nagroda Muzeum Drukarstwa Warszawskiego), "Czas poezji" Jerzego Dmitruka do wierszy Jana Polkowskiego oraz książki dla dzieci: "Podzielony Ludzik" Kamy Sokolnickiej-Wacław do tekstu Joanny Bieli-Garrido, "Pchła" Małgorzaty Gurowskiej do tekstu Anny Gurowskiej. Ci autorzy nie mają ambicji, by tworzyć rewolucyjne, zrywające z tradycją dzieła. Ich książki spokojnie mogłyby trafić do najbardziej konserwatywnej księgarni. Sztuką w tym wypadku jest rzetelne rzemiosło - dobra typografia, dobre ilustracje.

Z. Januszewski w "Wierszografii" stosuje układ typograficzny jako ilustrację. W książce pojawiają się też reprodukcje grafik Januszewskiego, na ogół jako elementy układów literniczych. Pozostali autorzy odwołują się do najlepszej tradycji polskiej szkoły ilustracji.

Najbardziej ortodoksyjnie czyni to Jerzy Dmitruk, ilustrując poezję Jana Polkowskiego. Jego ilustracje są nieco surrealistyczne, zbudowane na skrócie myślowym i oszczędne w kolorystyce: biel, czerń, szarość. Przedstawiają motyw arki-domu. Należałoby też wyróżnić "Pchłę" Gurowskiej, zarówno jeśli chodzi o stronę plastyczną, jak i o tekst. Mamy tu wszystko, czego teraz brakuje w literaturze dla dzieci w Polsce: skrót myślowy i graficzny, abstrakcyjne poczucie humoru w ilustracji i tekście. Ilustracje są bardzo oszczędne i delikatne, przeważa biel i czerń, trochę czerwonych akcentów. Poza tym wszystkie powyższe książki są dobre też pod względem literackim.

Czas poezji, Jerzy Dmitruk
Czas poezji, Jerzy Dmitruk

Nieźle prezentują się książeczki-gadżety, raczej do oglądania niż do czytania. "Co nieco o kulturyzmie - nowy Londyn" Barbary Schneider ma formę miniaturowego albumu fotografii Londynu. Jest to standardowy pakiet turystycznych migawek: puby, ulica, fotografia podpisana "terrorism". Książeczka ta ma niewielki format, strony z nadrukowanymi zdjęciami wykonane są z impregnowanego płótna białego, okładka z czerwonego filcu. Mieści się to w etui z granatowego filcu, które z kolei ma formę koperty ze znaczkiem, adresem itd. Jest to oczywiście praca błaha i intelektualnie powierzchowna, ale wizualnie bardzo przyjemna: słodka, łatwa, estetyczna. Kojarzy się - i wcale nie jest to złośliwość - z broszurkami reklamowymi, dodawanymi w markowych sklepach do dżinsów albo sportowych butów.

"Księga wspólnego czasu" Georgii Grigoriadou to pomysł czysto techniczny; strony są ze sobą połączone w taki sposób, że książkę da się otwierać na wszystkie strony, to znaczy z prawej do lewej, z lewej do prawej, z góry na dół i z dołu do góry. Strona plastyczna nie dorównuje technicznej - na każdej stronie mamy motyw znaczków pocztowych i pieczątek.

Ela Woźniewska na wystawie pokazuje cztery prace, tutaj chciałabym zwrócić uwagę na jedną z nich - "Aforyzmy" (zbiór aforyzmów polskich pisarzy). Jest to podobna zabawa, jak w przypadku "Księgi wspólnego czasu" G. Grigoriadou. Książka ma format kwadratu, ale strony są trójkątne. Część z nich otwiera się z od lewej, część od prawej, cześć od góry, część od dołu. Woźniewska na tej wystawie należy do mniejszości, która nie boi się koloru i śmiało go stosuje w "Aforyzmach" i pozostałych swoich książkach. Grigiriadou i Woźniewska eksperymentują z formą książki, szukają zaskakujących rozwiązań, ale tak, by ich prace pozostały funkcjonalne.

Co nieco o kulturyzmie-nowy Londyn, Barbara Schneider
Co nieco o kulturyzmie-nowy Londyn, Barbara Schneider

Kiepsko z pracami "eksperymentalnymi" czy też "autorskimi", które w założeniu miały być najbardziej oryginalne. Konwencja, w której powstały, daje pełną swobodę. Teoretycznie więc "eksperymentalne" książki na tej wystawie powinny być najbardziej odkrywcze i z polotem. A jednak są najbardziej zachowawcze i nieudolne. Zarazem jest ich najwięcej i podejrzanie dobrze pasują do bibliotecznej atmosfery, jaka tu panuje. Dominuje niby to wyrafinowana zgrzebność i oklepane pomysły: czarny i szary papier, tektura, "naturalne" kolory i materiały.

Co prawda i w tej konwencji trafiło się kilka dobrych prac. Na przykład "Czas milczenia" i "Wyczucie czasu" z cyklu "Twarze i wnętrza książki" Doroty Kamisińskiej do wierszy Paula Celana. Są to książki-obiekty. Kalisińska używa drewna, wosku i guzików z masy perłowej. Forma prac nawiązuje do tekstów.

Atrakcyjną pracą jest też "Pamiętnik" Teresy Rucińskiej. Nawiązuje do formy starego albumu z fotografiami. Autorka wykorzystuje zdjęcia z gazet, rysunki, wykleja zwierzątka z filcu czy ludziki z papieru i tkanin.

Księga wspólnego czasu, Gorgia Grigoriandou
Księga wspólnego czasu, Gorgia Grigoriandou

Dobra mogłaby być poświęcona teatrom tańca współczesnego "Książka festiwalowa" Agnieszki Wielgosz, gdyby była dobrze wykonana. Niestety, jak w przypadku wielu prac na tej wystawie, pod pozorem artystycznej swobody kryje się brak wyobraźni i podstawowych umiejętności warsztatowych. Książka bazuje na świetnym pomyśle książek w książce, czy książki-niespodzianki. Umieszczone obok siebie na jednej stronie fotografie okazują się okładkami małych książeczek. Gdzie indziej coś się przesuwa, albo po otwarciu kolejnej strony rozkłada się przestrzenny element. I nagle coś się odkleja, coś się pogięło, a coś innego jest niewyraźnie podpisane. Książka była utrzymana w dominującej stylistyce tej wystawy: czarne strony z białymi, ręcznymi napisami. Szkoda, że Wielgosz poszła na skróty, zamiast postarać się stworzyć książkę w oryginalniejszym stylu i przyzwoitą technicznie.

Wiele było prac nudnych i banalnych, jak na przykład "Książka dla Maga" Anny Schmidt, ktora bazuje na stereotypowym wyobrażeniu "czarnoksięskiej" książki; pożółkłe, zagrzybiałe stronice ze starodawnymi rycinami i symbolami, gdzieniegdzie zapisane tajemnym pismem.

Niektórzy odwoływali się do kolejnego opatrzonego motywu - glinianych tablic. Katarzyna Derkacz-Gajewska prezentuje gliniane tablice z odciśniętą nowoczesną czcionką "Stabat Mater". Skąd to połączenie? Czyżby autorka chciała zasugerować, że "Stabat Mater" jak gliniane tablice sięga w przeszłość, ale jak nowoczesna czcionka jest aktualna i dziś? A nie dało się tego pokazać jakoś inaczej? Gliniana tablica pojawia się też u Marty Konieczny w "Księdze Przyszłości". Jest to coś w rodzaju konferencyjnej teczki z dwóch glinianych okładek, pokrytych niby-piktogramowym pismem. Niektóre symbole tego pisma nawiązują do nowoczesnej techniki (TV, CD). Jedna z okładek ma w dolnym rogu kieszeń, a w niej umieszczona jest płyta CD. Praca prawdopodobnie ma nam uświadomić, że kiedyś podstawowym nośnikiem informacji była gliniana tablica, dziś płyta CD, natomiast przyszłość przypuszczalnie przyniesie syntezę jednego i drugiego.

Aforyzmy, Ela Woźniewska
Aforyzmy, Ela Woźniewska


Niezłą pracą jest z kolei "Ten, który spada" (Renata Pacyna-Kruszyńska) do tekstu Mrożka (I Nagroda Jury). Książka ma standardową formę kodeksu, ale strony wykonane są z plexi. Tekst zakomponowany jest centralnie, w kole, na każdej kolejnej stronie koło tworzone przez tekst jest coraz mniejsze, jakby pokazując ruch, spadanie, oddalanie się. Wizualnie praca należy do bardziej odkrywczych artystycznie na tej wystawie. Natomiast tekst, przez sposób zakomponowania, jest nieczytelny, co moim zdaniem do głównej nagrody nie kwalifikuje. Myślę, że wystarczyłoby tu wyróżnienie.

Zdecydowanie brakuje na tej wystawie książki luksusowej. Nikt nie odwołuje się do czasów, gdy książki były wystawne i drogie. Zastanawiające, że artystom książka artystyczna kojarzy się ze zgrzebnością, a nie z luksusem.

Rozczarowują książki-obiekty i instalacje. Co prawda są wśród nich dobre prace, na przykład instalacja "Orfeusz i Eurydyka" Jadwigi i Janusza Tryzno (Nagroda Prezesa ZPAP), nawiązująca formą do kolumny jońskiej i mobil "Mój czas" Dariusz Kacy (Wyróżnienie Jury).

Czas milczenia, Dorota Kamisińska
Czas milczenia, Dorota Kamisińska

Ale obok nich pojawiają się prace artystycznie i intelektualnie nie do przyjęcia. Oto niektóre z nich: Instalacja Joanny Bieli-Garrido "Za późno na dostęp do morza, łódź chce dostępu od oceanu". Realizacja ma formę papierowych łódeczek, ułożonych w fałdach niebieskiej, błyszczącej tkaniny. Andrzej Dudek- Durer "Książka pokrojonego czasu"- ścinki gazet w słoiku i "Książka stojącego czasu"- budzik w słoiku. Małgorzata Lasocka "Inkubator Czasu" (Wyróżnienie Muzeum Drukarstwa Warszawskiego) - duża, obła forma obklejona jesiennymi liśćmi, opadłymi z drzew i pomalowana na kolory brązu i starego złota.

W ogóle organizatorzy festiwalu są niekonsekwentni w kwestii intelektualnej oceny prac. Z jednej strony, narzucają artystom temat "czas" i to by znaczyło, że oczekują intelektualnych odniesień. Z drugiej strony, nie stosują żadnej selekcji książek pod względem treści.

Przyjrzyjmy się, jak artyści realizują zadany im przez organizatorów temat. Otóż na szczęście większość artystów tematu nie zrealizowała i zrobiła książki o czymś innym, niekiedy tylko pro forma umieszczając słowo "czas" w tytule. Niektórzy jednak postanowili się zmierzyć z "czasem" i niestety przegrali. U wielu artystów hasło konkursowe wyzwoliło banalny ciąg skojarzeń: czas, przemijanie, śmierć, cmentarz, zmurszałe nagrobki, a na nich porcelanowe fotografie, częsty motyw tej wystawy. W dodatku książki, w których pojawiają się nagrobne fotografie, są zarazem utrzymane w wyżej opisanym "zgrzebnym" stylu: szarobura kolorystyka, tektury itd. Do takich prac należą na przykład "Cmentarz Łysakowski/ Lustracja czasów" Wiktora Chadżynowa i "Międzyczas - impresje o przemijaniu" Natalii Talarek. W obu tych książkach na każdej stronie widnieje nagrobna fotografia. "Czas Aniołów" Heliany Grudzień poświęcony jest zmarłym dzieciom. W środku książeczki znajdują się stronice-płyty nagrobne ze zdjęciem i podpisem, obie okładki mają formę grobów, na grobie dziewczynki siedzi lalka, na grobie chłopca stoi rowerek.

Ten, który spada, Renata Pacyna-Kruszyńska
Ten, który spada, Renata Pacyna-Kruszyńska

Równie banalnie zrealizowany jest motyw czasu jako rozkładu, niszczenia w "Dowodach na istnienie czasu" Beaty Wehr. Praca ma formę zeszytu o płóciennych stronicach, do których poprzyczepiane są pordzewiałe druty i blaszki.

Kolejna praca Heliony Grudzień "Czas zakupów on-line (spędzony w domu)" to rodzaj małego parawanu tworzonego przez białe foliowe reklamówki umocowane na ramach z drutu. Każda reklamówka pomalowana jest farbami, pośrodku zawsze znajduje się motyw pięcioramiennej gwiazdy. Sam pomysł nie jest zbyt interesujący, a wykonanie nieudolne; praca wygląda niechlujnie. Być może taki był zamysł autorki - niby, że nasza coraz bardziej konsumpcyjna kultura wytwarza wokół siebie coraz większy śmietnik. Jeśli tak, to nie powiedziała nic odkrywczego.

W "27 05 57" Virginii McArdle (III Nagroda Jury) pojawia się równie banalne i powierzchowne skojarzenie czas - daty. W tej książce na każdej stronie na białym tle znajduje się jakaś ważna data z życia autorki.

Orfeusz i Eurydyka, Jadwiga i Janusz Tryzno
Orfeusz i Eurydyka, Jadwiga i Janusz Tryzno

"Dyptyk rodzinny: czas korzeni/ Czas owoców" Katarzyny Szpilkowskiej (Wyróżnienie Muzeum Drukarstwa Warszawskiego) to praca, której nie da się ocenić jednoznacznie.

Dominującym jej elementem są wiszące w koło poduszki z nadrukowanymi ilustracjami (bardzo dobrymi plastycznie) i wersami kołysanki dla dzieci "karaluchy do poduchy, a papużka - hyc- prosto do łóżka". Samo to jest świetną realizacją, która powinna zostać wykorzystana jako prototyp przez masowych producentów przedmiotów dla dzieci. Niestety, przy bliższym przyjrzeniu odkrywamy leżącą pod poduszkami małą książeczkę, wydrukowaną na szarym papierze i tu kwestia oceny się komplikuje. Książeczka zawiera wspomnienia z dzieciństwa kobiety, która jako dziewczynka podczas drugiej wojny została z rodziną wywieziona na Sybir.

Zamiast dobrej, zabawnej realizacji mamy budowanie tanich kontrastów na zasadzie tu słodko i bezpiecznie, a tam dramat dzieciństwa na Syberii. Co gorsza, książka jest źle napisana, pełna stereotypowych obrazów, jak np. ludzie w bydlęcych wagonach, krzepiący się śpiewaniem pieśni maryjnych i patriotycznych.

Mój czas, Dariusz Kaca
Mój czas, Dariusz Kaca

Do tego samego nurtu intelektualnego zaliczyć można "Ewangeliarz" Katarzyny Derkacz- Gajewskiej. "Ewangeliarz" ma tradycyjną formę kodeksu. Każda stronica to sfotografowana z ekranu telewizora scena. I tak Derkacz-Gajewska sfotografowała całą transmisję z pogrzebu Jana Pawła II. Widzimy tu śpiewających purpuratów, powiewające wśród tłumu polskie flagi, trumnę, no i przede wszystkim zajmujące całą stronicę zbliżenie twarzy kardynała Dziwisza. Realizacja z jednej strony śmieszna, z drugiej jednak niesmaczna.

Wystawa pokazuje bardzo ograniczoną wizję tego, czym może być książka. Obnaża ubóstwo warsztatu i pomysłów. Nie ma eksperymentów technologicznych i poligraficznych. Nie ma prób poszukiwania nowych materiałów ani tworzenia nowych konwencji. Bardzo nikłe jest zainteresowanie ilustracją i typografią. Zupełnie nie ma też koloru. Książka artystyczna jest po prostu szarobura.

Dypytyk rodzinny, Katarzyna Szpilkowska
Dypytyk rodzinny, Katarzyna Szpilkowska

Zarazem artyści, stroniąc od nowości, nie umieją przyzwoicie wykorzystać tego, czym dysponują. Z jednej strony więc nie wymyślają nowych rozwiązań, które mógłby wykorzystać przemysł książkowy. Z drugiej, nie wypełniają luki, którą zostawia masowa produkcja książek, na przykład w sensie zrobienia ręcznie czegoś, czego przemysł nie umiałby zrobić - a w tej chwili potrafi bardzo dużo, o wiele więcej, niż artyści tego festiwalu. (Dla przykładu polecam rozkładane książki wydawnictwa Van Der Meer www.vandermeer.com). Następna prezentacja Festiwalu Sztuki Książki "Czas" odbędzie się w Książnicy Pomorskiej w Szczecinie (otwarcie 10 maja 2007), może tam ekspozycja będzie bardziej atrakcyjna.

Katarzyna Hołda

8 Międzynarodowy Festiwal Sztuki Książki "Czas", Miejska Biblioteka Publiczna im Łopacińskiego, Lublin, 12-30.04.2007.

Więcej zobacz www.bookart.pl.

Ewangeliarz, Katarzyna Derkacz-Gajewska
Ewangeliarz, Katarzyna Derkacz-Gajewska
Brązowośc snu, Andi McGarry
Brązowośc snu, Andi McGarry

Dyptyk rodzinny, Katarzyna Szpilkowska
Dyptyk rodzinny, Katarzyna Szpilkowska