Tu mieszka szczęście*. O projekcie Niewidzialne widzialnego

"Z historią jest jak z mięsnym pasztetem - nie należy się przyglądać, jak się go przyrządza".
Aldous Huxley

 

"Niewidzialne widzialnego". Tak Anka Leśniak zatytułowała swój najnowszy projekt, chociaż równie dobrze pasowałoby tutaj widzialne niewidzialnego. Trzy kobiety, trzy zupełnie różne narracje, epoki i rzeczywistości, scalone, ale i splatające się w przestrzeni Łodzi. Historie, które Leśniak uzewnętrznia, opowiada i dopowiada za pomocą drobnych gestów i esencjonalnych interwencji w tkankę miejską, tkankę działającą niczym palimpsest przez który zawsze prześwituje i przesypuje się, stary tekst, unaoczniając tym samym wpisaną w każdy dyskurs historyczny, ambiwalencję. Artystka czyniąc bohaterkami swojej sztuki kobiety, które jak sama pisze są "nieumiejscowione", a zarazem zapomniane i wymazywane ze zbiorowej pamięci, pyta nie tylko o performatykę tożsamości i funkcjonujący na przecięciu trajektorii dyskursów splot tego co prywatne i publiczne, ale i o to jak i dlaczego konstruuje się prawdy. Mamy tu bowiem do czynienia z jednym możliwym w epoce końca historii, sposobem opowiadania o przeszłości, jednostkowym, subiektywnym, pełnym dziur i przemilczeń, zasadzającym się na niemożliwym do jednoznacznego zdefiniowania, konflikcie etyki i estetyki.

Jest więc Eugenia (Steinbart), mieszkanka przedwojennych Bałut, która przez lata, by pozyskać, a następnie zachować, dobrze płatną pracę, udawała mężczyznę. Nie wyszła za mąż, ale ożeniła się z kobietą. I być może ta cała farsa, na którą dziś spoglądamy w dużej mierze z perspektywy komediowych wytworów naszej kultury, serialu "Zmiennicy", książki "Dziewczyna i chłopak, czyli heca na 14 fajerek", czy filmu "Czy Lucyna to dziewczyna?", nie wyszłaby na jaw, gdyby nie oskarżenie o szantaż, policyjne śledztwo i ostateczne zdemaskowanie oszustki. Zdemaskowanie zwieńczone jej samobójczą próbą. Leśniak, nie oceniając postępowania Eugenii i nie zagłębiając się w kierujące nią motywy, jak również nie stawiając się na pozycji historyka, tropiciela faktów, pozostawia jej historię niedomkniętą, otwartą, pełną wątpliwości i rodzących się znaków zapytania. Na fasadzie zrujnowanej kamienicy na ulicy Drukarskiej 2 artystka umieszcza złoty napis, którego odczytanie zdominowane jest rytmem blend - "Eu ge nia że ni się", gzyms i parapety zaplombowanych okien zdobi ciągiem białych kwiatów, a na otwarciu aranżuje lecture performance wiersza o ludowej proweniencji, oraz wycięcie krzaków i złożenie w ich miejscu lawendy, symbolizującej spełnienie marzeń, snów o wielkiej miłości. Instalacja grając na eterycznych strunach i emocjonalnych kontrastach, nieprzekładalnej relacji słowa i obrazu, jest zwieszeniem momentu, umownej, szczęśliwości, ale i paradoksalnie sięgnięciem do czasu ostatecznego wyparcia własnego jestestwa, zgody na niekończące się odgrywanie performatywu, przełamania patriarchalnego schematu kosztem włączenia się w mechanizm jego produkcji.

Podobnie Leśniak interpretuje historię Michaliny (Tatarkówny Majkowskiej), łódzkiej włókniarki, od 14 roku życia pracującej w fabryce, która jako beneficjentka systemu, w dużej mierze dzięki awansowi społecznemu czasów PRL, ale i niezwykłemu zaangażowaniu i umiejętności zjednywania sobie ludzi, przez lata działała na rzecz łódzkiej społeczności, od podstaw realizując program modernizacji miasta, działając najpierw jako I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Łodzi, a potem I sekretarz KW PZPR dla miasta Łodzi. Michalina to z jednej strony feministka piastująca wysokie stanowisko w partii, a z drugiej właśnie część fasadowej strategii równościowej peerelowskiego systemu, to robotnica organizująca strajki, a następnie przedstawicielka władzy, która sama je, z pomocą policji, tłumiła i wreszcie uczciwa komunistka o przedwojennym sznycie z łatką szablonowej oportunistki. I znowu Leśniak w swojej instalacji, tym razem na ulicy Zachodniej 27 A przywołuje najlepszy dla swojej bohaterki okres, pisząc na wszystkich trzech kondygnacjach kamienicy, w różnej konfiguracji: "Michalina zuch dziewczyna" i podejmując tym samym dialog z radzieckim filmem K. Judina z 1938, "Diewuszka z charaktierom", a w zasklepione blendy wpasowując tkane pajęczyny nasuwające skojarzenie z mitologiczną Arachne, uzupełnione czerwonymi, koronkowymi flagami, niby wspomnieniem partyjnych proporczyków w mocno sfeminizowanej i intymnej, dziwnie "udomowionej", wersji.

Do dziedzictwa antyku, Leśniak nawiązuje też w swojej ostatniej pracy, kolejnej interwencji w wygląd kamienicy na ulicy Jaracza 34, tym razem budynku mocniej związanego z historią jej bohaterki, Fifi (Zastrow). Niemieckiej aktorki żydowskiego pochodzenia, która do 1944 roku grała na deskach propagandowego teatru Theater zu Litzmannstadt, przyjmując głównie role amantek i wytwornych dam. Po rozwodzie z niemieckim aktorem, Zastrowem, powróciła do panieńskiego nazwiska Falkenberg i najprawdopodobniej wtedy trafiła do obozu koncentracyjnego, gdzie mogła być poddawana medycznym eksperymentom. Przeżyła wojnę i wyemigrowała do Stanów. Umarła w domu opieki dla osób pochodzenia żydowskiego, panicznie bojąc się lekarzy, wspominając swoje role: oglądając zdjęcia i wycinki prasowe trzymane w pudełku pod łóżkiem, do samego końca, obsesyjnie zaprzeczając swojemu żydostwu.

Tym razem Leśniak pracę poświęconą tragicznej historii Fifi, zrealizowała na kamienicy mieszczącej się tuż obok teatru, budynku, który w czasie wojny działał jako hotel (i równocześnie burdel), o wdzięcznej nazwie Klukas. Tutaj, tuż pod gzymsem artystka zawiesiła fragment czerwonej kurtyny, na środku pisząc "Acta est fabula", czyli sztuka jest skończona, słowa które skojarzyć można zarówno z rzymskim teatrem, słowami wypowiedzianymi na łożu śmierci przez Oktawiana Augusta, jak i sztuką po Holokauście, która w myśl książki Eleonory Jedlińskiej nie jest już i nie może być taka sama oraz słynnym pytaniem, zresztą, o czym nie wszyscy pamiętają, retorycznym, Theodora Adorna - Czy możliwa jest sztuka po Auschwitz? Leśniak trochę bawiąc się narzucającą się i zbyt dosłowną teatralnością, ale i performatywnością tożsamości Fifi, bada działanie dysonansów: szarości kamienicy zderzonej z czerwienią sztucznej kurtyny oraz dramatycznej historii łódzkiego getta ze wstydliwą w gruncie rzeczy, opowieścią o propagandowym teatrze.

"Niewidzialne widzialnego" nasuwa skojarzenie z didi-hubermanowskim rozdarciem świadomości, wchodzeniem w sieć, która zarówno ogranicza, nasze granice poznania, widzeniem bez wiedzy i wiedzą bez widzialności. Projekt Leśniak przywraca, odkrywa, ale i w pewnym sensie emancypuje historie łódzkich kobiet, będąc nawet nie tyle mikro narracją, co rysą, cieniem, który kładzie się na gładko wyszlifowanej powierzchni oficjalnego dyskursu czytania przeszłości, ujawniając iż w swej istocie, historia to proces pełen nieciągłości, rozłamów i przesunięć granic, i na próżno szukać wewnątrz niego jakichkolwiek stałych aksjomatów. I w tym sensie niewidzialnym widzialnego, są nie tylko opowieści o trzech mieszkankach Łodzi, ale przede wszystkim mechanizmy konstrukcji i już istniejące konstrukty historii, wszystko to, co kształtuje i umacnia imperatywny status, narzuconych nam przez politykę historyczną, metanarracji, a przekornym odwróceniem, tj. widzialnym niewidzialnego same instalacje, a nawet kamienice, zaniedbane chropowate struktury, będące niemymi świadkami osobistych dramatów.

Leśniak działając na zasadzie kontrastu, proponując obok ambiwalentnej etycznie opowieści, pełnej dziur, poszlak i rodzących się w czytelniku wątpliwości, mocno wyestetyzowane, wprowadzające pełen pozór "ładności", quasi-pomniki, przywołujące szczęśliwe i radosne dla bohaterek momenty, jeszcze mocniej problematyzuje czytelność ich biografii, nie przedstawia w prosty sposób podmiotu, czy przedmiotu reprezentacji, a to jakim sprzężonym działaniom on podlega - im mocniej chcemy się do niego zbliżyć, tym bardziej uobecnia się proces jego zaniku, ujawniając istnienie metaforycznej mgły uniemożliwiającej jakiekolwiek poznanie. Jak swego czasu dowodziła Hanna Arendt, nie ma ani czegoś takiego jak "zbiorowa wina", ani tym bardziej "wspólna niewinność".

Trzy kobiety, Eugenia, Michalina i Fifi, nosząc w sobie piętno osobistych i pokoleniowych tragedii, są bohaterkami tragicznymi w antycznym i bardzo pierwotnym sensie. Uwikłane w nie swoje historie, jawią się w kontekście artystycznych realizacji Anki Leśniak, jako Antygony, heglowskie winne-niewinne, dla których, jak pisze Judith Butler, już sam akt mowy jest przestępstwem i wydaniem na siebie wyroku, żądaniem uznania na mocy prawa tego, co artykulacja czyni pozaprawnym. Antygona to bowiem nie tylko figurantka przepisywania historii czy stosunkowo łatwy sposób wpisywania nierozwiązywalnych konfliktów etycznych w paradygmaty antyczne, ale przede wszystkim jednostka która znajduje się poza akceptowalnym dyskursem i jako taka nie może być podmiotem odpowiedzialności. To podmiot który zabiera głos wiedząc, że nie może on być słyszalny, skoro jak pisze Foucault: "nikt nie wejdzie w porządek dyskursu, jeśli nie sprosta pewnym wymaganiom lub jeśli nie jest, od początku gry uprawniony by to czynić".

I te trzy kobiety, uwikłane kolejno we własną płeć, klasę i rasową hierarchię, ale przede wszystkim kulturę, chociaż nie mówią, ciągle jeszcze pozwalają o sobie opowiadać innym.

* napis, jaki starożytni umieszczali na fasadach budynków, w których mieściły się domy publiczne. Tego typu napis zdobiony motywem fallusa odnaleziono m.in. w Pompejach.

 

Anka Leśniak, "Niewidzialne widzialnego", projekt artystyczno-badawczy (17.08 - 7.11.2015), www.invisiblewomen.info/

Podsumowaniem łódzkiej edycji projektu jest wystawa w Galerii Wschodniej w Łodzi (28.11.2015 -16.01.2016)

"Eugenia żeni się", ul. Drukarska 2, Łódź, fot. dzięki uprzejmości artystki
"Eugenia żeni się", ul. Drukarska 2, Łódź, fot. dzięki uprzejmości artystki

"Eugenia żeni się", ul. Drukarska 2, Łódź, fot. dzięki uprzejmości artystki
"Eugenia żeni się", ul. Drukarska 2, Łódź, fot. dzięki uprzejmości artystki

"Michalina zuch dziewczyna", ul. Zachodnia 24 A, Łódź, fot. dzięki uprzejmości artystki
"Michalina zuch dziewczyna", ul. Zachodnia 24 A, Łódź, fot. dzięki uprzejmości artystki

"Michalina zuch dziewczyna", ul. Zachodnia 24 A, Łódź, fot. dzięki uprzejmości artystki
"Michalina zuch dziewczyna", ul. Zachodnia 24 A, Łódź, fot. dzięki uprzejmości artystki

"Fifi Zastrow. Fabula acta est", ul Jaracza 34, Łódź, fot. dzięki uprzejmości artystki
"Fifi Zastrow. Fabula acta est", ul Jaracza 34, Łódź, fot. dzięki uprzejmości artystki