Trzy wystawy z Warsaw Gallery Weekend, w tym dwie podobne

A zacznę od tej niepodobnej. Otóż z kinem, przynajmniej ja tak mam, że nie lubię podchodzić za blisko, bo można się rozczarować. Traktowałem je dotąd jak piękną kobietę, która ma za dużo adoratorów wokół i zbyt wysokie mniemanie o sobie, by się do niej przystawiać. Owszem można ją oglądać – kino gatunkowe, ciemna sala – ale żeby poświęcać jej więcej niż półtorej godziny? Prosta kalkulacja, ale też coś z prawdziwych uczuć: nie miała w sobie pokory, zabierała wszystko, mówiono o niej, że jest syntezą sztuk, a przecież czy nie lepiej kochać szczegół albo nawet ułomność? Sztuki plastyczne mają dużo ułomności. I jeszcze te tłumy absztyfikantów przy niej, długie wynurzenia, skąd się wzięło to, a tamto. Jakby to, co istniało w kulturze wcześniej, było tylko nawozem, żeby mogła powstać ona – dziesiąta muza.

I z tym dystansem szedłem do Fundacji Arton oglądać wystawę – „komentarz” do prac Pawła Kwieka „Zrobić niemożliwe światło” – na dwór kina, gdzie trzeba się będzie schylać, kłaniać i potakiwać znawcom tej wielkiej sztuki. Ale nic z tych rzeczy; jak wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że prace i stojący za nimi artyści są raczej innej orientacji estetycznej, to jest, wprost mówiąc, są brzydkie w sensie „kinowym”, i bardziej niż cokolwiek szukają jego istoty – w ludzki, zwykły i właśnie dlatego ujmujący sposób. Zestawienie tych prac i koncept wystawy to zasługa kuratorów.

Anna Kutera, „Najkrótszy film świata”, wystawa „Zrobić niemożliwe światło”, Fundacja Arton, Warszawa; fot. Grzegorz Borkowski
Anna Kutera, „Najkrótszy film świata”, wystawa „Zrobić niemożliwe światło”, Fundacja Arton, Warszawa; fot. Grzegorz Borkowski

Co jest sednem kina? Może już jeden pojedynczy kadr z portretem, trzymany na zdjęciu w szczypcach przez portretowaną na kadrze? „Najkrótszy film świata” Anna Kutera - zdjęcie rozwarstwia wrażenia i interpretacje (aktor, utożsamienie z bohaterem, opowieść). Co zrobić z nostalgią za fizycznym wymiarem kina? Uczcić, modelując wrażenia z tych nowoczesnych, cyfrowych niematerialnych filmów do postaci kolorowych tub („Film without film”, Martin Ebner). Czym jest ta przysłowiowa magia kina? I tu jest komentarz rysunkowy, jego autor („Two pencil drawings”, Anthony McCall) zapełnia całą kartkę śladem regularnego ruchu ołówków. Obraz ciemnieje, przedstawiona historia wraz z nim. I takich prac, szukających podstaw kina, jest więcej.

Martin Ebner „Film without film”, wystawa „Zrobić niemożliwe światło”, Fundacja Arton, Warszawa; fot. Jagna Lewandowska.
Martin Ebner „Film without film”, wystawa „Zrobić niemożliwe światło”, Fundacja Arton, Warszawa; fot. Jagna Lewandowska.

A najlepszym dla mnie podsumowaniem wystawy i kina zarazem jest praca Pawła Kwieka odtworzona przez Łukasza Jastrubczaka, pokazywana tuż przy wejściu – zamiast emisji filmu, Paweł Kwiek wystawia publiczności lustro, które kieruje w jej stronę, aby się przeglądać, zajmować i rozumieć przede wszystkim siebie. Jak z każdym większym uczuciem.

Paweł Kwiek/ Łukasz Jastrubczak, „Lustro”, dokumentacja filmowa akcji, wystawa „Zrobić niemożliwe światło”, Fundacja Arton, War
Paweł Kwiek/ Łukasz Jastrubczak, „Lustro”, dokumentacja filmowa akcji, wystawa „Zrobić niemożliwe światło”, Fundacja Arton, Warszawa; fot. Grzegorz Borkowski

Druga wystawa, już zwrócona ku sobie, budująca na ego artysty, też jest z pozoru nieciekawa i to jest w niej najprzyjemniejsze. Ot, zwykłe, nostalgiczne fotografie zwykłych polskich widoków, krajobrazów, jakieś fascynacje modernistycznymi pomnikami z PRL; jest i Warszawa rosnąca w górę („uwaga, proszę nie szukać miejsca zrobienia fotografii, to z helikoptera” – tłumaczą oprowadzający), są i kolorowe tulipany, pamiątka z Oświęcimia (wiadomo, artysta).

Piotr Uklański „Dziś dajemy wam tylko pamięć”, fragment wystawy; Fundacja Galerii Foksal, Warszawa; fot. dzięki uprzejmości arty
Piotr Uklański „Dziś dajemy wam tylko pamięć”, fragment wystawy; Fundacja Galerii Foksal, Warszawa; fot. dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal

I tak też można odbierać całość – jako naiwny, nostalgiczny sen domorosłego estetyka. Z drugiej strony mamy jednak do czynienia – tu już inni lepiej o tym piszą – z Fundacją Galerii Foksal, „najpotężniejszą galerią prywatną w Polsce” i światowej sławy artystą, Piotrem Uklańskim. A więc z jednej strony minoderia i rodzaj gnuśności uwznioślają domorosłych fotografów i amatorów piękna. Z drugiej ta naiwność, nawet kicz, jest próbą zmierzenia się człowieka rozumiejącego działanie rynku i siebie jako twórczego umysłu z samą istotą piękna – i prostotą, której zawsze trzeba się w sobie doszukiwać, odbijać od niej czy może koić nią, aby zachować to, co w tym zawodzie istotne. Autor „Biało-czerwonej”, „Solidarności”, ale i świecącego parkietu disco, pokazywanego w galeriach i muzeach, opanował tę sztukę doskonale, a tu mamy kolejną jej odsłonę. Kolejną także wracającą do tematu polskości i anonsującą jego powrót do kraju. To przy okazji próba zmierzenia się z samym charakterem pamięci i fotografii. Słynne, wytarte zdanie Barthesa, że fotografia zawsze daje wrażenie obecności, „jakby się tam kiedyś było”, rymuje się z tytułem wystawy i opowiada o próbie wniknięcia przez obraz w samą istotę już nawet nie zdjęcia, ale właśnie tego, co ma przywoływać.

Bez tytułu (Pomnik Martyrologii Dzieci – Ofiar Hitleryzmu, Łódź), odbitka chromowa, 2015,  element wystawy Piotr Uklański, „Dziś
Bez tytułu (Pomnik Martyrologii Dzieci – Ofiar Hitleryzmu, Łódź), odbitka chromowa, 2015, element wystawy Piotr Uklański, „Dziś dajemy wam tylko pamięć”; Fundacja Galerii Foksal, Warszawa; fot. dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal

Za ciekawostkę można uznać tekst kuratorski, który napisał sam autor. Tekst jest, jak się zdarza w literaturze, zlepkiem zdań, fragmentów wyciągniętych z innych tekstów (lista podziękowań obejmuje Adorno, Prousta, parę muzeów etc.). I teraz dwie uwagi – pierwsza: to najlepszy tekst kuratorski, jaki czytałem do tej pory (może dużo ich nie czytam); druga: choć tekst opowiada o zamiarach autora, jak w innych tekstach kuratorskich, można by się bez niego obyć. Bo największą przyjemnością jest próba znalezienia jeszcze raz miejsca, które autor przedstawia fotografiami – gdzie wszystko może pozostać niezmiennie szczere i prawdziwe. Broniewski w jakimś wierszu recytowanym pewnie później na szkolnej akademii napisałby, że to Polska.

Bez tytułu (Dziś dajemy wam tylko pamięć), odbitka barwna, 2014; element wystawy Piotr Uklański, „Dziś dajemy wam tylko pamięć”;
Bez tytułu (Dziś dajemy wam tylko pamięć), odbitka barwna, 2014; element wystawy Piotr Uklański, „Dziś dajemy wam tylko pamięć”; Fundacja Galerii Foksal, Warszawa; fot. dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal

Trzecią wystawę, już zupełnie podobną do drugiej, też można odbierać jako zapis prywatnych stanów wewnętrznych. Mówi nawet o tym tytuł filmu pokazywanego jako główna część wystawy Wojciecha Bąkowskiego w galerii Stereo: „Analiza wzruszeń i rozdrażnień”.

Wojciech Bąkowski,  „Analiza wzruszeń i rozdrażnień", 2015; fot. archiwum Galerii Stereo
Wojciech Bąkowski, „Analiza wzruszeń i rozdrażnień", 2015; fot. archiwum Galerii Stereo

Film wykonany jest techniką poklatkową i nieodległy w tonacji do poprzednich filmów autora. Nieco czystsza jest może estetyka; Bąkowski pokazuje się tu jako rysownik, a będące częścią filmu rysunki możemy oglądać oprawione obok salki z projekcją. Co do samego filmu. Cóż. Jest jak kolejna produkcja Hollywood (polskiego Hollywood), sequel ze sławnym aktorem, sławnego formatu dużej amerykańskiej wytwórni. Że mała, a kino nawet nie offowe? Co z tego, kiedy to już było. Bąkowski trzyma poziom i jako główny bohater umie utrzymać w napięciu, dzieląc się swoimi przemianami – rysując je zarazem bardzo intymnie i poetycko, a jednak wrażenie obcowania z tym samym rejestrem uczuć – nieodmiennie pogardy, zagubienia i niechęci do świata – wywołuje we mnie niezgodę i dystans do, jak zaczynam w odwecie myśleć, wypracowanego konceptu. Jeśli spojrzeć na to mniej uczuciowo, jest w tym przyjemna, podobnie jak w wypadku przywoływanego wcześniej Uklańskiego – próba znalezienia, szukania, trzymania tożsamości artysty ze sobą, ze swoimi głębokimi, naiwnymi przeżyciami, romantyzm jednym słowem. Patrząc społecznie – czytam to jednak inaczej niż założenia „penerstwa”, nie jako przedstawienie i naturalizm tych społecznych dołów, ale głos kogoś, kto przy próbie wyjścia na samodzielność odciął się w ogóle od świata. Dobrą ilustracją jest tu scenka z narysowanym człowiekiem zasłaniającym narratorowi filmu widok czy sarkastyczne cytowanie strumienia masowej świadomości dotyczące wątków arabskich w kulturze polskiej („arabskie wieżyczki odnawianych kamienic”). Marność nad marnościami. Nigdy za tą poetyką nie przepadałem.

Wojciech Bąkowski, „Analiza wzruszeń i rozdrażnień", 2015; fot. archiwum Galerii Stereo
Wojciech Bąkowski, „Analiza wzruszeń i rozdrażnień", 2015; fot. archiwum Galerii Stereo

W sali projekcyjnej stoi jeszcze ciemne pudełko o brązowym zabarwieniu, półprzezroczyste, zbudowane z plexi, wysokości do uda, można na nim usiąść, w środku widać jakieś elektroniczne zwoje i lampki kontrolne, czerwone jak na kominach czy lotniskach i w dodatku pikające co jakieś trzydzieści sekund. Rymuje się to z własnym sercem, nosi tytuł: „Panowanie nad fragmentem nocy” i bardzo intryguje. Ta strona poszukiwań Bąkowskiego ciekawi mnie bardziej i mimo trwającego filmu myślałem już tylko o tym „kontrolerze” i potem gdy już wyszedłem na jeszcze widną ulicę Miedzianą; miedzianą jak samo zachodzące słońce i zadowolony z tych trzech obejrzanych wystaw, cieszyłem się jeszcze tym wieczorem do długich godzin nocnych. „Panowanie nad fragmentem nocy” – cokolwiek autor miał na myśli.

Wojciech Bąkowski, „Panowanie nad fragmentem nocy”, 2015; fot. archiwum Galerii Stereo
Wojciech Bąkowski, „Panowanie nad fragmentem nocy”, 2015; fot. archiwum Galerii Stereo

„Zrobić niemożliwe światło”; artyści: Rosa Barba (Włochy), Tony Conrad (USA), Martin Ebner (Niemcy), Karl Holmqvist (Szwecja), Łukasz Jastrubczak (Polska), Anna Kutera (Polska), Paweł Kwiek (Polska), Anthony McCall (Anglia), Florian Zeyfang (Niemcy); kuratorzy: Florian Zeyfang, Marika Kuźmicz; Fundacja Arton, Warszawa, do 25.11.2015

Piotr Uklański „Dziś dajemy wam tylko pamięć”, Fundacja Galerii Foksal, Warszawa, do 21.11.2015

„Nastawnia ledwych ochot” Wojciech Bąkowski, Galeria Stereo, Warszawa, do 14.11.2015