Czujemy się docenieni. Rozmowa z szefową tarnowskiego BWA Ewą Łączyńską-Widz

Katarzyna Nalezińska: Zacząć muszę od gratulacji. W podsumowaniach roku 2013 w mediach branżowych tarnowskie BWA zebrało sporo oklasków: uznanie w rankingach „Obiegu”, szczyt listy „Dwutygodnika”, literka w alfabecie „Szumu”.

Ewa Łączyńska-Widz: Miło mi przyjąć gratulację w imieniu swoim i całego zespołu. Dziękuję wszystkim, którzy dostrzegli to, co u nas się działo. Poza tym, co wymieniasz, ważnym dla nas wyróżnieniem było także pierwsze miejsce w kulturalnym podsumowaniu Radia Kraków  i Supermarka Radia Kraków. Wcześniej, w sierpniu, w „Tygodniku Powszechnym“ ukazała się lista Agnieszki Sabor i Piotra Kosiewskiego Sztuka daleko od centrum, na której się znaleźliśmy [„TP” 33/3345]. Jeden z tarnowskich portali kulturalnych z kolei podsumował naszą roczną działalność tekstem „Dawna Galeria Miejska z dopiskiem BWA, zaś teraz będąca tylko Biurem Wystaw Artystycznych. Bo tak naprawdę tarnowskiej, miejskiej sztuki tam jak na lekarstwo. Pozostało tylko biuro… Była wprawdzie retrospektywna wystawa malarstwa nestora tarnowskich malarzy, Jana Matrasa, ale gros wystawienniczych propozycji to import gotowców – objazdowych wystaw i multimedialnych prezentacji. (...) Aliści po hucznym otwarciu mamy do czynienia ze stanem postępującego marazmu koncepcyjno-organizacyjnego, przypominającego »śmierć w starych dekoracjach«, by zacytować klasyka, Tadeusza Różewicza”. No więc wszystko, jak widać, bywa względne.

Ewa Łączyńska, fot. Paweł Topolski
Ewa Łączyńska, fot. Paweł Topolski

Czy w Tarnowie władze miasta, środowisko kulturalne, widzowie i publiczność mają świadomość pozycji, jaką zajmuje galeria na mapie polskiego środowiska artystycznego? Czy wasza praca została w mieście doceniona?

Tak, czujemy się decenieni. Mimo tego co wyżej. Najlepszym potwierdzeniem jest nasza siedziba, której do tej pory nie mieliśmy. To wszystko nie mogłoby się wydarzyć bez wsparcia władz miasta, Rady Miejskiej. Ciągle staramy się pozyskiwać nową publiczność, ale mamy wiernych odwiedzających, którzy cieszą się z naszych sukcesów. To jest ważne. Trudno byłoby działać bez codziennej życzliwości.

Czy nie drażnią cię już pytania o pokazywanie sztuki w średniej wielkości mieście? Paulina Wrocławska zapytała cię kiedyś w wywiadzie: „Widzisz sens pokazywania sztuki współczesnej w Tarnowie?”. Galerię pod dyrekcją twojego poprzednika nazwała „jedną z najgorszych publicznych galerii sztuki w kraju...”. W komentarzach powtarzają się słowa „prowincja” i „peryferia”. Jaki masz do tego stosunek?

Punkt widzenia, a co za tym idzie, nazywanie rzeczy zależy od punktu siedzenia. Oczywiście, z perspektywy Warszawy jesteśmy prowincją. Mnie to zupełnie nie przeszkadza. Ja nawet lubię te słowa, szczególnie „peryferia”. Dla mnie to Polska o wiele ciekawsza i bardziej autentyczna niż ta z największych miast. Wolę Tarnów od Krakowa.

Uznanie potwierdzone lokatami w rankingach zdobyliście w 2013, czyli w roku przeniesienia galerii do nowej siedziby w Parku Strzeleckim. Wcześniej działała w siedzibie tymczasowej na dworcu PKP, lecz prezentowany program wystawienniczy był równie ciekawy. Skąd więc twoim zdaniem tak późna reakcja mediów?

Nie widzę żadnej opóźnionej reakcji. Nasze wcześniejsze działania zyskiwały dobre recenzje, wyróżnienia, odwiedzali nas krytycy. Doskonale pamiętam Setkę „Obiegu” 2010. Znaleźliśmy się tam na 96. miejscu. Było to dla mnie bardzo duże i zupełnie niespodziewane wyróżnienie.

Wracając do minionego roku – wtedy najwięcej się wydarzyło, przypadła kumulacja wcześniej powziętych decyzji, starań wielu osób, w tym moich poprzedników. My z kolei, wchodząc ze sztuką współczesną do zupełnie nowego miejsca, wiedzieliśmy, że jeśli chcemy, żeby mieszkańcy je poznali i polubili, ale także żeby ktoś w Polsce usłyszał o nowej siedzibie tarnowskiego BWA, musimy przygotować bardzo dobry program. Zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie to bardzo trudne, jeśli bazować będziemy wyłącznie na własnym budżecie. Trzy lata wcześniej napisaliśmy projekt unijny, dzięki któremu mogła się odbyć wystawa „Jak się staje, kim się jest”, inagurująca naszą działalność w Pałacyku, i późniejsza „Róża jest różą”. Obie w ramach cyklu „Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”. Każda z nich miała budżet równy temu, jaki normalnie mamy na całą roczną działalność.

Pałacyk Strzelecki latem, fot. archiwum BWA w Tarnowie
Pałacyk Strzelecki latem, fot. archiwum BWA w Tarnowie

Charakterystyczne dla BWA jest eksponowanie wątków lokalnych. Pracujecie obecnie nad wspomnianym przez ciebie cyklem wystaw. Pierwsza wystawa korespondowała z postacią Tadeusza Kantora [„Jak się staje, kim się jest”, kuratorki: A. Pindera & M. Zamojska], druga z malowaną wsią podtarnowską, z Zalipiem [„Róża jest różą”, kuratorki: J. Sawicka & E. Łączyńska-Widz]. Masz już jakieś pomysły na wątki lokalne po zakończeniu tego cyklu? To nie jest studnia bez dna.

Tak wyszło, że to łączenie lokalności ze współczesnością jest dla nas charakterystyczne. Jest też wpisane w naszą oficjalną strategię na lata 2011–2015 (jest w dwóch językach wymienione na naszych nowych ładnych biletach). Zaczęło się od projektu „Tarnów. 1000 lat nowoczesności”, który zrobiliśmy z Dawidem Radziszewskim. Wtedy jeszcze nikt nie myślał o żadnej strategii. Wyszło to naturalnie. Punktem wyjścia był Wilhelm Sasnal i Mościce, modernistyczna dzielnica Tarnowa, w której Wilhelm dorastał. To wypaliło więcej niż dobrze, a moja wiedza o historii miasta stopniowo się powiększała (mieszkam tu od 2008 roku). Tak powstał projekt „Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”. Pierwszy w kolejce był młody Tadeusz Kantor, który chodził tutaj do szkoły średniej, tu zdawał maturę. Potem Zalipie pod Tarnowem, gdzie kobiety od końca XIX wieku malują kwiaty na domach. W tym roku odbędą się dwie wystawy zamykające cykl: romska „Tajsa. Wczoraj i jutro brzmi tak samo” (marzec–maj, kuratorki: Katarzyna Roj i Joanna Synowiec) i żydowska (czerwiec–sierpień, kuratorka: Dorota Krakowska). Wszystkie te tematy nie tylko uważam za bardzo ciekawe, ale – szczególnie te tegoroczne, dotyczące Romów i Żydów – traktuję jako pewien obowiązek w stosunku do miasta, w którym pracuję. Ale masz rację, to nie jest studnia bez dna. Poza tym po tej całej serii dobrze nam zrobi oddech od historii. Poza wielką przygodą i dużą satysfakcją są to trudne i wyczerpujące przedsięwzięcia. Chociaż na naszym parkowym horyzoncie jest jeszcze jedna perełka. Nie wiem, czy już teraz, czy dopiero za jakiś czas, ale pewnie trudno nam się będzie jej oprzeć. To sąsiedztwo grobu generała Józefa Bema, pochowanego w specjalnie zaprojektowanym przez Adolfa Szyszko-Bohusza mauzoleum. Bem z racji przejścia na islam i rzekomego homoseksualizmu nie mógł być pochowany w „świętej polskiej ziemi”. Jego trumna wznosi się na sześciu kolumnach, które otacza woda. Przy okazji polecam wystawę Instytutu Architektury poświęconą Szyszko-Bohuszowi, którą teraz zobaczyć można w Muzeum Narodowym w Krakowie. A jej ciąg dalszy tego lata w Pawilonie Polskim w Wenecji.

Jadwiga Sawicka i Łukasz Jastrubczak przed Mauzoleum gen. Bema, fot. archiwum BWA w Tarnowie
Jadwiga Sawicka i Łukasz Jastrubczak przed Mauzoleum gen. Bema, fot. archiwum BWA w Tarnowie

Razem z Jadwigą Sawicką tworzycie ostatnio mocny duet kuratorski: dwie wystawy w Tarnowie, dobrze przyjęte „Spojrzenia” w Zachęcie. Czy macie jakieś dalsze pomysły na współpracę? Może rewizyta w Przemyślu? Tamtejsze BWA jest jednym z tych, którym przydałaby się reanimacja...

Współpracę z Jadwigą Sawicką uważam za jedno z moich najważniejszych zawodowych spotkań; osobistych też. Zawsze bardzo ceniłam jej twórczość, choć wcześniej nie miałam okazji osobiście jej poznać. Kiedy BWA wylądowało na Dworcu PKP, budynek był akurat po spektakularnej renowacji, konserwator zabytków był bardzo dumny z efektu i nie zgadzał się na byle co. Podobnie administratorzy budynku. Mieliśmy kłopot z oznaczeniem dojścia na wystawę. Wtedy nagle olśniło mnie, że przecież jeśli Jadwiga Sawicka mieszka w Przemyślu, to jest bardzo prawdopodobne, że jeżdżąc do Krakowa czy Warszawy, może podróżować koleją, a jeśli tak, to musi przejeżdżać obok nas, widzieć nasze okna. Chciałam zaproponować jej zrobienie instalacji z tekstem, która „nie ingerowałaby trwale w obiekt”, ale użyty tekst nawiązywałby do tematu sztuki, która nagle zagościła na Dworcu. Jadwiga nie tylko entuzjastycznie odpowiedziała na zaproszenie, przyjechała na wizję, mocno zaangażowała się w projekt, ale ułożyła z tego ciąg wydarzeń i scenariusz wystawy. Tak zrobiłyśmy wspólnie „Sen jest drugim życiem”, wystawę o snach i podróżach pociągiem, która była naszym pożegnaniem z dwuletnią działalnością na dworcu. Początkowo Jadwiga miała być artystką biorącą udział w tej wystawie, ale jej wkład był tak duży, że kuratorkami zostałyśmy obie. Jadwiga ma intensywny sposób pracy, jak śniegowa kula. Dużo myśli o projekcie, dokłada do niego nieoczywiste wątki. Lubi, jak wystawa żyje też drugim torem w postaci wydarzeń towarzyszących. To wszystko jest bardzo stymulujące. Po „Śnie” Hanna Wróblewska zaproponowała nam obu kuratorowanie „Spojrzeń”. Tutaj udział Jadwigi był ciekawy także z uwagi na to, że jest artystką i do tego artystką z pokolenia innego niż nominowani. Myślę, że to było dużą wartością tej edycji. W trakcie pracy nad „Spojrzeniami” ja przygotowywałam wystawę o Zalipiu. Okazało się, że Jadwiga zna to miejsce i ma swoje przemyślenia na ten temat. Wystawę dokończyłyśmy razem. Niedługo start naszego nieoficjalnego projektu. Do Tarnowa przyjedzie praca Jadwigi „WYCOFAŁA SIĘ PANI”. To świetny obraz i wiąże się z nim kilka wątków. Powiedzmy, że jest to nasz mały tajemny pakt. Na tym polega siła sztuki, że tak dużo znaczeń i emocji potrafi pomieścić w małej formie.

Pytasz o Przemyśl. To piękne miasto. Bardzo kontekstowe, z niesamowitą architekturą, fantastyczną rzeką. Mają tam – podobnie jak w Tarnowie – odnowiony dworzec kolejowy. Stoi pusty, czeka na artystyczne projekty. Fajne miejsce do pracy.

Wystawa stała kolekcji Małopolskiej Fundacji Muzeum Sztuki Współczesnej na Dworcu PKP w Tarnowie, fragment wystawy, fot. Grzegorz Powroźnik
Wystawa stała kolekcji Małopolskiej Fundacji Muzeum Sztuki Współczesnej na Dworcu PKP w Tarnowie, fragment wystawy, fot. Grzegorz Powroźnik

Tarnów jest podobno polskim biegunem ciepła, stąd wasze hasło „Tarnów ciepłym miastem dla sztuki”. Ocieplenia nie da się nie zauważyć. W przestrzeni miasta można oglądać stałe realizacje Łukasza Jastrubczaka, Rafała Bujnowskiego, Trutha, Marcina Zarzeki, jedyną rzeźbę Wilhelma Sasnala. Planujece też stałą ekspozycję prac Zofii Stryjeńskiej. Walczycie o pozostawienie w przestrzeni parku rzeźby Maurycego Gomulickiego. Do tego w byłej siedzibie BWA na dworcu kolejowym otwarto stałą ekspozycję kolekcji Małopolskiej Fundacji Muzeum Sztuki Współczesnej. Jak do tego doszło? Przecież kolekcję planowano wyeksponować w Krakowie.

Rzeczywiście mamy w przestrzeni publicznej kilka udanych prac świetnych artystów. Naszym ostatnim oczkiem w głowie jest „Melancholia” Maurycego Gomulickiego. Powstała jako plenerowa część wystawy „Róża jest różą”. Urzekła nie tylko nas, mieszkańcy bardzo ją lubią. Walczymy, żeby została w parku na dłużej. Wkrótce ogłosimy konkurs fotograficzny „Wszystkie stany »Melancholii«”. Będą też spotkania i wykłady. „Melancholia” jest już na parkowej mapce wydrukowanej na najnowszych torbach BWA. Wspólnie z grupą YETI przygotowujemy bardzo piękny melancholijny gadżet. Myślimy też o długo trwającej wystawie prac Zofii Stryjeńskiej, wyborze z kolekcji, która należy do Tarnowa. Jest już bardzo oryginalna koncepcja, którą dyskutujemy z architektem Krzysztofem Skoczylasem, autorem projektu galeryjnych mebli w Pałacyku.

Melancholia Maurycego Gomulickiego w Parku Strzeleckim w Tarnowie, fot. Daniel Rumiancew
Melancholia Maurycego Gomulickiego w Parku Strzeleckim w Tarnowie, fot. Daniel Rumiancew

Wracając do „Tarnowa – polskiego bieguna ciepła”, jest to hasło wymyślone przez Wydział Marki Miasta na potrzeby promocji. Pomysł z połączeniem tego hasła ze sztuką nie był nasz. Wpadł na niego profesor Władysław Pluta, autor opraw graficznych wystaw Małopolskiej Fundacji Muzeum Sztuki Współczesnej, pracując nad projektem dla „Wystawy stałej” w Tarnowie. To bardzo fajnie zagrało, szczególne w krakowskiej części kampanii promocyjnej przeniesienia kolekcji z Krakowa do Tarnowa. Na pomysł przeniesienia kolekcji do Tarnowa wpadł Jan Trzupek – prezes Fundacji – w czasie wakacyjnej prezentacji prac z tej kolekcji, którą pokazywaliśmy na dworcu w 2012 roku. Nagle okazało się, że jest bardzo dużo wątków wspólnych dla dworca i tej kolekcji, dla kolekcji i Tarnowa. Pomysł ten znalazł wielu zwolenników w różnych środowiskach, m.in. w związku z tym tematem dworzec odwiedził minister Zdrojewski. Od dłużeszego już czasu staraliśmy się o urzeczywistnienie tego projektu. Udało się w ostatnim tygodniu 2013 roku, kiedy miała miejsce inauguracja „Wystawy stałej Małopolskiej Fundacji Muzeum Sztuki Współczesnej”.

Macie jakieś pomysły na grę z kolekcją? Stała wystawa jest dość skromna, wygląda trochę jak witryna.

Jest sporo pomysłów. Powierzchnia wystawy nie jest duża, ale nie jest też taka mała, ma 97 m². Nie zgodzę się, że wystawa jest skromna. Wręcz przeciwnie, jest prawdziwym „blockbusterem”, same gwiazdorskie prace, wielkie nazwiska, by wspomnieć pierwsze z brzegu – Althamer, Bałka, Tarasewicz, Kuśmirowski, Sasnal, Bujnowski, Maciejowski. A twoje określenie „witryna” jest bardzo trafne. Przestrzeń jest w dużej mierze przeszklona. Wszystko widać z korytarza, przez okna. Jest to fajne i przewrotne, choćby w kontekście tego, że ta kolekcja do tej pory przechowywana była w magazynach. Teraz tę wystawę może zobaczyć każdy, również poza godzinami jej otwarcia. Wstęp jest wolny, to też ważny aspekt tego miejsca. Przestrzeń zajmowana obecnie jest początkiem naszego planu. Chcemy na potrzeby kolekcji wykończyć pusty pawilon zachodni dworca. Tam byłoby miejsce na bardzo okazałą wystawę, bibliotekę, przestrzeń warsztatową, pokoje rezydencyjne. W 2015 roku zakończy się modernizacja torów na trasie Kraków-Tarnów. Pociągi z Tarnowa do centrum Krakowa będą dojeżdżać w 45 minut. Podoba nam się taka perspektywa.

Interesują mnie też twoje plany kuratorskie niezwiązane z instytucją, której przewodzisz. Byłaś stypendystką Chinati Foundation w Marfie. Nie marzysz o zrealizowaniu wystawy Donalda Judda w Polsce? A może jakaś ekspansja zagraniczna?

Marzę o prawdziwie parkowej wystawie. Wystawie o roślinach, ptakach. Żebyśmy odtworzyli oranżerię, która kiedyś tu była, zaanektowali Domek Ogrodnika, który teraz stoi pusty. Poza tym bardzo lubię małe projekty, kameralne wystawy, aneksy do dużych wydarzeń. Jest w takich inicjatywach bardzo duża moc. I lubię pracować w duecie. Mam plany współpracy z Fundacją Sztuk Wizualnych.

łądzić jest rzeczą, fragment wystawy, fot. Paweł Topolski
Błądzić jest rzeczą, fragment wystawy, fot. Paweł Topolski

Z pewnością nie zamierzacie w tym roku zwolnić tempa. W Nowy Rok wchodziliście z wystawą dizajnu. Pojawiło się też kilka dobrych wydawnictw z logo BWA: duży album Józefa Wilkonia, świetnie zaprojektowany katalog wystawy „Błądzić jest rzeczą”. Jakie są plany na 2014?

Plany BWA są już pełne na ponad rok, ale liczę, że będą zdarzać się też pomyślne rzeczy, których nie planowaliśmy. Jak w tym roku wspólne z Centrum Architektury, polskie wydanie tekstów Adolfa Loosa „Ornament i zbrodnia”, hołd dla wiedeńskiego ducha Tarnowa, który sąsiaduje tutaj z modernistycznymi Mościcami. Albo mały dodatek do tej książki – zeszyt „Kraty polskie. Tarnów”, projektu Magdaleny Piwowar, z wzorem bramy do Parku Strzeleckiego. Teraz nasze dwa koniki to edukacja, którą konsekwentnie rozwijamy i która przynosi świetne efekty, oraz nasz własny dizajn w postaci pełnej identyfikacji graficznej, za którą odpowiedzialna jest bardzo zdolna graficzka Magdalena Burdzyńska, autorka projektu katalogu „Błądzić jest rzeczą”, który przywołujesz. Jeśli uda się nam pozyskać dofinansowanie Ministerstwa Kultury, to we wrześniu w Parku odbędzie się plener malarski i ogólnopolska konferencja BWA, na wzór starych zjazdów tej sieci. Aktualnie, poza wszystkim, robimy jeszcze kolekcję „BWA w podróży” – zdjęcia toreb BWA  w różnych miejscach Polski i świata. Zapraszamy, to otwarta akcja!

Książka Adolfa Loosa i plakat do książki projektu Magdaleny Burdzyńskiej, fot. archiwum BWA w Tarnowie
Książka Adolfa Loosa (proj. Kuba Sowiński - Biuro Szeryfy) i plakat do książki (proj. Magdalena Burdzyńska), fot. archiwum BWA w Tarnowie


Ewa Łączyńska-Widz, spotkanie z kuratorami „Re-Directing: East” w ramach A-I-R Laboratory, fot. Katarzyna Ziaja
Ewa Łączyńska-Widz, spotkanie z kuratorami „Re-Directing: East” w ramach A-I-R Laboratory, fot. Katarzyna Ziaja