Płeć to symulacja. Normatywność to pozór - notatki transeuropejskie z Lublina

Festiwal Transeuropa, który odbywał się od 6 do 15 maja w różnych miastach europejskich - oprócz Lublina również w Bratysławie, Berlinie, Pradze, Paryżu, Bolonii, Sofii, Cluj, Londynie, Edynburgu i Cardiff - to alternatywne spojrzenie na Europę jako miejsce styku różnych nacji, orientacji i tradycji. Lubelska Transeuropa mogła odbyć się w takiej formie dzięki inicjatywie i zaangażowaniu Tomka Kitlińskiego oraz wsparciu wielu osób i instytucji: Galerii Labirynt, lubelskiej Zachęty, Stowarzyszenia Homo Faber, Kampanii Przeciw Homofonii, Kawiarnio-księgarni Spółdzielnia, Przestrzeni Inicjatyw Twórczych Tektura i innych. Program lubelskiego festiwalu obfitował w spotkania, prezentacje, warsztaty, debaty, wystawy, wykłady o tożsamości i o Lublinie transnarodowym. Integrował różne gatunki artystyczne, takie jak malarstwo, fotografię, instalację, film, teatr, performans i poezję. Zagęszczenie tematów, pokazanie ich odbicia w lustrze sztuk wizualnych to nie otwieranie wora bez dna i mącenie w głowach porządnych ludzi, jak chcieliby niektórzy. Przypomina raczej zaglądanie pod dywan i odkurzanie niewygodnych pojęć i problemów, które są spychane na margines - nierówności społecznej, praw kobiet, mniejszości seksualnych, dostępu do edukacji. Odświeża znaczenie słowa demokracja.

Rozmowa Tomka Kitlińskiego z Kazimierą Szczuką, Galeria Labirynt, fot. Diana Kołczewska
Rozmowa Tomka Kitlińskiego z Kazimierą Szczuką, Galeria Labirynt, fot. Diana Kołczewska

Prawa mniejszości i sytuacja kobiet to sprawa wciąż nie załatwiona, ale już nie tak nośna w publicznej dyskusji. Kobiety wciąż są stawiane przed trudnymi wyborami, których państwo im nie ułatwia - wiążą się one z samostanowieniem o sobie, z łączeniem pracy z wychowywaniem dzieci, uprawianiem "męskich" zawodów i ogólnie rzecz ujmując, pójściem pod prąd dominującym wyobrażeniom o kobiecie i rolach, jakie ma spełniać w życiu. Opowiadała o tym Kazimiera Szczuka w rozmowie z Tomkiem Kitlińskim w galerii Labirynt (5 maja). Bezkompromisowy język Szczuki sprawiał, że problemy kobiet stawały się bardziej widoczne. Kobiety są "skazane" na bycie kobietami, podejmują decyzje pod męskim spojrzeniem. Trudno więc mówić o naturalnym porządku i obiektywizmie - kobiety postrzegają rzeczywistość w tych kategoriach, jakie zaprojektowali dla nich mężczyźni - i nie jest to bynajmniej feministyczna demagogia. W świetle przykładów, o których mówiła Szczuka, trudno widzieć kobietę i mężczyznę jako dwie połówki, które się wzajemnie dopełniają - raczej dominacja i aktywność jednej strony podtrzymuje podległość i pasywność drugiej. Warunkiem, aby tradycyjny, odwieczny model nie legł w gruzach, jest podtrzymywanie iluzji naturalności płci i seksualności - dzięki temu jest ona uznawana za instancję niezmienną i nieprzekraczalną.

Kadr z filmu "Trans-akcja" (2010), reż. Sławomir Grünberg i Katka Reszke
Kadr z filmu "Trans-akcja" (2010), reż. Sławomir Grünberg i Katka Reszke

A jednak ta naturalność jest pozorna. Rodzimy się mężczyznami lub kobietami, ale nie rodzimy się męscy lub kobiecy. Kobiecość jest fortelem, osiągnięciem, sposobem odgrywania wciąż na nowo przekazywanych norm dotyczących płci - co jest szczególnie widoczne w przypadku osób transseksualnych takich jak Anna Grodzka, która nałożyła kostium kobiecości na swoje męskie ciało. Grodzka jest prezeską Trans-Fuzji, pierwszej w Polsce organizacji działającej na rzecz osób transseksualnych. Ponad dwa lata temu dokonała publicznego coming outu: pokazała twarz, ujawniła nazwisko, opowiedziała swoją historię. W Kawiarnio-księgarni Spółdzielnia pokazano film o niej pt. "Trans-akcja", wyprodukowany przez HBO w zeszłym roku. Kamera towarzyszy Grodzkiej w różnych życiowych sytuacjach - w sądzie, gdy starała się o prawne uznanie jej za kobietę, na grillu u przyjaciół syna (jeszcze w męskim wydaniu), podczas podróży do Tajlandii na operację zmiany płci. W tym teatrze kobiecości Grodzka porusza się z radością, ale nie brakuje jej dystansu. Gdy koleżanka wizażystka mówi jej, że ma zbyt długą grzywkę, Grodzka podciąga perukę ciut wyżej i mówi: "U mnie to nie problem". Po projekcji odbyła się rozmowa z Anną Grodzką i Lalką Podobińską na temat sytuacji osób transpłciowych oraz języka, jakim się posługujemy, nazywając zjawiska z pogranicza dwóch płci.

Otwarcie wystawy "Miłość to miłość", kurator: Paweł Leszkowicz, galeria Labirynt, fot. Diana Kołczewska
Otwarcie wystawy "Miłość to miłość", kurator: Paweł Leszkowicz, galeria Labirynt, fot. Diana Kołczewska

Plakat z kampanii społecznej chorwackiej organizacji LORI, 2002, galeria Labirynt, fot. Diana Kołczewska
Plakat z kampanii społecznej chorwackiej organizacji LORI, 2002, galeria Labirynt, fot. Diana Kołczewska

"East Side Story", instalacja wideo Igora Grubića, galeria Labirynt, fot. Diana Kołczewska
"East Side Story", instalacja wideo Igora Grubića, galeria Labirynt, fot. Diana Kołczewska

Takie spotkania nie tylko konfrontują ludzi z ich własnymi uprzedzeniami, ale także uczą patrzeć na innych z dużą dozą empatii. Proces oswajania społeczeństwa jest jednak powolny i wymaga pracy u podstaw. Jedną z nich są kampanie społeczne, które domagają się praw dla społeczności LGBTQ. W galerii Labirynt od 5 do 11 maja trwała wystawa "Miłość to miłość", przygotowana przez Pawła Leszkowicza. Znalazły się tam plakaty i fotografie z kampanii społecznych różnych europejskich organizacji: brytyjskiej Stonewall i A Day In Hand, chorwackiej Lori, włoskiej Arcigay, polskiej Kampanii Przeciw Homofobii i Zieloni 2004. Obok tych sentymentalnych prac pokazujących czułość homoerotyczną ("Niech nas zobaczą" Karoliny Breguły, "Miłość to miłość" LORI), przywiązanie do rodzimego kontekstu i potraw ("Lokalna tradycja" Arcigay) i chwytliwych haseł na koszulki i znaczki ("Some people are gay. Get over it!" Stonewall) pojawiły się poruszające dzieła Grupy Bergamot i Igora Grubića. To ciekawe zestawienie pokazywało różne strategie wobec tego samego problemu - "miękkie" oraz bardziej radykalne i dosadne. Pojawia się pytanie, czy takie działania mają jakąś moc sprawczą, czy ich aktywistyczny wymiar ma jakąś siłę rażenia, osłabiania niechęci i agresji? Instalację wideo Grubića "East Side Story" tworzyły projekcje na dwóch ścianach, które stykały się ze sobą w rogu. Jedna z nich była dokumentacją z parad równości w Belgradzie w 2001 i Zagrzebiu w 2002, pełną dramatycznych ujęć bitych i kopanych ludzi. Druga przedstawiała ludzi poruszających się w specyficzny sposób, który był odbiciem ruchów z sąsiedniego filmu wyrażonych w konwencji współczesnego teatru tańca. Choreografia odtwarzająca przemoc ulicy spowodowała, że powstał obraz niezwykle subtelny i odrealniony. Grupa Bergamot natomiast zaproponowała interesującą symulację w "Queer Belarus": dwójka białoruskich artystów wcieliła się w role prezenterów rodzimej reżimowej telewizji i podawała informacje o dramatycznych przejściach mniejszości seksualnych w ich kraju.

Równolegle z wystawą "Miłość to miłość" odbywała się również wystawa współczesnej sztuki Albanii "Ogród marzeń", której kuratorem był Wacław Kuczma. Był to wybór prac z wystawy o tym samym tytule zrealizowanej w bydgoskim BWA na początku tego roku. Albania to kraj przez wiele lat izolowany, walczący o utrzymanie tożsamości narodowej. Wystawa pokazuje Albanię jako metaforyczny ogród marzeń, obraz miejsca, nadziei, odmienności, odkrywania kultury i jej nowych dróg rozwoju.

"Ogród marzeń", kurator: Wacław Kuczma, galeria Labirynt, fot. Diana Kołczewska
"Ogród marzeń", kurator: Wacław Kuczma, galeria Labirynt, fot. Diana Kołczewska

"Ciało", wystawa Pawła Korbusa, galeria LTZSP, fot. Michał Jadczak
"Ciało", wystawa Pawła Korbusa, galeria LTZSP, fot. Michał Jadczak

"Ciało", wystawa Pawła Korbusa, galeria LTZSP, fot. Michał Jadczak
"Ciało", wystawa Pawła Korbusa, galeria LTZSP, fot. Michał Jadczak

Transeuropa akcentowała podmiotowość, a zatem wiele wydarzeń, które odbywały się w trakcie festiwalu, koncentrowało się nie tylko na określonej płci i orientacji, ale i człowieku i jego ciele w ogóle. 9 maja w galerii lubelskiej Zachęty została otwarta wystawa Pawła Korbusa "Ciało", na którą składały się instalacja i trzy realizacje wideo. Korbus przeniósł do Zachęty małą chatkę zbitą z desek, w której przesiadywali niegdyś bezdomni, aby się ogrzać i wspólnie napić. Jeden z nich tam umarł. Domek - miejsce schronienia - stał się zatem grobowcem. Rozpadająca się struktura i gnijące ludzkie ciało stworzyły przejmującą jedność. Korbus przeniósł ten obiekt, nasycony kontekstem, w sterylną przestrzeń Zachęty i połączył ją z przedstawieniem ciała - na pół obnażonego. Ciało z zakrytymi ubraniem nogami i głową tworzy obraz, który budzi zażenowanie, bo widzimy to, czego zazwyczaj nie widać - tę środkową część ciała od szyi do kostek, którą przeważnie się zasłania. Korbusowi udało się dzięki tej pracy przywołać siatkę napięć między przyrodą a ciałem, cielesnością a ucieczką od niej.

"Mother Father", performans Piotra Salaty, fot. Bartek Ksionek
"Mother Father", performans Piotra Salaty, fot. Bartek Ksionek

"Mother Father", performans Piotra Salaty, fot. Bartek Ksionek
"Mother Father", performans Piotra Salaty, fot. Bartek Ksionek

Piotr Salata w swoim performansie zaprezentowanym na placu Litewskim następnego dnia również odniósł się do ludzkiego ciała - ale w kontekście kulturowego archetypu. Baobab, największe drzewo na placu, oznaczył jako symbol falliczny i kreacyjny.

Salata zaprezentował także na Transeuropie swoją pracę wideo "Father" - projekcja odbyła się w Tekturze. Młody artysta eksploruje archetypy - w tym wypadku poddał krytycznej analizie archetyp ojca i mit fallocentryczny. Kontakt dwóch nagich ciał o wyraźnie nierównym statusie - jedno oddające cześć drugiemu obrazuje kult falliczny w dosłowny, namacalny sposób.

Ciało w performansie Szymona Pietrasiewicza z kolei stało się narzędziem kreślenia znaku, a właściwie pytania o człowieka, o jego tożsamość. Każda z osób wchodzących do galerii na performans Pietrasiewicza musiała umyć dłonie w miednicy, artysta dozował każdemu mydło w płynie i podawał dwa ręczniki zawieszone na przedramieniu - biały i czerwony. W wodzie znajdowały się kawałki potłuczonego lustra. Pietrasiewicz zamoczył głowę w miednicy i nakreślił nią na chodniku słowa: "Kto to?". Prosty i symboliczny akt wskazywał na istotny problem - rozproszonej lubelskiej tożsamości i wciąż silnej ksenofobii, zapomnianej wielokulturowości. Pietrasiewicz swoją akcją wskazał na szerszy kontekst Transeuropy - nie tylko lubelski - piętnując polską obyczajowość, niechęć do Innego.

"Miasto miłości", prezentacja i spotkanie w siedzibie Homo Faber, Tomek Kitliński, Joanna Hołda, Jej Performatywność,
"Miasto miłości", prezentacja i spotkanie w siedzibie Homo Faber, Tomek Kitliński, Joanna Hołda, Jej Performatywność,

Pytanie o tożsamość i jej miejsce - obok poetyckich i symbolicznych reprezentacji - zostało postawione także w bardziej dosadny sposób. O ile kampanie społeczne LGBTQ, jak już wspomniałam, operują językiem dość łagodnym i perswazyjnym, praca rysunkowa "Miasto miłości" autorstwa Jej Performatywności, pokazana w Homo Faber (9 maja), mówi o homoseksualizmie dosadnie i bez pruderii. Miasto Lublin tonie w gąszczu męskich genitaliów, z różnych miejsc wyłaniają się mężczyźni uprawiający seks, jest też mnóstwo detali, które przewrotnie podsumowują lokalną mentalność. Jej Performatywność wygłosiła soczyste przemówienie na tle swojej pracy i z całą mocą podkreśliła, że "Miasto miłości" to rodzaj symbolicznej lewatywy, której Lublin potrzebuje. Czy faktycznie tak jest? Myślę, że tak.

Wartość Transeuropy polega na tym, że kwestionuje fałszywą normatywność, a sztywne kategorie pokazuje jako płynne i konstruowalne. Czymże jest tradycja, jak nie wymyślonym kiedyś sposobem na przetrwanie, legitymizowanym przez dziesiątki lat funkcjonowania? To, co zrobiła Jej Performatywność, można by określić prowokacyjnie jako odświeżanie symboli Lublina. To, że pomniki i strzeliste budynki uosabiające wertykalizm kulturowych dążeń i symboli to element falliczny nie jest nadzwyczajnym odkryciem JP - ona to po prostu narysowała. Wieloseksualna panorama Lublina nieprzypadkowo uwzględnia zamek, Plazę i Bramę Krakowską - to wołanie o akceptację i prawo do bycia widzianym w konkretnej przestrzeni, we własnym mieście. Lublin przewrotnie nazwany "Miastem miłości" jest w oczach artysty miastem wykluczenia, pogardy i nienawiści. Analna penetracja staje się zatem metaforą oczyszczenia.

Po pokazie rozgorzała dyskusja o wolności w sztuce, raczej jałowa. Wszyscy dyskutanci zgadzali się, że drażliwość uczuć religijnych nie powinna iść w parze z kodeksem karnym, a sprawa Nieznalskiej sama w sobie była skandalem i pokazywała ułomność polskiego wymiaru sprawiedliwości. Zabrakło tematów, które nie były jeszcze w Polsce szeroko dyskutowane - jak choćby korzystanie z biologicznego materiału w celach artystycznych - jak zasugerowała Joanna Hołda.

Ostatnią wystawą, która miała miejsce w ramach Transeuropy, były "Madonny" Katarzyny Hołdy w galerii Labirynt (13 maja). Artystka pokazała malarskie reprezentacje Madonn zainspirowanych zarówno ikonografią Matki Boskiej, jak i archaicznych, mitycznych bóstw kobiecych. Synteza tych wizerunków w oszczędnym, graficznym niemal malarstwie ujawnia niezwykły i afirmatywny kalejdoskop kobiecości.

Z cyklu "Madonny", Katarzyna Hołda, galeria Labirynt, fot. Diana Kołczewska
Z cyklu "Madonny", Katarzyna Hołda, galeria Labirynt, fot. Diana Kołczewska

Oprócz strony wizualnej Transeuropa miała również niezwykle bogatą stronę teoretyczną. W galerii Labirynt, w siedzibie Homo Faber i Kawiarnio-księgarni Spółdzielnia odbyło się wiele bardzo inspirujących wykładów i debat - nie sposób przytoczyć tu wszystkich wystąpień. Debaty na temat wolności w sztuce (Homo Faber, 9 maja) i performowaniu praw człowieka w sztuce i mediach (Labirynt, 7 maja) pokazywały różne spojrzenia na sferę wolności w sztuce. Poruszono kwestie negocjowania miejsca w sferze publicznej dla praw mniejszości, zacierania granic między sztuką a życiem, aktywizmu społecznego w kontekście sztuki, sztuki krytycznej, sztuki zaangażowanej itd. W debatach i spotkaniach wzięło udział wielu znakomitych gości ze świata sztuki i nauki: Małgorzata Kitowska-Łysiak, Paweł Leszkowicz, Irena Grudzińska-Gross, Anna Markowska, Andrzej Kapusta, Piotr Jarecki i wielu innych.

 

Transeuropa nie przeminęła bez echa. Jej konkluzją może być bardzo ludzka refleksja: każdy ma prawo do takiej projekcji siebie w rzeczywistości, jaką dyktują mu głowa, serce, sumienie i moralność, a regulacje prawne i opinia publiczna nie powinny stanowić dla niego bariery. Czas już oswoić się z tym, że żyjemy w świecie mocno zróżnicowanym, między bielą a czernią jest cała paleta odcieni. I tak obok pani i pana z dwójką ślicznych dzieci - chłopca i dziewczynki - występuje gej, transseksualistka, samotna pracująca matka, Żyd, bezdzietna żołnierka, lesbijka, kobieta, która dokonała aborcji i tak dalej, i tak dalej...

Transeuropa na stronie European Alternatives:

http://www.euroalter.com/festival/