Dziewięć lat marzeń (na warszawskiej Barce Herbatnik). Jak uratować to Stołeczno-Społeczne Miejsce?

Czas świąt i początku roku. Czas życzeń, czas podsumowań, czas planów. To dla mnie trudny czas.  Śnieg przykrywa łódki przytulone do Herbatnika, w pływającym domku wachtę pełni bosman Jurek. Od chwili, gdy za złotówkę kupiłem leżącą na dnie zapomnianego wówczas Portu Czerniakowskiego barkę Herbatnik minęło dziewięć lat. Wiele się wydarzyło przez ten czas. Wtedy, w 2003 roku byłem bezrobotny i w depresji. Ocalenie Herbatnika stało się dla mnie celem i zadaniem życia. Marzyłem że Herbatnik popłynie w długi rejs, do Amsterdamu, albo nad Morze Czarne. Udało się barkę wydobyć z dna. Dzięki zaangażowaniu grona przyjaciół zaczęły dziać się na niej przedziwne wydarzenia artystyczne.  Pamiętam że zbieraliśmy puste plastikowe butelki po wodzie mineralnej żeby zabezpieczyć barkę przed zatonięciem. Dwa niesamowicie udane sezony w offie przekroczyły możliwość volkswagena ogórka i z tej energii w 2005 roku urodziła się Fundacja Ja Wisła. Najpierw  nieśmiało, później coraz mocniej, przy wsparciu Biura Kultury m. st. Warszawy, zaczęła rozwijać skrzydła. Uwierzyłem w to że mój sen jest ważny nie tylko dla mnie. Wziąłem to na serio. Poświęciłem tej idei wszystko. Nie tylko ja. Chciałem podziękować Wszystkim  Wspaniałym Ludziom, którzy przez dziewięć lat wspierali mnie i budowali wokół Herbatnika to, co zyskało imię JA WISŁA: Kaśce Nowak, Piotrkowi Zaczkowi, Mai Zaczek, Rafałowi Nowakowskiemu, Agnieszce Berlińskiej, Ryśkowi Lateckiemu, Andrzejowi Kijanowskiemu (realizatorowi wszystkich koncertów), Marcinowi Śliwie, Magdzie Rybak, Piotrkowi Malitce, Tomkowi Wójcikowi, Januszowi Maciągowi, Ani i Piotrowi Skrodzkim, Natalii Gawron, Marcinowi Małysce, Ani Wierzejskiej, Michałowi Płoskiemu Zdzisławowi Smolińskiemu, Ani Brzezińskiej, Edycie Grudzień, Marcinowi Majowi, Rafałowi Łapińskiemu, Robertowi Jankowskiemu, Joannie Siwiec-Matuszczyk, Małgosi Liwanowskiej, Witkowi Komarczewskiemu, Kazikowi Klickiemu, Jackowi Kleyffowi, Piotrowi Odrzywołkowi, Ewie i Tymkowi Jachowskim, Bartkowi i Marcie Głodkowskim, Jurkowi i Ewie Malanowskim, Agnieszce Oleszkiewicz, mojej mamie Annie, mojemu bratu Pawłowi  i wszystkim, którzy bardzo pomagali. Szczególnie dziękuję tym, którzy wspierali Fundację finansowo, a których tu nie jestem w stanie wymienić, bo było WAS bardzo, bardzo wielu. BARDZO WAM DZIĘKUJĘ I NIGDY TEGO NIE ZAPOMNĘ. Bez Was nie było by JA WISŁA. Każdy z Was swoją pracą zbudował to Imię. Jestem dumny z Waszej pracy i poświęcenia. Wiem że nie umiałem za to właściwie podziękować, robię to teraz. To Wasze dzieło. JA WISŁA TO WY. DZIĘKUJĘ WAM BARDZO.

 Przez kilka lat Fundacja JA WISŁA rosła jak na drożdżach, w lwiej części dzięki wsparciu jej idei i siły jej kreacji, funduszami m.st. Warszawy. Udało się dzięki temu zapoczątkować  zwrot miasta stołecznego ku Wiśle, w czerwcu 2005 roku wydarzeniem BIG JUMP - pierwszą po dziesięcioleciach masową kąpielą mieszkańców miasta w rzece. Otworzyliśmy pierwsze po "Jutrzence" z lat 60. kino plenerowe w Warszawie. KINONOMOST. BARKA HERBATNIK stała się kultową sceną  koncertów nad Wisłą, organizowaliśmy TAŃCE NA DECHACH i WARSZTATY BĘBNIARSKIE. Budowaliśmy tradycyjne DREWNIANE  ŁODZIE i organizowaliśmy nimi EDUKACYJNE REJSY. Początkowo PO PORCIE CZERNIAKOWSKIM, później przeprawy przez Wisłę  NA SASKĄ KĘPĘ, NOCNY PATROL, rejsy NA BIELANY NADWIŚLAŃSKI ŚWIT i na zachód DO REZERWATU WYSPY ZAWADOWSKIE, DO CZERSKA I MODLINA, KAZIMIERZA I PŁOCKA. Były też SPACERY NADWISLAŃSKIE "CHODŹ NAD WISŁĘ", RAJDY ROWEROWE "KRYTERIUM WISŁY" i SPŁYWY KAJAKOWE DOLINAMI RZEK, WYKŁADY I DZIAŁANIA EDUKACYJNE. Budowaliśmy TRATEWKI DLA KACZEK, OGŁAWIALIŚMY I SADZILIŚMY WIERZBY, OZNAKOWALIŚMY GRANICE PIĘCIU REZERWATÓW PRZYRODY NAD WISŁĄ. Organizowaliśmy WIELE AKCJI SPRZĄTANIA BRZEGÓW rzeki.  FUNDACJA UCZESTNICZY, JAKO OSKARŻYCIEL POSIŁKOWY, W DWÓCH POSTĘPOWANIACH KARNYCH, W SPRAWIE NIELEGALNYCH WYSYPISK ODPADÓW NAD WISŁĄ (w Józefowie i Nowym Dworze Mazowieckim). Nie sposób wymienić lawiny działań animowanych przez JA WISŁA, w których uczestniczyły  tysiące warszawiaków, przez te kilka lat. To było niezwykłe doświadczenie. Chcieliśmy zbudować MUZEUM WISŁY W PORCIE CZERNIAKOWSKIM. Staraliśmy się uratować na ten cel ostatni DWORZEC WODNY.

Wielki był też wkład mediów, w tym szczególny Gazety Stołecznej, zapoczątkowany w 2003 roku przez Tomasza Kwaśniewskiego artykułem: "Herbatnik wyłania się z Wisły". Dziękuję dziennikarzom wszystkich mediów, którzy interesowali się Wisłą. JA WISŁA to też WASZA robota.

JA WISŁA, stała się rozpoznawalną marką, niosącą wyraźnie określoną wartość. Sukcesy JA WISŁA stały się dla wielu ludzi nie tylko w Warszawie inspiracją i wzorem do naśladowania.

Fundacja dostała wiele nagród, min: STOŁEK I WDECHĘ od Gazety Wyborczej i czytelników, MAZOWIECKĄ NIEZAPOMINAJKĘ od Akademii Podlaskiej, barka Herbatnik została wybrana jako miejsce STOŁECZNE-SPOŁECZNE roku 2010.

JA WISŁA to też część mnie. To moje życie. Bez znieczulenia i asekuracji. Uwierzyłem w misję i wydawało mi się że dam radę poprowadzić JA WISŁA do sukcesu. Stało się inaczej. Gdy usłyszałem z ust wiceprezydenta m. st. Warszawy, że organizacje pozarządowe są kwiatami na balkonie, z którego on odbiera defilady, zatkało mnie i nie dopijając kawy podziękowałem za spotkanie i wyszedłem. Mój trudny charakter i bezkompromisowość, spowodowały konflikt. Przyniósł on nagle, całkowite odcięcie dofinansowania działań fundacji JA WISŁA i bardzo dotkliwe represje. Skutek po dwóch latach jest dramatyczny dla Fundacji.  Miasto wyrzuca barkę Herbatnik z Portu Czerniakowskiego, na otarcie łez proponując zupełnie nieprzydatne dla działalności tereny. Spłonął Dworzec Wodny, nie doczekawszy się dobrej woli władz. Nie mam już sił i wiem że nie da się tak dalej. W pewnym sensie przyznaje rację wiceprezydentowi: organizacje pozarządowe, uzależnione finansowo i terytorialnie od woli władz, mogą stać się dekoracją na balkonie.  Ale ja nie zamierzam dekorować ich balkonów. Wiem, że nie wygram z wielkim biznesem, który powoli kładzie łapę nad Wisłą. Spodziewam się że wkrótce dostanę wezwanie do zapłaty astronomicznej sumy za nielegalne postój barki Herbatnik w Porcie Czerniakowskim, co zniszczy Fundacje do końca. (podobnie jak było z Dechami Do Tańczenia). Starałem się sześć lat o zawarcie umowy na dzierżawę terenu w Porcie Czerniakowskim dla Fundacji Ja Wisła. Bezskutecznie. Dwóch wiceprezydentów dawało mi na to swoje słowo. Ostatni w lipcu b.r.  Nie dotrzymali go. Poznałem ile jest warte słowo wiceprezydenta Warszawy. Jestem u kresu sił. Zastanawiam się czy tego wszystkiego, po prostu nie trzeba zamknąć?  Mogę jutro zadzwonić do złomiarza.  Przyjadą panowie z palnikami i potną Herbatnika. Pojutrze będzie po sprawie.  Ale to słabe zakończenie historii. Ale muszę  podjąć decyzję: co dalej? Za rok Port Czerniakowski będzie pięknie wyremontowany. Spełnią się marzenia Fundacji Ja Wisła. Tylko dla Fundacji Ja Wisła nie ma miejsca w Porcie Czerniakowskim według planu władz miasta. Nie zgadzam się z tym. Ale nie mam na to żadnego wpływu. Barka Herbatnik jest bardzo stara i nie może już pływać, musi stać na lądzie. Miasto jest właścicielem terenu i nie chce jej w Porcie Czerniakowskim. W związku z tym że barka Herbatnik należy do Fundacji JA WISŁA i pełniła misję publiczną służąc wielu ludziom i nawet w 2010 roku dostała tytuł jako najważniejsze Miejsce Stołeczne-Społeczne w Wawie, to wydaje mi się słuszne, aby społeczność mogła się wypowiedzieć o jej przyszłości. Zwracam się więc do Was wszystkich z pytaniem: Co zrobić z barką Herbatnik? Szczególnie mile widziane będą propozycje realne i wykonywalne.

Bardzo proszę o przesyłanie propozycji na maila: fundacja@jawisla.pl

 

Historia Barki Herbatnik

Została zbudowana prawdopodobnie w latach 40, przez Warszawską Stocznię Rzeczną na Czerniakowie. Jest najmniejszą barką wiślaną. Ma 16 metrów długości i 3 metry szerokości, waży 5 ton.

W latach 60 i 70 XX w. służyła w wodociągach miejskich, min. przy budowie Grubej Kaśki.

Na przełomie lat 70 i 80 była własnością ostatniego piaskarza z Siekierek, Romana Lemańskiego.

 W latach 80-90, służyła jako pomost pływający w WTW.

 Zatonęła w kanale Portu Czernikowskiego i 12 lat leżała na dnie przy Moście Łazienkowskim.

 W 2003 odkupiłem ją od WTW za symboliczną złotówkę i własnoręcznie wydobyłem z dna.

 W 2003 i 2004 roku zorganizowałem na niej z garstką przyjaciół kilkadziesiąt działań artystycznych.

 W 2005 roku powstaje Fundacja Ja Wisła.

 W Wielkanoc 2006 roku barka wpływa na pochylnię dawnej Stoczni Czerniakowskiej i staje się sceną koncertów i miejscem Fundacji Ja Wisła.

 W latach 2006-2010 odbywa się na niej przy potężnym wsparciu finansowym m. st. Warszawy, kilkadziesiąt niezwykłych imprez artystycznych, w tym słynne Noce Świętojańskie.

 W roku 2011 Urząd Miasta organizuje konkurs na koncepcje zagospodarowania Portu Czerniakowskiego. We wszystkich nagrodzonych pracach miejsce w którym znajduje się barka Herbatnik zostaje wskazane na realizacje celów związanych z kulturą, edukacją i rekreacją wodną. Są to w 100% zadania realizowane od lat w tym miejscu, wokół barki Herbatnik, przez Fundację  Ja Wisła.

Jest rok 2012. Latem na barce Herbatnik działa klub Kajaki-Leżaki. W lipcu wiceprezydent obiecuje Fundacji dzierżawę terenu na trzy lata. Składamy wniosek o dzierżawę terenu. We wrześniu dostajemy odpowiedź, że mamy się wynieść w ciągu siedmiu dni. Pretekstem jest remont Portu Czerniakowskiego.  Pochylnia na której stoi barka Herbatnik, nie jest objęta remontem i barka nie przeszkadza wykonawcy w prowadzeniu prac, ale miasto każe nam się wynosić. Na terenie budowy, gdzie bezpośrednio prowadzone są prace pogłębiarskie, w kanale portu, stacjonuje siedem dużych barek. Ich właściciele nie są wzywani do opuszczenia portu i nikomu nie przeszkadzają?

W sierpniu 2013 roku remont Portu Czerniakowskiego dobiegnie końca. Port będzie pogłębiony, pięknie odnowione nabrzeża i doprowadzone media. Miasto wówczas ogłosi konkurs na dzierżawę terenu w Porcie Czerniakowskim. Najprawdopodobniej konkurs będzie tak rozpisany, że  Fundacja Ja Wisła nie będzie się mogła ubiegać o startowanie w nim. Prawdopodobnie wygra duża, bardzo bogata firma, która dla celów marketingowych postawi w porcie piękne łódki, jachty i szybkie motorówki przystrojone banerami Zakochaj się w Warszawie.  Prezydent przetnie wstęgę i będzie bardzo pięknie wyglądało na fotografii.

Fundacja Ja Wisła do prowadzenia swojej działalności musi mieć teren w Porcie Czerniakowskim bezpośrednio przylegający do wody. Bo ma łodzie i domek pływający. A przede wszystkim dlatego, że prowadzenie działalności na Wiśle tego bezwzględnie wymaga. Bez portu działalność Fundacji nie ma podstaw, tak jak nie można sobie wyobrazić działania linii lotniczych bez lotniska.

Na początku, w 2003 roku, marzyłem żeby barka Herbatnik popłynęła w długi rejs.  Okazało się że jest zbyt stara i skorodowana, by mogła bezpiecznie pływać. Ustawiliśmy ją więc na lądzie i przez dziewięć lat płynęły z jej pokładu dźwięki muzyki z całego świata.  Był to w pewnym sensie jej najdłuższy i najdalszy rejs. Uczestniczyły w nim tysiące ludzi. Nie da się jej wyremontować, żeby była barką pływającą. Może jednak trzeba Herbatnika przetopić w piecu martenowskim, zbudować nową barkę i popłynąć nią w długi rejs?

Przemek Pasek/Ja Wisła 

503 099 975