(Exquis) Enfant Terrible! "Raport Kroniki"

Pierwszy kontakt z najnowszą publikacją bytomskiego CSW Kronika rodzi serię pytań, z których jedno wybija się na pierwszy plan: skąd ten tytuł? Dlaczego spośród wszystkich możliwych wyrazów posłużono się właśnie tym budzącym wojskowo-urzędnicze skojarzenia, ostrym i suchym: „raport"? Kto ten raport zdaje, przed kim to robi i ostatecznie: dlaczego czuje się do tego zobowiązany?

Okładka "raportu Kroniki"
Okładka "Raportu Kroniki"

Tytuł sugeruje, że mamy do czynienia z solennie wypracowaną pozycją: odpodmiotowioną wypowiedzią/spowiedzią punkt po punkcie wykładającą osiągnięcia instytucji, w odrębnym rozdziale składającą samokrytykę. Wystarczy jednak drugi rzut oka na Raport Kroniki, żeby uzmysłowić sobie, z jak szeroko zakrojonym, autoironicznym, dalekim od jednoznaczności zabiegiem mamy do czynienia. Rozłożenie Raportu Kroniki nie na czynniki pierwsze, ale tak, by móc rozwierając skrzydła odwróconej grzbietem okładki zobaczyć widniejące na niej zdjęcie, jest tożsame z rozłożeniem rąk znajdującego się na zdjęciu dziecka ubranego w różową pelerynkę i ogrodniczki opatrzone logo Kroniki. Uwieczniony w trakcie warsztatów anonimowy szkrab, zaświadcza o młodzieńczym charakterze instytucji. Wizerunek przywodzący na myśl niewinność, otwartość i zaproszenie do zabawy komentuje lakoniczne, umieszczone w głębokim cieniu, niemal niewidoczne hasło: „Cieszymy się złą sławą".

Całość publikacji utrzymana jest w tej słodko-gorzkiej poetyce bazującej na grze z wizerunkiem instytucji. We wstępie napisanym przez Sebastiana Cichockiego - do niedawna dyrektora programowego Kroniki, czytamy, że „instytucje kultury starzeją się szybko". Działalność Kroniki rozliczana w raporcie przez jej a(ni)matorów to trzy lata. Faktycznie, w obecnym kształcie Kronika jest tworem bardzo młodym, ale posiadającym mocno sprecyzowany charakter. Nie wydaje się, żeby borykała się z problemami z własną tożsamością, jest dzieckiem niezwykle samoświadomym, autokrytycznym, przy tym wszystkim, jakimś cudem, unikającym młodzieńczej neurozy. Czy jednak, zgodnie z tezą stawianą przez autora wstępu, skażona jest już wirusem przedwczesnej dojrzałości?

Porzucając na moment te dywagacje warto skoncentrować się na tym, co w omawianej publikacji jest najbardziej pociągające i frapujące. Mamy tu przecież do czynienia z niestandardowym i bardzo oryginalnym podejściem do redakcji i oprawy graficznej (duże brawa dla Izabeli Jasińskiej i Wojciecha Kucharczyka). Jednym z głównych założeń osób kształtujących charakter Kroniki, w tym przede wszystkim Sebastiana Cichockiego, była chęć zmodyfikowania sztampowego charakteru wydawnictw instytucji artystycznych. „Znasz na pewno ten schemat" - mówi Cichocki w rozmowie z Jakubem Banasiakiem - „bełkotliwy tekst na początku katalogu, reprodukcje prac, biografia, później jeszcze raz to samo, tyle, że po angielsku. Trzeba włożyć trochę wysiłku, żeby umknąć z tej pułapki". Do tej pory zespołowi odpowiedzialnemu za sygnowane logiem Kroniki wydawnictwa udawało się zgrabnie taką pułapkę omijać. Publikacje dokumentujące kroniczne projekty i działania dalekie są w swoim kształcie zarówno formalnym, jak i merytorycznym od zalegających w magazynach galerii i muzeów klasycznych katalogów wystaw. Można tu przywołać dwie bardzo smaczne, kuszące niebanalną oprawą graficzną pozycje: Oskar Hansen's MoMA (2007) oraz Manual CC (2007). Pierwsza z nich odnosi się do projektu Yane Calovskiego i Christyny Ivanovskiej, macedońskich artystów nawiązujących w swoich działaniach do Hansenowskiego projektu Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Skopje. Swoją wyjątkowość zawdzięcza przede wszystkim projektowi graficznemu Ariane Spanier. Manual CC to z kolei książkowa wersja zeszłorocznej dyplomowej wystawy absolwentek krakowskich studiów kuratorskich, składającej się z gier stworzonych przez artystów. Oba projekty akcentują potrzebę interaktywności, czynnego zaangażowania w kontakcie z lekturą. To pozycje z pogranicza liberatury, o niemal taktylnej formule.

W Raporcie Kroniki, za którego graficzny design odpowiedzialny jest Wojciech Kucharczyk, zaproszenie do zmysłowego kontaktu z książką jest jeszcze bardziej wyczuwalne. Najpierw należy się z nią oswoić, wziąć do rąk, odłożyć. Kilkakrotnie otworzyć „na chybił trafił", zamknąć, sięgnąć po raz kolejny. Lektura „od deski do deski" zalecana jest dopiero w chwili, gdy już złapiemy fizyczny kontakt z książką. Kiedy zdecydujemy się na ten krok, okaże się, że Raport Kroniki bierze nas pod włos. Z każdą stroną spotykamy się z działaniem pod prąd ustandaryzowanym oczekiwaniom i przyzwyczajeniom czytelniczym. Wspomniany już wcześniej wstęp autorstwa Sebastiana Cichockiego utrzymany jest jeszcze w ryzach klasycznego warsztatu edytorskiego. Chociaż już tutaj pojawiają się przebitki z jakiegoś innego tekstu, fragmenty nierozpoznawalnego dyskursu, wprowadzone jakby na przekór. Palimpsestowość znaczeń intensyfikuje się z każdą stroną - druk ulega rozbiciu, fragmenty tekstu niesfornie przybierają coraz to inny kształt i kolor. Pomiędzy wierszami wykluwają się dziwaczne potwory: smoki, nietoperze. Graficzna dezynwoltura na dobre rozwija się na stronach zawierających wywiad Banasiaka z Cichockim - na płaszczyźnie wizualnej towarzyszy mu estetyka zaśmieconego biurka: wykonane od niechcenia rysuneczki, potwierdzenie nadania z poczty, post it, pieczątka, spinacz, identyfikator, wizytówka.

Raport oddziałuje przede wszystkim obrazem. Pierwsza, najmniej obszerna część, zawiera teksty podsumowujące trzyletnią działalność Kroniki. Pozostałe dwie koncentrują się na wizualnym oddaniu charakteru poszczególnych projektów. Dokumentacje kolejnych akcji są ułożone w porządku chronologicznym, jednak próżno tu szukać wojskowej marszruty. Dominantę wizualną stanowi spontaniczny nieład przypominający owoc działań niesfornego ucznia komponującego swój sztambuch. W efekcie mamy do czynienia z rodzajem obrazkowej podróży sentymentalnej, wspomnieniem letniej przygody, z czymś niezwykle lekkim i pozbawionym instytucjonalnego zadęcia. Fragmentaryczność jest tu w pełni zamierzona - refleksy „konceptualnych gier", dystansując się od twardego wyłożenia stanu rzeczy, prowokują u czytelnika (?) ciąg skojarzeń stając się bazą dla snucia na własną rękę historii - interpretacji. Zestawienie kończy seria ujęć z miejsca pracy animatorów instytucji - na ekranach służbowych komputerów wyświetlają się słowa kluczowe dla działań Kroniki: meeting room; dźwięk; pokój do wynajęcia; rezydencje; edukacja; kronika idei. To wszystko tonie w zdjęciach i zdjątkach unaoczniających czytelnikowi, jak wyśmienicie bawiła się przez te trzy lata załoga z bytomskiej kamienicy przy Rynku 26. A na samym końcu znów teksty - te same, co na początku, tylko po angielsku. Wziąwszy niewątpliwie duży zamach i rozpęd, redaktorzy Raportu ostatecznie wpadają w ostatnią pułapkę wydawniczej rutyny.

Tekstu pisanego jest w tej publikacji proporcjonalnie niewiele, a i tak na pierwszy plan wybija się jego siła oddziaływania jako znaku stricte plastycznego. W warstwie merytorycznej mamy tu do czynienia z podsumowaniem trzech lat rozwoju Kroniki, oceny jej obecnego statusu w perspektywie lokalnej (Bytomia i Śląska), krajowej oraz międzynarodowej. W tekstach Sebastiana Cichockiego, Stanisława Rukszy, Stefanie Peter, Dominika Kuryłka i Ewy Małgorzaty Tatar jasno określony jest moment narodzin Kroniki w jej nowym kształcie. Przypada on na „bezdomny" okres jej funkcjonowania w trakcie półtorarocznego remontu kamienicy (Rynek 26) mającej stać się jej nowym lokum. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że właśnie w 2005 roku Sebastian Cichocki obejmuje funkcję dyrektora programowego tej instytucji. Zmianę formuły i zakreślenie nowych horyzontów działania dobrze oddaje zainicjowany w tych „pionierskich" czasach, określany jako „multidyscyplinarna arena" elektropopklub - projekt zorganizowany w kooperacji z Kunstverein w Wolfsburgu w ramach roku polsko-niemieckiego i Büro Kopernikus. Łączący w sobie elementy klubu muzycznego z przestrzenią otwartą na multidyscyplinarne działania artystyczne, Epk gościnnie rezydował na niezagospodarowanej przestrzeni parteru Muzeum Górnośląskiego. Precyzyjność cezury czasowej dotyczy jednak wyłącznie początków działania „nowej" Kroniki, niejasne natomiast pozostają motywy ustalenia końcowej daty Raportu. Czytając między wierszami i posiłkując się wiedzą z innych niż przytoczone w książce źródeł, można wywnioskować, że zapotrzebowanie na tego rodzaju résumé zrodziło się w związku ze zmianą kadr, jaka zaszła tego roku w Kronice. Swoje ustąpienie ze stanowiska dyrektora programowego Sebastian Cichocki tłumaczył niemożliwością kontynuowania pracy w Kronice z powodu braku „współpracowników merytorycznych, środków na prowadzenie działalności bieżącej, jakiejkolwiek informacji o kształcie budżetu", jak również brakiem „zrozumienia dla naszych strategii, modeli i rozwiązań"1
.

Status Kroniki jako Obcego na terenie Bytomia jest mocno zaakcentowany przez wszystkich wymienionych autorów. Świadomość bycia elementem niepożądanym przez środowiska lokalnych decydentów i dziennikarzy skazuje Kronikę na wzmożoną wyrazistość, odejście od wygodnego, transparentnego modelu galerii sztuki. Ten stan interpretowany jest jako paradoksalne błogosławieństwo dla instytucji kultury, przyczyniając się do zwarcia szyków, jak również tworząc potrzebę upolitycznienia własnego wizerunku. Stąd być może wziął się towarzyszący Raportowi dyskretnie zasugerowany klimat stanu oblężenia zręcznie przełamany lekką, wybrzmiewającą nutą beztroskiej zabawy i przygody formułą. Nieprzypadkowe wydaje się umieszczenie mniej więcej w środku Raportu zdjęcia-fotomontażu przedstawiającego papieża Benedykta XVI w tryumfalnym geście trzymającego odciętą głowę Eltona Johna. Prezentowana w ramach wystawy Bad News (2006) praca grupy Guma Guar zatytułowana Wszyscy jesteśmy ciotami rozpętała medialną „burzę w szklance wody". W lokalnej prasie ukazał się artykuł Sztuka w służbie lewaków, a dotknięci i urażeni bytomscy radni postanowili wystosować odpowiednie oświadczenie piętnujące „pseudoartystyczną działalność" Kroniki, zawiadamiając jednocześnie „organy ścigania". Kopia pisma sąsiaduje w Raporcie z pracą grupy GumaGuar wybrzmiewając jako ironiczny komentarz unaoczniający generowane przez lokalny kontekst absurdy, na zmagania z którymi skazana zostaje zlokalizowana na prowincji instytucja promująca sztukę współczesną.

Kwestią wzbudzającą niepokój w trakcie lektury Raportu Kroniki jest jego nadmierna retroaktywność. Brakuje w nim odważnie zarysowanych, wybiegających w przyszłość projektów sygnowanych nazwiskiem obecnego dyrektora programowego. Raport dostarcza nam jednak istotnej informacji: trzyletnia Kronika nie jest dzieckiem z rodziny nuklearnej. Wyniańczyło ją liczne grono wujków i ciotek, bliższych i dalszych znajomych, którym redaktorzy kilkakrotnie na łamach publikacji składają podziękowania. Można więc mieć nadzieję, że czas podsumowań nie jest jednocześnie czasem osierocenia, a silny, buńczuczny charakter Kroniki i zahartowanie w bojach, pozwolą kontynuować, wbrew licznym przeciwnościom, jej nieskrępowaną grę ze sztuką.

Raport Kroniki 2005 - 2008 - wydawnicze enfant terrible, jest kąskiem wyśmienitym. Chociaż odrobinę trąci trupem.

Raport Kroniki 2005-2008, autorzy: Sebastian Cichocki, Stanisław Ruksza, Jakub Banasiak, Stefanie Peter, Dominik Kuryłek i Ewa Małgorzata Tatar, redakcja: Izabela Jasińska, projekt graficzny: Wojciech Kucharczyk, wyd. CSW Kronika, Bytom 2008.

Okładka "Raportu Kroniki"

  1. 1. Aleksandra Klich, Odmieńcy precz z Bytomia, „Gazeta Wyborcza" 28.02.2008, s. 11.