Pisarze (różnie) mówią o sztuce

W wydanym kilka tygodni temu przez MOCAK pierwszym tomie rozmów z pisarzami o sztuce (z notatki na obwolucie dowiadujemy się, że drugi tom jest już w drodze do drukarni) znajdujemy opinie, anegdoty, sympatie i antypatie artystyczne wybranych prozaików, eseistów i poetów polskich starszego i średniego pokolenia. Jeśli chodzi o osobowości literackie, krajobraz jest dość zróżnicowany, jednak w kwestii prezentowanych przez te osobowości poglądów na sztukę w książce Tadeusza Nyczka ujawnia się prosty podział na dwa obozy: silny obóz konserwatywny i niewielki postępowy. Na pytania prowadzącego odpowiada ośmiu autorów: Marek Nowakowski, Adam Zagajewski, Janusz Głowacki, Ryszard Krynicki, Krzysztof Varga, Janusz Anderman, Jan Gondowicz, Jerzy Pilch i jedna autorka – Olga Tokarczuk. Autorka jest nie tylko jedyną kobietą w towarzystwie, ale i jedyną zdeklarowaną zwolenniczką sztuki naiwnej. Jednak posiadaczem najbardziej nieortodoksyjnych poglądów na sztukę jest nie – jak można by się spodziewać – czterdziestoczteroletni Krzysztof Varga, lecz siedemdziesięcioczteroletni Janusz Głowacki, ceniący sztukę przekraczającą zarówno ramy płócien malarskich, jak i ramy akademickiego wykształcenia (warto zauważyć, że większość z wymienionych pisarzy słowo "sztuka" kojarzy natychmiast ze słowem "malarstwo"). Janusz Głowacki nad "morze martwe" klasycznej estetyki przedkłada "wzburzony ocean" zaskakujących happeningów. Warto przywołać w tym miejscu anegdotę obrazującą istotę sztuki w jego rozumieniu: "Niedawno leciałem samolotem do Nowego Jorku. Na lotnisku zawsze są kolejki do odprawy w tamtą stronę. I jakaś baba wepchnęła się przede mnie. Nic nie powiedziałem, myślę sobie – i tak polecę. A tu z tyłu wyskoczył taki ogolony byczek. Złapał ją za rękę, wyciągnął z kolejki i mówi: «Trochę kultury, jebana!»". Powiedzmy, że jak dla mnie to sztuka się zaczyna tam, gdzie się zaczyna ryzyko. Nie polityczne. Ryzyko w języku, wyobraźni…"1

Z kolei Krzysztof Varga karci współczesnych happenerów i performerów za chodzenie na łatwiznę. Dowartościowuje sztukę wymagającą większego wysiłku, sztukę niepoprzestającą na błyskotliwym pomyśle i szybkim wykonaniu. Dobra sztuka, zdaniem Krzysztofa Vargi, to taka, której nie można zrobić w tydzień, która wymaga zaplecza w postaci wieloletniego wykształcenia artystycznego i opanowania trudnej techniki, mówiąc w skrócie: na dobrą sztukę trzeba mieć papiery. Jest to pogląd, z którym zgadzają się mniej lub bardziej dosłownie wszyscy wymieni literaci z wyjątkiem Tokarczuk i Głowackiego. Ponadto poglądy estetyczne Krzysztofa Vargi wyróżnia naturalizm (perspektywa genetyczno-biologiczna à la Richard Dawkins czy Edward O. Wilson). Dla Vargi mianowicie sztuka jest wypracowanym w trudach produktem utalentowanej i wykształconej jednostki, która swoją aktywnością zaspokaja przede wszystkim dwie potrzeby zakodowane w ludzkim genomie: potrzebę przeżyć emocjonalnych i potrzebę refleksji. Inni rozmówcy Tadeusza Nyczka, będący zwolennikami tradycyjnej estetyki i sztuki jako żmudnej pracy twórczej pozostawiającej piękne artefakty prawdopodobnie nigdy nie zaglądali na półkę z tekstami propagatorów estetyki ewolucyjnej. Mamy tu Marka Nowakowskiego, Adama Zagajewskiego i Ryszarda Krynickiego.
Z wypowiedzi tych autorów, zwłaszcza dwóch ostatnich, emanuje aura spirytualizmu, niesamowitości i tajemnicy. Sztuka powinna być szczera, prawdziwa, wolna, dobra i piękna (Platon i święty Tomasz kiwają aprobująco głowami). Ryszard Krynicki okazuje się zwolennikiem nadrealizmu, za którym z kolei nie przepada Adam Zagajewski ze względu na jego nadmierną nachalność w mówieniu o "tajemnicy metafizycznej". Wywiad z Januszem Andermanem jest spacerem przez domową kolekcję obrazów, przy czym z każdym z tych obrazów związana jest jakaś przygoda z życia autora.

Związek literatury ze sztuką, przede wszystkim z malarstwem, jest lejtmotywem każdego z wywiadów. Ciekawie w tym kontekście brzmią rozważania Olgi Tokarczuk na temat zanikającej zdaniem autorki "sztuki tytułów". Za jedno z arcydzieł tej sztuki pisarka uznała tytuł obrazu, z którego reprodukcją zetknęła się w dzieciństwie: "Tańcz, poczwaro, wedle mojego cichego śpiewu" (Paul Klee, 1922). Jan Gondowicz przyznaje się do fascynacji malarstwem surrealistów polskich i nie tylko. O swojej quasi-literackiej recepcji tego malarstwa mówi: "Psując gust, jednocześnie ładowało mi jakieś akumulatory, meblowało wyobraźnię. Było dla mnie alfabetem, literkami, z których mogłem sobie układać zdania".2 Jerzy Pilch częstuje czytelnika smakowitym i zarazem rozbudowanym monologiem, który zaanonsowany został przez również – choć nie równie – rozbudowany monolog Tadeusza Nyczka. Pilch opowiada m.in. o swojej fascynacji linorytami Józefa Gielniaka oraz podaje niestandardowe (zaczerpnięte od Andrzeja Mleczki) kryterium oceny sztuki: "Wiesz, chuj z przodkami. Przekonać kolegów, że jesteś autor, to jest najtrudniejsze. Żeby twoją pracę poważnie przyjęli, a nie uważali, że coś tam udajesz albo robisz dla kasy".3 Autor "Pod mocnym aniołem" kończy swoją wypowiedź w sposób iście Pilchowski, barwną fantazją na temat możliwego spotkania ikonoklastycznie usposobionego Marcina Lutra z ikonodulem Rafaelem. Po co więc jest sztuka? Otóż sztuka jest po to, żebyśmy się mogli ze sobą lepiej komunikować; sztuka jest także po to, żebyśmy mogli odbywać podróże imaginacyjne i odkrywać nieoczywisty wymiar codziennego życia, ale sztuka jest również po to, żeby zaspokoić potrzeby naszych organizmów; jest wreszcie po to, żeby choć odrobinę wyjaśnić tajemnicę świata, jak i po prostu po to, żeby na świecie było piękniej.

Skoro wiemy już, po co jest sztuka, czas zapytać, po co jest publikacja Tadeusza Nyczka. Prezentowane w książce poglądy na sztukę, mimo że zróżnicowane, są, jak widać, raczej stereotypowe. Z wypowiedzi pisarzy polskich starszego i średniego pokolenia nie dowiedziałem się o sztuce niczego nowego, a zamiast tego usłyszałem kilka zabawnych anegdot. Dowiedziałem się pewnie też czegoś o samych pisarzach i wiem teraz, że z Olgą Tokarczuk i z Januszem Głowackim chętnie poszedłbym na kawę, ale z Markiem Nowakowskim to już niekoniecznie. Pozostał więc niedosyt i uporczywe pytanie: jaki był główny motyw wydania tej książki? Ciekawych anegdot znajduję przecież na pęczki w książkach przywołanych pisarzy, a tutaj chodziło o sztukę. Dodam, że sylwetki autorów zaprezentowane zostały nader intensywnie i z niemałym rozmachem. Nie dość, że już z okładki atakują czytelnika znane skądinąd twarze i świdrujące (jak też rozmarzone) spojrzenia literatów, to cały tekst usiany jest tymi samymi, tyle że powiększonymi, monochromatycznymi portretami, którym towarzyszą skrócone i znane skądinąd życiorysy pisarzy. Ostatecznie zaistniała w mojej głowie taka oto refleksja, że o ile sztuka zapewne zaspokaja rozliczne potrzeby: emocji, komunikacji, piękna itd., to książka "Po co jest sztuka?" zaspokaja głównie narcyzm sportretowanych postaci. Jeśli zaś chodzi o szatę graficzną, to stusześćdziesięciostronicowa książka Tadeusza Nyczka jest aż nazbyt przejrzysta i nadaje się do czytania, ale czytania raczej szybkiego i bez nadziei na przełomowe odkrycia w kwestii sensu, znaczenia, celu czy funkcji sztuki.

Tadeusza Nyczek, "Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami", Muzeum Sztuki Współczesnej, Kraków 2012.

Tadeusza Nyczek, "Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami", Muzeum Sztuki Współczesnej, Kraków 2012
Tadeusza Nyczek, "Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami", Muzeum Sztuki Współczesnej, Kraków 2012
  1. 1. Tadeusz Nyczek, "Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami", Muzeum Sztuki Współczesnej, Kraków 2012, s. 51-52.
  2. 2. Tamże, s. 128.
  3. 3. Tamże, s. 146.