Panoramowe kolaże Olgi Lewickiej

Olga Lewicka, Carsten Zorn, „Panorama", wydawnictwo MORAVA, Berlin 2011; publikacja w języku angielskim

Wydaje mi się, że w tej liberackiej książce nie chodzi o przekazanie informacji o panoramie, jednym z pierwszych masowych mediów, nawet jeżeli jest ona skomponowana z fragmentów tekstów teoretycznych kilku różnych autorów, ani o tworzenie jakichś nowych obrazów przez dekonstrukcje starych. Jest to książka o tym, jak można podejść do tematu panoramy z perspektywy poznawczo-artystycznej; trochę rzuca czytelnikiem - jak na przykład pociąg przy hamowaniu czy skręcaniu. Przy jednym takim hamowaniu książka wykatapultowała mnie w minipodróż w moją przeszłość, a później, już po przeczytaniu, zaczęła otwierać przede mną kolejne drzwi do niesamowitych nowych przestrzeni.

Olga Lewicka, Carsten Zorn, „Panorama", wydawnictwo MORAVA, Berlin 2011; publikacja w języku angielskim

Olga Lewicka, Carsten Zorn, „Panorama", wydawnictwo MORAVA, Berlin 2011; publikacja w języku angielskim

Opowiadam o tych doświadczeniach, ponieważ wydaje mi się, że autorce chodziło również o prowokowanie w czytelnikach mocnych subiektywnych odczuć (podobnych do tych, jakie wywierały i nadal wywierają na widzów na świecie różne panoramy), o których ona chciałaby się dowiedzieć i które miałyby dopełnić to wydrukowane już dzieło. U mnie odbyło się to przez serię flashbacków. Pierwszy nastąpił pewnego wieczoru (była co prawda i filiżanka herbaty z krwawnika). Już zapadając w sen, zobaczyłem okiem wyobraźni okrągły, trochę zaniedbany, ale piękny, choć szary, budynek meczetu. Że to meczet, poznałem po księżycu nad kopułą. Żadnych minaretów nie było widać. Budynek albo nie był do końca zbudowany, albo został częściowo zniszczony. Gdzieś go widziałem, ale gdzie, nie umiałem sobie przypomnieć. Potem nagle zobaczyłem żołnierzy w śmiesznych czerwonych spodniach, niebieskich marynarkach, dwóch białych pasach: jednym na brzuchu, drugim przez ramię; najśmieszniejsze, że mieli oni na głowach dziwne, przypominające aureole świętych czapki. Szturmowali bardzo na serio jakąś twierdzę, trzymając karabiny w rękach. Po prawej stronie zobaczyłem znów mój meczet. Tym razem był on biały, jego dach niebieski, i wyraźnie było widać przed budynkiem wysoką iglicę minaretu z niebieskim stożkowym dachem. Dalej widać było jeszcze jedną podobną wieżę, na pewno był też i meczet, ale z powodu dymu niewiele było widać. Potem w okamgnieniu zobaczyłem tłum Turków w czerwonych szarawarach, w białych turbanach, wymachujących jataganami. Napadli na facetów udających aniołów...

Olga Lewicka, Carsten Zorn, „Panorama", wydawnictwo MORAVA, Berlin 2011; publikacja w języku angielskim

Olga Lewicka, Carsten Zorn, „Panorama", wydawnictwo MORAVA, Berlin 2011; publikacja w języku angielskim

Potem wszystko mi się wyjaśniło i połączyło w całość. Przypomniała mi się podróż, którą odbyłem z moim jednookim wujkiem do Izmaiłu. Odwiedziliśmy wtedy tamtejszą dioramę - przedstawia ona szturm na izmailską twierdzę - znajdującą się w starym meczecie przerobionym na Muzeum Suvorova. Był to jedyny raz w moim życiu, kiedy doświadczyłem czegoś zbliżonego do formatu panoramy przed przeczytaniem kompilacji Lewickiej. To, że wujek widział na jedno tylko oko, jest ciekawym detalem. Podobno wizualna iluzja, przez którą panoramy/dioramy wywierają tak silne wrażenie na widzach, jest częściowo powodowana tym, że postrzegamy rzeczywistość za pośrednictwem dwojga oczu. Pewnie iluzja panoramy jest postrzegana i przez osoby widzące jednym tylko okiem, ale na pewno istnieją różnice. Przeto nie wiem, czy wujek postrzegał dioramę tak samo jak ja i czy wzruszyła go tak mocno, że zmniejszyło to w mojej pamięci jakość wszystkich innych wspomnień z tej podróży do Izmaiłu. Wujek już nie żyje, a do naukowych opracowań nie mam czasu sięgnąć. Oprócz obrazu dioramy pamiętam tylko to, że do Izmaiłu płynęliśmy Dunajem z Reni na statku Rakieta. Z pokładu otwierał się prawie panoramiczny widok na brzegi tej wspaniałej rzeki. Głównie oglądaliśmy stronę nieosiągalnej wtedy Rumunii. Było to lato '89. Zapowiadały się wielkie zmiany.

Olga Lewicka, Carsten Zorn, „Panorama”, wydawnictwo MORAVA, Berlin 2011

Olga Lewicka, Carsten Zorn, „Panorama”, wydawnictwo MORAVA, Berlin 2011

W książce Lewickiej mówi się o dwóch panoramach: wrocławskiej Racławickiej i haskiej Mesdag. Otwarcie przez Holandię kilka lat temu rynku pracy dla Polaków i to, że budynek z panoramą znajduje się niedaleko ambasady polskiej sprawiło, że po rotundzie z Panoramą Racławicką jest to drugi na świecie budynek z panoramą, przed którym przechodzi tak wielu - tysiące - Polaków. Niektórzy z nich nawet zaglądają do środka i zachwycają się jej pięknością. Panorama autorstwa Hendrika Williema Mesdaga jest jedną z niewielu na świecie, w której pokazana jest chwila pokoju: brzeg Morza Północnego, kutry rybackie, miasteczko Scheveningen, kobieta malującą na plaży - żadnych bitew, oficerów, żadnych armat ani karabinów...

Olga Lewicka, Carsten Zorn, „Panorama”, wydawnictwo MORAVA, Berlin 2011

Wszedłem do zabytkowego budynku na Zeestraat w Hadze. Panorama Mesdag znajduje się tam od samego początku, czyli od 1881 roku. Podszedłem do kasy biletowej, przedstawiłem się i powiedziałem, że zamierzam napisać tekst o książce Lewickiej, w której jest mowa między innymi i o Panoramie Mesdag, że na pewno o tej książce słyszeli, że są tam wydrukowane zdjęcia tego budynku i jest kolaż ze zdjęć zrobionych w miejscu, gdzie Mesdag wszedł ponad 130 lat temu do swojej szklanej wieży, na której przezroczystych ścianach naszkicował ogólny zarys swego arcydzieła. Zapytałem, czy mogę zobaczyć panoramę. I drzwi się otworzyły, i zostałem poprowadzony przez czarny korytarz (ważny detal; chodzi o zintensyfikowanie wrażenia, jakie panorama wywiera na widzu) do schodów na górę. Wszedłem i zobaczyłem. Przechodziłem koło tego budynku wiele razy, siedziałem i czytałem obok niego, raz nawet tłumaczyłem rodzinie zagubionych turystów, że Panorama Mesdag nie jest miejscem, z którego rozciąga się widok na morze, lecz wielkim obrazem znajdującym w środku budynku - nigdy jednak nie byłem w środku. Słowo „panorama" jest dziś co prawda znowu w modzie, cały czas pojawiają się nowe przedsiębiorstwa, głównie medialne, reklamujące się sloganem „zobaczyć wszystko", ale panorama jako rodzaj sztuki wydawała mi się zdecydowanie anachroniczna i nieciekawa. Dzięki książce Lewickiej zrozumiałem, jak bardzo się myliłem. Widok, który zobaczyłem w budynku na Zeestraat, był tak imponujący, że poczułem się zakłopotany. Udało mi się zapytać moją przewodniczkę, czy Mesdag używał camery obscury lub czegoś podobnego (Lewicka sugeruje, że szybkość, z którą powstawały panoramy, można powiązać z udostępnieniem technik replikacji obrazów na podobnych zasadach co camera obscura.) W odpowiedzi usłyszałem, że nie, Mesdag jej nie używał. Używał owszem fotografii, ale bazował na szkicach własnych i swoich pomocników.

Niestety, samolot do Polski miałem za kilka godzin. Nie mogłem sobie pozwolić na dłuższy pobyt tam na górze i na rozkoszowanie się szczegółami. A był akurat rzadki w Holandii bardzo słoneczny dzień, idealny na spokojne oglądanie żywego krajobrazu z przeszłości. Postanowiłem sobie, że wrócę pewnego dnia do Hagi i napatrzę się do syta. Na pewno obejrzę też przy pierwszej okazji i Panoramę Racławicką, i może inne... W pewnym sensie książka ta pokazała mi fragmenty mojej przyszłości.

Olga Lewicka, „Panorama"; autorzy tekstów: Walter Benjamin, Olga Lewicka, Carsten Zorn, Karol Marx, Friedrich Engels, Alicja Jodko, Tadeusz Kościuszko, Thomas Pynchon, Owidiusz, Andrzej Kostołowski; wydawnictwo MORAVA, Poznań 2011; publikacja w języku angielskim. http://moravabooks.com/en/mrv06/

Olga Lewicka, Panorama,  wydawnictwo MORAVA, Poznań

Olga Lewicka, Panorama,  wydawnictwo MORAVA, Poznań

Olga Lewicka, Panorama,  wydawnictwo MORAVA, Poznań

Olga Lewicka, Panorama,  wydawnictwo MORAVA, Poznań

Olga Lewicka, Panorama,  wydawnictwo MORAVA, Poznań

Olga Lewicka, Panorama,  wydawnictwo MORAVA, Poznań

Olga Lewicka, Panorama,  wydawnictwo MORAVA, Poznań

Olga Lewicka, Panorama,  wydawnictwo MORAVA, Poznań