Sztuka współczesna na twoją kieszeń. Z Beatrice Hodgking, autorką książki "Affordable Contemporary Art", rozmawia Agata Mazur.

Affordable Contemporary Art, cover

en

Najbardziej podoba mi się w Twojej książce to, że działa jak GPS - pokazujesz jakie są opcje osiągnięcia celu, w tym przypadku stworzenia kolekcji sztuki, bez podawania gotowych rozwiązań czy nawet sugestii. Zamiast tego czytelnicy dostają listę zagadnień do rozważenia przed przystąpieniem do realizacji.

 

To była bardzo świadoma decyzja. Oczywiście wspominam w książce kilku artystów i galerii, ale chciałam żeby ten przewodnik był czymś, co można używać jak i gdziekolwiek chcesz. Możesz mieszkać w małym miasteczku albo wielkiej metropolii i będziesz mieć narzędzia, dzięki którym odkryjesz ulubioną sztukę na swój własny sposób, tak żeby stworzyć dokładnie taką kolekcję, jaką chcesz. Inną sprawą jest to, co odkryłam podczas rozmów w ludźmi ze świata sztuki - każdy wyraża odrobinę inne opinie. Pomyślałam więc, że ważne by uświadomić ludziom, że muszą znaleźć zaufane źródła - rozwijać relacje z galeriami o podobnych gustach artystycznych, co do których opinii ma się zaufanie. W pewnym sensie oni potem odrabiają część pracy za ciebie - wynajdując artystów, w których może chciałbyś zainwestować. Jest z czego wybierać, co może wydawać się przytłaczające i naprawdę czasem trudno zdecydować od czego zacząć, zwłaszcza ze wszystkim, co ma do zaoferowania internet - strony, galerie, magazyny, blogi. Niektóre galerie internetowe są niesamowite (np. http://www.newbloodart.com/ - Sarah, właścicielka jest znakomita, odwiedza wszystkie wystawy dyplomowe, wybiera najlepszych artystów i następnie wystawia ich prace na sprzedaż w sieci), ale musisz w jakiś sposób zawężać swoje wybory i znalezienie zaufanych źródeł ci w tym pomoże.

 

Dla wielu ludzi, zwłaszcza ze względów finansowych, pomysł, że mogą stać się kolekcjonerami brzmi dziwnie. Ale kupowanie sztuki nie jest wyłącznie dla wielkich kolekcjonerów, bo o pieniądze tu chodzi, prawda? Ograniczenia mogą być nawet powodem, by być bardziej kreatywnym.

W tym cała zabawa. Zawsze można znaleźć coś na każdą kieszeń, poza tym niektóre sposoby kupowania mogą być naprawdę kreatywne. Kilka lat temu zaczęłam chodzić na Victoria & Albert Village Fete - inicjatywę artystów, gdzie każde stoisko jest wystawione i prowadzone przez samego artystę. Każdego roku Rob Ryan miał swoje stoisko (albo ma do teraz). Jednego razu, zapłaciłam jednego funta i w zamian otrzymałam autorską interpretację karty zdrapki. Dziwna, zupełnie jak na loterii, ze srebrną warstwą do zdrapania. Trzeba było postępować zgodnie z instrukcjami, które znajdowały się pod każdym zdrapanym rysunkiem i prowadziły do kolejnego fragmentu do zdrapania - jak tropienie skarbów. Jeśli wypełniło się wszystkie instrukcje i w ciągu 60 sekund udało się dojść do centrum obrazka, można było wygrać grafikę identyczną z rysunkiem, który odkryłeś na zdrapce. Mam dwie oprawione obok siebie w swoim mieszkaniu. Są też wspaniałe targi, jak Art Barter czy darmowe targi sztuki, gdzie nie kupujesz prac za pieniądze, ale wymieniasz je za np. pilnowanie dzieci albo udostępnienie domu artyście na wakacje. Kupowanie sztuki nie jest tutaj transakcją finansową, lecz czymś znacznie więcej. Myślę też, że kupując dzieło sztuki w taki sposób, jest się z nim zawsze bardziej związanym emocjonalnie, ponieważ zdobyło się je w jakiś niecodzienny sposób. Naprawdę nie musisz być milionerem, żeby kupować sztukę. Tylko dlatego, że czytasz w nagłówkach prasowych o wartych miliony aukcjach, nie znaczy, że dzieje się podobnie na każdym poziomie. Możesz kupić niecodzienne małe grafiki albo nawet małe przedmioty, jak ‘kule śnieżne', co może brzmieć trochę kiczowato, ale też może być fajne. W mojej sypialni mam kulę z małą figurką Anthony Gromley'a, kupioną na jego wystawie "White Light" w Hayward. Nie jest to może jego unikalna praca, ale jest naprawdę urocza.

 

Jest jeszcze jeden powód poza finansami, przez który wiele osób nie odważa się na rozpoczęcie kolekcji - uważają że trzeba być specjalista żeby ją zrozumieć. Twoja książka dając zestaw narzędzi do odkrywania własnych upodobań artystycznych, pokazuje, że można nauczyć się rozumieć świat sztuki i dzięki temu wiedzieć, czego szukać. Czy mimo wszystko żyłka kolekcjonerska jest potrzebna?

Jeśli chodzi o budowanie kolekcji to zabawne, a faktycznie wspominał o tym każdy kolekcjoner, z którym rozmawiałam w książce, ale żaden z nich początkowo nie traktował kupowania sztuki w kategorii budowania kolekcji. Podstawowym pierwszym krokiem jest kupowanie prac, które ci się podobają. I potem, po jakimś czasie spójrz wstecz, żeby móc dostrzec zależności, tendencje, motywy. Wykorzystaj istniejący już zbiór jako swego rodzaju trampolinę do kupowania kolejnych prac. Jo Varney, jedna z kolekcjonerów przedstawionych w książce, przewiesza swoją kolekcję mniej więcej co pół roku. I jest to świetny pomysł, bo kiedy zmieniasz układ ekspozycji, prace wzajemnie nadają sobie nowych właściwości. Dzięki temu możesz też zacząć widzieć nowe zależności w swojej kolekcji.

Affordable Contemporary Art

Kolekcjonowanie to bardzo stymulujące doświadczenie również dlatego, że jest w pewnym sensie eksperymentalne. Piszesz o "słuchaniu barometru własnego gustu" - kiedy budowanie pewności siebie jako kolekcjonera jest zakończone?

W pewnym sensie nigdy nie masz całkowitej pewności i to jest część podekscytowania - przez cały czas nie być całkowicie pewnym. To zawsze rodzaj przygody, za każdym razem kiedy kupujesz coś nowego, robisz coś innego, eksperymentujesz. Dobrze jest mieć pewność przy zakupie prac, ale zawsze kiedy myśli się o nowym nabytku, jest to przerażające, ekscytujące i zupełnie nowe przeżycie. Czy dzieło zadziała w przestrzeni domu? Czy po pół roku nadal będzie mi się podobać? Czy będzie współgrać z innymi pracami? Czy będzie to opłacalny zakup? Sztuka współczesna jest ekscytująca i ulega ciągłym przemianom, nie można spojrzeć na nią jak na coś zamkniętego tak, jak jest to możliwe w przypadku dawnych nurtów artystycznych. Tak więc zawsze jest okazja do zaryzykowania, bo jej jury nadal obraduje, że tak powiem, a w dodatku można się przy tym świetnie bawić i odkryć coś innego.

 

Bycie kolekcjonerem to wymagająca rola, musisz zawsze na bieżąco, wiedzieć o nowych wystawach, śledzić kariery artystów, patrzeć na sztukę krytycznym okiem, a nie tylko podążać za trendami. Czy istnieje etykieta - "prawdziwy" albo "dobry" kolekcjoner?

Myślę, że to bardzo subiektywne. Kiedy się rozglądasz widzisz, że kolekcjonerzy na świecie różnią się od siebie. Są tacy, dzięki którym pomyślisz - uwielbiam to oko, ryzyko jakie podejmują albo sposób w jaki wspomagają młodych artystów (albo cokolwiek), a w przypadku innych okaże się, że masz zupełnie inny gust. Nie ma czegoś takiego, jak właściwe i błędne, dobre i złe. Myślę, że niewątpliwie dobrą rzeczą jest być na bieżąco z młodą sztuką - wystawami dyplomowymi i wschodzącymi artystami. W odkrywaniu kogoś nowego jest coś zdecydowanie ekscytującego.

 

Porozmawiajmy o kształcie kolekcji, o którym piszesz, że wymaga istotnego przemyślenia. Prawdą jest, że znalezienie idealnego pomysłu na kolekcję jest sprawą zasadniczą. Jaki powinien być pierwszy krok w kierunku stworzenia kolekcji spójnej, indywidualnej i ciekawej jednocześnie?

To coś, o czym mówiłam wcześniej - na początku kupuj poszczególne prace, po prostu dlatego, że ci się podobają, a kiedy zbierze się ich kilka, zrób krok w tył i spójrz na kolekcję jako całość, żeby móc zauważyć zależności i motywy (czy to na poziomie stylistycznym czy artystów z konkretnego obszaru), które pojawiły się naturalnie i muszą zostać rozpoznane, by je rozwijać. To ekscytujące, kiedy masz już wyobrażenie tego, co jest w twoim guście, co przyciąga twoją uwagę i widząc nową pracę wiesz, że może wzbogacić kolekcję i świetnie do niej pasować. Element poszukiwania jest niewątpliwie pasjonujący, wiesz jakiego rodzaju rzeczy szukasz i że doskonale wpisze się w kolekcję albo wręcz przeciwnie będzie pracą, która sprawi, że kolekcja podąży w zupełnie nowym kierunku.

 

Czy "trzeba mieć" czy chodzi bardziej o osobiste "chcę mieć" ?

Myślę, że nie ma czegoś takiego, jak "trzeba mieć", termin jako taki mnie drażni. Jest tylko i wyłącznie twój osobisty "chcę mieć": kiedy zakochasz się w jakieś pracy bez pamięci i absolutnie nie wyjdziesz z targów czy galerii bez niej i zrobisz wszystko żeby ją zdobyć. Nikt nie może ci powiedzieć, że coś "trzeba mieć". Musisz sam zdecydować co jest must-have dla ciebie. Inną interesującą rzeczą jest to, że czasem relacja z dziełem sztuki to miłość od pierwszego spojrzenia, ale czasem też prace potrzebują trochę czasu, żeby wzbudzić nasze zainteresowanie. Zdarza się, że idziesz na targi sztuki i natychmiast widzisz coś, co ci się podoba, innym razem zauważasz pracę, która kołacze ci w głowie i wracasz do niej, ponieważ jest w niej coś, choć właściwie nie wiesz co, ale cały czas o niej myślisz. Czasem można przeoczyć coś, co potem okaże się najbardziej wyjątkowe. To tak, jak z piosenką usłyszaną w radiu, która podoba ci się tak bardzo, że kupujesz płytę. Ale potem, po przesłuchaniu całego albumu kilka razy, odkrywasz, że jest na nim inna piosenka, którą ominąłeś kilka razy i to właśnie ona staje się tą najbardziej ulubioną. Mam dzieła sztuki, które kupiłam ze względu na miłość od pierwszego spojrzenia, ale jednocześnie są w kolekcji prace, które ostatecznie pokochałam znacznie bardziej niż te pierwsze - takie, które potrzebowały kilku "przesłuchań" żeby przekonać się o tym, jakie są wspaniałe. Na moje 30te urodziny moja kuzynka chciała kupić mi wyjątkowy prezent i przekonałam ją, ponieważ chciałam mieć bardzo pracę Polly Morgan przedstawiającą rękę trzymającą coś, co wydaje się być bukietem kwiatów, podczas gdy tak naprawdę jest to bukiet małych głów zabitych kurcząt. Ta praca jest podchwytliwa, dziwna i niesamowita. Moja kuzynka nie byłą entuzjastycznie nastawiona do pomysłu, bo praca nie jest w jej guście. Pamiętam jak zapytała: "jesteś pewna, że chcesz to, nie wolisz dostać torebkę?", a ja odpowiedziałam: "nie, naprawdę chcę tę pracę" . Mam ją w swoim mieszkaniu, wisi nad stołem, przy którym jem i za każdym razem kiedy na nią patrzę, lubię ją odrobinę bardziej. Jest niepokojąca, w pewnym sensie dziwna, ale podoba mi się bardziej niż inne prace z kolekcji, które są być może "łatwiejsze".

Affordable Contemporary Art

Czyli kolekcjoner powinien być zawsze miłośnikiem sztuki, a nie inwestorem?

Zdecydowanie, powinien móc powiedzieć "naprawdę wierzę w tego artystę". Jeśli kupujesz coś, co ci się podoba, w najgorszym razie będziesz miał pracę, którą uwielbiasz do końca swojego życia. A jeśli kolekcjonujesz wyłącznie dla inwestowania i coś nie wyjdzie, wtedy tylko stracisz swoje pieniądze. Poza tym ocenianie sztuki jest przeżyciem bardzo emocjonalnym. Oczywiście trzeba myśleć o aspektach finansowych i budżecie, ponieważ to zawsze jest inwestycja, ale wierzę, że można to jakoś połączyć. Inwestowanie wyłącznie ze względów finansowych, jeśli nie jest się miłośnikiem sztuki, sprawia, że poszukiwania - odwiedzanie galerii czy udział w targach sztuki - stają się szalenie nudne, zamiast sprawiać frajdę. To taka szkoda i okropna strata czasu tylko inwestować pieniądze, bez żadnych emocji. Poza wszystkim inwestowanie w coś innego mogłoby okazać się znacznie bezpieczniejsze przy tym, jak nieprzewidywalna potrafi być sztuka.

 

Zostanie kolekcjonerem oznacza dołączenie do społeczności sztuki współczesnej. Finansowe zaangażowanie w tworzenie publicznych kolekcji, jak systemy członkowstw muzealnych, donacje czy przynależność do instytucji jak Art Fund jest w Wielkiej Brytanii powszechne. Jakie są korzyści?

Podziwiam The contemporary art society, które działa w całym kraju. Organizują prywatne zwiedzania wystaw, zabierają do studiów artystów, organizują wykłady i warsztaty, doradzają w sprawach kolekcjonowania. Można spotkać osoby mające podobny sposób myślenia i wymienić poglądy. W mediach jest tak ogromne zainteresowanie sztuką, świat artystyczny wypełnia nagłówki biznesowe, towarzyskie i kulturalne - jest niezwykle urzekający i fascynujący. Przynależność do towarzystwa artystycznego umożliwia stanie się częścią tej społeczności. Uczęszczanie na imprezy artystyczne (od targów po zamknięte pokazy) jest świetną zabawą, nawet jeśli nic się nie kupuje. Sztuka jest czymś, w co ludzie chcą się całkowicie i absolutnie zaangażować i bardziej zrozumieć.

 

Czy jest to kwestia edukacji?

Myślę, że media odgrywają dużą rolę. Może jest to banalne, ale ewidentnie obraz świata sztuki i jego osobistości, jaki wyłania się z mediów jest bardzo atrakcyjny, pełen blasku. YBA odegrało tu dużą rolę w popularyzowaniu i promocji sztuki współczesnej. YBA było (i nadal jest) odbierane jako buntownicze, ekscytujące, szalone, eksperymentalne, niebezpieczne, dzikie.

 

I wracamy do roli kolekcjonera, YBA być może nie miałoby aż takiego wpływu bez efektywnego promotora.

Rola Saatchi'ego jest oczywiście ogromna - udostępnienie kolekcji publiczności oraz jego nieustanne inwestowanie w młodych, eksperymentalnych artystów. Jeśli ktoś bogaty i wpływowy zaczyna coś robić, ludzie zaczynają zwracać na to uwagę. Ale w tej chwili to osiągnęło punkt, w którym Saatchi nie tyle podejmuje ryzyko, co jego wybory mają duży wpływ - kiedy ludzie widzą, że Saatchi kupił czyjąś pracę, automatycznie chcą mieć to także w swojej kolekcji.

 

Ale w tym samym czasie galerzyści mówią o zmianie w podejściu do kupowania, które nie jest już wyłącznie kwestią wielkich nazwisk. Kolekcjonerzy nadal kupują nowe prace, ale dają sobie więcej czasu na podjęcie decyzji.

To zdecydowanie ważna uwaga również dla skromniejszych kolekcjonerów - absolutnie się nie spieszyć i spokojnie zastanowić się dlaczego dana praca się podoba, czy jest to coś, co będziesz lubił przez naprawdę długi czas i czy między tobą a pracą nawiązuje się dialog, czy była to jedynie kwestia chwilowego przyciągnięcia uwagi. I też warto pamiętać o zadawaniu pytań galerii - jaka jest historia artysty, w jaki sposób praca została wyprodukowana, czy istnieje możliwość spotkania z artystą, skąd pochodzi, czy dzieło jest typowe dla jego stylu, co go inspiruje, w jakich technikach tworzy itp. Wszystko to wzbogaca proces kupowania, którego częścią jest po prostu nie spieszenie się - właśnie po to, żeby zadać pytania, żeby się zastanowić, popatrzeć dokładnie na pracę. Odkrywanie tego, co się lubi może być bardzo ożywcze i wnieść wiele nowych perspektyw do poszukiwania kolejnych prac.

 

Uczestniczenie w imprezach artystycznych oznacza także udział w targach sztuki. Największe jak Frieze czy Art Basel mogą być onieśmielające dla początkujących ze skromniejszym portfelem. Ale jest też wiele mniejszych czy satelitarnych targów, gdzie prezentują się młode galerie, a sztuka jest na każdą kieszeń. Które byś poleciła?

Myśle, że The Volta albo Liste, ale tak naprawdę jest to znowu kwestia sprawdzenia, które targi są osiągalne i idealne dla ciebie. Każde targi oferują coś innego, musisz znaleźć na nie swój sposób. Znowu chodzi o gust i o to, czego szukasz - możesz uwielbiać jedną imprezę, nie znosić innej. Możesz zdecydować, że bierzesz udział w targach, na których ceny nie będą przekraczać £ 5,000 albo wybrać te, na których sami artyści mają swoje stoiska, wtedy możesz wykorzystać targi na rozmowę z nimi. A może będziesz woleć sprawdzić tylko młodych artystów i nowe galerie, gdzie wszystko będzie eksperymentalne i nowe. Wszystko zależy od tego, jakiego rodzaju sztuki szukasz. Spróbuj wszystkiego, żeby podjąć właściwą decyzję, czytaj raporty z targów w prasie i w sieci, odwiedzaj kolejne wydarzenia, a pomysły pojawią się same.

 

Jest też bardzo ciekawa inicjatywa - Affordable Art Fair (targi sztuki, na którą możesz sobie pozwolić) ...

Interesujące w tych targach jest to, że obowiązuje na nich zestaw określonych reguł, jak przede wszystkim dwie - ceny muszą być wyeksponowane i nie mogą przekraczać wyznaczonego pułapu. Można czuć się onieśmielonym odwiedzając galerię albo stoisko i nie mając pojęcia jaka może być cena - 500 funtów czy 50. Podczas Affordable Art Fair wszystko jest jasne. Główny nacisk jest tu kładziony na dostępność sztuki i przystępność cen, poza tym wszyscy są tak niesamowicie przyjaźni. Jest wiele przydatnych prelekcji i wszystko jest bezpretensjonalne i pouczające. Organizatorzy przygotowują nawet słowniczek z zawiłymi terminami artystycznymi dla uczestników targów - rozmawianie o sztuce może być kłopotliwe bez znajomości specjalistycznej terminologii. Pomimo, że targi spotkały się z mieszanymi reakcjami (świata sztuki potrafi być całkiem snobistyczny) są one naprawdę godne polecenia zwłaszcza dla tych entuzjastów sztuki, dla których ów świat sztuki wydaje się czasem onieśmielający.

 

Podobnie odbierane jest samo określenie "sztuka, na którą możesz sobie pozwolić", jako rodzaj umniejszania rangi sztuki. Ale w twojej książce znajdziemy wiele przykładów naprawdę interesujących prac w bardzo rozsądnych cenach.

Może kupić naprawdę niesamowite dzieła za nieduże pieniądze. Oczywiście to określenie ma charakter subiektywny, jednak faktem jest, że niektóre prace kosztują mniej niż para butów.

 

Jedną z rad, jakie dajesz w książce dotyczy ważnej części procesu dojrzewania w roli kolekcjonera i rozwijania swoich artystycznych gustów na zasadzie przesuwania bezpiecznych granic, jak to realizować nie mając poczucia przytłoczenia przez świat sztuki?

Odniosę się to tego, co poruszyłam wcześniej - nie sięgaj po to, co oczywiste. To tak, jak ze wspomnianą już pracą Polly Morgan - czasem trzeba dłużej patrzeć na prace, żeby uznać je za podchwytliwe... I też nie bać się zaryzykować z młodymi artystami, ani też nie bać się podjąć osobistego wyzwania i zagrać z własnym gustem. Nawet jeśli myślisz, że nie do końca byś się na coś zdecydował, może po prostu to zrób i zaryzykuj przekroczenie granicy. Tak długo, jak kupujesz zgodnie z możliwościami własnego portfela, takie działania nigdy nie będą stratą, ale cenną lekcją. To pomaga zachować świeżość i ekscytację. Może po prostu kup rzeźbę, jeśli zawsze decydujesz się na obrazy i sprawdź, jak nowa praca będzie funkcjonować w towarzystwie pozostałych. Może okazać się że ją uwielbiasz, podczas gdy wcześniej nawet być o tym niej pomyślał. Nowa praca może zmienić kształt albo kierunek całej kolekcji.

 

 

***

 

"Kolekcjonowanie otwiera nowe perspektywy na otaczającą cię rzeczywistość, wyostrza twoje zmysły, pomaga lepiej zrozumieć zarówno siebie jak i innych. Buduje relacje z innymi ludźmi, innymi kulturami, innymi wizjami świata. I jest to istna fontanna młodości" - jak w przedmowie do książki "Global collectors" pisał Samuel Keller, cytując na zakończenie swojego tekstu Ernsta Beyelera: "Być w otoczeniu sztuki, to najprawdziwsze bogactwo".

Beatrice Hodgkin, autorka "Affordable contemporary art" (wyd. Vivays Publishing, 2011) stworzyła przewodnik po kupowaniu i kolekcjonowaniu sztuki współczesnej pokazujący, że wcale nie trzeba być milionerem, żeby czerpać przyjemność z tworzenia własnego zbioru i obcowania ze sztuką. Hodgkin analizuje jak krok po kroku zagłębić się w świat sztuki, gdzie oglądać i kupować dzieła, czego szukać, skąd czerpać wiedzę, jak rozwijać swoje upodobania artystyczne i zrozumieć mechanizmy finansowe. W książce znajdziemy również kalendarz najważniejszych wystaw i targów sztuki na świecie oraz sylwetki kilku kolekcjonerów. "Affordable contemporary art" inspiruje do poszukiwań, odkrywania prac współczesnych artystów i czerpania radości ze sztuki, która jest w zasięgu ręki i w dodatku na każdą kieszeń. Książka będzie promowana podczas tegorocznej edycji targów Affordable Art Fair w Londynie.

 

Affordable Art Fair, Londyn: Battersea, 20-23.10.2011; Hampsted, 27 -30.10.2011 http://www.affordableartfair.com/

 

O książce "Affordable contemporary art": http://www.vivays-publishing.com/

 

Ilustracje: © 2011 Beatrice Hodgkin, Affordable Contemporary Art / Vivays Publishing.

Affordable Contemporary Art