Konrad Pustoła. Wspomnienie

To musiało być w okolicach 2000 roku. Robiąc zdjęcia w Wielki Piątek w Kalwarii Zebrzydowskiej, w tłumie fotoreporterów obwieszonych szybkostrzelnymi canonami i nikonami zobaczyłem chłopaka z archaicznym graflexem, który przymierzał się do sfotografowania aktora grającego Jezusa. Jakiś czas później na nieistniejącym już portalu latarnik.pl przeczytałem opis tej sytuacji i poznałem nazwisko fotografa. Wkrótce potem Konrad Pustoła dostał nagrodę w Konkursie polskiej Fotografii Prasowej za cykl „Sanna", także wykonany graflexem, tyle że już na materiałach Polaroida, a w 2002 roku w Małej Galerii ZPAF w Warszawie otworzyła się wystawa jego zdjęć Warszawy zrobionych wielkoformatową kamerą otworkową. Ponieważ wiedziałem już wtedy, że autor jest związany z Koalicją Latarnik, że był asystentem i uczniem Juliusza Sokołowskiego, jego droga artystyczna wydawała mi się dość przewidywalna. Tymczasem podczas głośnej wystawy „Teraz Polska" w 2006 zobaczyłem kolorowe zdjęcia niedokończonych domów utrzymane w konwencji topograficznego zapisu, a realizowany potem przez kilka lat cykl „Darkrooms" zaskoczył mnie (pozytywnie) odejściem od werystycznej rejestracji. W wypadku wspomnianej serii, której tematem były miejsca przeznaczone do uprawiania seksu w gejowskich klubach, odbiorcom nastawionym na zobaczenie sensacyjnych zdjęć Konrad Pustoła zaserwował kadry przypominające abstrakcyjne malarstwo. Pomyślałem wtedy, że o Pustole należy mówić, iż jest nie tyle fotografem, ile artystą wizualnym używającym fotografii. Realizowany zaraz po „Darkroomach" projekt „Widoki władzy", w którym tytułowe krajobrazy, obserwowane z okien mieszkań bądź gabinetów wpływowych ludzi w Polsce, zostały zarejestrowane znów w werystycznej konwencji, utwierdził mnie w tym przekonaniu, z tym, że do formułki „artysta używający fotografii" dodałem przymiotnik „wybitny".

O śmierci Konrada Pustoły dowiedziałem się wczoraj, jadąc tramwajem, gdy przeglądałem na smartfonie popularny portal społecznościowy. Ta straszna wiadomość po prostu zbiła mnie z nóg.

Konrad Pustoła. Fot. Mariusz Michalski
Konrad Pustoła. Fot. Mariusz Michalski