Piłka zwrotna

Miniony rok rozpoczął się mocnym i zdecydowanym apelem Julity Wójcik, odbierającej Paszport Polityki, do siedzącego naprzeciw sceny ministra Zdrojewskiego o podjęcie prac nad emeryturami dla artystów. Burza oklasków, która wówczas przerwała ceremonię, dźwięczała w głowie decydentów jeszcze długo. 2013 był w sumie dość przygnębiający, nie tylko z powodu zimy, która trwała do ostatnich dni kwietnia, ale również tego, co działo się później.

Z dużą siłą wrócił lansowany kiedyś przez Jerzego Hausnera zapis ustawowy pozwalający na przekazywanie prowadzenia instytucji kultury podmiotom komercyjnym. Niczym osławiony paragraf o ochronie uczuć religijnych zawładnął umysłami rodzimych decydentów jako rynkowe panaceum na problemy z kulturą.

Pierwszy raz problem ujawnił się w Szczecinie, gdzie władze miasta postanowiły rozpisać przetarg na prowadzenie nowo utworzonej Trafostacji Sztuki. Instytucji potrzebnej i bardzo oczekiwanej. Niestety, wskutek katastrofalnego przygotowania procedury przetarg wskazał spółkę Baltic Contemporary jako przyszłego zarządcę. Podmiot ten bardzo szybko stał się głośny dzięki wysyłaniu pism adwokackich grożących procesami każdemu, kto wypowie się na jego temat nieprzychylnie, co wprowadziło nową jakość do polskiego art worldu. Wciąż trwa proces Kamila Kuskowskiego i Agaty Zbylut, oskarżonych o rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji o spółce – w jednej z wypowiedzi prasowej zakwestionowali wiarygodność przedstawionej w przetargu oferty. Pozytywnym elementem tej żenującej sytuacji jest w miarę konsekwentny bojkot Trafostacji, mimo różnych prób pozyskania przez Constaze Kleiner do współpracy ludzi, którzy uwiarygodniliby prowadzoną przez nią instytucję.

Na ten sam zapis powoływał się Robert Kaźmierczak, dyrektor wydziału kultury UM w Poznaniu, ogłaszając decyzję o przerwaniu konkursu na dyrektora Arsenału. Sam konkurs od początku był mało wiarygodny, ale to, co wydarzyło się później, przeszło wszelkie oczekiwania nawykłych do niejasnych procedur ludzi sztuki. Przez kilka miesięcy w Poznaniu trwał festiwal niedomówień, pokrętnych tłumaczeń, nierealnych planów i zwykłej urzędniczej arogancji. Urzędowym „mózgiem” operacji był wiceprezydent Poznania Dariusz Jaworski – ten sam, którego skromny artykulik z lat 90., opublikowany w "Gazecie Wyborczej" rozpoczął nagonkę na jedną z prac Katarzyny Kozyry. Co ciekawe, ów tekst został umieszczony w części dokumentacyjnej wystawy "British British Polish Polish". W „akcji pod arsenałem” poległ również Piotr Bernatowicz, który wskazany przez władze miasta jako dyrektor bez konkursu, po złożeniu deklaracji lojalności został odrzucony przez MKiDN. To jeden z momentów, nad którym trudno przejść do porządku dziennego, gdyż przez wiele lat swojej wcześniejszej pracy Piotr dał się poznać jako ceniony krytyk i kurator. Obecnie został rozpisany kolejny konkurs, wymuszony decyzją ministerialną – niestety, czuję w kościach, że trzeba przygotować się na kolejną batalię. Pozytywem tego biurokratyczno-politycznego tsunami była praca, jaką wykonała załoga Arsenału. Przez pół roku od statusu grupy podwładnych dyrektora Makowieckiego, realizujących średnio udany program, udało im się przejść drogę do statusu świadomego zespołu, wspólnie podejmującego decyzje, prowadzącego wiarygodną akcję oporu wobec łamania procedur. To dużo, tym bardziej, że mimo pewnych lęków i oporów dziewczyny zdecydowały się na założenie silnej organizacji związkowej w galerii. Zespół Arsenału pokazał, że tak naprawdę nie potrzebuje dyrektora, że można pracować w nieco mniej zhierarchizowany sposób, niż jest to przyjęte w sektorze kultury. Jeśli uda im się przekuć ten dorobek świadomościowy w sukces na poziomie prowadzenia programu artystycznego, będzie to znak dla dużej części art-managementu, że może okazać się zbędny.

Po raz ostatni „paragraf Hausnera” ujawnił się w kontekście reorganizacji Kordegardy. Dyrekcja NCK jesienią wymówiła zatrudnienie Marcie Czyż, ogłaszając w ostatnich tygodniach roku przetarg na prowadzenie galerii. Jedynym kryterium była cena. Niniejszym chciałbym zasugerować laureatce/laureatowi najbliższego Paszportu Polityki (Izabela Tarasewicz, Olaf Brzeski, Aneta Grzeszczykowska), by wzorem Julity Wójcik skierował(a) gorący apel do ministra o usunięcie tego potworka ideologiczno-legislacyjnego z aktualnie obowiązującej ustawy. Może to być najlepsza okazja w ciągu roku do wywarcia publicznej presji.

Mimo wielu wysiłków podejmowanych przez galerzystów, starających się pokazać rodzimej klasie średniej, że kolekcjonowanie sztuki może być cool, ta zajęta jest zdecydowanie bardziej kupowaniem nowych telewizorów i szukaniem figury wroga. Nie pomogło nawet wykorzystanie, skompromitowanego, zdawałoby się, języka sprzedażowego, który nie tak dawno pogrążał pewną firmę sprzedającą inwestycje w sztukę. Ta wraz ze swoim londyńskim eventem odeszła w zasłużoną niepamięć, lecz chyba nie wyniesiono z jej obecności wystarczającej lekcji. Klasa średnia w Polsce zdradza coraz większe odchylenie w prawą stronę, co powinno bardzo zastanowić sektor komercyjny, gdyż ilościowa baza rynkowa po pewnym ożywieniu przedkryzysowym zaczyna uciekać w stronę konsumpcji podpartej balcero-korwinistycznym backgroundem. Ciężko będzie im sprzedać bilet do teatru, a co dopiero sztukę. Bardzo silną koncentrację sceny galerii sprzedażowych w stolicy należy postrzegać chyba w kontekście wysychania lokalnych ambicji kolekcjonowania sztuki i perspektyw na jej ożywienie.

Sukcesem jest za to powołanie Komisji Środowiskowej Pracowników Sztuki w ramach Inicjatywy Pracowniczej. Udało się to dzięki uporowi i konsekwencji Katarzyny Górnej, która osobiście przekonała do uzwiązkowienia już kilkadziesiąt osób związanych ze sztuką. To namacalny dowód na upadek mitu wolnego strzelca, który porządkował myślenie o socjalnym i dochodowym wymiarze pracy artystów od początku transformacji. Uzwiązkowienie artystów to też wskazanie na bardzo wyraźną granicę świadomościową między etosem ich pracy a coraz bardziej agresywną fantazmatyką klasy średniej, której część może jeszcze zaakceptować związki partnerskie, ale nigdy związki zawodowe. Tu jest też odpowiedź na pytanie o granice rozwoju lokalnego rynku sztuki.

Z wystaw koniecznie muszę wspomnieć „Wolnego strzelca” Ewy Toniak oraz „Workers of the World United” (Stanisław Ruksza) i „reakcyjną” „Ekonomię w sztuce” w Mocaku. Mam przeczucie, że bieguny wyznaczone przez te ekspozycje będą w przyszłym roku jeszcze bardziej widoczne. Mam dużą nadzieję na kontynuowanie dobrej passy bytomskiej Kroniki, programowo najciekawszej galerii w kraju, odważnie pracującej z lokalnym kontekstem. Szczególnie czekam na kontynuację projektu "Płyta" Rafała Jakubowicza.

Praca, która mnie w tym roku najbardziej urzekła, to niepozorny fragment realizacji Janka Simona i Jakuba De Barbaro "Warsaw, Moscow, Tokyo, New York"  – koincydencja czasowa i przestrzenna (5 Art Boom) z „Ekonomią w sztuce” dodała jej niesamowitego wyrazu. Mam nadzieję, że zawiśnie kiedyś w gabinecie szefa NBP.

W kategorii dyrektor roku laur wędruje do Zofii Gołubiew z Krakowskiego Muzeum Narodowego. Gdyby wszystkie instytucje były zarządzane w podobny sposób, rewolucja dokonana rękami artystów i kuratorów byłaby już historią.

Galerią roku jest oczywiście szczecińska Trafostacja. Uzasadnienie niestety muszę utajnić, by nie narażać redakcji "Obiegu" na kolejną korespondencję z prawnikami.

Patrząc w nieodległą przyszłość, trzeba przyznać, że kalendarz wyborczy jest nieubłagany i istnieje poważna szansa, iż za jakiś czas uznamy miniony rok za w miarę spokojny. Szczególnie obawiam się wyborów samorządowych i karykaturalnej powtórki z lat 2004-5, kiedy watahy wygłodniałych najmniejszego choćby skandalu kandydatów na radnych pilnie śledziły programy wystawiennicze. Teraz, uzbrojone przez Episkopat w amunicję „ideologii gender”, mogą z dużo większą łatwością prowokować kolejne awantury w publicznych instytucjach. Przedsmak ich siły mieliśmy w przypadku pracy Jacka Markiewicza, kiedy ich interwencja doprowadziła do niespodziewanego zwrotu akcji w konflikcie wokół dyrekcji CSW Zamek Ujazdowski.

Parafrazując Tomasza Kaczmarka aka agenta Tomka warto przygotować na te łatwo przewidywalne okoliczności jakąś piłkę zwrotną.

Zobacz też
Ranking „Obiegu" 2013: Przemysław Chodań, Dorota Jarecka, Izabela Kowalczyk, Wojciech Kozłowski, Adriana Prodeus, Magda Roszkowska (Notes na 6 tygodni), Maria Rubersz, Anna Theiss.