Upadki i wzloty sztuki polskiej w roku 2013

Łukowata konstrukcja

Listopad 2013. Polska. Idee narodowosocjalistyczne starły się w Warszawie z ideami kosmopolitycznymi. Gdzie była wtedy sztuka? Gdzieś w tle, niewidoczna. Sztuka (instalacja in situ) była wyłącznie pretekstem do walki politycznej. Co się stało? Sformatowani mieszanką źle pojętego katolicyzmu ze źle pojętym patriotyzmem głupcy spalili w Warszawie łukowatą konstrukcję, na znak protestu wobec moralnego zepsucia, jakie szerzy się we współczesnym świecie. Tyle było widać, niewyraźnie, jak przez mgłę, z Krakowa, miasta spowitego smogiem, które jest bardzo daleko od Warszawy. Często powtarzało się też słowo „tęcza”.Nagi facet z krucyfiksem

Nie rozumiem obecności krucyfiksu w galerii CSW, ale nie rozumiem tej obecności inaczej niż ludzie, którzy przyszli do CSW się modlić (modlić?). Czy nagi mężczyzna ocierający się o krucyfiks, kopulujący z krucyfiksem, ejakulujący na krucyfiks, lub tylko pokazujący się z krucyfiksem – wszystko jedno – jest artystycznie interesujący? Czy krucyfiks, jak też cały chrześcijański kontekst myślowy, narzucony sztuce przez bogatą władzę kościelną (mecenaty i zamówienia), po wiekach interpretacji teologicznych, i po latach profanacji kościelnych (inkwizycja) oraz profanacji artystycznych (naprawdę wielu), jest wciąż interesujący? Dla mnie nie. Z obrazów religijnych wieje nudą, podobnie jak z religijnych video, nieważne jak zinterpretowanych. Retrospektywa wideo sprzed 20 lat, kiedy video to zapewne mocno oddziaływało, była kuratorskim błędem, który wywołał głównie efekty ideologiczno-polityczne. Organizator został zaskoczony modlitwą skierowaną przeciwko obecności krucyfiksu w galerii. Pokazując zapomnianą pracę Markiewicza organizator mógł się jednak spodziewać, że pobudzi, odchodzącą już powoli w przeszłość katolicką prawicę, do kolejnej agonalnej próby politycznego zmartwychwstania. Próba zakończyła się chwilowym rozgłosem. Przychodzi mi do głowy słowo przewidywalne, ale jestem też spokojny, bo czy rozgłos medialny czyni obiekt (zdarzenie) sztuką? Nie za bardzo. Rozgłos medialny czyni obiekt (zdarzenie) głośnym, chwilowo. Za rok zapytacie przeciętnego Warszawiaka o te sprawy i bez wahania odpowie wam, że doskonale pamięta jak nagi facet ocierał się o tęczę, a na Placu Zbawiciela spalono krucyfiks, z kolei za dziesięć lat ten sam Warszawiak będzie się wahał, czy chodziło o krzyż, czy może o trójkąt?

Co poza tym w sztuce W 2013 roku zauważyłem w Galerii Pauza piękne fotografie Magdaleny Kącikowskiej, z kolei w MOCAKu natknąłem się na brawurowy design utopijny Piotra Blamowskiego, a wycieczka do nowosądeckiej galerii BWA Sokół zakończyła się odkryciem niesamowitego pokoju Eugenio Percosiego.

Warte zapamiętania są ponadto dwa wydarzenia (z czego jedno należy zapamiętać ku przestrodze): mocne rzeźby Marioli Wawrzusiak, które są wydarzeniem samym w sobie, oraz przyznanie Grand Prix Bielskiej Jesieni Ewie Juszkiewicz za obrazy malowane bez głowy. O dwóch ostatnich autorkach i ich dziełach jeszcze nie pisałem, dlatego zrobię to teraz, niżej.

Tytułem uzupełnienia dodam, że w roku 2013 nastąpiło w Polsce także odrodzenie krytyki artystycznej, czyli sztuki pisania o sztuce. Pojawił się Iwo Zmyślony, występujący z programem krytyki jako filozofii, z którym to programem jednak trudno mi się zgodzić, ze względu na ciężkość i przesadną powagę tego programu. Iwo Zmyślony (to nie jest pseudonim), jest jednocześnie grzecznym, wrażliwym i zaczytanym w książkach filozoficznych młodym humanistą, który nie szczędzi czytelnikom dowodów swojej erudycji oraz intelektualnego przygotowania. Pojawiła się także Ewelina Chwiejda, do której z jakiegoś powodu mam zaufanie, mimo, że nie do końca zgadzam się z jej ocenami. Nie zgadzam się na przykład z twierdzeniem, że pies na ostatniej retrospektywie prac Pierre'a Huyghe'a był nadmiernie wychudzony i zmuszany do wielogodzinnego przebywania w murach galerii. Otóż, pozorne wychudzenie, a w istocie piękna linia grzbietu i wyraźnie rysująca się pod skórą muskulatura, są typowymi cechami chartów. Sam też widziałem, jak opiekun wyprowadził psa na kilkunastominutowy spacer wokół Centrum Pompidou, a nie był to spacer jedyny, pies spędził, w ciągu całego dnia, mniej więcej tyle samo czasu w galerii co poza galerią.

Fabryka bezgłowia

Dwa lata temu na biennale malarstwa Bielska Jesień Ewa Juszkiewicz została wyróżniona za obraz przedstawiający dziewczynę z głową wilka na sterydach. W tym roku Ewa Juszkiewicz otrzymała na tym samym biennale Grand Prix, za obraz przedstawiający kobietę w atłasowej (wiktoriańskiej?) sukni z głową grzybem (hubą drzewną?). Między tymi dwoma biennale Ewa Juszkiewicz zaprezentowała w Krakowie trzy obrazy przedstawiające kobiety – jedna miała założoną lateksową maskę, druga została namalowana bez głowy, trzeciej nie pamiętam. Dwa lata temu doceniałem techniczną sprawność malarki oraz psychoanalityczne – najprawdopodobniej – tło wilczej głowy doklejonej do zwiewnej sukienki lolity. Ale żeby Grand Prix?

Jeżeli jakiś malarz maluje przez dłuższy czas obrazy, które są stylistycznie i tematycznie podobne, można o nim powiedzieć, że idzie pewną drogą artystyczną, własną drogą. Jednym z ważnych kryteriów oceny drogi jest to, czy ta droga jest potrzebna. Jeżeli na jakimś terenie nie ma drogi, albo jest stara, zniszczona, z dziurami i jeżeli ktoś odnowi tę dziurawą lub zbuduje nową, utwardzoną drogę, po której będzie można bez problemu jeździć rowerem, to powiemy, że działanie budowniczego miało sens, ponieważ było potrzebne przynajmniej rowerzystom. Ale jeżeli ktoś próbuje zbudować nową drogę na nowej drodze, czyli zrywa dobrą nawierzchnię i na jej miejsce kładzie taką samą nawierzchnię, to powiemy, że jego działanie jest stratą czasu i pieniędzy i że nikt tego działania nie potrzebuje, może poza samym budowniczym, który po prostu lubi na okrągło dziurawić i łatać drogę; o ile lubi. A teraz wspólnie zastanowimy się, która metafora pasuje lepiej do malarstwa Ewy Juszkiewicz?

Czy członkowie jury konkursowego tegorocznej Bielskiej Jesieni nie wiedzieli, że obrazowe wyobrażenia ludzi z przeinaczonymi głowami znajdują się w ogromnej ilości w paryskich, berlińskich, jak też nowojorskich sklepach z japońskim designem? Czy nie wiedzieli, że można tam kupić tace z wizerunkami arystokratów z głowami zajęcy, patery z wizerunkami kobiet w sukniach z głowami kuropatw, tace i patery z wizerunkami dzieci z afrykańskimi maskami zamiast głów? To wszystko jest już od dawna w sklepach z japońskim designem. Jednocześnie od dłuższego czasu dostrzegam co najmniej kilku polskich artystów, którzy z uporem malują postacie ludzkie z głowami zwierząt, postacie zamaskowane lub skrócone o głowę, lub robią kolaże polegające na zamazaniu długopisem twarzy na czarnobiałym zdjęciu, w przekonaniu, że robią coś intrygującego. Jest to mielenie surrealizmu, z którego już nic nie zostało. Artyści francuscy mielą to nic już od jakiegoś czasu, a za nimi – nieświadomie ? – mieli je także Ewa Juszkiewicz. Widzę tych wszystkich malarzy malujących przeinaczone głowy, którzy są biegłymi rzemieślnikami sztuki, różniącymi się jedynie poziomem opanowania technik malarskich, bo jeśli chodzi o wizję malarską, wszyscy oni są jej równo pozbawieni. Malująca atłasową głowę malarka nie odkrywa niczego i nie tworzy niczego, czego nie byłoby już w sklepach z japońskim designem, tak jak nie tworzy niczego, malując grzyb zamiast głowy, za co otrzymuje następnie nagrodę główną. Sugerowałbym aby laureatka znaczącego konkursu malarskiego skonfrontowała się naocznie z japońskim designem, zwłaszcza, że teraz nadarza się świetna okazja, ponieważ los się do niej uśmiechnął. Skoro już otrzymała swoje Grand Prix, doradzałbym jej wyjazd do Paryża, na dzień lub dwa, i spacer po rue de Seine, i wejście do pierwszej lepszej galerii przy rue de Seine, lub przynajmniej rzucenie okiem przez okno wystawowe na ściany pierwszej lepszej galerii przy rue de Seine, i zwrócenie uwagi na te wszystkie przeinaczone głowy, które tam wiszą. Dobrze by było, myślę, żeby polska malarka zdecydowała się przeznaczyć sześćset złotych, co nie będzie dla niej wielkim obciążeniem, biorąc pod uwagę wysokość otrzymanej przez nią nagrody pieniężnej, na lot tanimi liniami lotniczymi w obie strony, z Krakowa do Paryża i z Paryża do Krakowa, i żeby przewietrzyła sobie tym lotem swoją własną głowę. Wietrzenie własnej głowy jest niezbędne, dlatego polska malarka, która zainkasowała kilkadziesiąt tysięcy złotych, wygrywając w 2013 roku prestiżowy konkurs malarski, powinna wygospodarować z tej sumy drobną kwotę na bilet lotniczy do Paryża, w celu unaocznienia sobie faktu, że pracuje aktualnie w fabryce przeinaczaczy głów, że jest nieświadomą niczego pracownicą zakładu zajmującego się mieleniem surrealizmu na potrzeby rynku, że zajmuje się więc mieleniem nicości na potrzeby nicości. Powinna się dowiedzieć, że zamykając się w swojej pracowni, zamyka się w boksie wielkiej fabryki, produkującej wydziwione głowy, którymi tak zwani współcześni malarze zasypują tak zwany rynek sztuki.

Żelazna pozycja

Na zakończenie słowo o rzeźbach Marioli Wawarzusiak. Otóż Mariola Wawrzusiak, artystka rzeszowska, nauczająca na krakowskiej ASP, spawa znajome potwory. Paszcze jej humanoidów (skojarzenie z szympansem) otwierają się w grymasie głodu, lęku lub rozpaczy. Długie kończyny górne wyzywają do walki (skojarzenie z zadymiarzami) lub wyczekują pokarmu. Samica kuli się pod ścianą, ze strachu, strosząc gwoździe. Brutalna prostota form przykuwa uwagę i działa na emocje. Czułość gestu i sytuacji (matka karmiąca, bawiące się dzieci) skontrastowana z agresywnym charakterem materiału, dają silny (wstrząsający?) efekt. Nie można przejść obojętnie obok tych oryginalnych rzeźb. Mariola kształtuje z żelaznych prętów emocje i relacje w obrębie stworzonej przez siebie gromady istot człekokształtnych. Rzeźba egzystencjalna? W każdym razie nie można się oderwać. Siła i twardość, lęk i kruchość – takie pary pojęć przychodzą mi na myśl, kiedy na to patrzę. Mariola Wawrzusiak to artystka bezkompromisowa i odważna. I nie boi się sprzeczności.

Zobacz też
Ranking „Obiegu" 2013: Przemysław Chodań, Dorota Jarecka, Izabela Kowalczyk, Wojciech Kozłowski, Adriana Prodeus, Magda Roszkowska (Notes na 6 tygodni), Maria Rubersz, Anna Theiss.