MOCAK integracji

Anda Rottenberg, Marek Świca. Fot. (jeśli nie zaznaczono inaczej) Zofia Kerneder. Dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki Współczesnej
Anda Rottenberg, Marek Świca. Fot. Zofia Kerneder. Dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki Współczesnej

Znany dziennikarz przekonuje, że warto rozmawiać. Niemniej profil jego audycji dowodzi, że nie każda rozmowa to dialog i nie zawsze ma sens. Mając na względzie tę pesymistyczną lekcję, chciałbym zastanowić się, w który model dyskusji wpisało się spotkanie zorganizowane przez Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie (czyli, jak chce dyrektorka tej instytucji, MOCAK - Museum of Contemporary Art, Krakow)1. Zaznaczę od tego, że nie zamierzam streszczać głosów wszystkich prelegentów oraz całego panelu. Natomiast chciałbym wyłowić najistotniejsze wątki i przyjrzeć się, jaki kształt przyszłego krakowskiego Muzeum wyłonił się z wizji zarysowanej przez Marię Annę Potocką.

Panel - czy też "konferencja", jak chcą organizatorzy - była pierwszą poważną inicjatywą, która wyszła spod kurateli tej instytucji. Jakkolwiek temat spotkania sformułowano wręcz hiperprecyzyjnie (Co to jest program muzeum?), to większość zaproszonych osób starała się wykroczyć poza tak wąsko wyznaczony obszar. Trudno się temu dziwić. Pytanie co to jest program muzeum? ma słownikowe konotacje. Kojarzy się raczej z wysiłkiem lingwistów, którzy próbują znaleźć właściwą definicję słowa, niż z pracą animatorów kultury, kuratorów czy kierowników placówek kulturalnych. Ci ostatni doskonale wiedzą, czym jest program muzeum, natomiast borykają się z problemami, jak go stworzyć i sensownie realizować. W skrócie: odpowiedź na pytanie co to jest program? znajdujemy w słowniku i podobne pytanie nie zachęca do dyskusji. Stąd wypowiedzi prelegentów - wymieniam w kolejności zabierania głosu: Andy Rottenberg, Piotra Piotrowskiego, Jarosława Suchana, Joanny Mytkowskiej, Piotra Krajewskiego, Doroty Monkiewicz, Marka Świcy i Anny Marii Potockiej - często odbiegały od tytułowego pytania. Pojawiło się za to kilka innych, interesujących lejtmotywów.

Wśród zaproszonych znaleźli się zarówno dyrektorzy placówek, które powstają "od zera", jak osoby zarządzające instytucjami z bogatą tradycją, stąd już ze względu na tę różnicę wystąpienia orientowały się nieco inaczej. Kiedy głównym problemem poruszonym w wypowiedziach Jarosława Suchana i Marka Świcy był stosunek programu do tradycji i kolekcji posiadanej już przez muzea, to Piotr Krajewski, Dorota Monkiewicz i Joanna Mytkowska skupiali się na konieczności dokonania wyboru i świadomego zawężania zasięgu kolekcji, by nadać muzeum określony profil.

Piotr Piotrowski, Joanna Mytkowska, Marek Świca, Piotr Krajewski i Dorota Monkiewcz poruszyli również kwestię relacji między muzeami i ich publicznością. Dla zarysowania problemu Piotr Piotrowski posłużył się sformułowaniem macdonaldyzacja muzeum, które - jego zdaniem - charakteryzuje funkcjonowanie wielu placówek. Jak zauważył, napięcie między edukowaniem, proponowaniem wartości związanych z tzw. wysoką kulturą, a koniecznością przyciągania publiczności, często jest neutralizowane przez schlebianie niewymagającym odbiorcom.

Zabierający głos skupiali się na praktycznym wymiarze działalności muzeów. Opowiadano więc o relacjach z władzami miasta, o konkursach na projekty budynków, problemach związanych z lokalizacją instytucji, narosłych wokół tego konfliktach i możliwościach ich rozwiązywania. Podobny profil wystąpień być może wiązał się ze wspomnianym wcześniej problemem: tytuł panelu nie należał do wyjątkowo nośnych teoretycznie. I być może dlatego wystąpienia miały często charakter luźnych uwag lub tzw. wspominkowy. Na tym tle wyróżniło się starannie przygotowane wystąpienie Marii Anny Potockiej.

Piotr Krajewski, Dorota Monkiewicz, Sebastian Liszka – rzecznik prasowy MOCAK’u, Joanna Mytkowska, Piotr Piotrowski, Anda Rotten
Piotr Krajewski, Dorota Monkiewicz, Sebastian Liszka – rzecznik prasowy MOCAKu, Joanna Mytkowska, Piotr Piotrowski, Anda Rottenberg, Marek Świca

Konferencja? Ceremonia?

Koncepcja Potockiej wymaga bliższego omówienia przynajmniej z jednego względu. Nazwałbym go względem "legitymizacyjnym". Trafna będzie tu analogia polityczna. Tak jak nowopowstałe państwa wymagają uznania przez najsilniejsze kraje, by mogły funkcjonować jako pełnoprawni partnerzy na arenie międzynarodowej, tak MOCAK zapraszając do Krakowa crème de la crème dyrektorów polskich placówek wszedł pewnym krokiem w ekskluzywne towarzystwo. Tak czy owak krakowska instytucja ma już na starcie potencjał, by znaleźć się w owym gronie, jednak w wymiarze symbolicznym panel należy potraktować jako gest namaszczenia czy też przyjęcia do elitarnego klubu.

Dlatego można odnieść wrażenie, że tematyka spotkania pełniła drugorzędną rolę. Chodziło raczej o zaprezentowanie programu instytucji na tle najważniejszych placówek związanych ze sztuką współczesną w Polsce i znalezienie się w odpowiednim towarzystwie już przy pierwszym poważnym wejściu w przestrzeń publiczną i medialną. Co symptomatyczne, dyrektorka MOCAKu - podobnie jak większość zaproszonych osób - również nie odpowiedziała na tytułowe pytanie. Zamiast tego naszkicowała pomysł na działalność budowanej przez nią instytucji.

Takie odczytanie "konferencji" nie jest kwestią wyłącznie subiektywnych wrażeń. Podobne odczucia musieli mieć także zaproszeni prelegenci, skoro Piotr Piotrowski stwierdził wprost, że panel zorganizowany jest dla MOCAKu i to Maria Anna Potocka jest jego bohaterką. Ów wątek pojawił się w czasie dyskusji, kiedy dyrektorka tej instytucji wyraziła zdziwienie, że pytania z sali kierowane są wyłącznie do niej.

MOCAK integracji

A jest o co pytać. Koncepcja Potockiej aspiruje, by być holistyczną wizją tak sztuki współczesnej, jak kultury w ogóle. Pomysł dotyka kilku płaszczyzn. Gdy idzie o działalność wystawienniczą, Maria Anna Potocka widzi muzeum jako miejsce, w którym ujawni się ciągłość praktyki artystycznej XX wieku, a muzeum ma proponować kompletną kolekcję sztuki współczesnej. Podobne przekonanie leży u podstaw strategii edukacyjnej: instytucja będzie pracować nad zmianą uprzedzeń wobec sztuki współczesnej i ma ujawniać egzystencjalne znaczenie sztuki, możliwość sensotwórczego dopełniania życia poszczególnego człowieka. W sformułowaniu Potockiej: muzeum to nie tłumaczenie historii sztuki, ale ujawnianie jej sensu oraz wartości poznawczych, etycznych i innych, które ze sobą niesie. W tej holistycznej perspektywie, jedną z ambicji MOCAKu będzie integracja środowisk twórczych - przyciągnięcie nie tylko twórców i publiczności zainteresowanej sztukami wizualnymi, ale też artystów pracujących w ramach różnych dyscyplin artystycznych i przedstawicieli świata nauki.

Filozofia, socjologia, krytyka i praktyka artystyczna drugiej połowy dwudziestego wieku wielokrotnie wskazywała na defragmentację pola kulturowego. Stąd tak zarysowany program muzeum wpisuje się doskonale na przykład w Habermasowskie postulaty, by podjąć wysiłek ponownego scalenia przestrzeni kulturowej. Z młodszych teoretyków wskazać można Richarda Shustermanna i jego próby przeformułowania oddalonych od siebie pól sztuki i codziennego doświadczenia. Wizja Potockiej sytuuje się zatem w ramach pewnej dobrze znanej, choć zróżnicowanej, koncepcji kultury. Nie proponuje rewolucji; mówi tyle, że zautonomizowane pole doświadczenia estetycznego trzeba scalić z pozostałymi obszarami. Należy zespolić to, co zautonomizowała postkantowska tradycja separująca obszar sztuki od sfery poznania i praktycznego zaangażowania. Podobna wizja kultury odbija się w codziennej praktyce wielu muzeów w Polsce i zagranicą.

Piotr Krajewski, Dorota Monkiewicz, Joanna Mytkowska, Piotr Piotrowski, Anda Rottenberg, Marek Świca, Jarosław Suchan, Maria Anna Potocka
Piotr Krajewski, Dorota Monkiewicz, Joanna Mytkowska, Piotr Piotrowski, Anda Rottenberg, Marek Świca, Jarosław Suchan, Maria Anna Potocka

"Muzeum artystów"?

Jednak przyjmując, że sztuka funkcjonuje w ramach kulturowego systemu naczyń połączonych, Maria Anna Potocka zaproponowała kilka projektów, które w tym kontekście brzmią osobliwie. Przede wszystkim dyrektorka MOCAKu chce tworzyć - by posłużyć się jej słowami - muzeum artystów. W jej opinii instytucja ma stanowić przestrzeń kontaktu z artystą. Ma być miejscem, gdzie będzie się przede wszystkim wystawiać artystę. W kontekście "holistycznego" programu instytucji wydaje się to dziwne. Pamiętajmy, że jednym z kluczowych elementów, na których zasadzał się proces autonomizacji pola sztuki, była postać artysty, szczególnie w kształcie, który nadała mu postromantyczna estetyka i krytyka sztuki (np. Benedetto Croce).

Problem polega więc na tym, by w tej afirmacji artysty nie cofnąć się o stulecie. Przypomnijmy, że krytyka artystyczna i literacka XX wieku konsekwentnie uwalniała sztukę od silnej pozycji artysty. W świetle tego wysiłku może wydawać się archaicznym pomysł, by ponownie wrócić do figury twórcy jako centralnej postaci w polu sztuki. Stąd koncepcja Potockiej, domaga się wypracowania jakiejś nowej formuły. Formuły, która pozwoli uznać komunikację z twórcą za priorytet, ale odetnie się od postromantycznej tradycji naznaczonej przez silną pozycję artysty. Innymi słowy: jeśli dyrekcja MOCAKu, chce, by muzeum było muzeum artystów, ale nie było jednocześnie instytucją starą już w momencie narodzin, musi poszukać takiej koncepcji działalności, gdzie stosunki między artystą i odbiorcą pozostaną partnerskie.

Pojawia się pytanie, na ile podobne relacje można wytworzyć w muzeum? Są one naturalne w małych galeriach, które działają jako "świetlice", kawiarnie, miejsce towarzyskich spotkań. Na gruncie krakowskim istnieje kilka miejsc, które koncentrują się na spotkaniach z artystami, wystawy traktując raczej jako pretekst do rozmowy (Artworld, Goldex Poldex, Mieszkanie 23). Jednak czy tę luźną, towarzyską atmosferę można przenieść do muzeum? Czy w ogóle może ona tam powstać? Wydaje się, że nie. A bez realizacji tego warunku postać artysty nadal pozostanie posągowa. W tym przypadku muzeum artystów będzie wciąż ewokowało archaiczną figurę twórcy, oddalając się od partnerskiej relacji między artystą i odbiorcą.

Ile cukru w cukrze?

W świetle zarysowanego programu MOCAKu uderza również sposób, w jaki dyrektorka tej instytucji widzi pierwszą wystawę. Jej tytuł (być może roboczy) to Historia a sztuka i będzie ona inaugurować cykl wystaw. Kolejne to Polityka a sztuka, Religia a sztuka, Ekonomia a sztuka i Sztuka a sztuka. Oczywiście mariaż sztuki i innych obszarów kultury ma oddawać całościowy, "integrujący" aspekt działalności MOCAKu. Wydaje się jednak, że w rzeczywistości ten profil działalności placówki Potocka rozumie dość niekonsekwentnie. Przynajmniej takie wrażenie można odnieść po jej odpowiedzi na pytanie Ewy Małgorzaty Tatar. Redaktorka "Obiegu" odniosła się do stwierdzenia dyrektorki MOCAKu o silnym kontekście, który dla muzeum stwarza Fabryka Schindlera, oraz do akcji, którą MOCAK współorganizował w Auschwitz razem z Museum of Jewish Heritage z Nowego Jorku (Agnes Janich, Lighting the Nigth, 25.04.2010). Tatar zapytała, czy MOCAK będzie jakoś szczególnie odnosił się do kwestii Żydów w Krakowie wobec wskazywania na ów kontekst i współorganizowania performance'u Janich? Czy konstruowana wystawa odniesie się do tych zagadnień? Czy Muzeum dysponuje jakąś wizją historii? Jakie jest kryterium doboru prac? W odpowiedzi Potocka zadeklarowała, iż nie chce prowadzić żadnej polityki historycznej. Proponowana wystawa nie będzie też miała charakteru problemowego, a jedynie wskaże maksymalnie wiele podjeść do kwestii historii w sztuce.

Trzeba przyznać, że wypowiedź dyrektorki MOCAKu rozczarowała. Maria Anna Potocka jakby nie chciała dostrzec, że wydarzenia historyczne i ich interpretacja posiadają pewien ciężar. Nie można "na starcie" wchodzić w kontekst Auschwitz, podkreślać żydowskiej tradycji miejsca, w którym buduje się Muzeum, by za chwilę głosić, że polityka historyczna muzeum w ogóle nie dotyczy. Że ot, będziemy z dystansem przyglądali się recepcji historii w sztuce. Czy Maria Anna Potocka zakładała, że sztuka jest neutralnym zwierciadłem, w którym odbijają się czyste, nieskażone interpretacjami fakty? Czy sądzi, że kurator może zawiesić swoje poglądy na czas organizacji wystawy? Czy uważa, że sam wybór prac nie stanowi pewnej deklaracji?

Założenie, że można zrobić wystawę, która cokolwiek zaprezentuje neutralnie, grozi tym, że będzie ona powierzchowna. Pokaże wszystkie punkty widzenia, czyli żaden. Rozumiem obawy przed politykierstwem i popadnięciem w propagandowość, lecz nie da się pozostać niezaangażowanym organizując wystawy na temat historii czy religii. Jako neutralne będą zawsze fałszywe. Stąd wydaje się uczciwe wobec odbiorców, by zdeklarować określony punkt widzenia. Poza tym neutralność zakłada autonomiczność świata sztuki, oznacza dobór prac wedle "historycznosztuczego" lub estetycznego klucza, a zatem bezpieczną, niezaangażowaną autonomię. Właśnie z taką koncepcją sztuki Potocka chce polemizować.

Podobne zastrzeżenia wyraził Piotr Piotrowski, który zapytał o możliwość i sens budowania "kompletnej" kolekcji sztuki współczesnej. Dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie zauważył, że proces budowania zbiorów muzeum wiąże się z koniecznością wyboru i przyjęcia określonej optyki. Maria Anna Potocka w odpowiedzi konsekwentnie brnęła w kierunku przeciwnym, niż wskazany na początku. Broniąc wystawy Historia a sztuka przed zarzutami, stwierdziła, że ekspozycja będzie unikać ideologizacji. Jednak, czy operowanie kryterium doboru prac znaczy oznacza ideologię? Pozostaje czekać na katalog wystawy i tekst kuratorski, który - bądź, co bądź - będzie musiał wskazać jakąś optykę.

Integracja środowiska

Temperaturę panelu podniosło kilka pytań ze strony publiczności. Najpierw Ewa Małgorzata Tatar zapytała o procedurę, na mocy której powierzono Marii Annie Potockiej zadanie budowy MOCAKu przez władze miasta, a później Marta Deskur powtórzyła pytanie, ale w nieco innym kontekście. Deskur zastanawiała się, jak Muzeum spełni zadanie integracji środowiska wobec konfliktu i nerwowej atmosfery w krakowskim środowisku artystycznym związanej właśnie z powołaniem dyrekcji Muzeum.

Potocka odpowiadała w sposób, który każe sądzić, że nie dostrzega ona żadnego z problemów. Uznaje za niebyłe zastrzeżenia wskazane przez sygnatariuszy Listu Otwartego do Prezydenta Miasta Krakowa odnośnie przejrzystości polityki kulturalnej. Niejako dziwiąc się, że wątpliwości nadal się pojawiają, mówiła o "złej energii" czy też "złej woli" różnych osób. Należałoby się zastanowić: kogo? Czy tych, którzy list podpisali (a wśród nich są przecież także pracownicy MOCAKu)? Czy tych, którzy w ogóle stawiają pytania o przejrzystość polityki kulturalnej i przekonują, że konkurs byłby najwłaściwszą drogą powoływania władz instytucji kulturalnych?

Samo zadanie integracji środowiska wydaje się utopijne i to nie tylko ze względów, o których wspomniała Marta Deskur. Jak każda grupa społeczna, środowisko artystyczne również ma swoje hierarchie, spory o władze i wykluczenia, stąd trudno powiedzieć na czym owa integracja miałaby polegać. Jaki byłby sposób na wygaszenie tych konfliktów? Niemniej można zastanawiać się, kiedy uspokoi się atmosfera wokół MOCAKu. Wedle informacji, których udzieliła Maria Anna Potocka, oficjalnie sprawuje ona funkcję "dyrektora muzeum w organizacji" i będzie ją pełniła do momentu pojawienia się w Muzeum "pierwszej, dużej ekspozycji stałej". Potem ma zostać rozpisany konkurs na stanowisko dyrektora. Jakkolwiek sformułowanie "pierwsza, duża ekspozycja stała" jest nieprecyzyjne, to wydaje się, że dopiero wraz z jej otwarciem, a potem ogłoszeniem konkursu, kontrowersje wokół MOCAKu będą miały szansę ucichnąć.

  1. 1. Nazwa muzeum przez wielu jest uznawana za niefortunną. Chodzi o kwestię fonetyki. Dyrekcja palcówki proponuje wymowę "mocak", skoro jednak skrót pochodzi od angielskiego tłumaczenia nazwy, poprawnie powinniśmy wymawiać go "mokak" - środkowe "k" odnosi się przecież do słowa contemporary, które wymawiamy przez ‘k' a nie przez ‘c'. Wymowa "mocak" brzmi niezręcznie i jest niepoprawna, "mokak" ze względu na "zoologiczne" konotacje, wzbudza rozbawienie.