Humanitaryzm pozorowany

Dedykuję Pawłowi Możdżyńskiemu...

Pracuję na polu kultury od 1958 roku. Jak mi się wydaje przez ten długi okres przetrwałem obronną ręką wiele wstrząsów politycznych i społecznych. W tzw. Socjalizmie "czysta sztuka" jako coś własnego interesowała mnie zawsze jako "bezludna wyspa", na której jestem sam i ode mnie prawie wszystko zależy. Organizatorem mojej cywilizacji artystycznej był zawsze stan świadomości, który sam wykształciłem obcując aktywnie z innymi ludźmi. W historii sztuki ten model artysty-samotnika uprawiało wielu. Postawa taka, to nic szczególnego.

Jako absolwent kinematograficznej szkoły uczącej manipulacji drugim człowiekiem, w 1988 roku z okazji wystawy "Kąty Energetyczne" w warszawskiej Małej Galerii decyduję się na opublikowanie istotnego dla mnie w tamtym czasie tekstu pt: MANIPULUJĘ!

Podjęcie "gry w manipulację" jest na terenie sztuki tematem niegodnym i wyjątkowo wstydliwym. Na ogół przyjęto sądzić, że artysta prawdziwy, to człowiek szczery, głęboko przeżywający swoje istnienie jako, że jest urodzony z cierpienia i wielkiej namiętności swych przeżyć. To osobne, specjalnie predysponowane, zanurzone w tajemnicy swoistych gestów KURIOZUM.

Tymczasem niezmiernie ciekawi mnie, czy ja jestem artystą, bowiem niezbicie stwierdzam, że przez życie mojej sztuki karmię się manipulacją, która służy mi do zatarcia klarownego wizerunku osobowego. Jestem przekonany, że artysta to rodzaj perfidnego szalbierza, wrzodu społecznego, którego witalnością jest właśnie manipulacja na własne konto jako wyraz samoobrony przed unicestwieniem czyli publiczną akceptacją i uznaniem.

Na mojej drodze spotkałem wielu artystów, którzy dla dobra ludzkości usiłowali być politrukami, działaczami społecznymi, aktywistami. Pewnie kilku z nich spełniło swoje oczekiwania robiąc zawrotne kariery zajmując zaszczytne 152, 165, 213 miejsca na światowej liście rankingowej. Inni publicznie pytają, czy istnieje coś takiego jak skuteczność sztuki? Uważam jednak, że te okazjonalne sytuacje nie są w stanie podważyć oczywistego faktu: prawdziwy artysta zawsze wróci na "bezludną wyspę", by po solidnym zastanowieniu wracając oczyszczony do społeczeństwa mieć nieodpartą chęć zrzeczenia się już na zawsze manipulowania innym ludźmi.

/2015/

Zobacz także:

Paweł Możdżyński, "Przemoc symboliczna w sztuce partycypacyjnej"

Izabela Kowalczyk, "Wierząc w skuteczność sztuki..."

Piotr Parda, „Na co mam się dzisiaj rozzłościć, żeby to jakoś wyglądało?"